Właśnie wróciła z nurkowania w Egipcie, radosna, odprężona. Z podnieceniem opowiada o swoim nowym filmie – „Jak żyć?” Szymona Jakubowskiego, który niebawem wchodzi na ekrany kin. Przyznaje, że w pewnym sensie to film o niej, o jej pokoleniu: „Zrobili go zwykli ludzie. Mówimy tym samym językiem, mamy te same problemy, co wychodziło w wieczornych rozmowach po skończonych zdjęciach. Często kłóciliśmy się na przykład, który z naszych bohaterów ma rację. To było coś wspólnego, co dawało nam poczucie, że film jest ważny i wyjątkowy, bo dzisiejszy”. Ale film Jakubowskiego jest ważny dla Ani także z innego powodu – to jej powrót do kina po półtora roku zamierzonej nieobecności.

GALA: Samotna, nieszczęśliwa, bezradna... – tak opisałaś swoją bohaterkę Ewę z filmu „Jak żyć?”. Myślałaś trochę o sobie?

ANNA CIEŚLAK: Już taka nie jestem, ale myślę, że opowiadamy typową historię o pokoleniu trzydziestolatków, żyjących tu i teraz, we współczesnej Polsce. Dookoła nas, na billboardach, w telewizji, w prasie znajdują się setki „łatwych” odpowiedzi na pytanie: jak żyć? Kup to – będziesz piękny, oglądaj tamto – będziesz mądry, pójdź tam – będziesz trendy, konsumuj – będzie ci się żyło lepiej. A ty dalej nie wiesz, jak żyć, błądzisz i szukasz po omacku. Pewnego dnia kręciliśmy sceny w Krakowie na Kazimierzu w rozpadającej się kamienicy. Chwiejąc się, podeszło do nas dwóch miejscowych pijaczków i pytają: „A co wy tu robicie?”. „Film kręcimy, »Jak żyć?«” – ja na to. Jeden z nich zawiesił się na chwilę, pomyślał i mówi: „Powiem pani, jak żyć. Trzeba tak żyć, żeby przeżyć każdy dzień od początku do końca. A rano zacząć od nowa”.

GALA: To dobra rada. Dodałabym ją do scenariusza.

ANNA CIEŚLAK: Scenariusz mieliśmy świetny, choć zaczyna się standardowo: jest chłopak – Kuba, jest dziewczyna – Ewa, spotykają się, zakochują, chcą być razem. Wszystko toczy się jak w bajce aż do chwili, gdy Ewa zachodzi w ciążę.

GALA: A Kuba ucieka.

ANNA CIEŚLAK: Kuba zostaje, cieszy się i mówi: „Zrobimy wszystko, ja zrobię wszystko, żeby było nam dobrze. Pójdę do porządnej pracy, zarobię pieniądze, urządzę nam gniazdko”. Faktycznie, idzie do pracy i pracuje, pracuje, pracuje... Ta praca tak go wciąga, że Ewa praktycznie zostaje sama. Na początku stara się tego nie dostrzegać, w końcu Kuba pracuje i poświęca się dla nich. Potem stara się go wytłumaczyć, sama przed sobą, bo jego ciągle nie ma. Potem próbuje z nim porozmawiać, zawalczyć o wspólne chwile, w końcu rozumie, że jej chłopak przestał być tym facetem, w którym się zakochała. Jest maszyną, robotem do wykonywania zadań.

GALA: Rozumiem, że widziałaś takie pary w życiu realnym.

ANNA CIEŚLAK: Mnóstwo. Moje pokolenie jest naznaczone pracą. Ciągle nam mało, ciągle chcemy coś w życiu poprawić, więc bierzemy kredyty i pracujemy. Od świtu do nocy. Szybko popadamy w pracoholizm, karierowiczostwo, sukcesomanię. Widziałam wiele rozwodów i rozstań wśród moich przyjaciół, znajomych. Co z tego, że mieli dom w ogrodzie, jak się w nim mijali? Co z tego, że mieli pieniądze na koncie, jak ze sobą nie rozmawiali? Co z tego, że mieli dzieci, skoro najczęściej widywali je śpiące? Mnie takie życie przeraża.

GALA: To dlatego półtora roku temu, po fali sukcesów, nagle zniknęłaś. Z kin, telewizorów i billboardów. Po cichutku wróciłaś z Warszawy do Krakowa. Zazdrośni szeptali – porażka. Życzliwi – musi odpocząć, nabrać dystansu.

ANNA CIEŚLAK: W gazetach pisano wtedy ze współczuciem, że wstaję o 4 nad ranem, wracam o północy, krążąc między Krakowem a Warszawą. I to była prawda, ale ta powierzchowna, widoczna. Rzeczywistość trochę mnie przerosła. Miałam 28 dni zdjęciowych do filmu „Dlaczego nie!”, a potem pół roku intensywnej promocji. W pewnym momencie poczułam się jak maszyna, jak robot. Z jednej strony uważam, że artyści powinni promować projekty, w których biorą udział. Film musi mieć dobrą reklamę, żeby ludzie poszli do kina i go zobaczyli. To jest podstawa, nie ma się czego wstydzić...

GALA: ...ale?

ANNA CIEŚLAK: Z drugiej strony budziłam się rano i nie wiedziałam, czy jestem w Warszawie, czy w Krakowie. Wieczorami wracałam do domu, bolały mnie mięśnie twarzy od nieustannego uśmiechania się i chciało mi się płakać. Nie można mówić przez pół roku jedno i to samo! Nie możesz codziennie przyjmować zaproszeń na bankiety, rauty, wernisaże, premiery, kolacje, bo nawet nie zauważysz, kiedy przekroczysz granicę. Mówisz sobie: „Idę, bo muszę promować film”, wpadasz w rytm i biegniesz – nie wiedząc tak naprawdę, dokąd – z masą obcych ludzi obok. Byłam tak nakręcona, na takiej adrenalinie, że nie potrafiłam wyhamować. Trzęsły mi się ręce, miałam jakieś drgawki. Świat przewijał się przed moimi oczami jak kadry z filmu. Ciągle miałam wrażenie, że tę scenę już widziałam, tu byłam. Pewnego dnia pomyślałam, że zaraz zwariuję.

GALA: Sama podjęłaś tę decyzję?

 

ANNA CIEŚLAK: Sama, ale to nie było takie proste. Najpierw dotarło do mnie, jak bardzo odklejam się od swojego życia. Znajomi, przyjaciele zaczęli się ode mnie odwracać, a ja nawet nie mogłam mieć do nich pretensji. Nie miałam prawa. Jeśli dzwonisz do kogoś raz, drugi, piąty, dziesiąty, a ten ktoś jest ciągle zajęty, zapracowany, zmęczony, chory, znerwicowany, niedospany albo w podróży, to za dwudziestym razem już do niego NIE dzwonisz, tylko mówisz sobie – basta. Wystarczy. Zostałam sama, bo przyjaciele mi powiedzieli: „Anka, my nie jesteśmy ci do niczego potrzebni. Nie masz dla nas czasu, OK, znaczy, że doskonale radzisz sobie sama”. To był dla mnie cios w serce.

GALA: Pierwsza poważna lekcja przetrwania.

ANNA CIEŚLAK: Masz pieniądze, możesz sobie kupić, co chcesz, grasz, jesteś obecna w mediach, wydaje ci się, że w końcu osiągnęłaś ten sukces i masz prawo go skonsumować, więc powinnaś być szczęśliwa. I nie jesteś. Otaczasz się gadżetami, przypadkowymi ludźmi. Nic cię nie cieszy, dookoła pustka, nie ma nic, nie ma przyjaciół, jesteś sama. Zostaje ci tylko praca. Pewnego dnia obudziłam się i pomyślałam, że nawet moja praca, moje granie jest jak walka o przetrwanie. Jadę rano pociągiem i tylko marzę, żeby już dojechać na te zdjęcia, szybko zagrać, wrócić do pociągu, wieczorem wpaść do teatru, zagrać i wreszcie przyjść do domu i zasnąć!

GALA: Wtedy zrezygnowałaś z seriali i spakowałaś manatki?

ANNA CIEŚLAK: Siedziałam w Warszawie w wynajętym mieszkaniu i zastanawiałam się, co zrobić. Przeprowadzić się definitywnie do Warszawy czy wrócić do Krakowa? Tu były film, seriale, pieniądze, popularność, tam teatr i... niewiadoma. Byłam zmęczona serialami. Władek Pasikowski (z którym Anna pracowała przy serialu „Glina” – red.) powiedział mi, że postać możesz stworzyć na góra 10-12 odcinków, potem grasz samego siebie. Tyle że ja nawet nie miałam czasu, żeby coś w swoim prawdziwym życiu przeżyć. Ciągle tłumaczyłam sobie i innym, że jestem świeżo upieczoną aktorką, po szkole teatralnej, dopiero siebie odkrywam, poznaję świat, ciągle się uczę i czuję się jak Alicja w Krainie Czarów. W którymś momencie mój przyjaciel nie wytrzymał i powiedział: „Anka, skończyłaś tę szkołę pięć lat temu! To trochę śmieszne i żenujące, kiedy mówisz, że jesteś Alicją.... Skończ z tym, dziewczyno”.

GALA: Zawstydził cię?

ANNA CIEŚLAK: Bardzo, ale za to szanuję moich przyjaciół, że się ze mną nie cackają, tylko mają odwagę powiedzieć mi prawdę. Pomógł mi przypadek. Redbad Klynstra zdecydował się wyreżyserować w Teatrze Słowackiego „Bliżej” na podstawie sztuki Patricka Marbera. Spakowałam więc walizkę i przyjechałam do Krakowa. Zobaczę, co się wydarzy – pomyślałam. Było super. Nikt się nie kłócił, nie było zawiści, obrażania się, awantur o większą rolę czy większe pieniądze. Zobaczyłam, że nie biegnę do teatru, tylko idę. Codziennie cieszę się, że będę pracować. Po próbach mam czas dla siebie, dla przyjaciół. Normalnie oddycham i nie rzucam się po łóżku, mamrocząc przez sen, że nie zdążę na pociąg. Postanowiłam zostać.

GALA: Agenci i spece od wizerunku nie straszyli cię, że to ryzykowna decyzja?

ANNA CIEŚLAK: Słyszałam różne głosy: „Gdzie ty jedziesz, oszalałaś?! Teraz jest twoje pięć minut w Warszawie! Media są tobą zainteresowane, trzeba to wykorzystać! Jak teraz wyjedziesz, przegrasz. Jak to rzucisz, wszystko się skończy”... Ale ja już się zdecydowałam. Zlikwidowałam mieszkanie w Warszawie, wynajęłam nowe w Krakowie. Przez rok nie byłam na żadnym castingu. Grałam w teatrze i wreszcie zajęłam się sobą.

GALA: Dobrze ci to zrobiło. Odpoczęłaś w Egipcie. Posmakowałaś normalnego życia.

ANNA CIEŚLAK: Maciek Myszkiewicz przy „Dlaczego nie!” namówił mnie, żebym po filmie skończyła kurs nurkowania. Podstawowe ćwiczenia zrobiliśmy na basenie w Krakowie, ale prawdziwe nurkowanie zaczęło się w Egipcie. Tam pod opieką mojego przyjaciela, który jest świetnym instruktorem, zeszłam pod wodę na 30 metrów. Miałam kilkanaście nurkowań: rano, po południu i wieczorem. Każde inne. Jest różnica w kolorach roślin, rafy koralowej, w barwie wody, intensywności światła. Wieczorem na przykład wychodzą ośmiornice, rano płaszczki, manty i mureny, które się ganiają. Ten świat pod wodą odpręża mnie i daje poczucie wolności. Wyłączasz myślenie i po prostu rozglądasz się i chłoniesz. Można się pobawić. Zresztą o 8 wieczorem zasypialiśmy jak małe dzieci.

GALA: Teraz też możesz pobyć dzieckiem, ze Szczecina przyjechali do ciebie rodzice.

ANNA CIEŚLAK: Byli na „Biesach” w Teatrze STU, dostałam na scenie od taty bukiet kwiatów, potem poszliśmy na kolację do restauracji. Chodzimy na spacery nad Wisłę. Rozmawiamy. To są wyjątkowe chwile. Już to mówiłam, ale powtórzę, bo to dla mnie niezwykle ważne. Budzę się rano, mam już gotowe śniadanie, w kuchni pachnie obiad, a w lodówce są już zrobione zakupy na kolację, bo mama wstaje o 6. Gdyby mogła, wszystko zrobiłaby dla mnie: posprzątała, ugotowała, wyprasowała, zaopiekowała się totalnie. To jest fajne uczucie, kiedy wiesz, że ktoś o tobie myśli i się o ciebie troszczy. Że nadal jesteś dla kogoś dzieckiem. Ja nie muszę rodzicom udowadniać, że dobrze sobie radzę, oni już to wiedzą i się z tego cieszą. Etap rządzenia też już mam za sobą, kiedy mówiłam: „To wam kupię, tamto wam dam, a tam wyślę was na wycieczkę, ale sorry, nie mam dla was czasu”. Wczoraj usiedliśmy przy stole, napiliśmy się nalewki, ja mówię: „To mnie boli, z tym sobie nie radzę”, a rodzice: „Nie martw się, spróbuj zrobić to czy tamto”. Nie udaję, że jestem silna, potrafię się przy nich otworzyć, wypłakać. Oni się wtedy czują potrzebni, ja kochana. To nas jeszcze bardziej łączy.

GALA: Masz 28 lat...

 

ANNA CIEŚLAK: ...i nie mam mieszkania, nie mam samochodu, rodziny, dzieci. Nie chcę być taka racjonalna, poukładana, gromadząca dobra. Za to cieszę się, że gram w teatrze, że gram znowu w filmie. Ale też mogę włóczyć się po mieście. Idę przed siebie, oglądam fasady kamienic, patrzę w niebo, gdy kogoś znajomego spotkam, idziemy na kawę. Mogę w kawiarni przesiedzieć cały dzień. Leżę na trawie nad Wisłą. Mogę spędzić dzień w łóżku, gdzie jem, czytam, oglądam filmy na DVD. Wiem, że najlepszy czas przede mną. Takie mam poczucie. Jestem dumna, że coraz więcej rozumiem, uczę się mówić, czego chcę. Nie mogę doczekać się trzydziestki. Czuję, że czeka na mnie jakaś niespodzianka.