ANNA MUCHA Mała, jesteś doskonała!

Udostępnij

„Popełniłam w życiu jeden z najważniejszych grzechów, grzech zaniechania. Nie dbałam o swoje życie i o siebie samą tak, jak powinnam” – wyznała szczerze Anna Mucha. Teraz przeszłość przekreśliła grubą kreską. Zmieniła się nie do poznania. Schudła, wypiękniała, nabrała pewności siebie. Czy to miłość? „Dotąd nie wymyślono pigułki na udany związek, ale ja wierzę, że fantastycznym partnerem można być nawet bez obrączki na palcu”. Nowa Ania rozpoczyna nowe życie.

ANNA MUCHA Mała, jesteś doskonała!

GALA: Jakiej cechy najbardziej potrzebuje młoda, piękna kobieta, żeby dziś zrobić karierę w Warszawie?

ANNA MUCHA: Cechy uniwersalnej – wiary w siebie. My, Polki, jesteśmy błyskotliwe, dowcipne, piękne, zmysłowe, zadbane, a mamy masę kompleksów. Powinnyśmy być dużo bardziej odważne. W sięganiu po marzenia i w walce o swoje miejsce w świecie.

GALA: Ale skąd brać tę wiarę w siebie?

ANNA MUCHA: Mnie dała ją moja mama, która budziła mnie każdego ranka, okazując mi ciepło, czułość, miłość i zapewniając, że każdy dzień przyniesie mi jakieś nowe doświadczenie, radość. Niekoniecznie miały to być fajerwerki i lukrowane gadżety, ale wiedziałam, że zawsze będzie to coś, co mnie rozwinie. Mama mówiła: „Nie bój się przeszkód, są po to, żeby dodać smaku zwycięstwom”.

GALA: A jeśli ktoś nie ma takiej mamy?

ANNA MUCHA: Nie wiem... Może wystarczy wiara, że jeśli się czegoś bardzo chce, to tak się stanie?

GALA: Lepiej zejdźmy na ziemię i powiedzmy, że wystarczy trochę sprytu i cwaniactwa.

ANNA MUCHA: Chłopski rozum być może przydaje się do czegoś, ale na krótko. Spryt nie zakłada ciągu dalszego. Można bardzo szybko osiągnąć coś tu i teraz, ale pamięć ludzka jest niezniszczalna.

GALA: Czasami potrzebna jest refleksja, spojrzenie w głąb siebie. Ciekawa jestem, co ty byś zobaczyła?

ANNA MUCHA: Że popełniłam jeden z największych grzechów, jaki mogłam popełnić.

GALA: Pychy?

ANNA MUCHA: Zaniechania. W porównaniu z tym pycha to wcale nie jest taki wielki grzech. Przez lata pracowałam trzydzieści godzin na dobę: miałam radio, swój program w telewizji, teatr, serial, ale... nie chodziłam na ŻADNE castingi. Samodzielnie i samowolnie zrezygnowałam z szansy rozwoju. To tak, jakbyś szukała pracy, ale nigdzie nie rozesłała swojego CV. W Nowym Jorku zrozumiałam, że castingi nie są po to, żeby zdobyć kontrakt, konkretną rolę, tylko żeby pokazać swoje umiejętności. Być może reżyser nie zaangażuje mnie teraz do swojego filmu, ale zapamięta mnie i po roku, dwóch, trzech zaproponuje mi coś innego. Nie boję się też kryzysu. Wiem, że kiedy ludzie nie mają na chleb, trzeba dać im igrzyska. A ja jestem aktorką. Z drugiej strony Stany nauczyły mnie pokory i szacunku dla własnej pracy. Zrozumiałam, że o tym, czy jestem aktorką, nie świadczy to, że grałam u pana X lub Z ani że mam takie, a nie inne wykształcenie, ale to, że ta praca, którą wykonuję od dwudziestu lat, dała mi pieniądze, za które mogłam – chociażby – utrzymać się przez rok w Nowym Jorku i pójść tam do szkoły. I właśnie wtedy pojawił się w moim życiu Filip.

GALA: Dodaj od razu, żeby nie było niedomówień, że Filip to twój menedżer.

ANNA MUCHA: Jest świetny. Odciąża mnie od rzeczy, z którymi nie do końca dawałam sobie radę. Zajmuje się organizacją mojego życia zawodowego, kontaktami z dziennikarzami, sesjami. Jest moim buforem, chroni mnie przed sytuacjami, które mnie dotykały, poruszały. Poza tym Filip pomaga mi znowu zaistnieć w świecie aktorskim, przekonując producentów, że wracam do gry. Ułatwia mi dotarcie do pewnych osób, a z drugiej strony pozwala mi się skupić na tym, co najważniejsze, czyli na pracy.

GALA: Już widać efekty. W serialu „Teraz albo nigdy” grasz Olgę.

ANNA MUCHA: Z nią jest trochę tak, jak z dziewczyną z piosenki Ewy Bem: „Wyszłam za mąż, zaraz wracam”. Olga wyjechała do Londynu, wróciła i myśli, że na miejscu nic się nie zmieniło. Tymczasem u boku jej byłego chłopaka Andrzeja pojawiła się Basia, z którą bohater planuje ułożyć sobie życie. I Olga – ze zdziwieniem – śpiewa piosenkę The Smokie, parafrazując: ,,Who the fuck is Basia?”. Bliscy Andrzeja chcieliby, aby Olga na zawsze zniknęła, zanim go ponownie skrzywdzi. Ona się tym nie przejmuje. Szalenie lubię tę postać. Jest bardzo zdeterminowana, silna i cwana...

GALA: A jednak znowu pojawia się motyw cwaniactwa.

ANNA MUCHA: Ale Olga nie jest przy tym jednoznaczna. Jest też błyskotliwa, inteligentna, wykształcona. Pewnie jakiejś prymitywnej dziewusze sam spryt czy cwaniactwo do czegoś się w życiu przydają, ale jesteśmy społeczeństwem ludzi cywilizowanych.

GALA: Rozmowę o zakamarkach duszy chciałabym niepostrzeżenie skierować na walory ciała. Wyglądasz oszałamiająco! Eksperymentujesz? Robisz remanent, porządki przed trzydziestką?

ANNA MUCHA: W Polsce coś jest nie tak z kulturą fizyczną. U nas jest albo fizycznie, albo kulturalnie. A ja uznałam, że pozowanie na tzw. intelektualistkę, która omija z daleka siłownię, skończy się dla mnie zadyszką wcale nie intelektualną. W końcu postanowiłam się za siebie wziąć. Ale priorytetem nie było to, by się odchudzić. Fakt, że schudłam i lepiej wyglądam, jest – choć brzmi to zabawnie – tylko efektem ubocznym. Chciałam, jak sama zauważyłaś, po prostu zrobić ze sobą porządek przed trzydziestką, i skorzystałam z porad specjalistów. Ruszyłam dupsko.

GALA: A twoje wcześniejsze rozpasanie brało się z łakomstwa, zaniedbania?

 

ANNA MUCHA: Z troski o grafików komputerowych, żeby nie stracili pracy przy retuszowaniu zdjęć. Bo, jak mówiłam po obejrzeniu mojej wcześniejszej sesji w „Gali” – Photoshop jest najlepszym przyjacielem kobiety. Teraz fotografowie i operatorzy, z którymi pracuję, mają łatwiejsze zadanie – mogą w końcu używać zoomu, a nie tylko obiektywów szerokokątnych (śmiech). Żyję, żeby jeść. Chcę umrzeć we włoskim supermarkecie. Jedzenie jest dla mnie kwintesencją funkcjonowania. Niewiele rzeczy sprawia mi większą przyjemność niż dobre, wielogodzinne biesiadowanie w dużym, wesołym i dobranym towarzystwie. Do tego wino, prosecco albo szampan i desery, desery…

GALA: A ja sądziłam, że restauracje omijasz.

ANNA MUCHA: Bynajmniej. Wczoraj byłam w pysznej włoskiej restauracji San Lorenzo w Warszawie, gdzie podają rewelacyjne owoce morza, pasty i przede wszystkim gruby, mięsisty stek fiorentina. Jestem mięsożerna i nie potrafiłam się oprzeć. Na koniec obowiązkowo deser. Zjadłam dwa, bo po pierwsze byłam w towarzystwie mężczyzn, po drugie Włochów, więc trudno było się wymigać (śmiech). Kiedy widzę coś dobrego, nie wyobrażam sobie, żebym mogła tego nie skosztować. Jedzenie i podróżowanie to – według mnie – filary szczęśliwego życia. Zresztą Polska jest cudownym krajem – daje tyle pretekstów do wyjazdu! I tak na przykład z Chin wróciłam z 8–10 kilogramami nadbagażu. Na sobie, a nie w walizkach.

GALA: Masz w domu lustro, w którym możesz się oglądać nago od stóp do głów?

ANNA MUCHA: Mam. W sypialni.

GALA: I jak?

ANNA MUCHA: Hm, dziękuję... (śmiech). Nadal uważam, że moim najseksowniejszym organem jest mózg. A jeśli chodzi o moje ciało, nagie czy ubrane, to przypomina mi się piosenka Nataszy Urbańskiej ,,Mała”: ,,Nie daj, Mała, ruszyć swego ciała/Dla nas, Mała, jesteś doskonała/ Kiedy Mała robi się za chuda,/zanikają piersi oraz uda!/Co to komu da!”.

GALA: A jak mężczyźni reagują na nową Annę Muchę?

ANNA MUCHA: Z nieco większym ożywieniem. Nawet – z niejakim poruszeniem. To oczywiste, że mężczyźni wolą piękne kobiety od tych inteligentnych, bo łatwiej przychodzi im patrzenie niż myślenie.

GALA: Jest jakaś cecha, która kompletnie do ciebie nie pasuje? Może lenistwo?

ANNA MUCHA: O nie, jestem totalnie leniwa. Gdybym mogła, nic bym nie robiła, kompletnie. Aż do całkowitego zatracenia, a wtedy prawdopodobnie dostałabym szału. I tego trochę się boję (śmiech). Dlatego jestem doskonale zorganizowana, mam napięty rozkład dnia i grafik zajęć. Muszę być tytanem pracy. Muszę mieć inspiracje, zadania, pomysły, ponieważ to praca organizuje mi życie.

GALA: A może ta cecha to nieśmiałość?

ANNA MUCHA: Bywam onieśmielona. Nieśmiałość to permanentny stan, a onieśmielenie jest sytuacyjne, chwilowe.

GALA: Kiedy ostatnio cię napadło?

ANNA MUCHA: Pomyślę nad tym…

GALA: We współczesnej Warszawie młodej kobiecie jest łatwiej żyć samotnie czy z mężczyzną?

ANNA MUCHA: Pytałaś mnie już o moją sypialnię, teraz pytasz o związek... Czuję się onieśmielona twoją odwagą do zadawania tak intymnych pytań. W każdym z nas jest taka podstawowa potrzeba czułości, bliskości, miłości. Potrzeba dzielenia się swoimi sukcesami czy wsparcia w przeżywaniu jakiejś porażki, ale – i ja naprawdę bardzo w to wierzę – jeśli ktoś nie jest poukładany sam ze sobą, to żaden związek mu nie wyjdzie. Nie można obciążać drugiej osoby swoimi lękami, bo na dłuższą metę nikt tego nie wytrzyma. Najpierw musisz zneutralizować „robaki w swojej głowie”, żeby mieć coś komuś do zaoferowania. Podobno przetestowano już viagrę dla kobiet i wkrótce ma zostać dopuszczona do sprzedaży. Profesor Izdebski, komentując to w „Newsweeku”, powiedział: „Wymyślono kolejną pigułkę na potencję, ale nadal nie wymyślono żadnej na udany związek”. Myślę, że moje pokolenie i tak jest dużo odważniejsze w poszukiwaniu szczęścia. Związek, małżeństwo, dzieci nie ograniczają nas ani nie definiują naszego jestestwa. Patrzę na moich znajomych, przyjaciół i widzę, że można być bardzo szczęśliwym ojcem, nie mieszkając z matką dziecka. Można być fantastycznym partnerem, nie mając obrączki na palcu. Najważniejsze, żeby człowiek dobrze się czuł sam ze sobą.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł