Jest jedną z niewielu polskich aktorek, która przyznała się do operacji plastycznej: „Widziałam w telewizji kilka moich ujęć, które byłyby przepiękne, gdyby nie mój nos. Zmiana dodała mi pozytywnej energii. Ba, nawet zakochałam się w sobie” – żartowała.

Operacje plastyczne w show-biznesie to już norma. Tak jak plotki, bankiety, kreacje od projektantów. Anna o tym wie, a swój literacki debiut zatytułowała „Jak zostać sławną”. Ale wbrew pozorom jej książka ma niewiele wspólnego z poradnikiem. To powieść. Jej bohaterka, Iza, przypadkowo dostaje główną rolę w serialu i z dnia na dzień staje się gwiazdą. Teraz sama aktorka będzie mogła zadbać o własną karierę także na innym polu – jako uczestniczka show „Gwiezdny cyrk” w Polsacie.

GALA: Miała pani 14 lat, kiedy zagrała w filmie „Panna z mokrą głową”. Chciała pani być sławna?

ANNA POWIERZA: Z jednej strony nie miałam nic przeciwko, a z drugiej byłam potwornie nieśmiała, nie lubiłam być w centrum uwagi. Nawet występowanie na szkolnych apelach bardzo przeżywałam. Do bycia gwiazdą nie miałam chyba predyspozycji (śmiech), natomiast bardzo szybko wciągnęło mnie aktorstwo.

GALA: Ubawiłam się, czytając, jak Iza, bohaterka pani książki, udziela wywiadu. Żeby nie dać się na niczym złapać, odpowiada jedynie „tak” lub „nie”. Pani pierwszy wywiad wyglądał podobnie?

ANNA POWIERZA.: Miałam wtedy 15 lat. Mówienie o sobie obcemu człowiekowi było dla mnie ogromnym wyczynem. Pamiętam, że pomyślałam wtedy: „Boże, co ja mam mówić? Kogo to w ogóle interesuje?”. Dziewczyna, która raptem zagrała dwie epizodyczne role. Licealistka ma mądrze i ciekawie odpowiadać poważnemu dziennikarzowi? Mówiłam monosylabami. Czułam się bardzo skrępowana i dziennikarz musiał się solidnie napracować, żeby mnie choć trochę otworzyć.

GALA: Tytuły niektórych rozdziałów brzmią jak rady dla przyszłej gwiazdy: „Naucz się żyć w świecie fleszy”, „Obowiązkowo chodź na bankiety”. Mogłybyśmy jeszcze dopisać: „Weź udział w telewizyjnym show – najlepiej w »Tańcu z gwiazdami «, »Jak Oni śpiewają« lub w »Gwiezdnym cyrku«”. Zgadza się pani?

ANNA POWIERZA: Takie show rzeczywiście niosą. Ale to nie jest łatwe. Już przeżycie takiego „Cyrku” jest wyczynem. Może nie jestem zbyt ambitna, ale nie zgłosiłam się do programu z wizją, że zostanę megagwiazdą. Sława trochę mnie przeraża. Nie do końca jestem w stanie patrzeć na siebie jak na produkt. Mam plany, marzenia, lęki, kryzysy i niekoniecznie chcę, żeby wszyscy o tym wiedzieli.

GALA: Występuje pani w „Gwiezdnym cyrku”, napisała pani książkę, gra w popularnym serialu. Lubi pani życie w takim szalonym biegu?

ANNA POWIERZA: Czasem tęsknię za spokojem. Ale jak już nadchodzi, to po tygodniu okazuje się, że tupię nogami i marzę, żeby pędzić dalej. Zawsze żyłam szybko, tak jakby pojutrze miał się skończyć świat.

GALA: Ale zamieszkała pani na wsi.

ANNA POWIERZA: Pod Warszawą, w domu po babci. Nawet odkryłam pasję uprawiania ogrodu. Mam ogromną satysfakcję, jak coś wyrasta. Czekam tej wiosny z niepokojem, co wyniknie z mojego jesiennego sadzenia.

GALA: Kilka miesięcy temu rozstała się pani z narzeczonym.

ANNA POWIERZA.: Pożegnaliśmy się i tyle. Na szczęście związek nie był na tyle fantastyczny, żebym musiała długo żałować straty. Prawdę mówiąc, więcej odczułam ulgi niż bólu. To nie jest miłe. Bo musiałam się przyznać sama przed sobą, że miałam tak niefajny związek i aż tak długo w nim trwałam.

GALA: W sumie – dwa lata.

ANNA POWIERZA.: Półtora. Na początku było fantastycznie. Mniej pracowałam, byłam w domu. Gotowałam obiady, sprzątałam, prasowałam. Miły związek, wygodny dla mężczyzny. Potem grałam w serialu, pracowałam 14 godzin na dobę. Raz na jakieś dwa tygodnie miałam dzień wolny. I wtedy cały czas spałam, nie miałam siły absolutnie na nic. Po pół roku okazało się, że mój związek przestał istnieć. Trochę czasu zajęło mi odkrycie, że to się stało.


GALA: Pani praca była główną przyczyną rozstania?

ANNA POWIERZA: Mariusz na pewno nie był moją drugą połową. Gdybym dziś spotkała go na ulicy, pewnie przeszłabym na drugą stronę.

GALA: Czym panią tak zranił?

ANNA POWIERZA: Ważna jest klasa rozstania. Nasze nie było sympatyczne, doszły niewyjaśnione sprawy finansowe. Wtedy trudno jest mieć do mężczyzny szacunek, a bez tego nie można budować dobrych relacji po rozstaniu. Nie chcę mieć z Mariuszem absolutnie nic wspólnego, nie mam o nim dobrego zdania. Bardzo się rozczarowałam.

GALA: W internecie można było przeczytać, że wyprowadzając się, wyniósł wiele rzeczy z pani domu.

ANNA POWIERZA: Weszłam do domu i zobaczyłam, że mam puste ściany, szafy i po dwa kubeczki i talerzyki. Jest mi też winien mnóstwo pieniędzy. Możemy się nie kochać, nie lubić, nie chcieć układać ze sobą życia, ale uczciwy człowiek pewnych rzeczy nie robi. Inaczej jest po prostu zwykłym oszustem.

GALA: Smutne...

ANNA POWIERZA: To jest jedyna rzecz, którą najchętniej bym wykreśliła ze swojego życia. Czuję wstyd, że takiemu człowiekowi zaufałam i uwierzyłam. Pierwszy raz w życiu zdarzyła mi się taka sytuacja. Z innymi „eksami” mam dobry kontakt, szanujemy się.

GALA: Kiedyś uporała się pani z depresją. Teraz mogła wrócić...

 

ANNA POWIERZA: Depresję przeżywałam sześć lat temu i póki co nie wróciła. Ale wciąż siebie pilnuję. Nie zerwałam kontaktu z psycholożką, bo nie wiem, czy za chwilę nie będę potrzebowała jej pomocy. Dużo mnie wtedy nauczyła, zmieniła mój sposób myślenia. Mówiła: „Po co masz się zastanawiać, że 10 lat temu byłaś przeszczęśliwa” albo: „Po co rozważać, co będzie za 10 lat. Żyj chwilą, ona jest najważniejsza”.

GALA: Pomogło?

ANNA POWIERZA: Bardzo. Nie myślę o tym, że jutro spadnie grad meteorów, w związku z tym nie ma sensu sadzić roślin w ogrodzie. Wsadzam i mam nadzieję, że urosną. Jak już znalazłam się na prostej, zobaczyłam, jak wiele osób z mojego środowiska zmaga się z depresją i nie potrafi poprosić o pomoc.

GALA: Na początku trudno jest się przyznać, że jestem chora. Myślimy: mam zły nastrój, jestem przepracowana.

ANNA POWIERZA: Też myślałam, że sobie poradzę. Sama wpadłam w depresję i sama muszę się z niej wykaraskać. Niestety, to nie jest tak. Mając zapalenie płuc, nie próbujemy sami się wyleczyć, tylko idziemy do lekarza i bierzemy leki. Depresja jest taką samą chorobą.

GALA: Pomogli pani przyjaciele?

ANNA POWIERZA: Nie mówili: „Weź się w garść” i nie zostawili mnie samej sobie, tylko zaprowadzili do psychologa. Gdyby nie przyjaciele, pewnie do tej pory byłabym w depresji, o ile nie postanowiłabym skoczyć z mostu czy zabunkrować się we własnej piwnicy, żeby więcej nie oglądać świata.

GALA: Czeka pani na miłość?

ANNA POWIERZA: Nie frustruje mnie, że wracam do domu i nie mam się w nocy do kogo przytulić. Nie muszę jak najszybciej być w nowym związku. Miłość, mam nadzieję, przyjdzie sama. Do tej pory tak zawsze było. Jak nie czekałam, to miłość się pojawiała. A jak miałam ciśnienie, to jej nie było.

GALA: Dobrze pani samej?

ANNA POWIERZA: Po przejściach związanych z poprzednim związkiem jest mi o wiele lepiej samej. Mam ten komfort, że nie muszę znosić niczyich wad, godzić się z nimi i iść na kolejne kompromisy. Mogę być egoistką, rozpieszczać siebie.

GALA: W tym roku kończy pani 30 lat...

ANNA POWIERZA: 30, już?... (śmiech). Tak, rzeczywiście.

GALA: „Jestem jeszcze po właściwej stronie trzydziestki” – mówi bohaterka jednego z filmów. Z panią jest podobnie?

ANNA POWIERZA: Na razie nie chcę się zastanawiać, co będzie, jak przejdę na drugą stronę. Być może przyjdzie taki moment, że usiądę spokojnie przy stole i zrobię dokładny bilans życia z wypisaniem strat. Aczkolwiek mam głęboką nadzieję, że może nie zauważę tych urodzin, bo będę dużo pracowała.

GALA: Lubi pani siebie?

ANNA POWIERZA: Nie mam wyboru. Skoro żyję ze sobą prawie 30 lat, to musiałam się pogodzić ze wszystkimi kompleksami z wczesnej młodości. Zaakceptować, że nie będę ani Angeliną Jolie, ani Meryl Streep. Nie będę też pewnie wielką pisarką. Trudno.