Największą inspiracją Antony’ego podczas przygotowywania „The Crying Light” była płyta grupy Cocteau Twins „Twinlights” i jej nieformalne przesłanie: „Czuję związek z naturą, przejmuję się losem planety”. Podobno też przez pewien czas w pracy pomagała mu Björk. I trochę szkoda, że w muzyce tych wpływów prawie nie słychać. Hegarty idzie w stronę melancholijnego popu, mniej eksperymentuje, rzadziej szuka muzycznych smaczków. Większość materiału to oszczędnie zaaranżowane – głównie na głos i fortepian, – subtelne ballady. W porównaniu z rewelacyjnym albumem „I Am a Bird Now” sprzed blisko 4 lat na pewno mniej tu utworów, o których będzie się po latach pamiętać. Ale Hegarty’ego nadal nie można skreślać. Niebawem ma szansę stanąć w jednym szeregu z największymi bardami Ameryki.

Antony And The Johnsons, „The Crying Light”, Sonic