Rodzice starali się wychowywać mnie i Agatę sprawiedliwie. Jednocześnie do każdej z nas podchodzili bardzo indywidualnie - zdradza Anna Starmach. Kiedyś często się kłóciły, dziś nie mogą bez siebie żyć. Anna uwielbia gotować, Agata pięknie rysuje. We wspólnej książce
„Pyszności” połączyły swoje pasje. 

Jakimi smakami można byłoby Was określić?

ANNA: Myślę, że są to smaki kuchni naszej mamy, w której królowały zupa pomidorowa, kotlety mielone, kluseczki i pierogi przygotowywane na milion sposobów. To także spiżarnia wypełniona przetworami – ogórkami kiszonymi, brusznicą czy mirabelkami. No i ukochane... domowe ciasta oraz drożdżówki z serem, które jadłyśmy w szkole na drugie śniadanie.

Zawsze chętnie gotowałyście?

ANNA: Dla mnie gotowanie początkowo było tylko zabawą, świadomie zaczęłam pichcić jako nastolatka. Najpierw przygotowywałam rozmaite słodkości – tarty, serniki, babeczki i biszkopty, a potem zaczęłam eksperymentować z innymi smakami.

AGATA: A ja w dzieciństwie wolałam jeść, niż gotować. W naszym domu było tylu wspaniałych kucharzy, że nie miałam szans, by się przebić! Dopiero gdy zamieszkałam sama, gotowanie dla siebie i bliskich zaczęło sprawiać mi przyjemność.

Kto Was uczył gotować?

ANNA i AGATA: Babcie, Zosia i Roma, ciocia Teresa, Ewa, mama oraz tata. Słabość do gotowania i dobrego jedzenia mamy chyba w genach (śmiech).

A co najbardziej lubicie jeść?

ANNA: Kluski leniwe, bo uwielbiam prostotę w kuchni.

AGATA: Jestem miłośniczką makaronów, dlatego zdecydowanie spaghetti bolognese według przepisu naszej mamy. Ten smak przypomina mi dzieciństwo...

Aniu, Tobie zdarza się wciąż gotować dla bliskich czy robisz to już wyłącznie zawodowo?

AGATA: Ania dużo pracuje, poza tym teraz mieszkamy w różnych miastach [Agata – w Poznaniu – przyp. red.] i nie spotykamy się często. Ale gdy tylko jestem w Krakowie, wiem, że mogę przyjść do niej o dowolnej porze i dostanę coś pysznego do jedzenia! Ania rozpieszcza bliskich dobrą kuchnią, bo wie, co lubimy. Mamie piecze torty bezowe, tacie robi zupę rybną, a starszej siostrze – zdrowe batony owsiane z bakaliami.

Czym ostatnio zaskoczyła Ciebie?

AGATA: Doskonałym kremowym risotto dyniowym z szałwią, grillowanym kurczakiem i serem pecorino. Pyszne – trzy razy prosiłam o dokładkę!

Macie bliską relację?

AGATA: Jest między nami sześć lat różnicy. To sporo, dlatego kiedyś często się kłóciłyśmy. Ania nazywała mnie maluchem i nie traktowała poważnie. Ale jakiś czas temu nasze relacje diametralnie się zmieniły. Zaprzyjaźniłyśmy się – często rozmawiamy, wyjeżdżamy wspólnie na wakacje, a teraz napisałyśmy książkę.

ANNA: Uważam, że Agata jest najlepszą młodszą siostrą, jaką mogłam sobie wymarzyć. Świetnie się dogadujemy, wyczuwamy swoje nastroje i lubimy razem spędzać czas.

Popularność Ani wpłynęła na życie Waszej rodziny?

AGATA: Na szczęście nic się nie zmieniło – my już o to zadbamy, by Andzi, tak na nią mówimy w domu, woda sodowa nie uderzyła do głowy!

ANNA: Od celebryckich ścianek wolę spotkanie z przyjaciółmi i rodziną w ogrodzie w Krakowie. I chyba już tak zostanie…

A jak wyglądało Wasze dzieciństwo?

ANNA: Było beztroskie i przepełnione miłością. Starmachy to taka włoska rodzina. Rodzice prowadzili dom otwarty, pełen przyjaciół – zarówno ich, jak i naszych. Najważniejszym pomieszczeniem była i jest kuchnia z wielkim stołem, przy którym dobrze się jadło, a także zawsze szczerze rozmawiało.

AGATA: Najlepiej wspominam wspólne wakacje, szczególnie te spędzane na wsi. Tam od świtu do zmierzchu wchodziłyśmy na drzewa, skakałyśmy na sianie, jeździłyśmy traktorem, bawiłyśmy się w berka i zbierałyśmy jagody albo grzyby. Brzmi bajkowo, ale uwierz, tak to właśnie wyglądało!

Dom, w którym dorastałyście, miał wpływ na to, jakie jesteście teraz?

AGATA: To chyba nieuniknione. Rodzice są historykami sztuki z wykształcenia, Ania też skończyła ten kierunek, ja studiowałam na Akademii Sztuk Pięknych. Miłość do sztuki została nam przekazana podobnie jak miłość do dobrego jedzenia. Teraz staramy się łączyć te obie dziedziny.

Jesteście do siebie podobne?

ANNA: Zawsze mi się wydawało, że ze względu na różnicę wieku diametralnie się różnimy. Teraz widzę, ile nas łączy. Lubimy podobne filmy i książki, chodzimy na te same koncerty, z menu w restauracji wybieramy te same dania, a gdy w tym roku zastanawiałyśmy się, gdzie jechać na wakacje, nagle obie krzyknęłyśmy: „Grecja!”.

AGATA: Namówiłyśmy znajomych, by całą grupą wynająć typowy grecki dom z wielkim stołem i grillem. Biesiadowaliśmy przy najlepszej jagnięcinie, fecie z sosem tatziki i winie. Na wakacjach lubimy spędzać czas aktywnie – udało nam się też ukończyć kurs windsurfingu i zwiedzić wyspę.

Podróże to też Wasza wspólna pasja?

AGATA: Oczywiście, najlepiej takie z plecakiem i bez planu. Boliwia, Peru, Wietnam, Tajlandia... Razem możemy jechać nawet na koniec świata – ekstremalne przeżycia bardzo zbliżają. Uczymy się siebie i od siebie.

Byłyście tak samo traktowane przez rodziców?

ANNA: Rodzice starali się wychowywać mnie i Agatę sprawiedliwie, ale jednocześnie do każdej z nas podchodzili bardzo indywidualnie.

A o czym marzyłyście, kiedy byłyście małe?

ANNA: Ja chciałam być zawodową baletnicą i piosenkarką.

AGATA: A ja – wspinać się i zdobywać najwyższe szczyty świata!

Aniu, Ty też tak pięknie rysujesz jak Agata?

ANNA: Niestety nie. Agata jest wyjątkowo utalentowana, uwielbiam jej prace. Moje mieszkanie wypełniają jej obrazy i rysunki. Wierzę, ze kiedyś będą warte więcej niż Picasso!

Rodzice są z Was dumni?

AGATA: Byli i będą. O książce „Pyszności” opowiadałyśmy im już kilka miesięcy temu, konsultowałyśmy z nimi przepisy, szatę graficzną i wygląd okładki. To projekt siostrzany, uzupełniony dobrymi radami mamy i taty.

Dlaczego napisałyście książkę dla dzieci, skoro same ich nie macie?

AGATA: Ja skończyłam edukację artystyczną, książki dla dzieci to mój konik. Uwielbiam je czytać i przeglądać. Zauważyłam jednak, że na polskim rynku brakowało do tej pory książki kucharskiej dla najmłodszych. Powiedziałam o tym Ani...

ANNA: A ja od razu zachwyciłam się tym pomysłem. Właśnie skończyłam zdjęcia do programu „MasterChef Junior”, podczas którego przekonałam się, jaki potencjał tkwi w najmłodszych. Kuchnia może być dla nich smacznym placem zabawy, alternatywą dla tabletu czy kreskówek. Często prowadzę warsztaty kulinarne dla dzieci i obserwuję, że wystarczy zaprosić je do kuchni, a szybko przekonamy się, że ich umiejętności przerosną nasze.