GALA: Twoja trzyletnia córka mówi „Tata, chodź, come on!”. Tata jest dumny, rozbawiony?

BORYS SZYC: Zachwycony i zadziwiony, że czas mija tak szybko. Sonia wystukuje już sobie rytm na kolanach, ma ruchy, jakby oglądała taneczne teledyski. Wzruszające.

GALA: Kiedy pierwszy raz poczułeś, że jesteś ojcem?

BORYS SZYC: Do faceta to dociera dużo później. Musi dojść do tego rozumem, nawiązać kontakt z dzieckiem. Pierwszy uśmiech, słowo tata, a potem chodzenie za rączkę, wybieranie ciuszków, czyli typowo kobiece naciąganie taty na wszystko i owijanie go wokół palca.

GALA: Walka czy rezygnacja?

BORYS SZYC: Walka! O każdy dzień. O marzenia.

GALA: O czym marzy Borys Szyc?

BORYS SZYC: Zawodowo: o spotkaniu na planie z Januszem Gajosem. Teraz pojawiła się taka szansa w filmie Rafaela Lewandowskiego nawiązującym do naszego szaleństwa teczkowo- lustracyjnego. Niezawodowo? Marzę o odpoczynku. Wyspa, palma i kolorowy drink – jeszcze mi się nie udało!

GALA: Kiedy czułeś się jak zwycięzca?

BORYS SZYC: Mam wreszcie dobry kontakt z mamą mojego dziecka. Pogodziłem się z Anią, która jest świetną mamą. Obojgu nam zależy, żeby to Soni było dobrze, a nie nam. I to nasze wspólne zwycięstwo.

GALA: Największy kompromis w życiu?

BORYS SZYC: Mam problem z kompromisami. To chyba główny powód moich kłopotów osobistych.

GALA: Pierwsze zarobione pieniądze?

BORYS SZYC: Okulizacja róż. Jeździłem na pola róż pod Łodzią. Dopładnialiśmy krzaki, czyli dodawaliśmy zarodniki, żeby róż było więcej na sprzedaż. Potem byłem akwizytorem hawajskich szortów. Od siódmej klasy podstawówki grałem w bilard, od ósmej już za pieniądze. Zdarzały się duże wygrane.

GALA: Sprzedałeś się kiedyś?

BORYS SZYC: Tak (śmiech). Reklama, chałtury.

GALA: Ile jest wart Borys Szyc?

BORYS SZYC: Musisz „Forbesa” sobie kupić, tam napisali.

GALA: Rozważny czy romantyczny?

BORYS SZYC: Romantyczny. Wychowały mnie kobiety. Zaszczepiły mi tę romantyczność, choć potem skutecznie oblokłem się skórą nosorożca. Ale lubię świeczki, wodę, zachodzące słońce. Mój sport to konie.

GALA: Masz jeszcze wiersze, które pisałeś?

BORYS SZYC: Mam. Tajemniczą drewnianą szkatułkę też. Poza wierszami jest w niej kartka z sercem: „jestem dla Ciebie, nawet jak mnie nie ma”, listy od... i do..., napisane, niewysłane.

GALA: Jest tylko jedna miłość, czy każda jest pierwsza?

BORYS SZYC: Pierwsza jest szczególna. Zawsze ją wspominam sentymentalnie i romantycznie.

GALA: Co to znaczy kochać?

BORYS SZYC: Robić to, na co samemu często nie ma się ochoty. Trudne, ale możliwe.

GALA: Potrafiłbyś wybaczyć zdradę?

BORYS SZYC: To się może przydarzyć. Zależy tylko, jaka to jest miłość i czy ta druga osoba chce takiego wybaczenia.

GALA: Bywasz bezwstydny?

BORYS SZYC: Dostałem od mamy chippendalesowe majty „na specjalną okazję”. W sylwestra w toalecie restauracji odtańczyłem w nich specjalny taniec dla przyjaciół.

GALA: Co jest sexy?

BORYS SZYC: Kobiety. Mądrość też jest sexy.