Pierwsze pytanie na konferencji prasowej poświęconej jej ostatniemu filmowi „Rachel Getting Married” zadał niemiecki dziennikarz. I zaskoczył wszystkich na sali. Nawet bohaterkę wieczoru Anne Hathaway. „Czy po komedii »Dorwać Smarta«, parodii filmów szpiegowskich, będziesz chciała zagrać dziewczynę Bonda?”.

B jak Bond

Długo nie mogła przestać się śmiać. W końcu po 15 minutach spróbowała odpowiedzieć na pytanie Niemca. „Staram się wybierać role pod kątem rozwoju kariery. A kobiety Bonda są tylko ładnym dodatkiem. OK, może trening, który przeszłam jako agentka 99 – karate, kung-fu i elementy aikido, pozwalają przypuszczać, że czułabym się w jego towarzystwie idealnie, ale to nie moja bajka. Wolę komedię, w której gram, niż nawet kultowy film, gdzie tylko wyglądam”.

D jak Diabeł

„Pamiętacie »Diabeł ubiera się Prady«? Moja mama była przerażona. Mówiła mi: »Dziecko, przecież to zniszczy twoją karierę «. Myślała, że to płytki film zrobiony tylko dla kasy. Próbowałam ją przekonywać, że wcale tak nie jest. Udało mi się dopiero po premierze filmu. Podobało jej się”. Aktorka przyznała też, że dużo kosztowało ją przymusowe... odchudzanie. „Producenci narzucili nam ostry reżim. Mnie i Emily Blunt. To było straszne. Jadłyśmy tylko owoce i piłyśmy wodę. Po tygodniu zaczęłyśmy patrzeć na siebie jak na ewentualne przekąski. Gdyby potrwało to jeszcze dłużej, mogłybyśmy nawet zrobić sobie krzywdę”.

E jak elegancja

„Każda rola uczy mnie czegoś nowego. Dzięki Andy Sachs z „Diabeł ubiera się u Prady” wyrobiłam sobie zmysł mody. Wcześniej wydawało mi się, że noszę fajne ubrania. Kiedy jednak zobaczyłam wszystkie te niesamowite kreacje, zrozumiałam, że byłam dziewczynką, która dopiero musi nauczyć się być kobietą. Teraz wiem, co powinnam na siebie założyć. Dobrze mi z tym”.

I jak idolki

„Od zawsze podziwiam Audrey Hepburn i Meryl Streep. Kiedyś usłyszałam, że na ekranie wyglądam podobnie jak ta pierwsza. To był najpiękniejszy komplement, jaki w życiu usłyszałam. Druga wspaniała chwila – moment, w którym poznałam Meryl. Przedstawił nas sobie producent „Diabła...”. Przez pierwszych pięć minut nie mogłam wydusić słowa. A ona niczym Miranda, którą grała w filmie, spojrzała na mnie z góry i sprawiła, że chciałam zapaść się pod ziemię. Dopiero po chwili zaczęła się śmiać i objęła mnie na powitanie. To była próbka jej poczucia humoru”.

K jak kobiecość

Twarzą zapachu Magnifique Anne została na początku 2008 roku. Odile Roujol, prezes Lancôme International, była zachwycona, kiedy się dowiedziała, że aktorka podpisała kontrakt. „Anne jest piękna. To kwintesencja współczesnej kobiecości. Tak jak zapach Magnifique. Bo ona sama jest magnifique”. Aktorka również cieszyła się z tej współpracy. „Nie co dzień kobieta może poczuć się jak księżniczka. Bardzo mi pochlebia, że Lancôme docenia to, co robię”.

P jak perspektywy

Ostatni film Anne – „Rachel Getting Married” – zachwycił krytyków podczas festiwalu w Wenecji i Toronto. „To naprawdę świetne kino. Przeczytałam scenariusz i od razu zakochałam się w swojej bohaterce. Jestem z nią silnie związana emocjonalnie” – mówiła aktorka. „Rachel...” wymieniany jest nawet jako faworyt do Oscara. W lutym 2009 roku na ekrany trafi kolejny film z udziałem Anne. W „Ślubnych wojnach” zagrała razem z Kate Hudson. Za kilka miesięcy rozpocznie zdjęcia do produkcji Tima Burtona „Alicja w Krainie Czarów”. W obsadzie znaleźli się także Johnny Depp i Helena Bonham Carter. „Chciałabym, żeby moje nazwisko było kojarzone z wszechstronnością. Ktoś myśli Hathaway i od razu włącza mu się lampka – ona potrafi zagrać wszystko. Wiem jednak, że czeka mnie jeszcze dużo pracy”.

R jak rodzina

„Moja matka Kate McCauley była aktorką. Podglądałam ją w pracy i całkiem naturalnie poszłam w jej ślady. Co prawda do 15 roku myślałam, że zostanę zakonnicą, ale z powodów rodzinnych zdecydowałam, że nie założę habitu. Dzięki rodzicom mam jednak twardy kręgosłup moralny. Żyję według określonych zasad i staram się ich nie naginać, żeby coś sobie ułatwić. Tacy sami są moi bracia, starszy Michael i młodszy Thomas. Dzięki najbliższym wiem, co się liczy w życiu”.

U jak uroda

Anne mówi o sobie: „Nie czuję się specjalnie ładna. Raczej zwyczajna. Ale to akurat mój atut. Łatwiej jest mi się wcielać w role”. Gdy w 2006 r. znalazła się w magazynie „People” na liście 50 najpiękniejszych ludzi na świecie, skomentowała to tak: „Byłam w szoku. Wpisali mnie tam pewnie przez przypadek”.