ANIA DĄBROWSKA Odejdź, smutku!

Udostępnij

Nadal nie poradziła sobie z demonami przeszłości. Do dziś nie może się pogodzić ze stratą ojca, z trwogą myśli o własnej starości. Mimo to Ania Dąbrowska ma już dość wizerunku smutnej dziewczyny śpiewającej smutne piosenki. Właśnie wydaje nową płytę „W spodniach czy w sukience?”, na której rozlicza się z młodością, ale też pokazuje swoje pogodniejsze oblicze.

ANIA DĄBROWSKA Odejdź, smutku!

W teledyskach i na sesjach zdjęciowych uwielbia wcielać się w postać diwy z lat 60. Podkreśla jednak, że prywatnie nie ma z nią nic wspólnego. „Ta postać jest mi zupełnie obca” – opowiada ze śmiechem. I rzeczywiście, Ania bez makijażu, w dużych przeciwsłonecznych okularach na nosie, bluzie i dżinsach bardziej przypomina dziewczynę z sąsiedztwa niż niedostępną gwiazdę. Ma opinię osoby wyobcowanej, zamkniętej w sobie. Ale kiedy przy zupie cebulowej opowiada mi o lęku przed starością i przyszłym macierzyństwie, mam wrażenie, że trudno o kogoś bardziej kontaktowego.

GALA: Często stajesz przed dylematem, co włożyć: spodnie czy sukienkę?

ANIA DĄBROWSKA: W mojej szafie wisi cała masa sukienek. Większości z nich jeszcze nigdy nie włożyłam, ale cały czas kupuję nowe. Jednak tytuł mojej nowej płyty „W spodniach czy w sukience?” nie tyle odnosi się do kwestii ubioru, ile sygnalizuje moje życiowe rozterki.

GALA: Na przykład?

ANIA DĄBROWSKA: Czekam na moment, kiedy stanę się dojrzałą kobietą i moja dziewczęcość odejdzie w zapomnienie. Jednocześnie pożegnanie z młodością jest dla mnie smutne. Zaczynam mieć poczucie uciekającego czasu. I trochę boję się starości, choć na szczęście dzisiaj ludzie inaczej się starzeją niż kilkadziesiąt lat temu. W związku z tym, dopóki mój mózg w miarę przyzwoicie funkcjonuje, chcę z niego korzystać. Kiedyś po wydaniu płyty przez półtora roku nic nie robiłam, teraz wykorzystuje wenę, by przygotowywać piosenki na przyszłość. Coraz częściej też myślę o dziecku. Długo byłam przekonana, że mnie to nie dotyczy, ale teraz krąży mi po głowie myśl, że jednak trzeba będzie dołączyć do grupy ludzi z dziećmi.

GALA: To nie jest obowiązek…

ANIA DĄBROWSKA: Wiem. I szczerze mówiąc, nie odczuwam silnego instynktu macierzyńskiego. Nie łudzę się też, że nadejdzie – wydaje mi się, że nie. Ale próbuję do tego podejść w rozsądny sposób. Nie mogę wykluczyć, że kiedyś jednak zapragnę być matką, ale wtedy będzie już za późno, bo będę miała na przykład 40 lat.

GALA: W dzisiejszych czasach wiele kobiet rodzi właśnie w okolicach czterdziestki.

ANIA DĄBROWSKA: I co? Moje dziecko skończy 40 lat, a ja będę miała 80? A jak nie dożyję? Ludzie, gdy mają czterdziestkę, są bardzo fajni i szkoda byłoby ich wtedy nie oglądać. Jak już, to teraz jest najlepszy moment na dziecko. Ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, jaki to jest obowiązek, ile rzeczy musiałabym zmienić w swoim życiu i przeraża mnie to. Tym bardziej że jestem potwornie leniwa i lubię nic nie robić.

GALA: Na czym polega „nicnierobienie”?

ANIA DĄBROWSKA: Staram się nie zrywać z łóżka zbyt wcześnie, no chyba że muszę. Kręcę się po mieszkaniu, robię sobie kawę, wychodzę na balkon, piję tę kawę razem z moimi kotami, które przeciągają się w słońcu. A potem zastanawiam się, co by tu dalej zrobić: może coś skomponować, może pomyśleć nad teledyskiem, a może poczytać gazetę lub Pudelka. Ewentualnie pooglądać Kuchnię.tv, bo to uwielbiam.

GALA: Sama gotujesz?

ANIA DĄBROWSKA: Gotuję, ale tylko wtedy, gdy mnie najdzie ochota, więc na co dzień tego nie robię. Nie jestem dobrym materiałem na żonę, ponieważ w moim rodzinnym domu wszystko miałam podstawione pod nos. Codziennie były obiady, a śniadanie było przygotowane, zanim wstałam. Nie musiałam sprzątać, więc nie nauczyłam się domowej dyscypliny.

GALA: Jeśli to nie rodzi w związku konfliktów, to znaczy, że twój partner jest aniołem…

ANIA DĄBROWSKA: Oczywiście były konflikty na tym tle, ale wszystko da się rozwiązać. My wypracowaliśmy pewien kompromis, dzięki czemu nie musimy się naginać do siebie nawzajem.

GALA: Zatrudniliście panią do sprzątania?

ANIA DĄBROWSKA: Właśnie! A z kolei mama „Józka” jest na tyle cudowna i przemiła, że od czasu do czasu gotuje nam zupę i przynosi w słoiku. Ale przecież nie o gotowaniu miałyśmy rozmawiać! Pogadajmy o płycie.

GALA: Która z nowych piosenek najlepiej cię charakteryzuje?

ANIA DĄBROWSKA: Chciałabym, żeby ludzie przestali postrzegać mnie jako smutną dziewczynę, która śpiewa smutne piosenki. Mam dość takiego wizerunku. Prawda jest jednak taka, że choć płyta różni się nieco od poprzednich, to w tej chwili najlepiej charakteryzuje mnie utwór… „Smutek mam we krwi”. Znam bardzo dużo ludzi, którzy w każdej sytuacji są optymistami i myślą: będzie dobrze. Ja, niestety, do nich nie należę. Zawsze widzę ciemne strony, a plusów nie dostrzegam. I z utęsknieniem czekam na dzień, w którym to się zmieni.

GALA: Wystarczy uwierzyć, że myśli mają moc, więc jeśli skupimy się na pozytywnych rzeczach, to takie nas właśnie będą spotykać.

ANIA DĄBROWSKA: Uważam, że to jest tylko teoria i nie ma ona zastosowania. Mało tego – myślę, że takie życzeniowe myślenie może być zgubne.

GALA: Z czego wynika twoje negatywne nastawienie do życia?

 

ANIA DĄBROWSKA: Nie wiem. Ale mam je od dziecka. W moim domu nigdy nie było stabilizacji, bo tata umarł, gdy miałam dwanaście lat. Od tej chwili mama musiała włożyć dużo wysiłku, by w ogóle utrzymać dom. Śmierć taty sprawiła, że już nigdy więcej nie zaznałam czegoś takiego jak szczęście rodzinne. Poza tym zrozumiałam, albo nauczyłam się, że lepiej nie robić sobie żadnych planów, bo one i tak mogą nie wypalić. I właśnie od tamtej pory ciągle czekam na zły znak.

GALA: Nadal nie pogodziłaś się ze śmiercią taty…

ANIA DĄBROWSKA: Trudno, żeby było inaczej. Po jego odejściu przeżywałam całą gamę uczuć i emocji: od pretensji, że mnie zostawił, do żalu, płaczu, że już go nigdy nie zobaczę. Do tego moje reakcje pozostawały długo takie, jakby on żył. Na przykład reagowałam na otwarcie drzwi, pewna, że to idzie tata i dopiero po chwili docierało do mnie, że to niemożliwe. Na pewno jego śmierć spowodowała, że smutek we mnie jest. Ale rozumiem to. A jak wiadomo,zrozumienie jest pierwszym krokiem do uzdrowienia. Poza tym nie chodzę ciągle smutna. Uwierz mi, że potrafię być zabawna i śmiać się, także z samej siebie.

GALA: Ale duszą towarzystwa nie jesteś?

ANIA DĄBROWSKA: Lubię ludzi. Oni są moją największą pasją, ale jednocześnie jestem też bardzo zdystansowana, wyobcowana i czasem traktuję ich chyba zbyt powierzchownie.

GALA: Dlaczego? Boisz się do nich przywiązać?

ANIA DĄBROWSKA: Nie, nie dlatego. Po prostu jestem bardzo nieufna. Nikomu nie daję siebie na tacy. Najpierw muszę człowieka wybadać. Czekam, aż udowodni, że jest wart kontaktu.

GALA: Czy to stąd biorą się pogłoski o tym, że jesteś trudna we współpracy?

ANIA DĄBROWSKA: Rzeczywiście, nieraz już słyszałam, że trudno się ze mną pracuje, więc może coś w tym jest. Ludzie odbierają mnie w ten sposób, bo gdy mi się coś nie podoba, to im o tym mówię.

GALA: Jest coś, co cię ekscytuje?

ANIA DĄBROWSKA: Porusza mnie muzyka innych ludzi. Gdy ją słyszę, to przeżywam prawdziwe emocje. Koncerty i wszystkie te sytuacje związane z promocją, z byciem twarzą własnej twórczości, wiążą się dla mnie ze stresem i z tremą. Ale wiem, kogo chciałabym zobaczyć, gdybym była publicznością.

GALA: Kto to taki?

ANIA DĄBROWSKA: Chciałabym zobaczyć na scenie charyzmatyczną, pewną siebie osobę, która rządzi tłumem. Chciałabym zobaczyć Elvisa. A jednocześnie wiem, że nigdy taka jak on nie będę. Niedawno zdałam sobie sprawę, że jestem całkiem normalną osobą. I jako osoba normalna jestem zbyt rozsądna, zbyt asekuracyjna i za bardzo cenię bezpieczeństwo. Boję się też granic swojego organizmu, dlatego na pewno nie mogłabym brać narkotyków, bo bardziej skupiałabym się na tym, że jest mi niedobrze.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł