Bardzo łatwo jest upaść na samo dno. Trudniej się z niego podnieść. Warto jednak zawsze podjąć próbę... Pusty frazes? Kto tak myśli, zmieni zdanie, kiedy obejrzy oparte na faktach „Boisko bezdomnych”. Przegrani życiowo ludzie z całego świata stworzyli drużyny, które zagrały w mistrzostwach. Kiedy się spotykają, okazuje się, że nie piłka i rywalizacja są najważniejsze, tylko przyjaźń, braterstwo, solidarność. Wspólny cel powoduje, że bezdomni znów mogą w siebie uwierzyć. „Ksiądz” (Jacek Poniedziałek), „Minister” (Marek Kalita), „Wariat” (Maciej Nowak) oraz inni członkowie drużyny jednak sami by sobie nie poradzili. Dalej snuliby się pijani po Dworcu Centralnym. Pomocną dłoń podaje im Jacek Mróz (w tej roli rewelacyjny Marcin Dorociński), były piłkarz, którego karierę przerwała kontuzja. To on jednoczy i motywuje kloszardów z Centralnego do działania. „Boisko bezdomnych”, tak jak i jego bohaterowie, jest niejednoznaczne. I to akurat ogromna zaleta tego filmu. Przyczepić się mogę jedynie do jakości dźwięku. Wielu dialogów po prostu nie można zrozumieć.

„Boisko bezdomnych”, reż. Kasia Adamik, wyst. Marcin Dorociński, Eryk Lubos, Jacek Poniedziałek, w kinach od 10 października