ANDRZEJ PIASECZNY Pierwszą płytę nagrał z zespołem Mafi a. Najnowszy album „15 dni” to podsumowanie 15 lat na scenie. Teraz pracuje nad kolejnym projektem, tym razem z Sewerynem Krajewskim.

GALA: 15 lat minęło jak jeden dzień?

ANDRZEJ PIASECZNY: Bardzo szybko. Jak piętnaście pstryknięć palcami.

GALA: Za co najbardziej oberwałeś?

ANDRZEJ PIASECZNY: Paradoksalnie za sukces, nie za porażki. Jestem popowcem. Nie ukrywam, że najlepiej się sprawdzam w muzyce pop. Ale to gatunek, który powodował, że wylewano na mnie kubły pomyj.

GALA: Z czego jesteś dumny?

ANDRZEJ PIASECZNY:Kiedy miałem gorszy moment, marzyłem, żeby mi się udało jeszcze raz. I udało się. Kolejny numer jeden to wielkie szczęście, ale nie po to, żeby coś sobie udowodnić. Dziś wiem, że to bez sensu. Ambicja, która prowadzi do ścigania się w peletonie – nie dla mnie.

GALA: Czego wciąż nie rozumiesz?

ANDRZEJ PIASECZNY: Tańca z gwiazdami, na lodzie, z pochodniami, wrotkami i wszystkimi innymi atrybutami. Wojciech Młynarski napisał: „Róbmy swoje”, i ja się będę tego trzymał. Kogo ci ludzie chcą teraz zagrać i po co?

GALA: Nigdy nie chciałeś nikogo zagrać?

ANDRZEJ PIASECZNY: Bardzo często grałem, bo sam siebie nie rozumiałem. Debiutant się napina, chyba nie da się tego uniknąć. Fałszuje rzeczywistość. Przeszło mi.

GALA: Wierzysz w przeznaczenie?

ANDRZEJ PIASECZNY:  Nie jestem bardzo religijny, ale wierzę, że Bóg jest i wie, dokąd mamy dojść. Ale mamy też wolną wolę i sami pakujemy się w zakamarki losu.

GALA: Potrafisz prosić?

ANDRZEJ PIASECZNY: Musiałem się nauczyć. Ostatnio najczęściej proszę o to, żebym potrafił zabiegać, troszczyć się. To też dotyczy miłości, w której jestem długodystansowcem. Chcę zabiegać, bo mam o kogo.

GALA: Jesteś sową czy kolibrem?

ANDRZEJ PIASECZNY:Sową, popatrz na mnie! Nie lubię wychodzić, lubię gościć ludzi u siebie.

GALA: Co to jest szczęście?

ANDRZEJ PIASECZNY: Otwarte oczy, które chcą widzieć. Dużo szczęścia nas omija, bo nie potrafimy go dostrzec.

GALA: Co ci w duszy gra?

ANDRZEJ PIASECZNY: Bębenek z niepokojem. Nie jestem w stanie się od niego uwolnić. To chyba lęk przed sobą samym.

GALA: Przed niespełnieniem? Pustką?

ANDRZEJ PIASECZNY: Nigdy się ze sobą nie nudziłem, a jednak się tego boję.

GALA: Czego ci brakuje?

ANDRZEJ PIASECZNY:Niczego. Ukojenie daje mi natura. Mieszkam na wsi w Górach Świętokrzyskich – tam za oknem zawsze dzieje się coś ciekawego. Można na golasa wyjść na trawnik i pooddychać powietrzem, które pachnie.

GALA: Co ostatnio stało się twoje?

ANDRZEJ PIASECZNY:Znalazłem dystans do siebie i tego, co robię. Jestem konformistą, lubię się godzić, nie walczę. Poddanie się może być zwycięstwem. I dobrze mi z tym.

GALA: Potrafisz przegrywać?

ANDRZEJ PIASECZNY: Uczę się, bo kiedyś nie potrafiłem, robiłem się czerwony, wściekałem się.

GALA: Co dały ci Indie?

ANDRZEJ PIASECZNY: Poczucie, że póki co nie chcę tam wracać. Nie lubię nieustającego zgiełku, tłumów.

GALA: Pies czy kot?

ANDRZEJ PIASECZNY: Kiedyś myślałem, że kot: tylko własna droga, nie oglądając się na boki. Dziś wiem, że wolę żyć dla kogoś. Największym szczęściem dla psa jest jego pan. Powód do życia. Chcę taki powód mieć.