Czasem Liwia i Bruno będą towarzyszyć mamie w nagraniu programu. „Bruno jest przejęty nową rolą, ale sprawdzimy w praniu, jak to będzie, nic na siłę” – mówi Beata. Spotykamy się w kawiarni niedaleko budynku TVP. Beata wygląda bardzo kobieco, często się uśmiecha. Macierzyństwo wyraźnie jej służy. Tego dnia wyjątkowo nie prowadzi „Teleexpressu”, ale i tak trudno powiedzieć, że ma dużo wolnego czasu. Zaraz po rozmowie dzwoni do opiekunki, mówi, że za 15 minut będzie w domu. I tak każdego dnia. Ma świadomość, że żyje w szalonym tempie.

GALA: Ma pani szczęśliwe oczy.

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Cieszę się, że pani to mówi. Przeżywam teraz dobry czas. Tak się, odpukać, ułożyło, że mam wspaniałe dzieci, cudownego męża. Rodzina jest moim największym szczęściem i sukcesem.

GALA: Większym niż kariera?

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Bezsprzecznie. Moja kariera może rozwijać się dzięki sile, jaką daje mi rodzina. Wszelkie rozterki, porażki, sukcesy lubię z kimś dzielić. Rodzina bardzo mnie napędza do działania. Nie wiem, czy chciałoby mi się tak intensywnie pracować, gdyby nie dzieci. Macierzyństwo daje ogromną energię.

GALA: Wiele pani rówieśniczek odwleka decyzję o dziecku.

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Mają pracę, zarabiają, podróżują, bawią się. Boją się, że dziecko wywróci ich życie do góry nogami. W pewnym sensie niewiele się mylą, bo ich życie faktycznie wywróci się, zmieni raz na zawsze, z tą tylko różnicą, że na lepsze. Stanie się pełniejsze, inne, warto tego doświadczyć.

GALA: Trudno to wytłumaczyć kobiecie, która jest nastawiona do macierzyństwa bardzo sceptycznie.

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Wiem i nie twierdzę, że każda kobieta powinna mieć dziecko. Nic na siłę, nie można się napinać, trzeba to poczuć. Ja tylko radzę mądrym dziewczynom, które świetnie sobie radzą w pracy, żeby pomyślały o tym, czy jednak w ich życiu jest może miejsce na dziecko. Dlatego właśnie, że są mądre, mają szansę być takimi mamami. Dzieci zaradnych, aktywnych kobiet zwykle dobrze radzą sobie w różnych sytuacjach. Myślę, że nie ma nic piękniejszego niż kształtowanie małego człowieka, uczenie go świata. Chciałabym za kilkanaście lat móc powiedzieć: „Wypuszczam z gniazda mądrego człowieka”.

GALA: Pani również miała kiedyś mnóstwo wątpliwości?

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Przed zajściem w ciążę nie rozpływałam się na widok dzieci w wózkach, wręcz przeciwnie. Obce dzieci mało mnie interesowały. Nie miałam pędu, żeby je dotykać, wąchać, przytulać. Posiadanie dziecka kojarzyło mi się tylko z ogromnymi wyrzeczeniami, problemami, utratą figury, pracy, przyjaciół. I proszę mi wierzyć, wszystko przewartościowało się po urodzeniu Brunona. Mogłam go całować i przytulać. Nie będę przekonywać kobiet, że macierzyństwo to ich życiowa rola, że będzie tylko pięknie, bo tak nie jest, ale radość z dziecka to o wiele więcej niż radość z najwspanialszej podróży, awansu czy nowego mężczyzny.

GALA: Kiedy czytam o kobietach, które robią karierę, a jednocześnie są świetnymi matkami, żonami, trochę powątpiewam. Doba ma tylko 24 godziny.

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Nie czuję się superkobietą, nawet nie chciałabym nią być. Mam wiele wad, targają mną emocje i wątpliwości. Po prostu staram się, jak mogę. Jak jestem w pracy, to na sto procent, ale kiedy wyłączają kamerę, wychodzę, wsiadam do samochodu i pędzę do dzieci. W domu jestem tylko dla nich.

GALA: Wróciła pani do pracy po pół roku.

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Bycie w domu z dzieckiem jest najcudowniejszym czasem, szalenie potrzebnym kobiecie i dziecku. Ale przychodzi taki moment, gdy dobrze jest z domu wyjść. Kiedy czułam się już gotowa, by wrócić do pracy, zrobiłam to i jestem zadowolona z tej decyzji. Dzieci są małe tylko przez chwilę, zaraz pójdą do przedszkola, do szkoły, usamodzielnią się i co? Życie jest za krótkie, żeby przegapić właściwy moment.

GALA: W swoim programie będzie pani namawiała młode mamy, żeby godziły macierzyństwo z pracą?

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Każda mama powinna zdecydować o tym sama, ja chcę tylko zachęcać kobiety z małymi dziećmi do aktywności. Gdziekolwiek mieszkają, zawsze jest coś do zrobienia zawodowo czy społecznie. Jeśli kobieta decyduje się zostać w domu, niech nie traci przyjaciół, dba o siebie i robi coś tylko i wyłącznie dla siebie.

GALA: Kosmetyczka, fryzjer, wypad do ośrodka spa? Robi to pani bez wyrzutów sumienia?

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Dlaczego mam mieć wyrzuty sumienia, że chcę się pozbyć cellulitu? Kiedyś systematycznie tańczyłam i pływałam. Odkąd mam dzieci, treningi na sali zamieniłam na biegi z wózkiem, za rowerkiem, do piaskownicy i tym podobne ekstremalne sporty. Nie narzekam, ale lubię uciec na chwilę do spa, naładować akumulatory.

GALA: Czasami pewnie trudno jest pani wyjść z domu?

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Do tej pory weekendy były bardzo rodzinne, wszyscy byliśmy razem, teraz często pracuję. Mąż i moi rodzice starają się, jak mogą, ale wiem, że Bruno za mną tęskni. W poniedziałek rano mówi stanowczo: „Mamo, nie idź do pracy”.

GALA: Jak pani tłumaczy synkowi, że jednak musi wyjść?

 

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Mówię, że muszę iść do sklepu. Bruno wie, że w sklepie kupuję różne rzeczy, niekoniecznie dla niego, ale potrzebne. Czasem okropnie się z tym czuję... Niedawno powiedziałam: „Jeszcze nie wychodzę, bo pada deszcz”. Za kilka minut zakładam buty, a Bruno stanął przy oknie i mówi: „Mamo, nie idź, bo jeszcze pada”.

GALA: Moja przyjaciółka, kiedy urodziła drugie dziecko, poczuła, że to ją przerasta, że nie potrafi podzielić swojej uwagi na dwoje. Zdarzało jej się uciekać z domu i zostawiać dzieci z mężem. Zastanawiała się pani, czy poradzi sobie z dwójką?

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Miałam taki moment, ale jeszcze przed narodzeniem Liwii. Bruno zaczął wchodzić w wiek dwulatka. Miał tysiące pytań, zdwojoną energię i brak wszelkiej karności. A ja w ostatnim miesiącu ciąży. Trudno było mu zrozumieć, że ciężko jest mi go podnosić, nie mogę chodzić na długie spacery, bo każdy krok sprawia mi trudność. Bardzo chciał mnie angażować we wszystkie swoje sprawy i odkrycia, których dokonywał non stop. Byłam skołowana, miałam wyrzuty sumienia, wątpliwości. Bardzo było mi ciężko. Cierpiałam, że nie mogę uczestniczyć aktywnie w jego zabawach. To był najbardziej nerwowy czas.

GALA: Kiedy urodziła się Liwia, uspokoiła się pani?

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Poczułam ogromną ulgę. Wiedziałam, że za chwilę będę się mogła zająć obojgiem. Przy Liwii nabrałam dystansu. Kiedy urodził się Bruno, potrzebowałam czasu, żeby ochłonąć. Jego pojawienie się na świecie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Cud, który się ziścił, namacalny. Musiałam oswoić się z nową sytuacją, pozbyć lęku. Na początku bałam się go nawet dotknąć. Myślałam, że jest taki mały, kruchy i mogę zrobić mu jakąś krzywdę. Ale kiedy pierwszy raz, już bez lęku, wzięłam go na ręce, to była magiczna chwila. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wykasowałam z pamięci wszystko, co w czasie ciąży mnie uwierało.

GALA: Ale pewnie są takie momenty, kiedy jest ciężko, ma pani dość?

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Powiem tak: podziwiam kobiety, które mają dwoje i więcej dzieci. Podziwiam siebie samą, że się na to zdecydowałam. Liwia często budzi się o piątej rano. Po godzinnej zabawie zapada w błogi sen i właśnie wtedy wstaje Bruno, wyspany i gotowy do zabawy! Myślę wtedy tylko o tym, kiedy oni wreszcie dadzą mi się wyspać.

GALA: Pani córeczka ma piękne imię.

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Urodziła się maleńka, śliczna dziewczynka. Miałam wrażenie, że od pierwszych chwil była uśmiechnięta. Jest spokojna i elegancka, taka nasza mała księżniczka.

GALA: Bruno jest zazdrosny o siostrę?

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Czasem, kiedy pochylam się nad jej łóżeczkiem, krzyczy: „Mamo, chodź do mnie, zostaw Liwię, niech śpi”. Ale jest otwarty na wspólne zabawy, przytula ją i zaczepia. Mam wrażenie, że nie może się doczekać, kiedy będzie jego kompanką. Już by chciał, żeby z nim oglądała książeczki, coś powiedziała, wstała, pobawiła się. Często woła: „Liwia, chodź, zobacz”.

GALA: Jest pani jedynaczką. Brakowało pani rodzeństwa?

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Zawsze marzyłam o starszym bracie. Moje koleżanki na ogół ich miały. A potem, jak byłam nastolatką, bardziej miałam na myśli kolegów brata. Myślę, że Liwia będzie miała fajnie z Brunonem.

GALA: Co chciałaby pani im przekazać?

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Najważniejsze, by w przyszłości mogli wzajemnie na siebie liczyć, przyjaźnili się, wspierali. Chciałabym, żeby byli szczęśliwi i umieli sobie poradzić w życiu. Dzieciom potrzebna jest szczerość i poczucie przynależności do rodziny. Muszą się czuć bezpieczne, kochane, widzieć, że mama i tata też się kochają, nawet jeśli zdarzają się nieporozumienia. Nie jestem zwolenniczką sztucznego pokazywania, że życie zawsze toczy się gładko.

GALA: Jakim ojcem jest Damian?

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Zabieganym, niestety. Ale stara się nadrabiać czas w weekendy. Jeżdżą z Brunonem na wycieczki tylko we dwóch. Ostatnio bawią się w Boba Budowniczego, kupili specjalną teczkę z kolorowymi narzędziami.

GALA: Nie brakuje wam czasu tylko we dwoje?

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Nie, teraz spędzamy czas we czworo. Nie odczuwamy potrzeby wyrwania się od dzieci. Byliśmy na wakacjach we czwórkę i tak nam było najlepiej. Czasami robimy sobie wypady tylko we dwoje do kina czy do przyjaciół i to nam wystarcza.

GALA: Najpiękniejsze chwile we czworo?

BEATA CHMIELOWSKA-OLECH: Wspólne poranki. Wszyscy lubimy bawić się w naszym łóżku. Bruno łazi po nas, robi fikołki i krzyczy: „Ja was tak bardzo kocham”. Cudne chwile. Dobrze nas nastrajają na cały dzień.