GALA: Poprowadzisz koncert na TOPtrendach w Operze Leśnej w Sopocie. Transmisję na żywo obejrzą miliony Polaków. Co czujesz przed zapowiadaniem tak dużej imprezy?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Jestem podekscytowana! To duże wyzwanie, tym bardziej że osobą, z którą będę prowadzić koncert, jest Darek Maciborek, dziennikarz RMF-u z ogromnym doświadczeniem i wiedzą muzyczną.

GALA: A czy czegoś się boisz?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Że mnie zjedzą emocje. Wtedy wszystko idzie mi w głos i zaczynam mówić bardzo cienko.

GALA: Alicja Resich-Modlińska mówi, że przed wyjściem na scenę idzie do łazienki i ćwiczy oddechy.

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Tak. Trzeba też rozruszać cały aparat mowy...

GALA: ...czyli robić dziwne miny i krzyczeć: „aaaoooeeee”?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Dokładnie. Tak robią jednak wszyscy, którzy wychodzą na wizję. Jest jeszcze jedna zasada: nie myśleć o tym, co będzie.

GALA: A jak wygląda twoja noc przed transmisją?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Kładę się spać ze ściśniętym żołądkiem i budzę się ze ściśniętym żołądkiem.

GALA: A w czasie koncertu? Czy operatorzy, którzy biegają wokół ciebie na scenie z kamerami, puszczają czasami oko albo rozśmieszają?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Wszyscy jesteśmy w pracy i staramy się skupić na osiągnięciu jak najlepszego efektu, więc nikt nikogo nie rozprasza. Cały zespół buduje jakość programu i ważne jest, żeby stworzyć dobrą atmosferę w pracy. Jeśli już ktoś mnie wkręca, to Maciek Dowbor i Maciek Rock, z którymi pracuję w programie „Się kręci”. Ten program ma jednak inną formułę niż koncert festiwalowy, w nim można sobie pozwolić na odrobinę większy luz.

GALA: Na którego wykonawcę TOPtrendów najbardziej czekasz?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Na Marylę Rodowicz. To jest dla mnie top topów. To wielka artystka. Nawet kiedy przed koncertem nie czuje się najlepiej, po wyjściu na scenę daje z siebie wszystko, jest w stu procentach profesjonalna i wygląda genialnie.

GALA: Sprawiasz wrażenie bardzo poukładanej i konsekwentnej. Zawsze byłaś grzeczną dziewczynką?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Do końca liceum powrót z imprezy był u mnie o godzinie 24. Zawsze wiedziałam, że mam ogromne zaufanie moich rodziców i jeden głupi ruch może spowodować, że je stracę.

GALA: Nigdy nie miałaś ochoty na bunt?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Szanowałam rodziców, a oni szanowali mnie, więc nie ograniczali mnie na tyle, żebym chciała kombinować. Kiedy chciałam iść na imprezę, to o tym otwarcie mówiłam.

GALA: A ubrania? To często jest przyczyną konfliktów z rodzicami.

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Wystarczyło jedno spojrzenie mamy i już wiedziałam, że powinnam zmienić strój. Zresztą nigdy nie ubierałam się wyzywająco.

GALA: A mogłabyś spotykać się z chłopakiem, który słucha Sex Pistols?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Lubiłam żartować z mamy, pokazując jej na ulicy facetów w skórach, z pofarbowanymi włosami. I prowokacyjnie pytałam: „Mamo, co zrobisz, jak ja takiego narzeczonego ci przyprowadzę?”. Na co mama odpowiadała spokojnie: „Miłość nie wybiera”. Ale wiem, że nie byłaby uradowana.

GALA: Lubisz chodzić w szpilkach?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Uwielbiam, ale na co dzień chodzę w tenisówkach. Kiedy byłam mała, podbierałam mamie buty z szafy. A pierwsze szpilki kupiłam sobie pod koniec szkoły podstawowej, jak poszłam na komers.

GALA: Co to znaczy „iść na komers”?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Komers oznacza imprezę po zakończeniu szkoły podstawowej i po zdaniu matury.

GALA: A ile masz par butów? Więcej niż Monika Olejnik?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Dużo, ale tego wymaga moja praca.

GALA: Podczas komersu był też pierwszy alkohol?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że choć jestem towarzyska i uwielbiam imprezy, nie jestem dobrą kompanką do picia. I zawsze jest tak: „Aga, pij już tego drinka, bo my już trzeciego zamawiamy!”.

GALA: To co cię wyluzowuje? Każdy człowiek potrzebuje czegoś, żeby się odprężyć.

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Odprężam się, wyjeżdżając na wakacje, zwyczajnie spędzając czas z rodziną i przyjaciółmi.

GALA: Czy miałaś przezwisko „Popiół”?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Wszyscy mówili na mnie „Popiel”, „Popiela”, czasem „Popiół”. Albo pieszczotliwie: „Popiółek”. Kiedyś mnie to bardzo drażniło.

GALA: A z czym ci się popiół kojarzy? Dla mnie cały Śląsk pokryty jest popiołem...

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Wszyscy mówią coś w tym rodzaju: „Jesteś ze Śląska? Tam jest tak szaro”. A dla mnie Śląsk jest piękny, pozbawiony szarych barw i ciemnych odcieni. To kraina mojego dzieciństwa i patrzę na nią przez ten pryzmat. Nawet tak smutne dzielnice jak Nikiszowiec są piękne.

GALA: Twoje koleżanki ze szkoły to córki górników.

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Ja też jestem córką górnika! Mój ojciec był głównym sztygarem. W pewnym momencie rodzice zaczęli prowadzić własną działalność. Firma rodziców ma już 18 lat. Produkują stalowe konstrukcje, balustrady. Ale ojciec zawsze podkreśla, że praca w kopalni bardzo dużo mu dała.

GALA: Twój tata bierze też udział w wyścigach samochodowych.

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Ojciec jest prawdziwym wielbicielem samochodów. Dziadek przez wiele lat był prezesem automobilklubu na Śląsku, a ojciec należy do automobilklubu dziennikarzy. Ostatnio zaczęły pasjonować go stare auta. Właśnie nabył zabytkową lancię z 1976 roku. To auto wiele lat temu kupił chłopak, który postanowił założyć na Śląsku muzeum starych samochodów. Niestety, zachorował na raka. Walczył z chorobą, ale przegrał. Rodzice tego chłopaka, wypełniając jego wolę, postanowili powołać do życia muzeum. Żeby zdobyć fundusze, sprzedali lancię. I tak znalazła się w naszym garażu.

 

GALA: Twój dziadek był kolegą filozofa Leszka Kołakowskiego.

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Pochodzą z tej samej miejscowości, z Garbatki w ziemi radomskiej. Tam też spędzili dzieciństwo.

GALA: Po co studiujesz socjologię? Nie wystarczy, że robisz karierę w „szołbizie”?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Dzisiaj jestem w nim, a jutro może mnie nie być. Socjologia to jest kierunek ogólnorozwojowy. Piszę pracę magisterską o tym, dlaczego ludzie chcą być w telewizji. Co ich w niej pociąga? Dlaczego chcą być sławni?

GALA: Ciebie sława nie kręci?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Nie. Kręci mnie praca, którą wykonuję, przyjemne chwile, które temu towarzyszą. Żyję intensywnie i ciekawie. Popularność bywa miła, ale sama w sobie nie jest wartością. Przede wszystkim lubię dom, lubię gotować, lubię przyjmować znajomych.

GALA: Podobno jesteś świetną kucharką.

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Uwielbiam gotować, a czy jestem w tym dobra? Nie mnie to oceniać. Wczoraj zrobiłam krem z marchewki i cukini i bitki z kurczaka. Lubię gotować dla samej siebie, ale większą przyjemność sprawia mi przygotowywanie potraw dla moich bliskich i znajomych.

GALA: Jaki jest twój ideał mężczyzny?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Nie ma ideału, ale są pewne wartości i cechy, które powinna posiadać druga połówka. Wiem już, że taką osobę można spotkać. Ja także nigdy nie będę ideałem. Zdaję sobie sprawę, że czasami bywam leniwa i że jestem straszną egoistką, bo, niestety, jestem jedynaczką.

GALA: To dlaczego założyłaś fundację?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Chodziło najpierw o ratowanie mojej koleżanki, która zachorowała na raka. A ponieważ się to udało, chciałam dalej działać. Od dziecka lubiłam dawać coś z siebie, włączać się w działania społeczne. Lubię obdarowywać moich bliskich. To nie chodzi o jakieś wartościowe rzeczy, ale o gest.

GALA: Mówisz jak zakochana. Jesteś zakochana?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Mogę powiedzieć tak: jestem szczęśliwa, a to wiąże się z zakochaniem. Jestem z kimś związana.

GALA: Jego imię zaczyna się na literę T?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Tak. T jak tajemnica! O moim chłopaku powiem tylko tyle, że pochodzi z Katowic.

GALA: Rozmawiacie gwarą?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Ja nie mówię gwarą. Znam w gwarze jakieś pojedyncze słowa: „dziołcha”, „chop”, „gelender”.

GALA: A co to jest gelender?

AGNIESZKA POPIELEWICZ: Balustrada. Czyli to, czym zajmują się moi rodzice.

GALA: O Ślązakach mówi się, że są potwornie uparci.

AGNIESZKA POPIELEWICZ: To prawda, jesteśmy uparci. Ale jesteśmy też honorowi i bardzo pracowici. Wiem, że jeżeli sama czegoś nie zrobię, to nikt mi tego nie da.