GALA: Dotarło już do ciebie, że jesteś mamą?

ANNA DERESZOWSKA: Tak, ale nie stało się to od razu. Dopiero po miesiącu. Ale teraz czuję to całym sercem. Uświadomiłam sobie, że córeczka już zawsze będzie ze mną i zawsze będę za nią odpowiedzialna. Gdy pomyślę, że mam kogoś tak cudownego przy sobie, dodaje mi to energii.

GALA: Te pierwsze chwile z malutkim dzieckiem bywają dla rodziców ciężkie. Ty tego nie doświadczasz?

ANNA DERESZOWSKA: Nie. Pięknie powiedziała ostatnio nasza przyjaciółka, kostiumograf Dorota Roqueplo, że ktoś tam patrzy sobie z góry i te najspokojniejsze dzieci wysyła do najbardziej kochających się rodzin.

GALA: Co musiałaś absolutnie zmienić w swoim życiu, stając się mamą?

ANNA DERESZOWSKA: Nie musiałam rezygnować z żadnych przyzwyczajeń. Już w ciąży postanowiłam, że nie mogę skupiać się tylko i wyłącznie na tym, że będę mamą. Gdy Lenka miała sześć tygodni, musiałam pojechać na zdjęcia nad morze. Córkę wzięłam ze sobą. Ponieważ Piotr miał w tym czasie zdjęcia, pojechałyśmy z opiekunką. W przerwach mogłam z Lenką pójść na spacer, a dzięki obecności niani również spokojnie zjeść obiad. Jak widzisz, bardzo szybko wróciłam do pracy i normalnego trybu życia. Wszędzie, gdzie tylko mogę, zabieram córę ze sobą.

GALA: Kiedy stoisz przed kamerą, a twoim dzieckim zajmuje się inna kobieta, nie czujesz się rozdarta? Nie czujesz, że ani jednej, ani drugiej rzeczy nie robisz dobrze?

ANNA DERESZOWSKA: Oczywiście, to trudne, gdy muszę wyjść do pracy i widzę, że Lence coś doskwiera. Ale na szczęście to się zdarza wyjątkowo rzadko. Bo tak jak mówiłam, mam anioła, a nie dziecko. Lena jest nocnym markiem. Moi bliscy śmieją się, że Lenka wstaje o godzinie dziesiątej, a kładzie się po północy, jak przystało na dziecko aktorów. Tak, jakby dostosowała swój rytm do naszego.

GALA: To była odważna decyzja – zostać mamą, mimo że nie jest się w stałym związku, a partner ma inną rodzinę.

ANNA DERESZOWSKA: Trudno mówić o odwadze w podejmowaniu decyzji. Ważne jest, aby mieć świadomość, że bierze się odpowiedzialność za życie drugiego człowieka.

GALA: Kiedy tak naprawdę zapada decyzja, żeby mieć dziecko?

ANNA DERESZOWSKA: Każdy sam musi odpowiedzieć na to pytanie. To jest bardzo indywidualna sprawa.

GALA: Ale znaliście się z Piotrem krótko.

ANNA DERESZOWSKA: Dla nas wystarczająco długo, aby podjąć taką decyzję.

GALA: To wymagało odwagi?

ANNA DERESZOWSKA: Tak.

GALA: A może to była brawura?

ANNA DERESZOWSKA: Jesteśmy oboje dorosłymi ludźmi. To, co się stało, to nie była decyzja podjęta z dnia na dzień.

GALA: Dzisiaj ludzie chcą ze sobą pomieszkać, zanim zdecydują się na ślub czy dziecko. Ty rzuciłaś się na głęboką wodę.

ANNA DERESZOWSKA: To, że jest się ze sobą bardzo długo, wcale nie znaczy, że będzie dobrze. Czasem wręcz przeciwnie.

GALA: Dużo wiesz o facetach. Chyba już nic cię nie zaskoczy.

ANNA DERESZOWSKA: Obawiam się, że to byłaby wielka naiwność tak sądzić.

GALA: Patrzyłaś na rozstania swego taty, teraz na rozwód Piotra. W twoim świecie stałość uczuć się nie sprawdza.

ANNA DERESZOWSKA: Tak naprawdę rzadko się zdarza taka sytuacja, żeby człowiek znalazł swoją drugą połowę. Myślę, że to jest, niestety, znak naszych czasów. Ludzie rzadko potrafią ze sobą być na dobre i na złe. Ale też często ludzie są ze sobą tylko dlatego, że tak nakazuje moralność, mimo że się nienawidzą i często się potwornie krzywdzą, fizycznie i psychicznie. Jeżeli się nie kocha, to w pewnym momencie nie jest się w stanie dawać miłości. I tym się najbardziej krzywdzi.

GALA: Wyrosłaś w przekonaniu, że zdanie: „I ślubuję ci, że cię nie opuszczę aż do śmierci” nie ma racji bytu. Dobrze się żyje w takim świecie?

ANNA DERESZOWSKA: Nie wyrosłam w takim przekonaniu. Wierzę w to, że ludzie mogą ze sobą być przez całe życie.

GALA: Jakie błędy popełniasz w swoich związkach?

ANNA DERESZOWSKA: Błąd przemilczenia. Trudno mi rozmawiać o swoich uczuciach. Umiem rozmawiać z osobami trzecimi, a nie z najbliższymi. Na szczęście mam tego świadomość i staram się to zmienić.

GALA: Bo wiesz, że unikanie konfliktów niszczy związek.

ANNA DERESZOWSKA: Tak. Jestem typową kobietą – kiedy mój mężczyzna pyta, co się stało, odpowiadam: „nic”, mimo że jednak coś leży mi na sercu.

GALA: Piotr nie ma pretensji, że tyle pracujesz?

ANNA DERESZOWSKA: Taka jest specyfika tego zawodu, że czasem pracuje się bardziej intensywnie, by później długo czekać na propozycje. Pomagamy sobie wzajemnie i dzielimy się obowiązkami.

GALA: Co najbardziej cenisz u Piotra? Czym cię zachwycił?

ANNA DERESZOWSKA: Inteligencją. Poczuciem humoru, odpowiedzialnością i wrażliwością. Przede wszystkim wrażliwością.

GALA: Dużo rozmawiacie o zawodzie?

ANNA DERESZOWSKA: Bałam się związku aktor – aktorka. Jestem wciąż głodna grania. Piotrek z zupełnie innej perspektywy patrzy na ten zawód. On patrzy z pozycji mężczyzny, który musi zarobić na rodzinę, na dzieci. A ja z perspektywy wciąż jeszcze młodej aktorki, która ma swoje pięć minut. Mam ochotę dużo robić, zachłystywać się pracą.

GALA: Zdarza się, że z Piotrem przeklinacie czasem aktorstwo?

 

ANNA DERESZOWSKA: Przeklinamy, kiedy zdarza się, że przez parę tygodni niemal się nie widujemy. W tym zawodzie albo się pracuje potwornie dużo, albo się nie pracuje wcale. To jest bardzo niewdzięczny zawód. Obecnie Piotr robi więcej dla mnie. Ale wiem, że karta się odwróci.

GALA: Nina Andrycz powiedziała kiedyś, że aktorka nie powinna mieć dzieci, bo jej dziećmi są role.

ANNA DERESZOWSKA: W ogóle się z tym nie zgadzam! Są kobiety, które na pierwszym miejscu stawiają scenę, a na drugim życie osobiste. Ja do nich nie należę.

GALA: Może mówiąc w ten sposób, nie będziesz nigdy tak wielka jak ona?

ANNA DERESZOWSKA: Może tak być. Ale wydaje mi się, że rola matki jest dużo ważniejsza niż jakakolwiek rola teatralna. Macierzyństwo to najwspanialsza rzecz, jaka może się przytrafić kobiecie.

GALA: Skąd to wiesz? Czułaś to już wcześniej?

ANNA DERESZOWSKA: Nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie być mamą, bo zawsze było nas w domu dużo. Mam rodzeństwo, starszego brata, dwie przyrodnie siostry, kuzynostwo. Rodzice wybudowali wielki dom, więc jest gdzie spędzać święta. To by było fantastyczne, gdyby Lena się wychowywała w dużej rodzinie.

GALA: Czy to jest tak, że po urodzeniu Lenki inaczej patrzysz na swoją kobiecość?

ANNA DERESZOWSKA: Niedawno grałam pierwszy raz bardzo intymną scenę w filmie. Było to dla mnie bardzo trudne. Urodzenie dziecka sprawiło jednak, że nabrałam dystansu, byłam skrępowana, ale nie sparaliżowana wstydem. Czuję się zdecydowanie bardziej kobieca.

GALA: Czujesz się dojrzalsza?

ANNA DERESZOWSKA: Dużo bardziej. Pojawiła się jasność wyborów i hierarchia wartości. Macierzyństwo nauczyło mnie asertywności.

GALA: Czy poród był poważnym doświadczeniem? Niektórzy mówią o mistycyzmie porodu.

ANNA DERESZOWSKA: Lena urodziła się w rocznicę śmierci mojej mamy. I to jest dla mnie mistyczne doświadczenie.

GALA: Wracasz myślami do swojego dzieciństwa, gdy obserwujesz Lenkę?

ANNA DERESZOWSKA: Swojego dzieciństwa w ogóle nie pamiętam. Mówię poważnie. Właśnie dojrzewam do tego, żeby spotkać się w tej sprawie z jakimś specjalistą psychologiem. Bardzo wierzę w to, co mówił Freud, że nasze dzieciństwo warunkuje i kształtuje naszą dojrzałość.

GALA: Taka amnezja musi bardzo przeszkadzać w życiu!

ANNA DERESZOWSKA: Pewnie! Tak wielu rzeczy nie pamiętam... Nie pamiętam swojej szkoły podstawowej, nie pamiętam swojego liceum. Nic a nic. Okropne jest to, że nie tylko te trudne chwile zapomniałam, ale też te miłe. To bywa bardzo przykre...

GALA: Może twoja psychika tak zadziałała po śmierci mamy, żebyś nie cierpiała. Taki odruch obronny.

ANNA DERESZOWSKA: Pewnie tak. Choć czasami jest to nawet dosyć zabawne. Wiele rzeczy słyszę po raz pierwszy, mimo że słyszę je po raz setny. I wiele rzeczy przeżywam po raz pierwszy. Filmy oglądam po raz czwarty, a wydaje mi się, że nigdy ich nie widziałam. Przy finale krzyczę: „Ojej, ja to znam!”.

GALA: Jesteś jak po lobotomii.

ANNA DERESZOWSKA: Trochę tak. Przestraszyłam się tego, że nie będę pamiętała najpiękniejszych chwil w swoim życiu, chwil spędzonych z moją córą. To sprawiło, że postanowiłam zająć się tą sprawą.

GALA: Może powinnaś wszystko nagrywać, pisać pamiętnik?

ANNA DERESZOWSKA: Na pamiętnik nie mam czasu, a kamera sprawia, że piękne chwile stają się banalne.

GALA: Ale w twoim przypadku to ma bardzo głębokie uzasadnienie.

ANNA DERESZOWSKA: Tak, ale wyobraź sobie taką sytuację: Lenka uśmiecha się po raz pierwszy, a ja, zamiast napawać się tą chwilą, być z nią, lecę po kamerę. To idiotyczne.

GALA: A zapachy, dźwięki nie budzą w tobie wspomnień?

ANNA DERESZOWSKA: Trochę budzą. Zwłaszcza zapachy. Jakiś czas temu doznałam olśnienia, kiedy wcierałam maść. Jej zapach przypomniał mi, jak mama smarowała bliznę na mojej ręce. Myślę, że gdybym trafiła do odpowiedniego lekarza, to takich olśnień miałabym całe mnóstwo.

GALA: Czyli czeka cię wielki powrót do przeszłości?

ANNA DERESZOWSKA: Myślę, żeby wybrać się na ustawienia hellingerowskie (Bert Hellinger – kontrowersyjny niemiecki psychoterapeuta – przyp. red.). To jest metoda otwierania tego, co ukryte w naszej podświadomości. Odrobinę się tego boję.

GALA: Skoro cierpisz na amnezję, to zapomniałaś pewnie, ale ja ci przypomnę, że bierzesz udział w programie „Ranking gwiazd”. Czy dowiedziałaś się tam czegoś ciekawego na swój temat?

ANNA DERESZOWSKA: Ze zdziwieniem – i nie jest to kokieteria – odkryłam, że jestem dla mężczyzn obiektem erotycznym. Zupełnie tak siebie nie postrzegam. Jestem, pewnie za sprawą filmu „Lejdis” i roli Korby, uważana za osobę rozbuchaną erotycznie, niezależną.

GALA: Podobno uwielbiasz pieprzne dowcipy?

ANNA DERESZOWSKA: Przeklinam, opowiadam pieprzne dowcipy i lubię ich słuchać. Oczywiście tylko w pewnych okolicznościach i wśród znajomych.

GALA: W „Rankingu” powiedziano, że najbardziej ze wszystkich kobiet pachniesz grzechem.

ANNA DERESZOWSKA: Raczej unikam takich sytuacji.

GALA: Nie miałaś żadnych obiekcji, żeby wziąć udział w ocenianiu innych gwiazd?

 

ANNA DERESZOWSKA: Prawdę mówiąc, próbowałam się wycofać na kilka dni przed rozpoczęciem, bo dostałam pytania i one mnie trochę przeraziły. Sporo z nich wydało mi się niesmacznych i nie bardzo potrafiłam się odnaleźć w roli osoby oceniającej innych. Zostałam, ponieważ uznałam, że muszę brać odpowiedzialność za swoje decyzje, także te zawodowe. To również jest nauczka na przyszłość. Przekonała mnie też rozmowa z producentem Rinke Rooyensem i dziś przyznaję mu rację. To była fajna przygoda. Ludzie chcą takie rzeczy oglądać, to również jest znak naszych czasów. Polsat jest telewizją komercyjną. Bardziej zastanawia mnie postępowanie szefostwa telewizji publicznej, która nastawia się na rozrywkę, a nie musi i nie powinna tego robić. Często się denerwuję, gdy włączę telewizję publiczną, bo chcę zobaczyć coś interesującego, coś, co mnie rozwinie, a mogę to zobaczyć dopiero po 23.30. Uważam, że to jest nie fair. Zmusza się mnie do płacenia abonamentu, po to bym potem oglądała „Taniec na lodzie”.

GALA: Dlaczego to faceci oceniają kobiety, a nie odwrotnie?

ANNA DERESZOWSKA: Myślę, że my jesteśmy fajniejszym produktem do sprzedania. Bo można nas ładnie umalować, ubrać. W Polsce jest bardzo dużo kolorowych i ciekawych mężczyzn, którzy mogliby śmiało w takim programie wystąpić i poopowiadać o sobie, ale to my jesteśmy ładniejsze.

GALA: Mężczyźni w tym programie twierdzą, że miałaś najwięcej kochanków.

ANNA DERESZOWSKA: Nie, na pewno nie. Jestem długodystansowcem.

GALA: Dla kobiet seks ma mniejsze znaczenie niż dla mężczyzn?

ANNA DERESZOWSKA: Nie. Jesteśmy bardziej wymagające i mężczyznom może się wydawać, że odmawiamy, bo nie mamy ochoty. Czasem, kiedy kobieta mówi: „Daj spokój, boli mnie głowa”, to nie znaczy, że jej się nie chce. Tylko ona wie, że w danej sytuacji nie będzie wymaganej przez nią bliskości.

GALA: Jest też taki mit, że kobiety potrzebują podziwu, że nam trzeba ciągle pokazywać, że jesteśmy piękne. Ty jako aktorka powinnaś doświadczać tego non stop.

ANNA DERESZOWSKA: Nie zależy mi na tym i rzadko słyszę komplementy z zewnątrz. Natomiast łaknę komplementów od Piotra, są mi bardzo potrzebne.

GALA: W rankingu okazało się, że mogłabyś się mścić na byłym partnerze, bo masz mocny charakter.

ANNA DERESZOWSKA: Nie! Trafiłam na fajnych facetów. Nigdy nie miałam za co się mścić i w ogóle nie jestem osobą mściwą.

GALA: Jak udało ci się twój poprzedni ośmioletni związek zamknąć bez zemsty i bez bólu?

ANNA DERESZOWSKA: Nie bez bólu, na pewno... Ale bez zemsty.

GALA: Jesteś swojemu byłemu partnerowi wdzięczna, że pozwolił ci odejść?

ANNA DERESZOWSKA: Jestem mu wdzięczna za te osiem fajnych lat, które spędziliśmy razem, a nie za to, że pozwolił mi odejść.