GALA: Najtrudniejszy życiowy skok na bungee?

PIOTR GRABOWSKI: (milczenie) To, co stało się w moim życiu osobistym. Kiedy spotkałem Anię i zdecydowałem się z nią żyć, ten wybór pociągnął za sobą bardzo ważne konsekwencje. Mam nową rodzinę, mieszkam w innym mieście, mam małą córeczkę. Nastąpiła kompletna zmiana mojego życia.

ANNA DERESZOWSKA: To była świadoma decyzja Piotra, żeby się przenieść do Warszawy, żeby się ze mną związać. I wiedzieliśmy oboje, że jej konsekwencje zaważą na całej naszej przyszłości. Nie tylko naszej.

GALA: ,,Trzeba zabić tę miłość” – był moment, kiedy tak myśleliście? To w końcu nie była łatwa miłość. Każdy Wasz krok, każdy gest był bezlitośnie komentowany i fotografowany.

PIOTR GRABOWSKI: To jest zawsze bardzo trudne, kiedy na świecie są dzieci, które kocha się bezwarunkowo i czuje się za nie odpowiedzialność (milczenie). Ale jednocześnie ma się świadomość, że to nagłe uczucie jest...

ANNA DERESZOWSKA: ...niecodzienne i wyjątkowe.

PIOTR GRABOWSKI: I że można...

ANNA DERESZOWSKA: ...popełnić ogromny błąd, przechodząc obok niego obojętnie. To wiedzieliśmy na pewno.

PIOTR GRABOWSKI: Można byłoby nigdy sobie tego nie wybaczyć (milczenie). Ale to są trudne wybory.

GALA: Rozumiem, że nie zamierzaliście się poddać.

ANNA DERESZOWSKA: Dziwne byłoby, gdyby taka myśl nie przyszła nam do głowy, bo – jak powiedział Piotr – oboje jesteśmy ludźmi odpowiedzialnymi. Ale było to rzeczywiście spotkanie wyjątkowe i uczucie bardzo silne.

PIOTR GRABOWSKI: Byliśmy oboje świadomi, co ta decyzja pociągnie za sobą (milczenie). Ale podjęliśmy ją. I myślę, że bardzo świadomie. Czasami jest mi ciężko, bo tylko co jakiś czas mogę się widywać z moimi dziećmi – Olą i Maciusiem. Ale spotykamy się najczęściej, jak się da. Był taki moment, kiedy zacząłem się bać, bo wydawało mi się, że więź między nami się zerwała. Ale teraz wszystko idzie ku dobremu. Jesteśmy cały czas ze sobą blisko. To jest dla mnie niezwykle ważne.

GALA: I wygraliście, choć brukowa nagonka była dość brutalna.

ANNA DERESZOWSKA: Piotr jest silny emocjonalnie i dojrzały. To była jedna z rzeczy, która mnie w nim ujęła, że potrafił w tym wszystkim mnie ochronić, rozmawiać ze mną i sprawić, że nabrałam do tego odpowiedniego dystansu. Tym bardziej że wiele z tych niemiłych rzeczy pisano, kiedy byłam w ciąży. To był czas bardzo trudny dla mnie.

PIOTR GRABOWSKI: Trudny dla nas obojga, bo na początku nasi bliscy wszystko, co czytali w gazetach, brali za prawdę. To było okropnie przykre, że bezkarnie można pisać o kimś ewidentne kłamstwa. Przyjechałem do Warszawy z Krakowa, gdzie brukowce nie zajmują się życiem prywatnym, więc byłem zszokowany i bardzo trudno było mi się z tym uporać. Ale nawzajem się wspieraliśmy i wytrzymaliśmy.

ANNA DERESZOWSKA: Myślę, że ta sytuacja bardzo nas zbliżyła. Pamiętam, jak mama Piotra dzwoniła z Kanady zaniepokojona, bo koleżanki przynosiły jej jakieś czasopisma, w których pisano o nas. Pytała, co się dzieje i czy to, co wypisują, jest prawdą.

PIOTR GRABOWSKI: Ona bardzo to przeżywała, będąc daleko. Musieliśmy ją wyprowadzać z błędu, tłumaczyć, na jakich zasadach takie pisma działają. W końcu zrozumiała i nabrała dystansu.

ANNA DERESZOWSKA: Ale wciąż bywa to przykre, szczególnie dla dzieci Piotra. Dla Oli, która nie bardzo może się przed tym bronić, bo koleżanki w szkole przynoszą różne gazetki, czytają o nas. Bo gdyby to tylko dotykało nas, to pal sześć.

PIOTR GRABOWSKI: To bardzo mądra dziewczynka, więc rozumie. Ale głównie ze względu na moje dzieci mam wielką nadzieję, że to już za nami. Że to koniec.

GALA: Często czterdziestolatki mają poczucie, że w życiu ich już nic nie spotka. Pan swoje życie wywrócił do góry nogami.

PIOTR GRABOWSKI: Czasem tak jest, że kiedy nam się wydaje, że nic nas już nie czeka, to nagle – najczęściej kiedy nie jesteśmy przygotowani – los szykuje niespodziankę. Dla mnie szykował.

GALA: W filmie ,,Bezdroża” w reżyserii Alexandra Payne’a jest dwóch kumpli...

PIOTR GRABOWSKI: ...którzy jeżdżą po Kalifornii, popijają wino, próbują przemyśleć i uporządkować swoje życie. Bardzo lubię ten film.

GALA: Tam pada jedno z moich ulubionych filmowych zdań – że mężczyzna do czterdziestki powinien wszystkiego spróbować, by potem wybrać to, co dla niego najlepsze.

PIOTR GRABOWSKI: Coś w tym jest. Mężczyźni dłużej dojrzewają niż kobiety, więc często ta dojrzałość budzi się u nas gdzieś koło czterdziestki. Wreszcie zaczynamy coś rozumieć, coś wiedzieć o sobie, o życiu, potrafimy być świadomi własnych wyborów.

ANNA DERESZOWSKA: (śmiech) Ulżyło mi. Dobrze, że już przekroczyłeś tę 40!

PIOTR GRABOWSKI: Tak. Wszystkie najważniejsze wybory są już poza mną. Zakończyłem poszukiwania. Teraz będę...

ANNA DERESZOWSKA: ...tylko konsumował ich owoce.

PIOTR GRABOWSKI: Aczkolwiek podobno ludzie co siedem lat się zmieniają, więc jeszcze wszystko może się zdarzyć...

ANNA DERESZOWSKA: Jak mam to odbierać?!?

GALA: Jest Pani zazdrosna?

ANNA DERESZOWSKA: Tak.

PIOTR GRABOWSKI: Jeżeli ludzie się kochają, muszą być zazdrośni. Myślę, że zazdrość jest wpisana w prawdziwą miłość.

ANNA DERESZOWSKA: Wstydzę się trochę tego i staram się nie być zazdrosna, ale jestem (śmiech). Mam tylko nadzieję, że nie jestem zazdrosna toksycznie.

 

PIOTR GRABOWSKI: Nie, nie, nie...

GALA: A o co jest Pani najbardziej zazdrosna? O spojrzenie, dotyk, ton głosu?

ANNA DERESZOWSKA: O ton głosu, bo Piotr ma szczególnie piękny głos.

GALA: W ogóle piękny jest ten Pani Piotr...

ANNA DERESZOWSKA: (śmiech) Głos ma naprawdę wyjątkowy. I czasami rzeczywiście – choć myślę, że tak jest z większością mężczyzn – słyszę, jak w obecności jakieś kobiety jego głos...

PIOTR GRABOWSKI: obniża się...

ANNA DERESZOWSKA: ...i to mnie śmieszy, bo wiem, że Piotr robi to nieświadomie. Ale z drugiej strony, serduszko zawsze wtedy zakłuje.

PIOTR GRABOWSKI: Ale kobiety też się zachowują inaczej w stosunku do mężczyzny, który im się podoba.

GALA: To kto jest bardziej zazdrosny?

ANNA DERESZOWSKA: Chyba ja.

PIOTR GRABOWSKI: Tak myślisz? Nie, ja jestem bardzo zazdrosny i wiem, że to bywa miłe dla tej drugiej osoby. Ale jest granica, za którą zazdrość zaczyna być chorobliwa, uciążliwa i nie do wytrzymania. Wierzę, że potrafię ją opanować.

GALA: Pamięta Pan sytuację, kiedy ledwo się Pan pohamowywał w szale zazdrości?

PIOTR GRABOWSKI: Tak.

ANNA DERESZOWSKA: Tak?! Kiedy?

PIOTR GRABOWSKI: Nie chcę o tym opowiadać... Na początku naszej znajomości była taka sytuacja i...

ANNA DERESZOWSKA: O tak... Pamiętam...

GALA: Na głos Pani nic nie powie?

ANNA DERESZOWSKA: Nie mogę.

GALA: Ale zasłużyła sobie Pani na naganę?

ANNA DERESZOWSKA: Tak.

PIOTR GRABOWSKI: Pamiętam, jakie to było szokujące doznanie. Nie wiedziałem, że moja zazdrość potrafi być tak silna.

ANNA DERESZOWSKA: Myślę, że gdyby Piotr zachował się, tak jak ja wówczas, nie zareagowałabym z taką delikatnością, jak on w tamtej sytuacji. Nie wydarzyło się nic wstydliwego ani strasznego, ale wiem, że drugi raz już bym tak nie postąpiła.

PIOTR GRABOWSKI: Poznaliśmy się. Wiemy, jakie sytuacje dla tej drugiej osoby są graniczne, przykre i mogą być przez nią źle przyjęte. Staramy się ich unikać.

GALA: Pojawienie się dziecka upraszcza w związku pewne rzeczy? Wprowadza jakiś porządek?

ANNA DERESZOWSKA: Na pewno bardzo zbliża dwoje ludzi, bo nagle stają się rodziną. I pod tym względem porządkuje wiele rzeczy. Ale czy od narodzin Lenki tak bardzo dużo w relacjach między nami się zmieniło? Nie wydaje mi się.

PIOTR GRABOWSKI: Nie wiem. Nie jesteśmy tego pewnie w pełni świadomi, wszystko się działo jakoś naturalnie, chociaż szybko.

GALA: Czyli bez Lenki też bylibyście razem?

ANNA DERESZOWSKA: Pewnie tak.

PIOTR GRABOWSKI: Na pewno.

GALA: Jesteście dla siebie dobrzy?

PIOTR GRABOWSKI: Mogę powiedzieć, że tak.

ANNA DERESZOWSKA: Tak.

GALA: Czym Ania Pana rozczula? Czego nie potrafi albo w czym jest bezradna?

PIOTR GRABOWSKI: Trudno coś takiego znaleźć.

ANNA DERESZOWSKA: Jestem bezradna, kiedy mam z tobą porozmawiać o czymś, co mi leży na sercu. Ale nie sądzę, by to cię rozczulało. Wręcz przeciwnie – myślę, że cię denerwuje.

PIOTR GRABOWSKI: Ania tak dobrze ukrywa, co czuje, że człowiek nie jest świadomy, że coś tam się nawarstwia.Więc teraz jestem niezwykle czujny i próbuję wyprzedzać wydarzenia. To znaczy działać, zanim kropla przeleje czarę goryczy.

ANNA DERESZOWSKA: Niestety, zazwyczaj przelewa się wtedy, kiedy Piotrek wyjeżdża i nasza rozmowa odbywa się przez SMS-y.

PIOTR GRABOWSKI: Albo przez telefon. Wtedy nic nie można zrobić. Tym bardziej że ja nienawidzę rozmawiać przez telefon.

GALA: Rozmawiać, czy wyciągać od Ani, co ją gryzie?

PIOTR GRABOWSKI: Wyciągać. Ja też byłem człowiekiem zamkniętym w sobie i wiem, że to nie jest łatwe prowadzić szczere rozmowy z drugą osobą, wiedząc, że mogą być one dotkliwe i przykre. Niezwykle sobie cenię w nas to, że potrafi my ze sobą rozmawiać otwarcie, że uczymy się wyczuwać, kiedy jest to potrzebne, i nie liczymy, że wszystko się samo załatwi.

ANNA DERESZOWSKA: Ale zawsze to ty wychodzisz z inicjatywą Nie zdarzyło się jeszcze, żebym to ja zaczęła taką rozmowę.

PIOTR GRABOWSKI: Wierzę, że kiedyś przyjdzie taki moment. Myślę, że bardzo często związki rozpadają się z powodu takich skumulowanych niedomówień i zaniedbań.

GALA: Dzieci sprawiają, że stajemy się lepsi, jako ludzie?

PIOTR GRABOWSKI: Na pewno. Człowiek przestaje myśleć tylko o sobie, o swoich zachciankach czy potrzebach.

ANNA DERESZOWSKA: Przestaje być egoistą.

GALA: Czego odmówiliście sobie ostatnio, tak świadomie?

ANNA DERESZOWSKA: Piotr pewnie przeczytania w spokoju książki (śmiech).

PIOTR GRABOWSKI: Kiedy jestem z dziećmi, to rzeczywiście nie mam czasu na czytanie. Niedawno byłem z Maciusiem nad morzem i miałem ,,Głowę Minotaura” – najnowszą książkę Krajewskiego, którego ogromnie lubię. Zawsze, kiedy czytam ciekawą książkę, kompletnie się wyłączam (śmiech). Więc miałem wyrzuty sumienia, że powinienem z synem pójść na plażę i budować zamki z piasku, a ja nie mogę oderwać się od książki. Na szczęście błyskawicznie ją skończyłem i mogłem cały czas poświęcić Maciusiowi.

ANNA DERESZOWSKA: Trudno mi znaleźć czas tylko dla siebie. Nawet kiedy dużo pracuję, wracam do domu z radością, że resztę dnia mogę spędzić z Lenką. Przebywanie z nią to olbrzymia przyjemność, więc nie mam wrażenia, jakbym sobie czegoś odmawiała.

GALA: Dzielicie czas na ,,przed Lenka” i ,,po Lence”?

 

PIOTR GRABOWSKI: Mówiłem Ani, że po przyjściu na świat dziecka ciężko jest sobie wyobrazić, że był czas, kiedy nie istniała ta mała osoba. Jak to możliwe, że nie było Lenki?! Że nie było dzieci?!

ANNA DERESZOWSKA: To prawda. Przyłapałam się na tym, że zastanawiam się, jak spędzałam czas, kiedy jej nie było.

PIOTR GRABOWSKI: Myślę, że teraz w Ani jest więcej spokoju. Zawsze imponowała mi jej dojrzałość, ale z drugiej strony była bardzo niespokojnym duchem. Musiała gdzieś biec, wszystko szybko przeżyć, jakby był w niej jakiś niepohamowany pęd. I to było coś fajnego, co bardzo mi się podobało. A teraz widzę, jak siedzi na plaży, patrzy w morze i nigdzie nie biegnie. Myślę, że potrzebuje takich momentów, kiedy cieszy się chwilą, która jest.

GALA: Czego się Pan nauczył od Ani?

PIOTR GRABOWSKI: Docenić to, co mamy, i cieszyć się tym. Ania ma niezwykłą jasność i radość życia, a ja – dzięki niej – na nowo odnajduję ją w sobie. Odmieniła mnie.

GALA: A co Pani zawdzięcza Piotrowi?

ANNA DERESZOWSKA: Mnóstwo rzeczy. To, że jestem dużo bardziej świadomą siebie kobietą. Piotr pomaga mi pozostać normalną osobą mimo całego zawodowego wariactwa. To w dużej mierze jego zasługa, że nie odbiła mi palma. Ale to najwspanialsze, co mu zawdzięczam, to Lenka.

GALA: Wszystkie dzieci kocha się tak samo? Czy to mit?

PIOTR GRABOWSKI: Miłości się nie rozdziela i dzieci kocha się tak samo mocno. Ale na pewno każde z nich potrzebuje czegoś innego. Ola od początku była bardzo dzielna i potrafi ła sobie ze wszystkim poradzić. I zawsze opiekowała się Maćkiem, który potrzebuje przytulenia, uwagi, jest niezwykle wrażliwy.

GALA: Czego Pan pragnie dla swoich dzieci?

PIOTR GRABOWSKI: Chciałbym, żeby wszystkie moje dzieci bardzo się kochały i żeby sobie pomagały. Mam nadzieję, że Lenka będzie dla Oli i Maćka kimś wyjątkowo bliskim. Że w przyszłości będą zżytym rodzeństwem i że będą się nawzajem wspierać. Mam też nadzieję, że Ania będzie dla nich kimś ważnym.

GALA: Ulubione zdjęcie Ani?

PIOTR GRABOWSKI: Noszę je ze sobą i często na nie patrzę. Zrobiłem je, kiedy po raz pierwszy byliśmy w Tatrach i weszliśmy na Giewont.

ANNA DERESZOWSKA: Zabawne, bo ja z tego wyjazdu też mam ulubione zdjęcie Piotra. To był wyjątkowy czas, niezwykła aura. Byliśmy tam tylko trzy dni, a były to niezapomniane chwile.