GALA: Znalazłaś się na okładce majowego „Vogue’a” jako pierwsza Polka w historii tego prestiżowego magazynu. Koleżanki modelki pewnie ci zazdroszczą.

ANNA JAGODZIŃSKA: Nie sądzę. Myślę, że też mają liczne sukcesy, którymi mogą się z dumą pochwalić.

GALA: Ale Anji Rubik i Magdalenie Frąckowiak nie udało się zajść tak daleko.

ANNA JAGODZIŃSKA: Nie jesteśmy rywalkami. Nie walczymy o te same kontrakty, bo mamy trochę inne cele. Często spotykamy się na pokazach i zawsze serdecznie ze sobą rozmawiamy.

GALA: Jak to się stało, że właśnie twoją twarz oglądamy na okładce „Vogue’a”?

ANNA JAGODZIŃSKA: Zadzwoniła do mnie moja agentka i powiedziała, że fotograf Steven Meisel będzie robić coś dużego dla Anny Wintour. Domyśliłam się, że może chodzić o okładkę. Nikomu jednak o tym nie powiedziałam. Nie chciałam zapeszyć. Później wszystko potoczyło się szybko. Poszłam na casting i... spodobałam się. Dlaczego ja? Myślę, że Steven maczał w tym palce. Bardzo się lubimy. Mieliśmy okazję już wcześniej razem pracować, między innymi podczas kampanii reklamowej dla Gianfranco Ferre. Jest niesamowity. W trakcie zdjęć zawsze puszcza genialną muzykę i sprawia, że każda modelka czuje się naprawdę pięknie.

GALA: Jak wspominasz tę sesję dla „Vogue’a”?

ANNA JAGODZIŃSKA: Pamiętam, że byłam strasznie podekscytowana. W sesji wzięło udział dziewięć modelek, m.in. Natalia Vodianova, którą cenię i podziwiam. Jest miłą i normalną dziewczyną. Opowiadała wszystkim o swoich dzieciach. Dzięki jej historiom zapomniałyśmy o stresie, który nam towarzyszył.

GALA: Czym się denerwowałyście?

ANNA JAGODZIŃSKA: Tym, że zdjęcia nie spodobają się naczelnej. Wiele razy się zdarzało, że gotowa sesja okładkowa lądowała w koszu, bo nie była wystarczająco dobra dla Anny. Do ostatniej chwili nie miałam pewności, czy fotografie zostaną zaakceptowane.

GALA: Wszystko się jednak udało.

ANNA JAGODZIŃSKA: Na szczęście tak.

GALA: Spotkałaś Annę Wintour?

ANNA JAGODZIŃSKA: Tak, spotkałam ją wiele razy, przy okazji moich poprzednich sesji dla „Vogue’a”.

GALA: Była zimna i niemiła?

ANNA JAGODZIŃSKA: Wręcz przeciwnie, powiedziałabym, że raczej konkretna i opanowana.

GALA: W sesji do środka magazynu wziął udział także twój chłopak Duncan Winecoff. Zgodził się na to bez problemu?

ANNA JAGODZIŃSKA: Nie miał wyjścia.

GALA: Jak się poznaliście?

ANNA JAGODZIŃSKA: Na imprezie u wspólnych znajomych. Od ponad dwóch lat jesteśmy razem. Duncan ma 25 lat i studiuje w Nowym Jorku ekonomię i biznes. Moi rodzice bardzo go polubili. W zeszłym roku przyjechał do Polski na Boże Narodzenie.

GALA: Oboje jesteście bardzo zajęci. Jak wam się udaje znaleźć czas tylko dla siebie?

ANNA JAGODZIŃSKA: Mieszkamy razem, więc widujemy się wieczorami. Wynajmujemy mieszkanie na Manhattanie na Upper West Side. Poza tym nie chodzę codziennie do pracy, więc zdarza się, że mam w tygodniu kilka dni wolnych. Wtedy wybieram się z Duncanem na kolację lub na wystawę. Kiedy jest ładna pogoda, jeździmy na rowerach.

GALA: Macie swoje ulubione miejsca w Nowym Jorku?

ANNA JAGODZIŃSKA: Jest ich kilka. Obok naszego mieszkania znajduje się kino Lincoln Cinema Center, w którym można oglądać niezależne filmy. Często tam wpadamy. Lubimy także dobrze zjeść. Jesteśmy stałymi gośćmi w restauracji Bonobo’s, specjalizującej się w organicznym jedzeniu.

GALA: Nie stosujesz diety?

ANNA JAGODZIŃSKA: Staram się po prostu zdrowo odżywiać. Dbam też o kondycję. Często zaglądam do siłowni, którą mam pod domem.

GALA: Planujecie z Duncanem wspólną przyszłość?

ANNA JAGODZIŃSKA: Na razie nie myślimy o tym, co będzie za pięć czy dziesięć lat. Rozmawiamy jednak o kupnie psa.

GALA: Jak wydajesz zarobione pieniądze?

ANNA JAGODZIŃSKA: Nie jestem rozrzutna. Nie kupuję sobie torebek za kilka tysięcy dolarów. To głupota. Lubię nosić proste rzeczy. T-shirt, skóra i fajne dżinsy to mój styl. Oczywiście mam w szafie kilka bardzo drogich rzeczy, m.in. od mojego ulubionego Karla Lagerfelda i Balenciagi. W większości są to jednak prezenty od projektantów. Mam także kilka ciekawych pomysłów, jak zainwestować moje pieniądze. Ale na razie nie chcę ich nikomu zdradzać.