Nagrałaś świetną piosenkę „Zapytaj mnie o to, kochany”. Czy masz poczucie, że ludzie dzisiaj ze sobą nie rozmawiają?

Ludzie, żeby ze sobą porozmawiać, idą dziś na wywiad do telewizji, piszą SMS-y albo siedzą na Facebooku, zamiast odezwać się do kogoś, kto jest obok. Szczerze mówiąc, trochę mnie to przeraża, bo ja nie jestem uzależniona ani od komputera, ani od telefonu. Ostatnio rozmawiałam z koleżanką, która uczy w szkole. Opowiadała mi, że młodzież do tego stopnia nie chce ze sobą rozmawiać i współpracować, że koledzy z jednej klasy nawet nie pożyczają sobiezeszytów. Jest straszna konkurencja. „Bo po co mam pomóc koledze? Żeby zdał testy lepiej ode mnie? To się nie opłaca” – mówią.

Można tylko współczuć przyszłym muzykom i piosenkarzom.

Ja załapałam się jeszcze na ten czas, kiedy nie było wyścigu, tylko celebrowanie muzyki. Festiwale były świętem piosenki. To się niestety bardzo zmieniło. Dla młodszego pokolenia ważniejsze stały się pieniądze. Dlatego rywalizacja jest bezwzględna.

Zaczęłyśmy od tego, że poznałaś wartość rozmowy. Kto pierwszy uświadomił Ci, jak ona jest ważna?

Tak naprawdę najwięcej nauczyłam się na moim nieudanym małżeństwie. Tłumiłam w sobie problemy. Bałam się o nich rozmawiać, co w efekcie doprowadziło do rozstania. Dzisiaj zupełnie inaczej funkcjonuję w związku – chcę rozmawiać z moim partnerem. Ale także z moimi rodzicami, moim bratem. Takie proste odkrycie, prawda?

Czyli w relacji z partnerem nic tak nie łączy jak trudne rozmowy?

Jeśli się nie wyjaśnia problemów na bieżąco, piętrzą się i prowadzą do rozpadu związku.

Po ilu latach rozpadło się twoje pierwsze małżeństwo?

Po roku.

To chyba jeszcze nawet nie mieliście o czym rozmawiać?

Ślub brałam, gdy miałam 21 lat, ale wcześniej bardzo długo byliśmy parą. Staliśmy się rodzicami i... oboje sobie z tym nie poradziliśmy.

Czyli ostrzegasz: rozmawiajmy ze sobą, słuchajmy się nawzajem?

Ludzie powinni ze sobą rozmawiać, a nie pisać SMS-y, siedząc obok siebie. Znajoma, żeby lepiej poznać swojego syna, czegoś więcej się o nim dowiedzieć, założyła fikcyjne konto na Facebooku. Straszna historia...

A najtrudniejsza rozmowa w twoim życiu?

Najtrudniejsze rozmowy są wtedy, kiedy człowiekowi jeszcze zależy i trzeba przegadać problem. Często boimy się, że doprowadzi to do kłótni, konfliktu, rozstania. Ja już wiem, że takie rozmowy mogą prowadzić tylko do poprawy, do rozwiązania problemów.

Trudno Ci było otworzyć się na nową miłość po rozwodzie?

Nie. Byłam młoda i potrzebowałam miłości. Mój pierwszy mąż nie był związany z branżą muzyczną. Poszliśmy w zupełnie innych kierunkach. Teraz jestem zadowolona z tego, że mój narzeczony jest moim menedżerem, że wyjeżdżamy razem, mamy wspólną pasję, coś razem tworzymy.

A gdy czasem chcecie odpocząć od siebie?

Nie czujemy się sobą zmęczeni. Maćka poznałam już po rozstaniu z mężem. Byłam gotowa na to, żeby się zakochać, i ta miłość przyszła. Czułam, że to nie jest leczenie ran. To była jasna sytuacja, zdrowa miłość, która mnie uskrzydlała.

Kto kogo uwodził?

Uwodziliśmy się nawzajem. Pamiętam, kiedy Maciek zadzwonił do mnie, oficjalnie, jako menedżer, i poczułam, że mocniej bije mi serce. To w tamtym momencie zrozumiałam, że to dla mnie coś więcej niż kontakt służbowy. Na kolejne spotkanie jechałam przekonana, że będzie ono decydujące i powie mi wszystko o tym, co czuję. Rzeczywiście, kiedy go zobaczyłam, poczułam motyle w brzuchu.

Pokazałaś to?

Tak, bo uważam, że uczuć nie wolno tłumić. Może gdybym tego nie okazała, nie bylibyśmy dzisiaj razem? Maciek był wtedy w związku. Może nie chciałby zrobić pierwszego kroku? Ale poradziliśmy sobie. Jesteśmy razem już od siedmiu lat. Ale przez długi czas mieszkaliśmy osobno. Ja na Śląsku, on we Wrocławiu. Odległość była spora. Ponad rok temu kupiliśmy dom i wreszcie się przeprowadziłam. Wtedy też zdecydowaliśmy się na dziecko.

Jaka jest Wasza córeczka?

Pola jest cudowną dziewczynką. Od szóstego miesiąca przesypia całe noce, jest bardzo radosna, budzi się z uśmiechem na twarzy. To wszystko sprawia, że i my jesteśmy radośni, spokojni, wzajemnie się napędzamy.

Piszesz dla niej kołysanki?

Nie piszę, ale co wieczór jej śpiewam. Pola bardzo lubi moją drugą płytę „Życie jest w porządku”, więc czasami włączam sprzęt w sypialni i płynie cichutko piosenka. Wtedy zawsze się uspokaja i zasypia.

A jak Twój syn Tobiasz przyjął pojawienie się Poli? Aż 11 lat był jedynakiem.

Na początku było trudno. Pola była maleńka i nic nie rozumiała. Tobiasz zupełnie nie wiedział, jak sobie z tym poradzić. Dzisiaj mają świetny kontakt. Mój syn lubi uczestniczyć w kąpieli siostry, wygłupia się z nią. Ale nie dokładam mu obowiązków, nie zmuszam do spacerów, jeśli tego nie chce. Wychowanie dziecka spoczywa na rodzicach. Tobiasz, choć starszy od Poli o 11 lat, też jest jeszcze dzieckiem.

Inaczej wychowuje się córeczkę niż syna?

 

Zupełnie inaczej! Po pierwsze, generalnie dziewczynki są inne i wychowuje się je łatwiej. Syn był dość absorbującym dzieckiem, źle sypiał, miał problemy zdrowotne. Poza tym rozstanie z moim byłym mężem komplikowało sytuację. Ale z drugiej strony wiedziałam, że jest to jedyne wyjście, bo syn bardzo odczuwał to, że ja i jego ojciec się nie rozumiemy. Kiedy się rozstaliśmy, sytuacja się oczyściła. Tobiasz się uspokoił i stał się radośniejszy.

A co daje Ci siłę i stabilizację? Miłość?

Miłość i ludzie, na których zawsze mogłam liczyć. Wychowałam się w bardzo spokojnym domu. Zawsze czułam, że mogę polegać na moich rodzicach. Szczególnie na mamie. Ona ma wprawdzie zupełnie inną wrażliwość niż ja i nie zawsze się rozumiałyśmy, ale mogłam z nią rozmawiać o wszystkim.

Dla niej na pewno Twój rozwód to był wstrząs.

Moi rodzice przeżywają każdą ważną decyzję. Przeprowadzka do Wrocławia też nie była dla nich prosta. Ale wszystko można poukładać.

Byłaś mamą z dzieckiem przy piersi, gdy nagrywałaś swoją najnowszą płytę?

Nie. W studiu chciałam być skupiona na twórczej pracy. Urodzenie dziecka to ogromna zmiana w życiu kobiety. Przez dwa miesiące byłam tak zajęta Polą, że miałam wrażenie, że w ogóle zapomniałam, jak to jest być artystką. Miałam trudne momenty.

Baby blues?

Bardzo dużo o tym czytałam. Zastanawiałam się nawet, czy nie odwiedzić psychologa. Byłam spełniona jako matka, ale czegoś mi brakowało. Kiedy dwa miesiące po urodzeniu Poli wróciłam na scenę, poczułam, że zaczynam się odbudowywać emocjonalnie. Dzisiaj jestem spełniona w stu procentach.

Będziesz jeździła w trasy z taką maleńką córeczką?

Już jeżdżę! Pola pojechała w pierwszą trasę, jak miała dwa miesiące. Co ciekawe, jest tak przyzwyczajona do koncertowego hałasu, że w trakcie występu śpi, a budzi się, kiedy na scenie zapada cisza. To wzięło się pewnie stąd, że koncertowałam do ósmego miesiąca ciąży. Pola już sama śpiewa, nuci.

A skąd w Twoim życiu muzyka?

Była od zawsze. W ogrodzie, w kuchni czy w pokoju – zawsze grało radio. Mój tata śpiewa sobie po swojemu wszystkie piosenki z wymyślonym tekstem, co jest urocze. A moja babcia Niemka, jak byłam mała, śpiewała mi niemieckie piosenki.

Już wiem, dlaczego jesteś taka poukładana.

Ale mam również włoskie korzenie. (śmiech) A to tłumaczy moją naturę. Z jednej strony poukładana, stonowana, a z drugiej bardzo wrażliwa, ekspresyjna. Na scenie wychodzi ze mnie zupełnie inna Ania. Taka bardziej włoska.

Ile miałaś lat, kiedy zaczęłaś śpiewać?

16. Mama nie była zachwycona, kiedy trafiłam do zespołu rockowego. Kojarzył jej się z chuligaństwem i używkami. U mnie zadziałało to odwrotnie. Jako nastolatka próbowałam wszystkiego: palić, trochę pić. Papierosy mi smakowały, ale rzuciłam je, bo chciałam, żeby głos zawsze był w dobrej formie. Bardzo pragnęłam śpiewać. Pamiętam, że kiedyś, jako 14-latka, poszłam nawet na przesłuchanie do zespołu weselnego, który wyrzucił mnie po dwóch próbach (śmiech)

Teraz pewnie żałują...

Nie wiem, czy jeszcze grają. Chyba zupełnie się nie zrozumieliśmy. Teraz wiem, że nie nadawałam się do śpiewania na weselach. Czułam w sobie całkiem inną energię. Kiedy trafiłam do zespołu poprockowego, mogłam się realizować.

Na płycie śpiewasz: „Zapytaj mnie o to, kochany”. O co kochany mógłby Cię zapytać?

Nie musi mnie o nic pytać. Czasem żartujemy i pytamy się nawzajem o uczucie, ale jak na razie zawsze znaliśmy odpowiedź.

Czy Twoja ostatnia płyta jest dla Maćka? Jest o nim?

Ta płyta jest nasza. Jest dojrzalsza, spokojniejsza. Trochę inaczej śpiewam, inaczej interpretuję, czuję. Na to na pewno miały wpływ narodziny Poli i to, że od roku mieszkam z mężczyzną. Rozstanie z zespołem też miało duże znaczenie.

Maciek jako Twój agent namawiał Cię do tego rozstania?

Nie, wręcz przeciwnie – namawiał mnie do tego, żebym spróbowała i dała zespołowi szansę. Przetrwałam jeszcze dwa miesiące...

Dlaczego zespoły się często sypią?

Ludzie się zmieniają.

A Rolling Stonesi potrafią być razem cały czas.

Może chodzi o to, że Stonesi to grupa facetów. Ja jestem kobietą i byłam wśród facetów, którzy mieli inną wrażliwość, chcieli inaczej grać. Kiedy nagrywałam pierwszą solową płytę, otworzyłam się, poznałam nowych ludzi i chciałam z nimi współpracować. A głównym problemem w zespole było to, że chłopcy chcieli pracować we własnym zamkniętym gronie. Postawili mi ultimatum, a ja nie lubię być stawiana pod ścianą. Znam swoją wartość. Po naszym rozstaniu zaczęli mnie oczerniać. Zawsze mieli problem z tym, że potrzebowałam czegoś więcej. Kiedy pojechałam do „Szansy na sukces”, też doszukiwali się spisku. A tymczasem ja – choć otrzymałam wtedy propozycję nagrania płyty – zostałam z nimi.

Dwa poważne rozstania w życiu: z mężem i facetami z grupy. Odważna z Ciebie śląska „dziołcha”.

Maciek zawsze mi mówi, że jestem Zosia samosia. (śmiech) Żyjemy tylko raz i czasem popełniamy błędy. Ale musimy samych siebie szanować.

Która Twoja piosenka jest najważniejsza, w której najwięcej mówisz o sobie?

Na pewno utwór „Powietrze”. Bo jest o wolności, o tym, jak bardzo jej potrzebuję. Tam śpiewam: „Wybiegam boso, żeby zdobyć świat”. Zrobiłam to dwa razy, nie wiedząc, co mnie czeka, ale potem poczułam się wolna. Utwór „Gdy naga stoję przed tobą” przez wielu określany jako erotyk, jest wyznaniem dojrzałej kobiety, która pragnie miłości, tej duchowej i tej cielesnej.

Dedykowałaś go Maćkowi?

Maćkowi i kobietom, które chciałyby o tym powiedzieć, ale się boją. Boją się szczerości.

To kiedy ślub z Maćkiem?

Chcemy ślubu, ale nie spieszymy się z tą decyzją. A kiedy Pola podrośnie, będzie mogła w ślicznej sukienusi, z kwiatkami pójść za mamą do ołtarza.