Spotkaliśmy Agnieszkę w dniu jej wielkiego sukcesu – wreszcie zdała egzamin na prawo jazdy. Isia cieszyła się, jakby wygrała z Szarapową w finale igrzysk. Sympatyczna, bezpośrednia, rozgadana. Zwykła 19-latka. Byłaby zwykła, gdyby nie to, że dzięki potwornie ciężkiej pracy jest już gwiazdą tenisa światowego formatu. Jako jedyna Polka w historii znalazła się w pierwszej dziesiątce najlepszych tenisistek globu, w ciągu dwóch lat kariery zarobiła blisko półtora miliona dolarów.

Umówiliśmy się na krakowskich kortach, gdzie ma pierwszy poranny trening. Środek lata, blisko 40 stopni. Ona biega, a ja pocę się od samego patrzenia na serwy, bekhendy i forhendy. Isia ma migdałowe oczy, piękne rzęsy i włosy, ale na co dzień rzadko się maluje. Taka jest. Pięknie opalona, ale „w kratkę” – to od pasków w sportowych topach krzyżujących się na plecach i obuwia do kostek. Szczególnie stopy kontrastują ze złotą opalenizną łydek. „W życiu ich nie opalę” – mówi. Jednak najbardziej przejmuje się prostowaniem mocno kręcących się włosów. „Dziś rano straciłam na to godzinę” – mówi. Przy tym za każdym razem musi się tłumaczyć fryzjerkom, że w życiu nie robiła sobie trwałej, balejażu, pasemek. Bo pasemka też ma naturalne – od słońca na kortach.

GALA: Jesteś młoda, piękna, utalentowana i bogata. Możesz mieć wszystko, czego dusza zapragnie. Miliony cię nie zepsuły?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Czuję się normalną dziewczyną. Owszem, jest satysfakcja, że mam własne pieniądze, mogę pójść do sklepu i kupić sobie nawet coś drogiego. Wiadomo, to są moje pieniądze, ale też nie szastam nimi, nie wyrzucam w błoto, szanuję je. Przy większych inwestycjach radzę się rodziców, inwestycje są wspólne. Mam nadzieję, że za rok na koncie będzie drugie tyle.

GALA: W co inwestujesz?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Kupiłam na przykład duże mieszkanie w centrum Krakowa.

GALA: Słyszałam, że wydajesz majątek na ubrania?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Oj, tak! Dużo wydaję na ciuchy. Może nie od razu majątek, ale lubię zakupy, markowe rzeczy. Patrzę na metki, na jakość, ale i na cenę. Mam ulubione sklepy: Armani Exchange, Tommy Hilfiger, Calvin Klein...

GALA: Masz w szafie małą czarną?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Jasne, niejedną, ale rzadko wkładam do niej buty na obcasie. Moje zmęczone nogi muszą odpoczywać. Wolę elegancki, sportowy styl.

GALA: Czy w ogóle masz czas na zakupy?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Jak się przegra pierwszy mecz w turnieju, to już następnego dnia jest czas na zwiedzanie albo zakupy. Niestety, turnieje co roku są wciąż w tych samych miejscach. A jak raz zwiedzę miasto, już tam nie wracam. Wystarczy. Gdy zwiedziło się cały świat, chce się jak najszybciej wracać do domu.

GALA: Zastanawiam się, jak zdołałaś skończyć szkołę?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Przez ostatnie dwie klasy liceum miałam indywidualny tok nauczania, zdałam maturę w ubiegłym roku.

GALA: Ciężko było?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Potworny wysiłek. Musiałam uczyć się do późna. Wstawać nawet o 5 rano. Jeden trening przed zajęciami, potem szkoła, a potem spałam po pięć godzin, żeby wieczorem móc się uczyć. Było mi ciężko, denerwowałam się, bo grałam tyle co zawsze i miałam 90 procent nieobecności w szkole. Nie wiem jak, ale jednak zdałam maturę. Powinnam ją zdać dopiero w tym roku, ale poszłam do szkoły rok wcześniej, jako sześciolatka, w momencie gdy wróciliśmy z rodzicami z Niemiec w 1995 roku. Moja siostra też ma indywidualny tok nauki, a maturę będzie zdawać w przyszłym roku. W zawodowym tenisie osoby, które mają maturę, można policzyć na palcach jednej reki, zazwyczaj kończą zawodówkę, gimnazjum.

GALA: Robert Kubica odpuścił szkołę. Ty – nie. Gratuluję. Teraz masz więcej czasu na treningi.

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Tak. Mam trzy treningi dziennie, dwa tenisowe i trzeci ogólnorozwojowy, czyli bieganie w terenie, basen, siłownia, aerobik.

GALA: Po sylwetce taty, który jest też twoim trenerem, nie widać, żeby z tobą biegał.

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Nie, pewnie że nie. Biegi uprawiam z trenerką, tata jest tylko od tenisa. A dodatkowo do niedawna byłam zajęta – przygotowywałam się do egzaminu na prawo jazdy.

GALA: Pierwsze podejście do prawka miałaś nieudane.

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Poległam na teorii, zanim usiadłam za kierownicą. Cały dzień kręciłam reklamówkę i nie przewidziałam, że to będzie trwało tak długo, cały dzień. Nie przygotowałam się. Pomyślałam sobie: spróbuję. Poszłam na żywioł i oblałam.

GALA: Powiedz szczerze, jak myślisz o ojcu: trener, szef, kat, treser, oprawca? Przecież daje ci na korcie niezły wycisk.

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Treser (śmiech). Nie, żartuję. Myślę o nim tata- -trener. Wiadomo, że kiedyś o wszystkim decydowali rodzice, nie miałyśmy dużo do powiedzenia jako dzieci, ale teraz trochę to się zmieniło. Każdy ma swoje zdanie, szukamy kompromisu. Nie ma tak, że ktoś jest treserem i rządzi. 18 lat skończyłam 6 marca ubiegłego roku. Jestem dorosła, o wielu sprawach decyduję sama. O wszystkim właściwie.

GALA: Bardziej trener niż ojciec czy bardziej ojciec niż trener?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Ciężko powiedzieć. Całe życie bardziej był trenerem. Od samego początku, od pierwszego wyjazdu, pierwszego turnieju, na każdym etapie.

GALA: Nigdy nie był dla ciebie zbyt surowy?

 

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Czasami dawał mi w kość. Ale to sport zawodowy. Coś za coś. Pamiętam, że kiedy wygrywałam wszystkie turnieje w Polsce do lat 10, potem do lat 14, cieszyłam się przede wszystkim z nagród. Bardzo cieszyły mnie puchary.

GALA: Pewnie wiele miejsca zajmują w twoim panieńskim pokoju?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Razem z siostrą mamy prawie trzysta, plus medale, dyplomy. Zajmują całą ścianę. Są piękne!

GALA: Nie masz ochoty zrobić z nimi porządku, części wyrzucić?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Nie, nigdy. Mamy w salonie szklaną ścianę podświetlaną od tyłu halogenami. Kiedy się je zapali, puchary na ścianie wyglądają bosko.

GALA: Kto ma siłę czyścić je z kurzu ?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Wszystkie je układam, całe trzysta. A dba o nie nasza pani od sprzątania.

GALA: Ile to już lat tej harówki na kortach?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Czternaście. Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz wyszłam na kort. Pamiętam tylko, że najpierw grałyśmy balonami, potem gąbkowymi piłkami, ale pierwszego dnia nie pamiętam.

GALA: Ktoś cię na początku spytał, czy chcesz tyle czasu spędzać na korcie?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Nie było pytania, bo jak masz parę lat, to rodzice o wszystkim decydują.

GALA: Znam dzieci, które rzucały rakietą o kort, skrzypcami o podłogę, odchodziły od fortepianu, zostawiały rodziców z ich pomysłami.

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Co bym z tego miała, gdybym walnęła rakietą o kort?

GALA: Mogłabyś się bawić lalkami z koleżankami...

AGNIESZKA RADWAŃSKA: ...i palić papierosy pod trzepakiem. Nie, dziękuję. O wszystkim na początku decydował tata, ale przez pierwsze lata to była zabawa, hobby. Teraz to już jest praca.

GALA: Od kiedy stało się to pracą?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Odkąd zarabiam. Od trzech lat.

GALA: Czyli okres buntu przeszłaś, harując na kortach całego świata?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Do tej pory się buntuję! Zawsze mam swoje zdanie, zawsze się wykłócam, jak mi się coś nie podoba. Na lotniskach, w biurach i hotelach, zawsze tylko ja się kłócę. I naprawdę zawsze jest z tym mnóstwo problemów. O wszystko! O rezerwację, która przepadła, zgubiony bagaż. Ale nie mam żadnych takich fochów, że muszę mieć czerwony dywan.

GALA: Jeszcze nie „gwiazdorzysz”?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Zupełnie nie! Po prostu walczę, gdy muszę. Kiedyś przyjechałyśmy z siostrą do hotelu, a tam jedno wspólne małżeńskie łoże, a ja świetnie pamiętam, że zamawiałam przez internet pokój z dwoma oddzielnymi łóżkami. To dlaczego tak ma być?

GALA: Rozumiem cię, tenisistka musi się dobrze wyspać.

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Poprosiłam o inny pokój, pani w recepcji powiedziała, że nie, bo nie. Po rozmowie oczywiście zmieniła pokój. Na korcie też się potrafię pokłócić, jak sędzia oszukuje. Nie będę tego tolerowała.

GALA: Pamiętasz Johna McEnroe, który się potwornie kłócił z sędziami na największych turniejach i przez to stracił dobrą reputację. Uznali go za choleryka.

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Ja tylko walczę o swoje, widząc rażącą niesprawiedliwość.

GALA: Twój tata trener ma na imię Robert, a tu, na kortach, wszyscy mówią do niego Piotr. Skąd to się wzięło?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Piotr to drugie imię taty. Na mamę, oficjalnie Martę, wszyscy mówią Kasia – to jej drugie imię. Nie wiem, dlaczego rodzice używają drugich imion zamiast pierwszych. Ja jestem Agnieszka Roma, bo mieszkaliśmy przez siedem lat w Niemczech, gdzie pracował tata, a Roma była tam imieniem popularnym.

GALA: Czy mama ma udział w rozwoju twojej kariery?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Nie pochodzi z rodziny o tradycjach sportowych, jak rodzina taty. Mama załatwia sprawy papierowe, bilety, hotele, płatności, ja jej czasem pomagam, gdy trzeba coś załatwić po angielsku.

GALA: W czym jesteś do niej podobna?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Jestem podobna raczej do taty, a Ula do mamy. Mama jest opiekuńcza i kojąca. Jeśli zdarzało się, że nam z tatą coś nie wyszło, potrafiła uspokoić wzburzone fale, rzucić coś uspokajającego i motywującego zarazem.

GALA: Twój dziadek ze strony taty był niezłym hokeistą, a potem nauczycielem WF-u.

AGNIESZKA RADWAŃSKA: ...do dzisiaj uczy! Dziadkowie są z nas dumni, razem z babcią zbierają wszystkie wycinki z gazet, segregatory puchną. Strasznie ich cieszy każdy sukces, mój i Uli. Dziadek też gra w tenisa.

GALA: Cały czas w rozjazdach, więc chyba rzadko się widujecie.

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Sezon trwa od stycznia do października. W tym okresie mało się widujemy.

GALA: Przyznaj się szczerze, jest środek lata, nie marzysz, by październik nadszedł jak najszybciej?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Podczas ostatnich turniejów jesiennych wszystkie mówimy tylko o powrocie do domu. Wiadomo, każda chce wygrać, daje z siebie wszystko na sto procent, ale mimo to równie mocno każda chce wrócić do domu.

GALA: Co ci się wtedy marzy?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Trochę spokoju i żeby nic ode mnie nie chcieli. Mieć wreszcie święty spokój! Po dwóch miesiącach za granicą ledwo pamiętam, jak wygląda mój pokój.

GALA: Kiedy ostatnio byłaś w kinie, teatrze, na koncercie?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Trzy dni temu na „Seksie w wielkim mieście”. Bardzo fajny, polecam. A podczas ostatniego Wimbledonu organizatorzy zabrali nas, już po meczach, na trzygodzinny musical „Dirty Dancing”. Było super. W podróży słucham dużo muzyki. Pop, rock, r&b. Podczas turnieju w Turcji był koncert Kylie Minogue, ale zaczynał się o 22, a ja następnego dnia grałam mecz o 10 rano. Nie było szans.

GALA: Wygrałaś?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Cały turniej.

GALA: To się opłacało. A masz czas na chłopaka?

 

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Nie spotykam się z nikim. Stawiam na karierę, o niczym innym nie myślę. Jestem na początku drogi i muszę się przede wszystkim skupić na sporcie.

GALA: A przystojniak, z którym trenujesz?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: To mój kolega, Sebastian Rutka. Kiedy nie ma mojej siostry, gra ze mną. Nieźle sobie radzi.

GALA: Twój najgorszy turniej?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Są takie mecze, gdy traci się kilogram w ciągu dnia. W ponad 40-stopniowym upale i 100-procentowej wilgotności, gdy człowiek oblewa się potem po przejściu kilku metrów na świeżym powietrzu. Najgorzej było w Pattai, pięknym kurorcie w Tajlandii. Dziewczyny mdlały na korcie. Po skończonym meczu weszłam w ciuchach do chłodnego basenu i przesiedziałam w nim 10 minut, aby dojść do siebie. Nie umiem sobie wyobrazić, jak tam ludzie żyją? Z kolei w Australii, gdzie się przerywa mecze, gdy temperatura dochodzi do 50 stopni C, miałam grać drugi mecz o 11. Czekałam, bo przede mną mężczyźni grali 5-setowy pojedynek. Czekałam, a oni na korcie wymiotowali, raz jeden, raz drugi. A potem na przemian mdleli. Faceci! Horror. Po takich meczach siedzi się trzy godziny w lodzie w szatni, żeby w ogóle przypomnieć sobie własne imię.

GALA: Graf, Hingis, Szarapowa, siostry Serena i Venus Williams. Masz jakieś idolki?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Kiedyś je podziwiałam, ale odkąd spotykam się z nimi co tydzień w szatni, to się zmieniło. To po prostu koleżanki, znajome twarze.

GALA: A Kurnikowa? Paris Hilton tenisa? Co o niej sądzisz?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Nigdy się tak naprawdę nie liczyła w zawodowym sporcie, nie wygrała turnieju, nie była w czołówce.

GALA: Wkrótce olimpiada. Co chcesz wywalczyć w Pekinie?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Zagram w singlu, a z Martą Domachowską w deblu. Z Martą jesteśmy przyjaciółkami, chociaż czasami gramy przeciw siebie.

GALA: Ile jeszcze lat zamierzasz szaleć na kortach świata?

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Nie wiem. Znakomita Justine Henin skończyła właśnie karierę w wieku 24 lat, mimo licznych sukcesów (w dniu rezygnacji była nr 1 w światowym rankingu – przyp. red.), a niektóre 36-latki wciąż grają. Mam tylko nadzieję, że po zakończeniu kariery nie będę musiała nic robić.

GALA: Nic? To będzie nudne.

AGNIESZKA RADWAŃSKA: Nie, po tylu latach grania w tenisa przyda mi się. Mam nadzieję, że się dorobię, grając w tenisa. Ale nie mam pojęcia, co będzie za 5–10 lat. Jeśli się dzisiaj czegokolwiek boję, to kontuzji, które kończyły niejedną karierę, przerywały ją z dnia na dzień. Na pewno mam zamiar przez kilka ładnych lat zawodowo grać i utrzymać się w czołówce. I jeszcze trochę powiększyć kolekcję pucharów.