AGATA I PIOTR RUBIKOWIE Kiedy mężczyzna płacze

Udostępnij

Za kilka miesięcy po raz pierwszy zostaną rodzicami. Piotr chciałby mieć i syna, i córkę, więc pierworodny raczej nie będzie jedynakiem. W Wilanowie powstaje ich nowy dom, w którym on będzie mógł dla niej grać na fortepianie. Nawet w nocy. To ma być rok przełomu. I dlatego Piotr postanowił zmienić też swój wizerunek.

AGATA I PIOTR RUBIKOWIE Kiedy mężczyzna płacze

GALA: Czy dobrze się pan czuje ze swoim nowym odbiciem w lustrze?

PIOTR RUBIK: Jeszcze nie wiem. Muszę mieć trochę więcej czasu, żeby się z tym oswoić.

GALA: Kobiety dokonują radykalnych zmian w wyglądzie, kiedy chcą poprawić sobie samopoczucie. A mężczyźni?

PIOTR RUBIK: Myślę, że każda zmiana pomaga w tym, żeby coś się zakotłowało w emocjach. A jak się pozytywnie kotłuje, to ma dobry wpływ na życie, na pisanie muzyki. Zaczął się nowy rok, czekają na mnie nowe wyzwania, projekty i przede wszystkim wspaniałe rzeczy w życiu prywatnym. Już od kilku tygodni myślałem o tym, żeby coś zmienić. Stwierdziłem, że warto zrobić jakiś mały, ale wyraźny akompaniament do tego nowego, co nadchodzi.

GALA: Poprzednio zmienił pan swój image cztery lata temu. Wtedy zaczął się pana czas: prawdziwa kariera, wielkie koncerty, nagrody, poznanie Agaty, dziś pana żony.

PIOTR RUBIK: Tamta przemiana była przypadkowa, niezamierzona, był to odruch. Zaczął się rok, siedziałem na fotelu u fryzjera, który mi nagle zaproponował, żeby przefarbować włosy na blond. Miałem dobry nastrój, stwierdziłem: „Czemu nie, nie ma sensu się zastanawiać, pobawmy się”. Byłem ciekaw, jaki to będzie miało wpływ na moje samopoczucie.

GALA: Bilans tych czterech lat pokazał, że bardzo dobry. Teraz powinno być podobnie. Czeka pan z żoną na pierwsze dziecko, buduje dom, pracuje nad trzema dużymi projektami...

PIOTR RUBIK: Po pierwsze, płyta „RubikOne”, a na niej 13–14 utworów, które śpiewają same kobiety. Wydaje mi się, że to bardzo ciekawe głosy. Na przykład Paulina Lenda i Ewa Maria Lewandowska z „Mam talent”, moje trzy solistki, czyli Zosia Nowakowska, Anna Józefina Lubieniecka i Marta Moszczyńska, poza tym znana wróżka Aida Kosojan-Przybysz, Isis Gee, jeszcze kilka fajnych solistek, no i... jedną piosenkę nagrałem ja.

GALA: Jak to? Miały być same kobiety?

PIOTR RUBIK: To wyjątek, że śpiewam. Ale wyjątkowa jest sytuacja. Ta piosenka jest dedykowana mojemu dziecku i specjalnie dla niego została napisana. Ma tytuł „Kiedy mężczyzna płacze” i jest bardzo osobistą balladą.

GALA: Pan płakał, kiedy dowiedział się, że zostanie ojcem?

PIOTR RUBIK: Byłem wzruszony, czułem wielką radość. To spełnienie jednego z moich najważniejszych marzeń.

GALA: Zaraz porozmawiamy o tych osobistych marzeniach...

PIOTR RUBIK: ...ale wracając do płyty, jako ciekawostkę dodam, że wystąpi na niej także Jivan Gasparyan, armeński muzyk, który gra na instrumencie duduk. Można go podziwiać np. w „Gladiatorze”, „Ostatnim kuszeniu Chrystusa”. Jest wirtuozem światowej sławy, jeśli chodzi o instrumenty etniczne. Drugi projekt to napisana z Jackiem Cyganem cantobiografia pt. „Santo subito”, na rocznicę śmierci papieża Jana Pawła II i z nadzieją na jego szybką beatyfikację. To utwór bardzo duży, na orkiestrę symfoniczną, chór i solistów. Premiera w Warszawie na początku kwietnia. Trzecia rzecz nazywa się „Shanghai Rhapsody”. Jest to utwór instrumentalny, który napisałem na wystawę EXPO 2010. Nie ma tam ani jednego słowa w żadnym języku. Puściłem wodze fantazji, umieściłem trochę motywów w stylu chińskim, polskim, trochę w klimacie filmowym. Mam nadzieję, że ta muzyka będzie zrozumiała dla każdego. Za dwa tygodnie jadę do Chin przekazać burmistrzowi Szanghaju gotowy utwór. Wierzę, że będzie to dla mnie furtka na świat.

GALA: Dużo tego. Żona pana wspiera w zawodowych sprawach?

PIOTR RUBIK: Bardzo mi pomaga w wielu rzeczach, w wielu innych nie może mi pomóc, ponieważ nie zna się na pewnych niuansach muzycznych, aczkolwiek ma bardzo dobry słuch. Czasami jestem zaskoczony, jak dobrze potrafi wychwycić niektóre motywy, kontrapunkty, które nie są główną melodią, ale gdzieś tam je słychać w orkiestrze i ona je sobie nuci. I to nuci bardzo czysto. Cieszę się. Jesteśmy razem już prawie cztery lata, wielu rzeczy się nauczyła. Kiedy trzeba się podzielić jakimiś obowiązkami, nie muszę Agaty prosić – to oczywiste, że mi pomaga. W tej chwili jednak staram się ją odciążyć, bo niedługo będziemy mieli oboje bardzo dużo pracy jako rodzice.

GALA: Czeka pan na syna czy na córkę?

PIOTR RUBIK: Oboje z Agatą znamy już płeć dziecka, ale nie chciałbym o tym mówić, dopóki nie urodzi się całe i zdrowe. Słyszałem zresztą, że różnie bywa z odczytywaniem płci na zdjęciach USG, więc po prostu czekamy. Poza tym możemy mieć i chłopca, i dziewczynkę, zobaczymy, co urodzi się pierwsze. Podchodzę do tego rozsądnie, z wielką miłością i bez wygórowanych oczekiwań.

GALA: Dla kompozytora pracującego w domu krzyk dziecka, nawet własnego, za ścianą to chyba duże wyzwanie.

PIOTR RUBIK: Mam zamiar być dzielny. Jedną ręką mogę pisać muzykę, drugą niańczyć. Wierzę, że dam radę. W sytuacjach podbramkowych będziemy się przekrzykiwać. Będę mu śpiewał – jeśli przestanie krzyczeć, to będzie oznaczać, że utwór nie jest zły. Pomyślałem, że wypróbuję tę metodę.

GALA: W nowym, dużym domu wasze głosy będą się dobrze niosły.

 

PIOTR RUBIK: Dlatego cieszę się z tego domu. Teraz mam przemiłych sąsiadów, ale mimo wszystko zawsze istnieje ryzyko, że im przeszkadzam, zwłaszcza kiedy pracuję w nocy. Dom da mi wolność. Będę mógł grać, o której chcę, kiedy chcę, co chcę i jak chcę. Będę mógł robić w nocy próby i nikomu się nie narażę, nie będę musiał się martwić, że ktoś przeze mnie nie spał. Poza tym będę miał dużo miejsca na moje zabawki motoryzacyjne. Nie będzie już dylematu, który motocykl wybrać, tylko będę mógł mieć ich kilka. Teraz na podziemnym parkingu mamy miejsce tylko na jeden samochód i to jest duży kłopot.

GALA: Sam pan zaprojektował ten dom?

PIOTR RUBIK: Agata zobaczyła na mieście reklamę dewelopera, w internecie obejrzała projekty i pokazała mi je. Osiedle Villa Natura to bardzo piękne miejsce, więc spotkaliśmy się z prezesem i po wspólnych rozmowach wybraliśmy projekt domu, który najbardziej nam się spodobał. Jest zupełnie inny niż większość tzw. domków jednorodzinnych, jakie widziałem. I... budujemy się. Nie wiem, czy zasadzę drzewo, bo to nie było moje marzenie. Na naszej działce nic na razie nie rośnie, więc może zasadzimy coś razem. Pracownia zaprojektowana jest na górze. Duże, oszklone studio z widokiem. Czekają nas cudowne wieczory: któregoś dnia zapalę świeczki i przy czerwonym winie i blasku księżyca urządzimy kameralny koncert tylko dla nas.

GALA: Brzmi wspaniale. A jak będzie wyglądało wnętrze?

PIOTR RUBIK: Inwestycja dopiero się zaczęła, więc jeszcze mamy czas. Oboje lubimy elegancki minimalizm, nie za dużo sprzętów, za to najwyższej jakości. Nie lubię bibelotów, drobiazgów ustawianych na półeczkach. Podobają mi się duże, czyste przestrzenie. Najważniejsze, żeby wszystko razem miało jakiś styl, żeby nam się przyjemnie mieszkało.

GALA: Podobno mężczyzna do czterdziestki powinien wszystkiego spróbować, żeby potem wybrać dla siebie tylko to, co najlepsze.

PIOTR RUBIK: Nie ma rzeczy, o której pomyślałbym: „Żałuję, że nie spróbowałem”. Nigdy na przykład nie zapaliłem marihuany, bo zawsze odstręczał mnie zapach, pomijając inne konsekwencje, jak strach przed tym, że to mogłoby mieć jakiś wpływ na mój umysł, na moją muzykę. Zwiedziłem prawie cały świat. Myślę, że skosztowałem wszystkiego, czego chciałem, a to, czego nie spróbowałem, chyba nie bardzo mnie pociągało. W każdym razie niczego nie żałuję... No może... Nie, jednak nie. Chciałem powiedzieć, że żałuję, że nie spotkałem wcześniej Agaty, ale...

GALA: ...mógłby jej pan wtedy nie zauważyć?

PIOTR RUBIK: Agaty nie da się nie zauważyć. Ale może byłbym wtedy głupszy i nie umiałbym docenić tego, co mam.

GALA: Zastanawiał się pan, co chciałby pan przekazać dziecku?

PIOTR RUBIK: Od 18. roku życia sam zarabiałem na jedzenie, ubrania, papierosy czy instrumenty i miałbym wielką satysfakcję, gdyby moje dziecko też umiało kiedyś samo o siebie zadbać. Na pewno zawsze będę stał obok i pomagał w granicach rozsądku. Po cichu liczę na to, że będę nie tylko tatą, ale też przyjacielem, że będziemy mieli dobry kontakt, o wszystkim będziemy mogli porozmawiać. Że jak dorośnie, samo będzie miało ochotę do mnie zadzwonić i umówić się na piwo czy kawę.

GALA: Jakie geny ma męska linia rodziny Rubików?

PIOTR RUBIK: Dziadek chłonął wiedzę, interesował się sztuką, był bardzo dociekliwy i inteligentny. Ojciec zmarł jakiś czas temu, był pilotem myśliwców wojskowych, czyli musiał być odważny. Przez to, że ja od dziecka zajmowałem się głównie muzyką, miałem problemy z fizyczną stroną życia. Teraz to nadrabiam, mam dobrą kondycję, potrafię biegać przez godzinę, nie męcząc się za bardzo. O, jednego żałuję – że nie nauczyłem się jeździć na nartach. Jeszcze się nie poddałem, nadal próbuję, ale ostatnio nawet Jagnie Marczułajtis nie udało się mnie nauczyć. Chyba mnie jednak nie ciągnie do sportów zimowych. Za to jazda na motocyklu jest moją wielką pasją. Więc ostatecznie może nie jestem siłaczem ani zabijaką, ale jestem na tyle silny, że przetrwam różne obciążenia psychicznie. A to jedyna trudność w moim zawodzie – wytrzymać psychicznie.

GALA: Pana największa zawodowa próba to rozstanie ze zbuntowanym zespołem. Ma pan dziś żal do tamtych ludzi?

PIOTR RUBIK: To stara sprawa, o której nie ma co wspominać. Cieszę się, że wyszedłem z tego obronną ręką.

GALA: To znaczy?

PIOTR RUBIK: Komponuję, gram koncerty, nagrywam płyty. W tej chwili mam zespół, który pójdzie za mną w ogień. Wie, że nie ma sensu robić żadnych wolt, bo tylko razem stanowimy siłę. Ja to wszystko pcham do przodu i oni sami nie dadzą sobie rady w tej dziedzinie, która należy do mnie. Każda osoba z mojego zespołu ma wolną rękę, jeśli chodzi o karierę indywidualną. Każdy może robić, co chce.

GALA: Nie jest pan zazdrosny?

PIOTR RUBIK: Nie jestem zawistny. Zawiść w końcu zniszczy każdego, a uczucie zazdrości jest mobilizujące, napędza do działania. Lepiej skupić się na sobie, patrzeć na to, co samemu się robi. Mam swoją muzykę i niezależnie od tego, kto ją będzie podrabiał i naśladował, to zawsze będzie inne. Okazało się, że ludzie chcą mnie i mojej muzyki, a nie konkretnego zespołu.

GALA: Według jakiego klucza wybrał pan nowych ludzi?

PIOTR RUBIK: Najważniejsze jest to, żeby potrafili świetnie śpiewać, ładnie wyglądali i byli naprawdę fajnymi ludźmi. A wybór konkretnych osób to był trochę przypadek, zbieg okoliczności. Znalazłem kilka osób z „Szansy na sukces”, ze Studia Buffo, programu „Jaka to melodia?”. Nie mamy za dużo czasu dla siebie prywatnie, ale kiedy koncertujemy na wyjeździe, zawsze są wspólne kolacje, rozmowy przy lampce wina. Lubię ich i czuję ich sympatię. Wiem, zawsze można się rozczarować, bo każdy człowiek ma swoje słabości, ale myślę, że jeśli nie wydarzy się nic dramatycznego, będziemy długo ze sobą pracować.

GALA: Zmienił się pan?

 

PIOTR RUBIK: Może jestem trochę śmielszy. Przez te ostatnie lata nauczyłem się dużo o stosunkach międzyludzkich. Wiem już, co robić, czego nie. Z kim pracować, z kim nie, bo szkoda czasu, pieniędzy, energii. Wiem, kiedy ktoś mnie okłamuje, oszukuje, zaczyna mataczyć. Żałuję, że na akademiach muzycznych nie ma takiego przedmiotu jak podstawy show-biznesu. Sam mógłbym wygłosić kilka wykładów.

GALA: Na temat?

PIOTR RUBIK: Jak w tym zawodzie przetrwać psychicznie. Jak radzić sobie ze zżerającą tremą, jak nie dać się pochłonąć zawiści, która każdego muzyka otacza od dziecka. Jak nie dać się oszukiwać. Najważniejsze to robić rzeczy, które się czuje. Moja muzyka jest kompletnie nieradiowa. Stacje grają ją wyłącznie w sytuacjach, kiedy jakiś utwór jest już tak popularny, że ludzie domagają się go na antenie. Ale okazało się, że z taką muzyką też można wystartować. Żadna praca nie hańbi. Nawet jak się gra w knajpie do kotleta, trzeba grać tak, żeby to było najlepsze. Wtedy nikt ci nie powie, że jesteś grajkiem.

GALA: Koncerty, płyty, wymarzona żona, dziecko, dom... Gdybym zapytała, czy jest pan szczęśliwy, bałby się pan odpowiedzieć?

PIOTR RUBIK: To byłby największy grzech, gdybym nie odpowiedział. Nie wiedziałem, że mogę być aż tak szczęśliwy.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł