Miejsce spotkania: Sadyba, wypożyczalnia kaset wideo Beverly Hills. Dlaczego? Ma stąd blisko do domu, a dzisiaj jego kolej zajmowania się Marianną. Środek transportu: rower, który zręcznie mocuje do ławki. Siedzimy w kawiarni blisko okna, z widokiem na rower. Widocznie ławka to niewystarczające zabezpieczenie. Patrzę na niego i przekonuję się, że jednak to prawda. Kiedy się śmieje, faktycznie przypomina rezydenta Beverly Hills – Bruce’a Willisa.

GALA: Zdarza ci się opowiadać dowcipy o gejach?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Tak. Zresztą tak samo jak o blondynkach i policjantach. Ale uprzedzony nie jestem. Mam żonę blondynkę, w „Senności” gram geja. I to, że zdarza mi się czasami opowiedzieć dowcip, którego bohaterem jest gej czy blondynka, jest wyrazem mojego podejścia do życia, które wolę traktować z humorem niż ze śmiertelną powagą.

GALA: I rola Bystrego w „Senności” Magdaleny Piekorz nie uwrażliwiła cię pod tym kątem?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Pytasz mnie, czy nadal opowiadam dowcipy o gejach?

GALA: Na przykład.

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Tak, opowiadam.

GALA: Zaakceptowałbyś przyjaźń swojej córki z homoseksualistą?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Chyba bardziej byłbym zaniepokojony, gdyby zaprzyjaźniła się z heteroseksualistą. Właśnie włączył mi się instynkt ojcowski. Przyjaźń mojej córki z gejem miałaby jeden ogromny plus. Nie obawiałbym się o jej cnotę (śmiech). Poza tym wielu gejów jest świetnymi przyjaciółmi kobiet, dobrze się rozumieją, a to w przyjaźni bardzo ważne.

GALA: Z jednej strony sprawiasz wrażenie otwartego, współczesnego chłopaka, z drugiej – wydajesz się tradycjonalistą. Jak to jest u was w domu, zdarza ci się wykonywać tzw. kobiece zajęcia?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Do kuchni nie wchodzę, chyba że chcę wyjąć kanapkę z lodówki, ale za to sprzątam. Dzisiaj, na przykład, przed spotkaniem z tobą odkurzałem. Z Kaśką sprawiedliwie podzieliliśmy się obowiązkami. Ja przestawiam meble, ona składa ubrania, ja noszę zakupy, ona prowadzi mój kalendarz. Bardzo dobrze nam się to sprawdza. Taki tradycyjny model. Nie mam nic przeciwko feministkom, ale kiedy jadę do Berlina i tam otwieram drzwi kobiecie, a ona daje mi w twarz i puszcza niecenzuralną wiązkę, i to po niemiecku, to coś się we mnie gotuje. Albo kiedy idę do kina na film „Lejdis” i się nie śmieję. Komedia? Jaka komedia, dla mnie to zupełnie inny gatunek filmu, bardziej dramat psychologiczny.

GALA: Ciekawe, odniosłam takie samo wrażenie, kiedy oglądałam „Testosteron”.

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Najwidoczniej stoimy po dwóch różnych stronach barykady.

GALA: Ale kiedy przepuścisz mnie w drzwiach, to w twarz nie dostaniesz.

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Dostanę, jak tego nie zrobię.

GALA: Jeszcze niedawno z tradycyjnym modelem nie mieliście nic wspólnego. Mieszkaliście na tzw. kocią łapę i do tego jeszcze dziecko. Dlaczego postanowiliście to zmienić?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Kiedy urodziła się nam Marianna, nie wzięliśmy ślubu, bo nie mieliśmy na to ani czasu, ani pieniędzy. I chyba ślub sam w sobie nie był nam potrzebny. Z Kasią dawno temu złożyliśmy sobie naszą przysięgę, obrączki nosiliśmy na długo przed ślubem kościelnym. I wreszcie nadszedł taki moment, kiedy stwierdziliśmy, że chcemy mieć takie samo nazwisko i stać się rodziną w sensie prawnym. Zawsze marzyliśmy o tym, że jeżeli w końcu postanowimy zalegalizować nasz związek, to stanie się to w górach. I tak się stało. W Karpaczu w świątyni Wang. Było kameralnie i klimatycznie.

GALA: Marianna nie przespała całej uroczystości?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Wręcz przeciwnie, postanowiła wziąć w niej czynny udział i troszkę nam poprzeszkadzać.

GALA: A co było potem?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Naszym rodzinnym busem wybraliśmy się w podróż poślubną po północnej części Włoch. Po drodze mieliśmy małą przygodę, bo bus nam się zepsuł i mieliśmy trzy dni postoju. Ale w końcu wyruszyliśmy. Oczywiście bez Marianki, bo to była podróż poślubna.

GALA: Teraz kolej na zasadzenie drzewa i spłodzenie syna?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Tak, pracujemy nad tym, ale pary heteroseksualne nie opowiadają, co robią w łóżku.

GALA: O waszym ślubie dowiedzieliśmy się wszyscy po fakcie. Jak udało wam się go utrzymać w sekrecie?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Nie jest aż tak trudno wystawić do wiatru dziennikarzy i fotoreporterów. Czasami lubię sobie pożartować i puścić w obieg jakieś sprzeczne informacje. Zatrzeć za sobą ślady, wpuścić w maliny ciekawskich. Zresztą media też mają swoje za uszami. Już od dawna preparowano nam ślub. Nam to nie przeszkadzało, bo i tak mieliśmy takie plany, więc nie zaprzeczaliśmy.

GALA: Po co to robisz? Chcesz, żeby mówili o tobie, kiedy potrzebujesz promocji, czy wręcz przeciwnie. Chronisz swoją prywatność?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Staram się, aby moje życie prywatne faktycznie było prywatne. Oczywiście jako osoba publiczna jestem nieustannie na świeczniku i z tej prywatności uchodzi trochę powietrza.

GALA: Ale właśnie teraz, kiedy „Senność” jest w kinach, przydałaby ci się taka promocja.

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Mam nadzieję, że mój wątek zaciekawi ludzi i bez takich trików.

GALA: Podoba ci się film?

 

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Zrobił na mnie duże wrażenie. Przede wszystkim, mimo ciężkiej tematyki, nie był przytłaczający. Poza tym bardzo cieszy mnie reakcja widowni, która śmieje się w momentach śmiesznych, a za chwilę płacze. Sam uroniłem kilka łez, nawet oglądając ten film po raz kolejny. Myślę, że Magdzie Piekorz udało się stworzyć dzieło, które nie przemknie bez śladu. Za to poruszy każdego, a w niektórych obudzi ponowną chęć do życia.

GALA: W Polsce granie homoseksualistów nadal nie jest popularne. Bartek Świderski do tej pory żałuje roli w serialu „Magda M.”, a ty już drugi raz grasz geja (pierwszy raz w „Heli w opałach” – red.). Nie obawiasz się, że zostaniesz etatowym gejem?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Jeżeli miałbym mieć dzięki temu więcej pracy, to proszę bardzo. Mogę nim zostać. Jestem pewny swojej seksualności, więc nie boję się łatki. Poza tym rola geja jest dla aktora heteroseksualisty dużym wyzwaniem i szansą na to, aby pokazać swoje aktorskie umiejętności. Podobnie jak z graniem pozytywnych i negatywnych postaci. Role złych bohaterów zawsze są ciekawsze do zagrania, dają aktorom większe pole do popisu. Zawsze jest w nich jakaś wewnętrzna walka.

GALA: Mówisz o tym na podstawie własnego doświadczenia?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Tak, ale nie jestem ani pierwszym, ani ostatnim aktorem, który to stwierdza. Chociaż większość czasu spędzam na graniu pozytywnej postaci Tomka w serialu, to i tak najciekawsze momenty do zagrania są wtedy, gdy z moim bohaterem dzieje się coś złego, np. zostaje zatrzymany za przemyt.

GALA: Które sceny w „Senności” były dla ciebie najcięższe?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Zdecydowanie wszystkie miłosne. Spojrzenia, gesty, dotyk. Trudno jest się wczuć w swoją rolę, kiedy przed tobą nie stoi kobieta, tylko facet, i to taki, któremu właśnie rodzi się dziecko. Razem z Rafałem otwieraliśmy się tylko na czas ujęć, potem musieliśmy robić sobie krótkie przerwy, żeby chociaż na chwilę wskoczyć w swoje ciała. Sporo nas to kosztowało. Trudniej było mi wczuć się w miłosny klimat, kiedy na przykład Rafał bandażował mi rękę, niż wtedy, kiedy rozbieraliśmy się przed kamerą. Nie wiem, jak to bywa między gejami. Robiłem wszystko, żeby na Rafała patrzeć jak na kobietę.

GALA: Nie rozumiesz, jak facet może kochać innego faceta?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Nie mam pojęcia, ale wydaje mi się, że to ta sama miłość co w przypadku par heteroseksualnych.

GALA: Jak chcieliście tę waszą filmową miłość sprzedać? Wzorowaliście się na kimś?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Od samego początku wątek mój i Rafała Maćkowiaka przypominał mi historię Romea i Julii, tylko taką z czarnego amerykańskiego kina. Bystry to właśnie taki chłopak z gangu, skrzywdzony przez los, a Adam to taka Julia, wychowana w tradycyjnej rodzinie. Jeżeli na kimkolwiek się wzorowaliśmy, to właśnie na Szekspirowskich kochankach. Tylko że w naszym przypadku i Romeo, i Julia to faceci.

GALA: Twoje najbardziej osobiste marzenie?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Kupić w górach ziemię i zbudować na niej pensjonat.

GALA: A marzenie aktorskie?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Chciałbym zagrać u Krzysztofa Kieślowskiego. Niestety, to jedno z tych marzeń, które się już nie spełni. Chciałbym zagrać rolę, na przykład, kierowcy rajdowego. Tylko scenariusz musi być dobry! Po prostu chciałbym mieć dużo pracy, wiele ciekawych propozycji i pozostać sobą.

GALA: Czyli kim?

BARTOSZ OBUCHOWICZ: Wyluzowanym Obuchem