GALA: Borys, czy ty w ogóle istniejesz?

BORYS SZYC: Że niby mnie też ktoś wymyślił, jak Silnego, którego gram w „Wojnie polsko-ruskiej”? Zdarzają mi się takie dziwne stany. Jak ktoś ma tendencje do rozdwojenia jaźni, to wykonując ten zawód, może się rozdwoić. Każdy aktor nosi w sobie ten strach. Boi się, że nie wróci z roli, jak się czasami nie wraca z narkotycznego odjazdu.

GALA: Kto wymyśla życie Borysa Szyca?

BORYS SZYC: Kiedyś powiedziałbym – sam Borys Szyc. Ale teraz, po nakręceniu „Wojny”, już nie jestem tego tak bardzo pewny... Od kiedy człowiek zaczął się zajmować filozofią i zastanawiać nad sobą, istnieje podejrzenie, że jesteśmy po prostu żartem i ktoś tam daleko, daleko na górze dobrze się bawi, obserwując nas...

GALA: Silny po śmierci trafia do tandetnego talk-show. A jak wygląda piekło według Szyca?

BORYS SZYC: Piekło jest tu. Żyjemy w czasach, kiedy z każdej dziwacznej czy wręcz chorej psychicznie osoby można zrobić gwiazdę. Można, będąc szaleńcem, stać się ikoną, kimś, kogo się oklaskuje i podziwia. To śmieszne i straszne zarazem. Piekło to być oklaskiwanym, wypowiadać się na różne tematy i wiedzieć, że nie ma się nic do powiedzenia.

GALA: To jest piekło celebrytów? To jest twoje piekło?

BORYS SZYC: Nie. Ja już jestem z tym oswojony. Dla mnie piekłem jest samotność i brak miłości.

GALA: A może najgorszym piekłem są nasze wady?

BORYS SZYC: Wady też nie są złe. Rainer Maria Rilke powiedział: „Nie pozbywaj się swoich wad, bo cię nie poznam”. Tak jak konie, tak i my jesteśmy w jakiś sposób oznakowani.

GALA: Jakie swoje wady lubisz i nie chcesz się z nimi rozstać?

BORYS SZYC: Z wadami i zaletami jest tak – zależnie od sytuacji zmieniają swoje funkcje.

GALA: Och, to są takie ogólniki.

BORYS SZYC: To proszę. Pierwsze z brzegu. Energia i potrzeba zabawy, za które jestem często krytykowany, tak naprawdę dają mi też napęd zawodowy.

GALA: A twoja potrzeba wolności, brak potrzeby stałego związku – to wada czy zaleta?

BORYS SZYC: Ależ ja mam potrzebę stałego związku! Tylko może, he, he, jestem zbyt wybredny?

GALA: Ale pyszałek z ciebie...

BORYS SZYC: Masz rację – to źle zabrzmiało. Jak się już decyduję kimś zainteresować, to robi się z tego taki szum medialny, że cała sprawa zamiera. Ostatnio poszedłem z moją znajomą Nadine na spacer i na imprezę. I już media zrobiły z niej moją dziewczynę. To jest kompletny wymysł i nieprawda. W mojej sytuacji jest ogromna presja stałego związku. To jest frustrujące.

GALA: Ale na pewno masz jakąś wadę, której chcesz się pozbyć.

BORYS SZYC: Żadnej się nie chcę pozbyć! Weźmy lenistwo. Moja mama przeżywa wszystko i za mnie, i za siebie, i za świat, a ja się w ogóle tym nie przejmuję. Dlatego jestem postrzegany jak ktoś, komu nie zależy. Ale pogarda i lekceważenie to mój sposób obrony. To jest właśnie taka wado-zaleta.

GALA: Można się jednak zgubić w tym lekceważeniu...

BORYS SZYC: Po prostu ja nie biorę wszystkiego na poważnie. To czasami może wkurzać. I tak teraz jestem poważniejszy, niż byłem, ale postać błazna była mi zawsze bardzo bliska. Myślałem, że to jest dobra postawa w życiu. Nigdy nie pokazywałem, że jest mi źle. Jak jestem chory, to chcę być sam. Zamykam się i siedzę cicho. Cierpię w samotności.

GALA: Błazen więcej widzi, ponieważ ma dystans.

BORYS SZYC: Ale też jest postacią tragiczną.

GALA: Bo mu nikt nie współczuje, bo nikt go nie bierze na poważnie.

BORYS SZYC: I najczęściej jest samotny.

GALA: To ty?

BORYS SZYC: Powiedzmy...

GALA: Dla roli Silnego dużo dałeś z siebie. Poza słynnym schudnięciem ufarbowałeś brwi, przyciąłeś rzęsy. Po co takie poświęcenie? Jesteś w zakonie sztuki?

BORYS SZYC: Raczej w sekcie. W sekcie Doroty Masłowskiej i Xawerego Żuławskiego. Dlatego ten film nie może być normalny. Nie da się go zaszufladkować. Bo co to jest? Komedia, dramat, thriller? Według mnie to jest poemat menelski.

GALA: Myślisz, że Polacy są gotowi na tak psychodeliczny film?

BORYS SZYC: Polska jest psychodeliczna. Ale tu rzeczywiście może być problem. Bo ci, którzy zobaczą się w tym filmie, mogą się oburzyć: „Tacy jesteśmy? Nacjonalistyczni? Małomiasteczkowi? Znarkotyzowani?”. I nie przyjmą tego. Ten film pokazuje, jak się zmieniły czasy. W moim dzieciństwie piło się tanie wina, a teraz bierze się narkotyki. Człowiek chce zawsze uciec od siebie. Teraz ucieka w taki właśnie sposób.

GALA: A ty jak uciekasz?

BORYS SZYC: Ostatnio przyłapałem się na czymś takim, że chociaż teraz już w ogóle nie piję, kiedy idę gdzieś z ekipą, która pije, to po chwili sam czuję się nietrzeźwy. Wchodzę w trans, bo mi się udziela ogólny nastrój.

GALA: Jaka oszczędność! A dlaczego nie pijesz?

BORYS SZYC: Tyle osadów zostawiła we mnie rzeka alkoholu, że teraz już tylko wody potrzebuję.

GALA: Trudno ci się grało w filmie Żuławskiego?

 

BORYS SZYC: Szukając klucza do roli Silnego, znalazłem go u Witkacego, którego uwielbiam za absurd. Dla mnie to był trop. Dzisiaj pewnie by to nazwano graniem komiksowym. W życiu zawodowym czegoś takiego mi brakowało: żeby móc mocno zagrać, zaszaleć. Przy tym projekcie wszedłem w rodzaj transu, odjazdu. Byliśmy z ekipą 24 godziny na dobę. Razem jedliśmy, piliśmy, czasem spaliśmy, dyskutowaliśmy. Wszyscy wiedzieli, że robią coś innego i że nie możemy tego spieprzyć. Po zdjęciach byliśmy wyczerpani, a ja nadawałem się do sanatorium.

GALA: W filmie prowadzisz monolog z własnym penisem. Trudno cię było namówić na tę scenę?

BORYS SZYC: Nie. Skoro robimy film, gdzie się tak bardzo obnażamy emocjonalnie, to obnażenie fizyczne było najprostszą rzeczą! Po tym monologu z penisem jest taka scena, kiedy zaczynam płakać i pytać, czy ktokolwiek mi powie prawdę o moim istnieniu. To właśnie ta druga sytuacja była dla mnie 100 razy trudniejsza niż gadanie z siusiakiem czy bieganie nago.

GALA: Wy, mężczyźni, często ucinacie sobie takie pogawędki?

BORYS SZYC: Oczywiście że prowadzi się takie rozmowy! Niekoniecznie trzeba na niego patrzeć i nie musi być w stanie gotowości. A kiedy jest... Wtedy to są ostateczne rozmowy...

GALA: Przemawiasz do niego pieszczotliwie czy ostro?

BORYS SZYC: Oczywiście że pieszczotliwie, bo to jest jednak skarb. W końcu mówi się: „klejnoty”. Zwracam się do niego łagodnie, bo przecież jest bardzo wrażliwy i delikatny. A czasem słucham się go.

GALA: Ale to chyba niedobrze?

BORYS SZYC: To zależy...

GALA: Na planie nie czułeś się ani trochę zażenowany? Nie bałeś się śmieszności?

BORYS SZYC: Bałem się, ale czułem, że nie mogę się zatrzymać. Na szczęście jest w tej scenie humor. Bez niego byłoby to niesmaczne. I tak parę osób odbierze to jako niestosowne. Ale ja uważam, że to ma swój wdzięk.

GALA: Rozbierasz się też do rosołu.

BORYS SZYC: Tak naprawdę decyzja co do nagości należała do mnie. Reżyser zapytał, czy chcę się rozebrać w scenach miłosnych. Ja nie miałem z tym żadnych oporów. Głupio ukrywać się pod kocykiem, kiedy normalnie w życiu wstałbym z łóżka i przeszedł na golasa.

GALA: A czym jest wstyd dla aktora?

BORYS SZYC: Jest czymś naturalnym. Ale u aktora nie powinien występować.

GALA: Jest coś, czego się wstydzisz?

BORYS SZYC: Wiesz, że najbardziej się wstydzę pokazać swoje prawdziwe wnętrze. Prawdziwe wady, prawdziwy płacz, prawdziwy strach.

GALA: Jak traktujesz swoje ciało?

BORYS SZYC: Zrozumiałem, że ciało jest narzędziem i że jest stworzone z atomów. Jak na ten zbiór atomów podziałasz odpowiednimi siłami, to on zmienia swoją formę. Poddałem moje ciało obróbce. Jak De Niro, który jest dla mnie ikoną aktora, który zmienia się na potrzeby roli. Schudłem kilkanaście kilo, straciłem brzuch. I jak ja miałem później tego ciała nie pokazać?! Niestety, już wróciłem do poprzedniego wyglądu. Ale ja się generalnie lubię. Jestem ekshibicjonistą. Lubię chodzić na golasa.

GALA: W filmie jest dużo seksu, ale to opowieść o braku miłości.

BORYS SZYC: Pokazujemy, że sam dotyk niepoparty niczym więcej, żadną głębszą emocją, jest tylko dotykiem. Silny bardzo by chciał być z kimś bardziej niż tylko na dotyk.

GALA: Dlaczego nie może?

BORYS SZYC: Bo go nie ma. To można traktować jako metaforę. Są ludzie, którzy istnieją, ale tak, jakby nie byli, bo uciekają od życia. Boją się panicznie zaangażować, zakochać, traktują miłość cynicznie.

GALA: A ty sam nie uciekasz od prawdziwego życia?

BORYS SZYC: Nie uciekam. Ja żyję, kocham, kocham się. Używam wszystkich zmysłów. Czasem nawet za dużo. Poza tym wszedłem w odwieczne koło życia, czyli mam córkę. Obserwuję życie, które rośnie na moich oczach, i to absolutnie utwierdza mnie w cudzie istnienia.

GALA: Pozwoliłeś sobie na odwagę uczuć.

BORYS SZYC: Ja zawsze sobie pozwalałem. Jeśli przed czymś uciekałem, to przed rozmowami o uczuciach. Przed uczuciami nigdy nie uciekam.