GALA: Okropna ta Sylwia, którą zagrałaś w „Kochaj i tańcz”. W życiu taka nie jesteś?

ANNA BOSAK: To prawda, moja bohaterka jest wyrachowana, dąży do celu po trupach, można powiedzieć, że jest autentycznie zła. Ale cieszę się, że mogłam zagrać właśnie taki, czarny charakter.

GALA: Nie boisz się, że ludzie będą cię z Sylwią utożsamiali?

ANNA BOSAK: Mój kolega po obejrzeniu tego filmu powiedział: „Wiesz, gdybym cię nie znał, to chyba bałbym się do ciebie podejść i zagadać”. Ale mam nadzieję, że ludzie nie będą we mnie niczym rzucać. Mój brat też grywał czarne charaktery – i nadal je gra – a mimo to jest lubiany. Cieszę się z tej roli, bo jest ukoronowaniem wszystkich lat, które poświęciłam tańcowi.

GALA: Połknęłaś aktorskiego bakcyla?

ANNA BOSAK: Całe życie marzyłam o aktorstwie i zaraz po maturze chciałam zdawać do Filmówki, ale mój brat systematycznie wybijał mi to z głowy. Robił to na tyle skutecznie, że na dzień przed egzaminami „spękałam”. Byłam tak zestresowana, że rozbolało mnie gardło i dostałam wysokiej gorączki. To była ewidentnie choroba psychosomatyczna.

GALA: Żałujesz?

ANNA BOSAK: Nie, niczego w życiu nie żałuję, bo nic się nie dzieje bez powodu. I jedno wynika z drugiego. Pamiętam, jak kiedyś przyjechałam do Warszawy na casting na prezentera telewizji Viva. Na końcu zostały tylko trzy osoby, w tym ja, ale to nie mnie wybrano. Wtedy była to dla mnie największa życiowa porażka. Gdy wróciłam do Łodzi, nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Dziś wiem, że gdybym dostała tę pracę, nie wzięłabym udziału w „You Can Dance”. A gdyby nie ten program, zapewne nie pojawiłabym się w „Tańcu z gwiazdami” i nie zagrałabym w „Kochaj i tańcz”. Myślę o zdawaniu do szkoły aktorskiej, ale takiej, w której zajęcia nie trwają od rana do wieczora. Bo jestem sama w wielkim mieście i muszę się tutaj utrzymać. Nikt mi nie da pieniędzy na życie.

GALA: Jak sobie radzisz w Warszawie?

ANNA BOSAK: Wiem już, gdzie robić zakupy, jak włączyć pralkę i ugotować makaron (śmiech), więc nie jest źle. Skoro przez ten rok, odkąd tu mieszkam, nie umarłam z głodu, to chyba znaczy, że potrafię o siebie zadbać. Tym bardziej że zawody artystyczne mają to do siebie, że w jednym miesiącu się zarabia, a w drugim nie. Na pewno nie szastam pieniędzmi na lewo i prawo. Owszem, byłam na wakacjach i kupiłam sobie auto, ale nie nowe, lecz 12-letnie. A większość pieniędzy inwestuję w swój rozwój.

GALA: To znaczy?

ANNA BOSAK: Skończyłam kurs szybkiego czytania, teraz uczę się hiszpańskiego, a w planach mam kurs pamięciowy. Zaczęłam też chodzić na jogę i studiuję psychologię w prywatnej szkole.

GALA: Dużo tego…

ANNA BOSAK: Dużo, bo ja nie myślę w ten sposób, że się narobiłam, więc teraz będę leżeć i pachnieć. W moim wieku mózg jest najbardziej chłonny, więc trzeba z tego korzystać. Poza tym, gdy się jest tancerzem, trzeba mieć asa w rękawie. Bo w każdej chwili mogą wysiąść kolana, stawy. I co wtedy? Choć mam nadzieję, że mi to nie grozi, bo dbam o swoje ciało, chodzę na basen i na masaże. W końcu – cytując Beatę Kozidrak – zarabiam ciałem na chleb.

GALA: Nie lepiej skupić się na jednej rzeczy, zamiast łapać sto srok za ogon?

ANNA BOSAK: Wszystko można pogodzić. Przykładem na to jest Joasia Jabłczyńska, która gra w serialach, w filmach i właśnie kończy prawo.

GALA: Przychodzi jednak taki moment, że na coś trzeba się zdecydować. W twoim przypadku będzie to taniec, aktorstwo czy psychologia?

ANNA BOSAK: To jest dla mnie za trudne pytanie, bo na razie mam głowę pełną pomysłów. Kiedyś bardzo chciałam uczyć się niderlandzkiego i sprowadzać do Polski tulipany. Dzisiaj marzę o studiach tanecznych w Londynie, po których mogłabym tańczyć w teatrach całego świata. Jednak żeby sobie na nie pozwolić, musiałabym chyba najpierw wygrać w totka, bo rok nauki kosztuje tam 12 tysięcy funtów. Chciałabym też pojechać na stypendium do Hiszpanii i zapisać się na zajęcia z flamenco. Dlaczego mam się ograniczać, skoro świat daje tyle różnych możliwości? Realizuję swoje marzenia. Nie boję się życia. Gdy postanowiłam, że pojadę na warsztaty taneczne do Los Angeles, to pracowałam 19 godzin na dobę, żeby zarobić pieniądze na ten wyjazd. I udało się.

GALA: Nigdy nie zastanawiasz się, czy dasz sobie radę?

ANNA BOSAK: Człowiek cały czas się nad tym zastanawia, ale zabawa polega na tym, żeby stanąć przed lustrem, popatrzeć sobie w oczy i powiedzieć: „Dam radę”.

GALA: Tylko pozazdrościć wiary i poczucia własnej wartości. Wyniosłaś to z domu?

ANNA BOSAK: W domu się nie przelewało, czasami było naprawdę ciężko, ale za to rodzice dali mi i Marcinowi ogromne pokłady swojego czasu, ciepła i miłości, i to teraz procentuje. Wielkie dzięki im za to, bo gdyby oni nie zaszczepili w nas pasji i nas nie motywowali, nie wiem, co byśmy dzisiaj robili. Najfajniejsze w naszej rodzinie jest to, że stanowimy zgrany team, nie ma żadnych podziałów.

 

GALA: Rodzice się nie martwili, gdy media obwieściły, że uderzyła ci sodówka?

ANNA BOSAK: Na pewno bolało ich to dwa razy bardziej niż mnie. Ale oni zdają sobie sprawę, jak ten świat funkcjonuje, bo Marcin był w show-biznesie pierwszy. O nim też pisali, że uderzyła mu sodówka, a tymczasem on jest odpowiedzialnym mężczyzną, który w życiu kieruje się własnymi zasadami. Wydaje mi się, że też jestem rozsądna. Na imprezy chodzę rzadko. Gdy mam wolny dzień, wolę spotkać się z bratem albo pojechać do rodziców. Interesuję się polityką, oglądam wiadomości, chcę wiedzieć, co się dzieje z moimi podatkami.

GALA: Ta powaga nie bardzo kojarzy mi się ze światkiem tancerzy.

ANNA BOSAK: Tańczę od ósmego roku życia. Ale gdy miałam 14 lat, porzuciłam taniec właśnie dlatego, że zmieniły mi się priorytety. Tak jakby ktoś nagle zdjął zasłonę. I zobaczyłam te wycekinowane i odkrywające ciało kiecki, te sztuczne paznokcie i mocne makijaże. Patrząc na moje starsze koleżanki, zniszczone przez codzienne wizyty w solarium, pomyślałam: „Nie chcę tak wyglądać za parę lat, nie pasuję do tego świata”. Na szczęście potem zrozumiałam, że taniec niejedną ma twarz i dlatego do niego wróciłam.

GALA: Mówi się, że środowisko tancerzy jest wyjątkowo toksyczne. To prawda?

ANNA BOSAK: Tak. Ludzie, gdy czegoś od ciebie chcą, potrafią się miło uśmiechać i nazywać cię swoim najlepszym przyjacielem. A gdy nie jesteś im już do niczego potrzebna, nie spytają nawet kurtuazyjnie, jak się masz. Ale to mnie zahartowało.

GALA: Potrafisz machnąć ręką nawet wtedy, gdy ktoś zamieszcza twoje roznegliżowane zdjęcia w internecie i okrasza je niewybrednymi komentarzami?

ANNA BOSAK: A co mam zrobić? Kiedyś Kayah powiedziała, że gdy się jest znanym, to łatwiej dostać ładne pomidory na targu, ale i łatwiej tymi pomidorami oberwać. A ludzie widzą tylko tę stronę medalu, na której my jesteśmy zadowoleni, ładnie wyglądamy, uśmiechamy się, mamy na sobie drogie stroje. Nie widzą tego, że np. nie mogę kupić śpioszków dla dzieci znajomych, bo od razu przeczytam w gazetach, że jestem w ciąży.

GALA: Popularność spowodowała, że stałaś się mniej ufna?

ANNA BOSAK: Tak. Ale mam grono zaufanych znajomych i przyjaciół, którzy w niejednej sytuacji pokazali mi, że mogę na nich polegać.

GALA: Czy wśród tych zaufanych znajomych jest też twój były chłopak, z którym rozstałaś się po „You Can Dance”?

ANNA BOSAK: Oczywiście, mamy superkontakt. Rozstaliśmy się, bo rozeszły nam się życiowe drogi: jego pochłonęła firma szkoleniowa, mnie taniec w „You Can Dance”. Paradoksalnie, to on prawie siłą zaciągnął mnie na casting. Ale nasze rozstanie wyszło mu na dobre, bo ma teraz wspaniałą dziewczynę, która podziela jego zainteresowania.

GALA: A ty? Jesteś z kimś związana?

ANNA BOSAK: Nauczyłam się już, że pewne rzeczy trzeba zachować dla siebie. Mogę powiedzieć tylko, że jestem szczęśliwa, bo mam wszystko, czego potrzebuję. Może poza tym, że ludzie w Polsce wciąż za rzadko się do siebie uśmiechają.

GALA: Ale tobie uśmiech nie schodzi z twarzy...

ANNA BOSAK: Mój brat powiedział kiedyś, że jestem jak iskierka. I że gdy ogarnia go niemoc, wystarczy, że mnie zobaczy, a od razu robi mu się weselej. Mam nadzieję, że zawsze taka będę. I że nie zabraknie mi zwariowanych pomysłów.

GALA: Brat jest chyba szczególną osobą w twoim życiu. Co chwila o nim mówisz.

ANNA BOSAK: Marcin jest moim najlepszym przyjacielem. Mamy zresztą podobne charaktery. Oboje jesteśmy uparci i oboje bywamy impulsywni. Ale pracujemy nad tym. Gdy któreś z nas utknie w korku i się wścieka, drugie mu tłumaczy: „Korek jest po to, żeby się na chwilę zatrzymać, pomyśleć, zrelaksować. Skoncentruj się na tym, że siedzisz, jest ci ciepło i wygodnie. I posłuchaj muzyki, bo ona jest w radiu specjalnie dla ciebie”. Ostatnio dbam o to, żeby się wyciszyć, zdałam sobie sprawę, że jestem zbyt pobudliwa i potrafię zrobić huragan z byle powodu. A trzeba dbać o równowagę ciała i duszy, bo jeśli się o tym zapomni, to przy tym tempie życia można zwariować. A nie chciałabym w wieku 35 lat trafić do szpitala psychiatrycznego.

GALA: Tego się boisz? Że nie wytrzymasz presji?

ANNA BOSAK: Boję się tylko samotności, bo jestem wyjątkowo społeczną osobą. I gdybym na przykład, jak Will Smith w filmie „I Am Legend”, została sama na świecie, to naprawdę bym oszalała.