GALA: Bardzo chciała pani mieć swoje dziecko?

BOGNA SWOROWSKA: Przez wiele lat byłam zajęta pracą. Kariera świetnie się rozwijała, żyłam na walizkach, zmieniałam miasta, kontynenty. Długo nie wiedziałam, czy chcę mieć dziecko, nie czułam, że to odpowiedni moment. Ale przez wszystkie te lata bardzo marzyłam, że kiedyś moje życie się ustabilizuje i będę miała dom. A potem zdarzył się tragiczny wypadek, straciłam ukochanego mężczyznę na miesiąc przed ślubem... Wyłączyłam się z życia na wiele lat. Musiałam poskładać siebie na nowo. Po ponad czterech latach od śmierci narzeczonego poznałam ojca mojego synka. Wtedy już wiedziałam, że znowu chcę żyć, być szczęśliwa. Zaczęliśmy budować nasze gniazdko w Paryżu, oboje czuliśmy, że to dobry moment na dziecko. I tu zaczęły się problemy.

GALA: In vitro było jedyną szansą?

BOGNA SWOROWSKA: Próbowaliśmy dwa lata. To niewiele, gdy spojrzeć na inne starające się pary, ale miałam wtedy 36 lat. Przeszłam wszelkie możliwe badania w Stanach i we Francji. Ustalono, że przyczyna niepłodności jest we mnie. Wiedziałam, że w naturalny sposób nie zajdę w ciążę, inseminacja też nie dała efektu. Podczas leczenia pragnienie posiadania dziecka staje się wręcz obsesyjne. Poszliśmy do jednej z warszawskich klinik. Doktor powiedział, że jestem kobietą biznesu, twardzielem, więc pogadamy sobie jak mężczyzna z mężczyzną. Usłyszałam, że mam tylko 20 procent szans.

GALA: Nie podłamało to pani?

BOGNA SWOROWSKA: Nie, dlatego że już wcześniej założyliśmy, że spróbujemy trzy razy. Jeżeli się nie uda, adoptujemy dziecko. Ta decyzja psychicznie mnie uspokoiła.

GALA: Wiele kobiet mówi, że kuracja hormonalna przed zabiegiem jest bardzo ciężka: złe samopoczucie, przybieranie na wadze. Jak było u pani?

BOGNA SWOROWSKA: Było trudno, ale byłam na to przygotowana. W oczekiwaniu na wizyty u lekarzy tworzyła się niesamowita więź między kobietami. Jedna opowiadała, że budzi się rano w płaczliwym nastroju, druga skarżyła się, że już nie ma miejsca, by wkłuć się w brzuch, i musi w nogi... Dzięki tym rozmowom mogłam poczuć, że nie jestem sama. Codziennie przez prawie trzy miesiące robiłam sobie zastrzyki w brzuch. Rano jechałam na badania, potem do pracy, dużo ćwiczyłam, starałam się normalnie żyć. Po trzech tygodniach wokół talii pojawiła się jakby opuchnięta opona, brzuch pęczniał. Psychicznie też nie czułam się najlepiej. Strach mieszał się z ogromnym pragnieniem posiadania dziecka.

GALA: Co było najtrudniejsze?

BOGNA SWOROWSKA: Oczekiwanie już po pobraniu komórek jajowych i zapłodnieniu, czy mamy embriony i możemy je wstrzykiwać. Niesamowite emocje, ogromny niepokój, bo już jest tak blisko. Trzęsłam się, kiedy zadzwonił telefon i usłyszałam, że mogę jechać do kliniki. Wzięłam ze sobą ukochanego misia. Nagle poczułam się dzieckiem, które się boi.

GALA: Pojechała pani sama?

BOGNA SWOROWSKA: Z moją przyjaciółką Lidką Popiel, która zawsze towarzyszy mi w trudnych i wspaniałych życiowych momentach. Wszczepienie embrionu trwa krótko – kilkanaście minut pod płytką narkozą. Kiedy się obudziłam, czułam kompletny spokój. Lidka trzymała mnie za rękę, wróciła ze mną do domu. Kilka dni musiałam leżeć w łóżku, dobrze jeść, nie stresować się i przyjmować leki podtrzymujące ewentualną ciążę.

GALA: Po 14 dniach można już zrobić test ciążowy. Pewnie na wszelki wypadek kupiła pani kilka?

BOGNA SWOROWSKA: Wszystkie możliwe, jakie tylko były w aptece. Rozłożyłam je w łazience na chodniczku, wykonałam całą konieczną procedurę i uciekłam. Czekałam kilkanaście minut, bałam się wrócić Wreszcie weszłam, zapaliłam wszystkie światła, nachyliłam się, patrzę i – jak byk – wszędzie są kreseczki. Serce prawie mi stanęło, czułam, że za chwilę zemdleję. Wybiegłam z łazienki, płakałam, krzyczałam, że to niemożliwe. Udało się za pierwszym razem! Byłam w ciąży!

GALA: Od razu zadzwoniła pani do męża?

BOGNA SWOROWSKA: Do niego i do mamy. Mąż rzucił pracę w Paryżu i na drugi dzień już był ze mną. Szał radości.

GALA: W czasie ciąży bardzo bała się pani, żeby nie stracić dziecka?

BOGNA SWOROWSKA: Różne myśli krążyły mi po głowie. Ale wiedziałam, że jestem silna, można mnie podeptać, a ja za chwilę wstanę. Tak już jest, kiedy przeżyje się coś traumatycznego. Ciążę wspominam cudownie, chociaż przytyłam 22 kilo. Wcale się tym nie martwiłam, jadłam dla nas, żebyśmy oboje byli zdrowi. Miałam wtedy najlepszą energię w życiu, kupowałam mieszkanie, robiłam remont, pracowałam do końca ósmego miesiąca.

GALA: Pięknie pani powiedziała po porodzie: „Dziecko jest cudem, emocje aż bolą. To jest jak pierwsza miłość”. Co pani czuje dziś, kiedy patrzy na Ivanka?

BOGNA SWOROWSKA: Nie wyobrażam sobie, jak mogłabym żyć, gdybym go nie miała. Stał się dopełnieniem mojego życia, największą nagrodą. Naprawdę doświadczyłam cudu... Jestem osobą wierzącą i kiedyś uważałam, że Bóg mnie opuścił. Teraz wiem, że to nieprawda. On zawsze przy mnie był. Trudne chwile w moim życiu były bardzo potrzebne. Bez nich nie odczuwałabym tak silnie obecnego szczęścia, nie doceniłabym tego, co dostałam.

GALA: Jaki jest synek?

 

BOGNA SWOROWSKA: Ma już 4,5 roku. Jest mądrym, kochającym, ciepłym, charakternym chłopczykiem. Bardzo pragnęłam, żeby umiał, wiedział i czuł. Cieszę się, że uwielbia nasz dom, wspólne gotowanie, kolacje. Wyjeżdżamy na wakacje, a on już po czterech dniach chce wracać do domu, bo to dla niego najlepsze miejsce pod słońcem. Chciałabym, żeby kiedyś był fajnym facetem, który będzie umiał kochać kobietę, rodzinę, żeby zauważał innych ludzi, miał swoje pasje i ambicje.

GALA: Czytałam reportaż o kobietach, które przez wiele lat zmagały się z niepłodnością. Pomogło dopiero in vitro. Mówiły, że wcześniej czuły się wybrakowane, niepełnowartościowe.

BOGNA SWOROWSKA: Stąd tylko krok do depresji, zanegowania wszystkiego. A przecież niepłodność jest chorobą naszych czasów, dotyka cały świat – nie tylko kobiety, mężczyzn również. Co czwarta para ma problem. To nie jest tak, że ktoś jest wybrakowany. Nigdy bym tak nie pomyślała o kobiecie ani mężczyźnie, którzy nie mogą mieć dziecka.

GALA: Także o sobie, gdyby się nie udało?

BOGNA SWOROWSKA: Oczywiście. Gdybym nie mogła urodzić, moje życie wcale nie byłoby do niczego. A ja nadal czułabym się pełnowartościową, spełnioną kobietą. Jedno nie ma nic wspólnego z drugim.

GALA: Moi znajomi walczyli o dziecko dziewięć lat. Udało się, ale koszty finansowe były ogromne: pożyczki u rodziny, kredyty.

BOGNA SWOROWSKA: W wielu krajach ta metoda jest dozwolona i refundowana, co dotyczy zarówno małżeństw, jak i par żyjących w konkubinacie czy kobiet samotnych. Pełna refundacja przysługuje osobom, które przez wiele lat nie mogą mieć dzieci, a komisja lekarska stwierdzi, że zostało im tylko in vitro. Brana jest też pod uwagę sytuacja materialna. Nie refunduje się ludziom, których stać na zapłacenie. Ja dałam radę pokryć koszty leczenia, zabiegu, choć są dotkliwe dla każdego przeciętnego człowieka, ale spotkałam wiele osób, które przeżywały dramat, bo nie miały pieniędzy. Widziałam płacz, rozpacz, wielkie cierpienie.

GALA: U nas trwa dyskusja, czy finansować tylko w przypadku małżeństw, czy również par i kobiet samotnych. Nelli Rokita w jednym z wywiadów opowiedziała się za finansowaniem wyłącznie dla małżeństw do 30. roku życia.

BOGNA SWOROWSKA: Jestem zszokowana tym, co dzieje się u nas wokół in vitro. Jest niedopuszczalne, wbrew konstytucji, żeby zabraniać kobiecie i mężczyźnie posiadania dziecka. To tylko moja decyzja, jak chcę żyć, czy w małżeństwie, czy w wolnym związku. Trzeba iść z duchem czasu, świat się zmienia. Ci, którzy tworzą prawo, nie mogą na to zamykać oczu i forsować tylko swojej ideologii.

GALA: Jak pani odebrała list biskupów, w którym padły słowa: „W żadnym wypadku nie jest moralnie dozwolone uciekanie się do zapłodnienia in vitro. Bóg i tylko Bóg jest panem życia”.

BOGNA SWOROWSKA: Kościół ma prawo mieć swoją opinię, ale nie powinien jej wyrażać w tak drastyczny, miażdżący dla wielu ludzi sposób. Jest mi przykro, że stało się to w pierwszą niedzielę po Bożym Narodzeniu, najpiękniejszym, rodzinnym święcie. Wyobrażam sobie, jak czuły się rodziny, które w tym momencie były w kościele, a mają dzieci urodzone dzięki in vitro. Spełniło się ich największe pragnienie i słyszą z ambony takie słowa... Czy bezdzietne małżeństwa lub pary nie mają moralnego prawa do leczenia? Wolałabym usłyszeć, że Kościół od dziś zajmie się biednymi, wielodzietnymi rodzinami, domami dziecka, będzie zachęcał i pomagał w adopcji, sprzeciwi się przemocy w rodzinie, będzie bronił bitych kobiet, dożywiał i chronił bezdomnych. Chciałabym widzieć przy każdym kościele domy samotnych matek.

GALA: Pani jako osoba wierząca nie miała dylematów moralnych?

BOGNA SWOROWSKA: Nigdy. Wierzę, że to Bóg pozwolił mi urodzić dziecko. Gdyby miał wobec mnie inne plany, tak by się nie stało. Bóg nie jest przeciw in vitro, bo chce szczęścia, dobra człowieka.

GALA: Biskupi mówią: „Dziecko nie jest jednym z dóbr konsumpcyjnych”. Szczerze mówiąc, nie rozumiem tego.

BOGNA SWOROWSKA: Wiele osób nie rozumie, tak jak pani i ja, co biskupi chcieli nam przekazać. Jak można porównać dziecko do dóbr konsumpcyjnych? Dziecko jest największym dobrem w życiu, ale dobrem innego rodzaju. Żeby je wychować, trzeba z siebie dać bardzo dużo: emocji, serca, czasu, ale też pieniędzy. Smutne, że padły takie słowa.

GALA: Prawicowi politycy sprzeciwiają się zamrażaniu embrionów. Mam wrażenie, że nie do końca wiedzą, po co to się robi.

BOGNA SWOROWSKA: Embriony zamraża się na wypadek niepowodzenia pierwszej próby. A tak się najczęściej dzieje. Dla zdrowia kobiety jest lepiej, żeby proces hormonalny przeszła tylko raz i zamroziła zarodki. Na ogół jest ich niewiele, dwa, trzy, właśnie dla dalszych prób. Albo gdyby para chciała mieć jeszcze dzieci w przyszłości. W wielu krajach, gdzie in vitro jest dopuszczalne, nie ma takich obostrzeń dotyczących zamrażania embrionów i nasienia.

GALA: Jak według pani powinna wyglądać ustawa regulująca dostęp do in vitro?

BOGNA SWOROWSKA: Po pierwsze wolne prawo do in vitro dla małżeństw, par, samotnych kobiet. Wtedy gdy wszystkie inne metody nie dały efektów. Refundacja powinna dotyczyć ludzi, których na to nie stać. Muszą być ustalone reguły dotyczące zamrażania zarodków. Jeżeli para nie wykorzysta ich w określonym czasie, przekazuje je do adopcji.

GALA: Dlaczego wielu politykom tak trudno zrozumieć, że zabieg in vitro to normalna metoda leczenia niepłodności?

 

BOGNA SWOROWSKA: In vitro stosuje się tylko wtedy, gdy wszystko już zawiodło. Tak jak przeszczep serca jest ostatnią możliwością. Czasem nie mam już nadziei, że nasi politycy zaczną logicznie myśleć. Wydaje mi się, że trwa przepychanka, już nawet nie w temacie, bo niektórzy się pogubili i nie bardzo wiedzą, o co chodzi. A tu nie jest ważne, kto wygra, tu chodzi o szczęście i o to, by Polska za 10–20 lat była krajem młodych, wspaniałych ludzi. Nie wyobrażam sobie, że wchodzi ustawa w kształcie proponowanym przez posła Jarosława Gowina, czyli in vitro tylko dla małżeństw, z zakazem zamrażania zarodków. Trzeba dyskutować, bojkotować złe pomysły. Najrozsądniejsze wydaje mi się ratyfikowanie konwencji bioetycznej Rady Europy, która została przyjęta przez inne kraje.

GALA: Trzy lata temu powiedziała pani: „Chciałabym w wieku 40 lat urodzić drugie dziecko”.

BOGNA SWOROWSKA: Już przekroczyłam czterdziestkę, ale nadal bardzo chciałabym mieć dzieci. Mam nadzieję, że przyjdzie taki moment. Jeżeli nie, to zdecyduję się na adopcję. Nawet jeżeli będę w tym momencie kobietą samotną. Nikt mnie nie przekona, że dom dziecka jest lepszy niż niepełny, ale ciepły dom z kochającą mamą i bratem. A może uda mi się jeszcze być w szczęśliwym związku, stworzyć pełną rodzinę? Rozstaliśmy się z ojcem Ivanka, ale jesteśmy przyjaciółmi. Tata jest drugą najważniejszą osobą w jego życiu. Ostatnio spędziliśmy razem święta i Nowy Rok, myślimy o wakacjach. Może się rozstaliśmy na jakiś czas, może na zawsze? Nigdy nie wiadomo. Rodzicami jednak pozostaniemy na zawsze.

GALA: „Życie jest genialne, bo nie wiemy, co nas spotka” – to też pani słowa.

BOGNA SWOROWSKA: Każdego dnia budzimy się i nie wiemy, co nas czeka. Kocham życie, ludzi i nie boję się przyszłości. Mam jedno wielkie marzenie – wybudować duży dom i adoptować sporą gromadkę dzieci.