Tuż po premierze filmu o losach francuskiej projektantki Coco Chanel telefon w paryskim mieszkaniu Audrey dzwonił bez przerwy. Wszyscy gratulowali jej znakomitej roli. „Byłaś boska. To zdecydowanie twój najlepszy film. Na pewno dostaniesz Cezara. Może zgodzisz się na sesję zdjęciową dla nas?” – proponowały jej redaktorki z kolorowych pism kobiecych. Inni dziennikarze pytali ją z kolei o wrażenia z planu zdjęciowego i o współpracę z reżyserką Anne Fontaine. „Wcielenie się w postać słynnej kreatorki mody było dla mnie ogromnym wyzwaniem i doskonałą lekcją sztuki aktorskiej. Ale film »Coco Chanel« nie jest tylko barwną historią o modzie. Przede wszystkim mówi o dzielnej kobiecie, która wyzwoliła nasze babki i ciotki ze sztywnych gorsetów” – opowiadała radośnie Audrey.

Humor zaczynał się jej psuć dopiero wtedy, kiedy dziennikarze próbowali wyciągnąć z niej jakieś prywatne informacje. A szczególnie te dotyczące znajomości z belgijskim aktorem Benoît Poelvoorde’em, którego poznała na planie filmu o Coco. Za wszelką cenę chcieli się przekonać, czy 31-letnią Audrey i 14 lat od niej starszego gwiazdora o mrocznym życiorysie połączyła płomienna miłość. Takiego zdania są przynajmniej paparazzi współpracujący z francuskim magazynem „Voici”. Od premiery filmu o Coco Chanel już kilka razy widzieli aktorów, jak wymykali się z restauracji na Montmartrze, gdzie mieszka Audrey. I bynajmniej nie wyglądali tylko na parę dobrych znajomych rozmawiających o francuskiej literaturze.

CAŁA PRAWDA O FACETACH

Choć filigranowa Audrey jest dzisiaj w rodzinnym kraju gwiazdą numer jeden, wciąż tak naprawdę niewiele wiadomo o jej życiu prywatnym. „Uważam się za bardzo introwertyczną osobę i nie lubię opowiadać o moich przemyśleniach nawet znajomym. A co dopiero obcym ludziom!” – powiedziała w 2001 roku tuż po premierze głośnej „Amelii”. Od tamtej pory niewiele się zmieniło. Podczas wywiadów zawsze ucina pytania o rodzinę i dzieciństwo, a w szczególności te dotyczące życiowych partnerów. Nikt oprócz osób z jej najbliższego otoczenia nie ma całkowitej pewności, z kim i jak długo się spotykała. Nieoficjalnie mówiło się o 2-letnim romansie Audrey z amerykańskim pisarzem i fotografem Lance’em Mazmanianem. Żadne jednak nigdy nie potwierdziło, że łączyło ich coś więcej niż tylko przyjaźń. Na oficjalnej stronie Lance’a pojawił się tylko tajemniczy link. Po kliknięciu w niego ukazywała się informacja: „Przykro mi, ale nie będę odpowiadać na żadne pytania dotyczące mojej znajomości z panią Tautou. Z góry przepraszam”.

Ona sama przyznała się tylko do związku ze starszym o 7 lat francuskim muzykiem rockowym Matthieu Chedidem, znanym pod pseudonimem artystycznym „M”. Każdą wolną chwilę spędzali razem: w wakacje zazwyczaj na włoskiej wyspie Pantelleria, a w ciągu roku głównie na koncertach, na które zabierał ją piosenkarz. Para myślała nawet o ślubie. Rozstali się jednak w 2008 roku, gdy Matthieu rozpoczął trasę koncertową, a Audrey przygotowania do roli Coco Chanel. Osoby z najbliższego otoczenia muzyka uważały jednak, że tak naprawdę zakochani zdecydowali się rozejść przez niejaką Julliet, producentkę muzyczną z Radia France. Aktorka była podobno załamana zdradą partnera. Bardzo kochała Chedida. Myślała, że to właśnie z nim spędzi resztę życia. Na szczęście od depresji uratowała ją praca na planie filmu o projektantce. No i jak twierdzą niektórzy – Benoît.

Między parą zaczęło podobno iskrzyć już podczas pierwszych tygodni zdjęć. Ona zakochała się w jego wyjątkowo śmiesznych dowcipach, a on w jej wewnętrznym spokoju, którego wtedy bardzo potrzebował. Nie jest bowiem tajemnicą, że Benoît od lat zmaga się z ciężką depresją. Ma też problemy z alkoholem. Jednak największym jego kłopotem jest nadwrażliwość. Sam kiedyś powiedział, że prawdziwe życie często miesza mu się z fikcją. Pewnie dlatego podczas kręcenia zdjęć do „Coco Chanel” znalazł się nawet w szpitalu psychiatrycznym. I to na własne życzenie. Podobno jechał samochodem pod wpływem alkoholu i spowodował wypadek. Gdy zjawiła się policja, od razu poprosił funkcjonariuszy o odprowadzenie go do szpitala na obserwację. Po wstępnych badaniach i konsultacji lekarskiej wypuszczono go jednak do domu. Benoît pojechał później do Normandii, gdzie kręcono kolejne sceny filmu. Nie czuł się podobno najlepiej. Potrzebował wsparcia i bliskości jakiejś życzliwej osoby. To wtedy zauważył Audrey...

IKONA MODY W PODKOSZULKU

Na razie nie wiadomo, czy filmowa Coco znalazła wreszcie miłość swojego życia. Nikt nie wie, jak długo wytrzyma z dowcipnym, lecz bardzo wybuchowym Belgiem. Wiadomo jednak, że opowieść o jednej z najbardziej rozpoznawalnych projektantek mody okazała się dla niej przełomem w życiu zawodowym. Udowodniła, że może zagrać zarówno kobietę luksusową, jaką była Gabrielle „Coco” Chanel, jak i dziewczynę z sąsiedztwa. Do tej pory słynęła przecież z ról niewinnych, subtelnych panienek, takich jak Michele z „Bóg jest wielki, a ja malutka” czy Angélique z „Kocha... Nie kocha”. Trochę podobnych do niej. Audrey sama o sobie mówiła zresztą, że nie ma nic wspólnego z wysublimowanymi pięknościami. „Jestem zwyczajną dziewczyną, która lubi żyć trochę na uboczu. Nie zobaczycie mnie na wakacjach w zatłoczonym Malibu, lecz raczej pod Paryżem ze znajomymi” – powtarzała wielokrotnie.

 

Zanim wcieliła się w postać Coco, nie wiedziała także zbyt wiele o modzie. Często myliła Pradę z Guccim. A na co dzień najchętniej chodziła w wyblakłych dżinsach i wyciągniętych T-shirtach. Dzisiaj coraz rzadziej można ją spotkać w tak niedbałym stroju. Dziennikarze z luksusowych magazynów kobiecych kreują ją na ikonę stylu. Zresztą tak samo jak szefowie domu mody Chanel, którzy zaproponowali Audrey, by wystąpiła w reklamie perfum Chanel Nº5. Aktorka zgodziła się od razu. „O tym, że to ja zagram w spocie, dowiedziałam się 5 maja w Nowym Jorku, siedząc w moim pokoju hotelowym o numerze 555. To był znak” – zdradziła. A może po prostu wzięła sobie do serca słowa Coco Chanel, która często powtarzała, że prawdziwy sukces odniesie tylko pięknie pachnąca kobieta.