Helikopter przyleciał punktualnie o siódmej. Aktor już czekał na przydomowym lądowisku. Ubrany w zamszową kurtkę, w ręku trzymał sportową torbę. Kiedy pilot pokazał mu podniesiony kciuk, podbiegł do maszyny. Brad przed startem pomachał jeszcze w kierunku okna na piętrze. Stała w nim smutna Angelina Jolie razem ze starszymi dziećmi. Ten poranny rytuał powtarzał się od ponad tygodnia. Gdyby w okolicy luksusowej willi Parkschloss były jakieś inne zabudowania, sąsiedzi według lądowania helikoptera mogliby regulować zegarki. Producenci najnowszego filmu Quentina Tarantino „Inglorious Bastards” zadbali jednak, by nikt nie przeszkadzał ich największej gwieździe i jej rodzinie. Mimo że większość zdjęć jest kręcona w mieście Görlitz położonym blisko polskiej granicy, dla Brada i Angeliny wynajęto rezydencję w południowej części Berlina. Za bagatela... 40 tys. dol. tygodniowo.

CODZIENNY HARMIDER

Kiedy Brad szykował się do podróży na plan, cały dom był już na nogach. Bliźnięta budziły się na karmienie około 4.30 nad ranem. Angelina przenosiła się wtedy do ich sypialni. To był sygnał do pobudki dla dwuipółletniej Shiloh i trzyletniej Zahary, które razem zajmowały pokój. Dziewczynki nie czekały długo. Od razu biegły do Maddoksa (7 lat) i Paksa (5 lat) i ich też zrywały z łóżek. W utrzymaniu porządku nie pomagały nawet interwencje dwóch mieszkających z nimi nianiek. W Parkschloss było jak w ulu. „Angelina powoli dostrzega, że potrzebuje odskoczni od domowych obowiązków” – opowiadała anonimowo jedna z przyjaciółek. – „Szczególnie teraz, kiedy Brad realizuje się na planie filmu Tarantino. Gdy on pracuje, ona cały dzień spędza z sześciorgiem dzieci. Mimo że mają dwie nianie, nie pozwala, żeby wyręczały ją z obowiązków. A są one dość męczące”. Dodatkowo sytuację komplikuje to, że aktorka wciąż odczuwa skutki depresji po narodzinach Vivienne Marcheline i Knoksa Leona...

W ZŁOTYCH KLATKACH

Problemy zaczęły się pod koniec lipca, dwa tygodnie po porodzie. Kiedy Angelina wróciła ze szpitala do swojej francuskiej posiadłości Château Miraval, praktycznie nie wstawała z łóżka. Najpierw tłumaczyła to zmęczeniem. Ten stan jednak coraz bardziej się przedłużał. Brad dwoił się i troił, żeby odciążyć partnerkę. Opiekował się dziećmi, zabierał je nawet na festiwale, gdzie promował najnowszy film „Tajne przez poufne”. To jednak nie wystarczało. „Angelina czuła się jak więzień w ich posiadłości. Przytłaczał ją ogrom obowiązków i poczucie, że nigdzie tak naprawdę nie są u siebie” – komentowali internauci na forach. Jeden z fanów aktorki nazwał kolejne domy, w których pomieszkują, „złotymi klatkami”. „Otwarcie mówią, że są wolni. Pokazują dzieciom świat, ale na dłuższą metę to obróci się przeciwko nim. Wszyscy ludzie potrzebują swojej przystani. Jednej, a nie dziesięciu”. Kiedy media opublikowały te rozważania, po raz pierwszy zareagował rzecznik gwiazd. „Brad i Angelina z niepokojem dostrzegają niezdrowe zainteresowanie ich życiem prywatnym. Pragnę w ich imieniu przekazać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Cieszą się rodzinną sielanką”. Jakby na potwierdzenie tych słów Angelina zgodziła się na wywiad dla magazynu „W”.

PEŁNOETATOWA MAMA

„Brad całkowicie odmienił moje życie. Gdyby nie on, nigdy nie zaszłabym w ciążę. Myślałam, że to nie dla mnie. Dopiero jak go spotkałam, poczułam, że bardzo tego pragnę” – mówiła Angelina dziennikarzowi. Tekst ilustrowały czarno- białe zdjęcia, które zrobił jej ukochany. Widać na nich, jak aktorka karmi bliźnięta i zajmuje się resztą dzieci. „Tak właśnie wygląda nasze życie. Jesteśmy normalnymi rodzicami. Mamy swoje problemy, ale nasze pociechy są dla nas najważniejsze”. To był prawdziwy hit. Sprzedaż „W” podskoczyła o kilkadziesiąt procent. Nawet „People”, które opublikowało pierwsze zdjęcia Vivienne i Knoksa, nie osiągnęło takiego wyniku. „Piękne zdjęcia i szczery wywiad, jakiego dawno nie było” – komentowali eksperci na rynku prasowym. Nie minął nawet tydzień i wybuchła kolejna bomba związana z uwielbianą przez media rodziną. Angelina w brytyjskim „Daily Mirror” zdradziła, że poważnie zastanawia się nad... końcem aktorskiej kariery. „Macierzyństwo wciągnęło mnie bez reszty. Mam świadomość, że teraz nie powinnam zajmować się niczym innym, tylko swoimi dziećmi. Praca na planie to częste wyjazdy. Staje się to coraz bardziej uciążliwe. Nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji, na razie trwa dyskusja” – mówiła. Dyskusja, w której Brad robił, co mógł, żeby przekonać ją do powrotu do pracy...

ŚWIATEŁKO W TUNELU

 

„Brad był przerażony tą wizją – Angie w domu z dziećmi” – opowiadał znajomy pary. – „Siłą ich związku był odpowiedni balans pomiędzy ich karierami. Tylko wtedy, gdy pracują, są w stanie akceptować swoje życie z tłumem paparazzich i fanów za każdym rogiem. A poza tym ona w domu staje się nie do zniesienia. Każdy kryzys, a mieli ich już kilka, był związany z tym, że nie grała”. Brad postawił ponoć sprawę na ostrzu noża. Mają pracować oboje. Zgodził się tylko na jedno małe ustępstwo. Zaplanują grafiki w taki sposób, żeby nie kolidowały ze sobą. Wtedy będą mogli jeździć razem na plany filmowe. Obiecał też Angelinie, że wciąż ich priorytetem będzie działalność charytatywna. Te burzliwe „negocjacje” miały miejsce pod koniec sierpnia. Obecność Angeliny i dzieciaków w Berlinie świadczy jednak o tym, że Bradowi tym razem udało się postawić na swoim. Wiadomo już też, że aktorka wróci do pracy w lutym przyszłego roku. Na razie nie zdradza, co to będzie za projekt, ale jej znajomi twierdzą, że odzyskuje dawną energię. To sygnał dla jej ukochanego, że już niebawem on będzie musiał zostać „niańką” sześciorga ich dzieci.