Daleko było jej do klasycznych ideałów urody. Ostry makijaż i skóra pokryta tatuażami stały się jej znakiem rozpoznawczym. Rok w rok w rocznicę śmierci Amy Winehouse oraz w dniu jej urodzin wracają pytania o przyczynę śmierci gwiazdy. Przedawkowała narkotyki, a może spożyła zbyt dużą ilość alkoholu? Jedno wiadomo na pewno, dołączyła do legendarnego Klubu 27.

Utwór Rehab napisała w pięć minut. Był odpowiedzią na ciągłe zaczepki prasy, która zarzucała jej chęć bycia w centrum uwagi. Mówiono, że to tylko kwestia czasu, jak się wykończy. Ona odpowiedziała im śpiewając: Chcieli, żebym poszła na odwyk, a ja powiedziałam nie nie nie. Otwarcie mówiła, że ma autodestrukcyjną osobowość.

Muzyka była sensem jej życia. Śpiewała tylko o tym, co sprawiało, że jest szczęśliwa i o tym, co jej doskwierało. Tego drugiego było niestety znacznie więcej. Amy miała trudne dzieciństwo. W szkole nie liczyło się dla niej nic prócz śpiewania. Szybko straciła zainteresowanie nauką. W wieku 13 lat została wyrzucona ze szkoły za kolczyk w nosie, dwa lata później sprawiła sobie pierwszy tatuaż. Wzorem była dla niej babcia Cynthia, która jako jedyna potrafiła przemówić nastolatce do rozumu. Podobno to właśnie jej śmierć w 2005 roku doprowadziła Amy Winehouse na skraj załamania.

Z dnia na dzień Amy Winehouse przeobraziła się w depresyjną dziewczynę, która błędnie ulokowała uczucia. Gdy w 2006 roku dziennikarz zapytał ja, co się stało z Amy, którą znał wcześniej, odpowiedziała bez wahania: Umarła. Dziś często mówi się, że destrukcyjny wpływ miała na nią ciemna strona życia prywatnego i nie chodzi tylko o śmierć babci. To był zaledwie początek problemów wokalistki. 

Jest rok 2007. Amy Winehouse poznaje Blake’a Fieldera-Civila, za którego wychodzi za mąż zaledwie kilka miesięcy później. Małżeństwo pełne jest przemocy fizycznej, narkotyków, alkoholu, ale i szalonej miłości. Nigdy w życiu nie czułam do nikogo tego, co czuję do Blake’a – powiedziała magazynowi Rolling Stone. Pojawiały się kolejne tatuaże, a paparazzi nie dawali im spokoju. Randki i awantury. Rozstania i powroty. Amy zamieniała wszystko w kolejny materiał na piosenkę.

Przelewała uczucia na papier.Pisała teksty na dwa sposoby. Albo bawiąc się słowami, dowcipnie, nawet ironicznie, albo bardzo osobiście, wykładając karty na stół – wspominał ją Nick Shymansky, menager. Co dziwne, im bardziej się staczała, tym większą popularność osiągały jej piosenki. Po spektakularnym sukcesie płyty Back to Black świat stał u jej stóp. 5 nagród Grammy oraz nagroda Brit Awards dla najlepszej wokalistki to tylko jedne z wielu wyróżnień, jakie wtedy otrzymała.

Mówi się, że to śmierć babci obudziła w Amy nieznane dotąd uczucia i sprawiła, że gwiazda z jednej strony jeszcze bardziej się stoczyła, zaś z drugiej chciała odbić się od dna. Próbowała zmienić styl życia. Wzięła udział w programie odwykowym, niestety wciąż nie mogła poradzić sobie z zamiłowaniem do alkoholu. Ciągle odwoływała koncerty, a gdy już pojawiała się na scenie, była najczęściej pijana i słaniała się na nogach. Wytwórnia podobno groziła jej wycofaniem się ze współpracy, jeśli znów nie zacznie się leczyć. Amy podjęła decyzję: pójdzie na odwyk, ale razem z ukochanym. Para próbowała samodzielnie poradzić sobie z nałogiem, bezskutecznie.

Kilka dni później znów pojawiła się na koncercie pod wpływem alkoholu, bardziej bełkocząc niż śpiewają. Ale - jak powiedziała przez telefon menagerowi z właściwym sobie poczuciem humoru: dzięki temu mogę być na twoim ślubie. Wesele miało odbyć się za dwa dni. Amy wykonała jeszcze telefon koleżanki Juliette Ahby, wciąż  za wszystko przepraszając (tak jakby chciała zrobić przed nią rachunek sumienia). Następnego dnia rano znaleziono ją martwą. Postępowanie sądowe wykazało, że zgon nastąpił w wyniku wypicia zbyt dużej ilości alkoholu. W jej organizmie doszło do wstrząsu, wywołanego zatruciem alkoholowym po okresie abstynencji. Artystka miała 4 promile alkoholu we krwi.

Amy Winehouse zmarła mając zaledwie 27 lat. Miała wszystko. Nietuzinkowy głos, fanów na całym świecie, miliony na koncie i wielki talent, ale wciąż jej czegoś brakowało. Już w wieku 25 lat w jednym z wywiadów wyznała, że czuje się spełniona i może spokojnie umrzeć. Nikt nie brał wówczas jej słów na poważnie. Czy już wtedy zaplanowała, że dołączy do Klubu 27 - największych legend muzyki, które nie dożyły 28. urodzin? Może to było właśnie ostatnie i największe marzenie wybitnej artystki…

Przeczytaj także: TYLKO U NAS! Amy WInehouse: Zagłuszyć ból duszy >>