GALA: Czujesz, że popularność cię zmieniła?

AYO: Absolutnie nie. Po sukcesie mojej pierwszej płyty „Joyful” stałam się jedynie bardziej zajęta. Trudniej mi znaleźć czas na odpoczynek. Jestem też bardziej rozpoznawalna. Na ulicy podchodzą do mnie obcy ludzie i pytają, nad czym teraz pracuję, kiedy nagram kolejną płytę, i proszą o autograf. Mimo to wciąż jestem tą samą dziewczyną co kiedyś. Dla mnie wciąż najważniejsza na świecie jest rodzina. Wierzę, że tylko bliskie osoby mogą mnie zmienić, a nie liczba sprzedanych płyt albo zer na koncie. Popularność nie ma dla mnie większego znaczenia.

GALA: Drugi album „Gravity at Last” nagrałaś w pięć dni w słynnym Compass Point Studio na Bahamach. Narzuciłaś sobie i całej ekipie zabójcze tempo.

AYO: Zabójcze? Nie zgodzę się z tobą. Bardzo lubię dynamiczny rytm pracy, bo wtedy przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły. Pięć dni to moim zdaniem wystarczająco dużo czasu, by nagrać 13 piosenek. Udało nam się stworzyć prawdziwie magiczny klimat, który, mam nadzieję, słychać na płycie.

GALA: Myślisz, że podbijesz nią serca fanów?

AYO: Mam nadzieję, że tak. To bardzo rytmiczny album oparty na moich życiowych doświadczeniach. Jest dużo dojrzalszy niż debiutancki krążek i liczę na to, że ludzie to zauważą.

GALA: Twój trzyletni synek Nile słucha muzyki mamy?

AYO: Oczywiście. Ale najbardziej lubi, kiedy mama nie pracuje i jest w domu. Staram się spędzać z nim każdą wolną chwilę. Robimy wtedy dokładnie to co inne rodziny. Chodzimy do parku, spacerujemy, czytamy bajki, gramy w piłkę.

GALA: Podróżowanie to jedna z twoich pasji. Mieszkałaś m.in. w Niemczech, Paryżu i Londynie. Gdzie teraz można cię spotkać?

AYO: W Nowym Jorku. Choć to fascynujące miasto, wiem, że nie mogłabym zostać w Stanach na stałe.

GALA: Zastanawiałaś się kiedykolwiek nad tym, by przeprowadzić się do Polski? Jesteś tutaj bardzo popularna.

AYO: Na razie o tym nie myślałam. Ze względu na dobro synka staram się nie zmieniać zbyt często miejsca zamieszkania. Od kiedy zostałam mamą, myślę przede wszystkim o moim dziecku, a nie o sobie. Nile musi mieć poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. To dla niego zrezygnowałam z nieregularnego trybu życia, jaki wcześniej prowadziłam. Ale kto wie, co wydarzy się za pięć lat? Może nagle poczuję, że Warszawa to idealne miejsce dla mojej rodziny, i zapiszę się na kurs języka polskiego? Poza tym uwielbiam waszą kuchnię. Jestem strasznym łakomczuchem. Pierogi mogłabym jeść chyba codziennie. Myślisz, że to wystarczający powód do tego, by spakować walizki i przenieść się nad Wisłę?