Według pracowników miejscowego lotniska samolot pilotowała sama aktorka. „Kiedy byli tutaj kilka tygodni temu, maszynę posadził Brad. Teraz nie pozwoliła mu przejąć sterów” – śmiał się kontroler.

Prosto z lotniska pojechali do drewnianej chatki w górach, którą wynajmowali już kilka razy. Mimo że na stoku nie było osoby, która ich nie rozpoznała, mogli spokojnie uczyć dzieci jeździć na nartach i snowboardzie. „Nie byli otoczeni kordonem ochroniarzy. Zachowywali się jak normalna rodzina. Rozmawiali z ludźmi na stoku, uśmiechali się do nich. Kiedy Brad ćwiczył na desce, Angelina, nie zważając na ciążę, szusowała po najtrudniejszych trasach. Radziła sobie całkiem nieźle” – przyznał instruktor, który uczył dzieci słynnej pary.

Nawet najmłodsza Shiloh ma już za sobą śnieżny debiut. Razem z tatą zjeżdżała na sankach ze szczytu pokaźnego wzniesienia. Okazją do kilkudniowego wyjazdu było zakończenie procesu adopcyjnego Paksa Thiena, ostatniego członka rodziny Jolie-Pitt. Mimo że jest z nimi od roku, dopiero teraz sąd Monterey Park w Kalifornii oficjalnie uznał, że może nosić nazwiska przybranych rodziców. Chłopiec i jego rodzeństwo, Maddox, Zahara i Shiloh, razem z rodzicami co wieczór świętowali ten fakt w lodziarni w centrum Mammoth. Angelina zawsze zamawiała czekoladę z chili.