Anna Zejdler-Ibisz (Gala): Niedawno widziałyśmy się na balu TVN-u, chwilę wcześniej prowadziłaś obóz treningowy, a teraz rozmawiamy w Weronie w czasie pokazu Calzedonia Fashion Show. Jak sobie radzisz z tyloma obowiązkami, mając maleńką córeczkę?

Anna Lewandowska: Po prostu z mojego słownika wyeliminowałam słowo „zmęczenie”.

Czy to w ogóle możliwe w przypadku młodej matki? Rzeczywiście, od razu po przylocie do Werony położyłam się na 5 minut, a spałam 25. Ale wszystko jest kwestią nastawienia. Powoli wracam do zobowiązań zawodowych oraz pasji: treningów z ludźmi i zajmowania się dietami. Tak naprawdę jednak to mój mały boss decyduje, ile mogę przeznaczyć na coś czasu. Wszystko kręci się wokół Klarci.

Pojawienie się dziecka to kolosalna zmiana w życiu. Nieprzespane noce, niewiedza, lęk o maleństwo. Słuchając tego, co mówisz, wydaje się, że Ciebie żadna z tych rzeczy nie dotyczy.

Jestem bardzo pozytywnie nastawiona. W ciąży nic nie było w stanie wyprowadzić mnie z równowagi, dlatego moje dziecko też jest spokojne i dobrze śpi. Kiedy karmię piersią, to staram się też być spokojna…

Tak dobrze Ci idzie, że chyba zdecydujesz się na kolejne dziecko?

Na pewno.

ZOBACZ TEŻ: Robert Lewandowski z córką Klarą. Urocze zdjęcia!

Wiele emocji wzbudziła Twoja kreacja, w której przyszłaś na bal TVN-u. Jedni chwalili Cię za oryginalność, drudzy krytykowali za wybranie prostego kombinezonu na wielką okazję.

Do krytycznych uwag podchodzę z uśmiechem. Teraz, po urodzeniu dziecka, czuję, że mam prawo do wszystkiego.

Na ile moda jest w ogóle istotna w Twoim życiu?

Do niedawna myślałam, że mało istotna. Najchętniej zakładałam wygodne sportowe buty i dres Nike, ale nie ukrywam, że chcąc nie chcąc, moda pojawiła się w mojej szafie. Przyznam jednak, że nie jest to najważniejsza rzecz w moim życiu, bo jestem przede wszystkim trenerką, dietetykiem, coachem, prowadzę swój biznes. Ale bardzo mocno kibicuję polskim projektantom i ich wspieram.

Masz wśród nich ulubionego?

Lubię kilku. Nie chcę ich teraz wymieniać; często zakładam kreacje polskich, ale też i zagranicznych projektantów.

Dlaczego zdecydowałaś się zostać ambasadorką Calzedonii?

Ponieważ towarzyszą temu pozytywne emocje. Jestem dumna, że mogę być ambasadorką marki, która cieszy się dużym uznaniem. Moje wybory są inspiracją dla innych kobiet. Temu służy też mój profi l na Instagramie: prowadzę go, by inspirować i motywować. Przygotowuję właśnie nowy projekt – kalendarz motywacyjny. Jego motyw przewodni to: „Myśl pozytywnie, bo po co negatywnie?”. Niby takie banalne zdanie, ale jednak dużo mówi. Marka Calzedonia ma podobną filozofię, zachęca, by polubić siebie.

ZOBACZ TEŻ: Nowe zdjęcia Anny Lewandowskiej z kalendarza Healthy Year by Ann 2018

Jaki jest Twój ulubiony produkt tej marki?

Bezszwowe rajstopy modelujące sylwetkę oraz kabaretki, które w tym sezonie znów stały się modne. Oczywiście lubię też bikini, chociaż tego lata nosiłam strój jednoczęściowy, bo byłam świeżo po porodzie.

Mówi się, że za sukcesem każdego mężczyzny stoi kobieta. A czy za sukcesem kobiety stoi mężczyzna?

No jasne! Wsparcie partnera daje pewność siebie kobiecie, szczególnie w trudnych momentach, na przykład po porodzie. I ja takie wsparcie od Roberta mam. Moim zdaniem małżeństwo zawsze zbliża, bezwarunkowo. Więc jeśli ktoś mi mówi, że po ślubie nic się nie zmieniło w jego związku, to się dziwię, bo powinno być lepiej.

Gdzie widzisz siebie za 10 lat? Co chciałabyś jeszcze osiągnąć?

Co roku 1 stycznia robię sobie listę rzeczy do zrealizowania, a 31 grudnia skreślam z niej to, co mi się udało. Jeśli chodzi o aspekt zawodowy, to chcę dalej rozwijać swoją firmę i wprowadzać nowe produkty. Bardzo się cieszę, gdy ktoś mi mówi: „Anka, próbowałam twoich batonów. Miazga!”. Bo ja sama je tworzę w domu,  w termomiksie. Mieszam, testuję połączenia różnych składników i dopiero potem wysyłam do produkcji w fabryce. Chciałabym też rozwijać swoją aplikację z dietą. To bardzo budujące, kiedy kobiety piszą, że dzięki mnie udało im się schudnąć 25 kg. I na pewno to, co najważniejsze, za 10 lat chciałabym być szczęśliwą mamą dwójki, trójki dzieci… Marzy mi się też rozszerzenie mojego warsztatu coachingowego, dlatego szkolę się  w tym kierunku. Lubię zrzeszać ludzi, motywować ich i inspirować do działania tak, żeby znaleźli w sobie potencjał, który pozwala im się rozwijać.

Czy Ty pozwalasz sobie czasem  na jakieś dietetyczne grzechy?

No pewnie! Każdy musi sobie pozwalać.

Na jakie? I jak często?(śmiech)

Od czasu do czasu zjem jakieś ciacho czy bułeczkę. Jem też daktyle na potęgę. Daktyle? To ma być ten dietetyczny grzech? Tak, oblicz sobie kalorie. A ja potrafię zjeść opakowanie świeżych daktyli. Przyznam ci się, że od czasu do czasu, gdy karmię, podjadam między posiłkami. I kiedy dorwę się do gorzkiej czekolady, potrafię zjeść całą tabliczkę naraz.

Z którego ze swoich dotychczasowych osiągnięć jesteś najbardziej dumna?

Najbardziej z urodzenia córeczki! Cieszę się ze wszystkiego. Z mojej ostatniej książki „Healthy Mama”, z płyty z treningami dla ciężarnych kobiet, którą nagrywałam w siódmym miesiącu ciąży, z obozów treningowych, które organizuję i prowadzę. To jest tak, że gdy sportowiec osiągnie jeden sukces,  to chciałby mieć kolejny i coraz wyżej podnosi sobie poprzeczkę.

Zapytałam Cię, gdzie widzisz siebie za 10 lat, ale nie wspomniałaś nic  o miejscu. Gdzie będzie Twój dom?

W Polsce. Chcemy jednak pomieszkać też trochę w Stanach, dokąd jeżdżę szkolić się z zakresu fitnessu. Na pewno wrócimy z Robertem do Polski, bo jesteśmy rodzinną i tradycyjną parą. Kochamy Mazury – w tym roku spędziliśmy tam wakacje.

Aniu, przy tak ogromnych pieniądzach, jakie zarabiacie, mogłabyś sobie pozwolić na spełnienie wszystkich zachcianek. Pozostałaś jednak skromną i oszczędną dziewczyną. Skąd to się wzięło?

Bardzo mi miło, że tak o mnie mówisz. Wydaje mi się, że to kwestia wychowania. Kiedy byłam mała, mieliśmy pieniądze, potem złożyło się tak, że ich nie mieliśmy. Zasmakowałam więc  i tego, i tego. Bardzo szanuję pieniądze i chciałabym tak wychować nasze dziecko, aby wiedziało, że tak naprawdę ważna jest rodzina i przyjaciele,  a nie drogie rzeczy, które szybko się mogą znudzić.

Latem Mazury, a zimą? Wyjeżdżacie do ciepłych krajów? Staramy się, ale dopiero po świętach, podczas których zawsze jesteśmy w Polsce. Najpierw spędzamy trzy dni z rodziną. Wspólnie biesiadujemy, kolędujemy. Ja gotuję wszystkie potrawy.

Naprawdę?!

Tak, kocham to! Wszystko sobie miesiąc wcześniej planuję, zamawiam produkty…

Czy w Twoim życiu jest jeszcze miejsce na karate, czy przestało  już ono być dla Ciebie ważne?

Tęsknię za karate, jednak ze względu  na charakter pracy Roberta i Klarcię zrezygnowałam z kariery. Nadal jest ono dla mnie ważne. Dlatego elementy tej dyscypliny przemycam do moich programów treningowych. Na ostatnim obozie dziewczyny ćwiczyły ze mną  karate cardio.

Będziesz chciała, żeby córka też uprawiała tę dyscyplinę sportu?

Sama zdecyduje. Na pewno bym chciała, żeby była aktywną osobą. Ponieważ moja rodzina jest uzdolniona artystycznie – moja mama, brat, babcia  – być może i Klarcia będzie chciała  być artystką, malarką lub śpiewaczką.  Jeżeli tak, będę ją wspierać.