"Nie mogę uwierzyć, że to zrobił. Czy ten człowiek nie ma wstydu?” – płakała Britney. Piosenkarka była w szoku, gdy dowiedziała się, że jej były menedżer Sam Lutfi oskarżył ją i jej rodziców o zniesławienie. „Rodzina Spears odpowie za krzywdy, jakie mi wyrządziła. Cała trójka gorzko tego pożałuje” – groził. Na początku lutego do sądu wpłynął pozew sporządzony przez prawnika Lutfiego, Bryana J. Freedmana. Eksmenedżer gwiazdy oskarża w nim Britney o złamanie kontraktu, jaki zawarli ponad dwa lata temu w jednym z nocnych klubów w Los Angeles. Britney obiecała mu, że przez cztery lata będzie dostawać 15 procent z jej dochodów. „Spears wysłała mi SMS-a 13 października 2007 roku. Mam tę wiadomość w komórce. Jasno z niej wynika, że do 2011 roku powinienem zajmować się jej interesami” – opowiedział dziennikarzom Lutfi.

KSIĄŻKA KOŚCIĄ NIEZGODY

Człowiek, któremu kiedyś ufała Britney, oskarżył również jej rodziców. Uważa, że państwo Spears już od dłuższego czasu naruszają jego dobre imię. A w szczególności Lynne. Matka piosenkarki wydała niedawno książkę „Through the Storm”, w której m.in. opisała relację łączącą jej córkę z Lutfim. „Ten człowiek próbował zniszczyć Brit. Narkotyzował ją, szantażował i chciał przejąć kontrolę nad jej życiem” – napisała Lynne. Agent wpadł w szał, gdy to przeczytał. „Przez tę kobietę i jej męża mam problemy ze znalezieniem pracy. Ona napisała o mnie bzdury, a on rzucił się na mnie z pięściami” – zdradził. Według jego zeznań, ojciec Britney próbował po męsku załatwić sprawy z reprezentantem córki. Podobno pewnego dnia wpadł znienacka do domu Britney i zaatakował będącego tam Lutfiego. Uderzył go pięścią w twarz. „To za to, że obraziłeś publicznie moją żonę” – wykrzyczał. Poszkodowany, który „do dzisiaj nie może wyjść po tym incydencie z traumy”, a przynajmniej tak napisał w pozwie, nie ma pojęcia, o co chodziło Jamie’emu Spearsowi.

PAMIĘTNIK KSIĘŻNICZKI POPU

Całą sprawę najbardziej przeżywa 27-letnia piosenkarka. Na razie Britney nie skomentowała oficjalnie oskarżeń swojego byłego menedżera i... współlokatora. Według przyjaciół gwiazdy, Sam Lutfi przez wiele tygodni pomieszkiwał w rezydencji piosenkarki. Jeździł jej sportowym mercedesem, kąpał się w basenie i korzystał z lodówki. Na każdym kroku wykorzystywał Spears. Wiedział, że pogrążona w depresji piosenkarka była spragniona bliskości z innymi ludźmi. Niektórzy twierdzili nawet, że Lutfi próbował ją uwieść. Britney podobno bardzo się to podobało. Ale do czasu. Pod koniec 2007 roku piosenkarka zrozumiała, że zadawała się z niewłaściwym człowiekiem. Próbujący zdobyć rozgłos Lutfi chciał wtedy sprzedać pamiętnik Britney i jej prywatną korespondencję. Obiecywał, że za 2 miliony dolarów wyzna całą prawdę o życiu gwiazdy pop. „Wreszcie fani dowiedzą się, kim tak naprawdę jest słodka Spears. To niezrównoważona psychicznie narkomanka i lekomanka” – przekonywał. Naczelni brytyjskich i amerykańskich tabloidów jednak mu nie uwierzyli. Nikt nie odważył się zapłacić takiej sumy.

KTOŚ DEPCZE JEJ PO PIĘTACH

Zagorzali wielbiciele Britney szczerze jej współczują. Boją się, że wychodząca na prostą gwiazda znowu wpadnie w depresję. Zwłaszcza że nie tylko Sam Lutfi próbuje na niej zarobić. Do majątku Spears od dawna chce się dobrać także jej były mąż Kevin Federline. Ostatnio zobowiązał się, że razem z synkami 3-letnim Prestonem i 2-letnim Jaydenem będzie odwiedzać Britney podczas jej dwumiesięcznej trasy koncertowej „Circus”, która rozpoczyna się na początku marca. „Chłopcy muszą mieć kontakt z matką” – powiedział, pozując na idealnego ojca. Bliscy Britney dobrze jednak wiedzą, że Kevin nie robi tego z dobroci serca. Ma inny powód. Przestraszył się pogróżek Spears, która zapowiedziała, że jeśli nie będzie widywać się z synkami podczas swojej trasy, odwoła koncerty. Federline nie mógł do tego dopuścić. Zależało mu na tym, by Britney koncertowała i zarabiała jak najwięcej. Wtedy może i on dostawałby większe alimenty na chłopców, których jest prawnym opiekunem. Na razie wiadomo tylko, że za każdy tydzień spędzony z Prestonem i Jaydenem podczas trasy Britney zapłaci byłemu mężowi 5 tys. dolarów. Piosenkarka wciąż nie może zamknąć spraw z bolesnej przeszłości. Źli ludzie, których poznała, wciąż próbują ingerować w jej życie. Traktują ją tylko jak maszynkę do zarabiania pieniędzy. Nie mają skrupułów. Chcą coraz więcej i więcej. Czy Britney to wytrzyma?