Britney nie jest zaręczona ze swoim agentem. To plotki” – przekonywał na łamach magazynu „People” znajomy piosenkarki. Chodziło o ostatnie doniesienia, według których gwiazda przyjęła oświadczyny Jasona Trawicka. Anonimowy informator nie zaprzeczył jednak, że są razem. Jako pierwsi mogli się o tym przekonać goście luksusowego kurortu Atlantis Paradise Island na Bahamach. To właśnie tam piosenkarka wypoczywała na półmetku wielkiej trasy koncertowej „Circus”. Towarzyszyli jej najbliżsi. Dwóch synów – trzyletni Sean Preston, o rok młodszy Jayden James – ojciec Britney Jamie Spears oraz właśnie... Jason. Na początku paparazzi nie interesowali się przystojnym menedżerem. Bardziej koncentrowali się na relacjach gwiazdy z dziećmi, którymi na co dzień opiekuje się jej były mąż Kevin Federline. Sytuacja się zmieniła, kiedy do redakcji kolorowych magazynów zaczęli dzwonić turyści wypoczywający na wyspach. „Na pewno coś ich łączy. On bardzo o nią dba. Nie tylko z racji zawodowych obowiązków. Jest też zżyty z chłopcami. Widać, że dzieciaki dobrze się czują w jego towarzystwie. Zresztą tak jak Britney, która nie odstępuje Jasona na krok” – pisał później „In Touch”. Do gazet trafiły ich wspólne zdjęcia podczas plażowania, morskich kąpieli i romantycznych spacerów. Kilka dni później wybuchła kolejna bomba. Media podały, że piosenkarka planuje wziąć z nim ślub.

W KOŃCU NA PROSTEJ?
Te plotki wywołały wielką dyskusję. Już od dawna nazwisko Spears bardziej kojarzone jest z ekstrawaganckimi zachowaniami niż muzyczną twórczością. Plotkarskie portale nie przebierały w słowach. „Trzeci ślub w wieku 27 lat? To czyste szaleństwo. Britney ewidentnie ma nie po kolei w głowie”– komentował bloger Perez Hilton. „Choroby psychicznej ciąg dalszy. Witamy w świecie patologii” – kwitowali inni obserwatorzy. Ani Britney, ani jej nowy partner nie zdecydowali się na wydanie oświadczenia. Gwiazda przyznała tylko, że w końcu jest szczęśliwa. „Nareszcie zapomniałam, co to smutek. Przez długi czas było ze mną źle. Nie mogłam się odnaleźć, ale na szczęście to już przeszłość. Czuję się świetnie, jak dziewczynka, która ma wszystko. Rodzinę, miłość, wspaniałe życie” – mówiła. „Dlatego nie rozumiem tego całego szumu wokół mojej osoby.”

MIAŁO BYĆ TAK PIĘKNIE...
Księżniczka popu z Kentwood w stanie Luizjana swoją przygodę z show-biznesem zaczęła dość wcześnie. W wieku ośmiu lat wzięła udział w castingu do show „Klub Myszki Miki”. Mimo że była za młoda na występy w programie, producenci zwrócili uwagę na słodką dziewczynkę. Zaproponowali rodzicom Britney, żeby zaangażowali menedżera z nowojorskiej agencji dla młodych talentów. Jamie i Lynne Spears, kierowani przez „eksperta”, prześcigali się w organizowaniu córce czasu. Lekcje baletu przeplatały się z treningami wokalnymi w kościele baptystów i spotkaniami z kolejnymi nauczycielami zachowań scenicznych. W wakacje, które spędzała w Nowym Jorku, Britney uczęszczała jeszcze na zajęcia w Professional Performing Arts School. Zagrała także w broadwayowskim musicalu „Ruthless”. Miała wtedy tylko dziesięć lat. Jej kolejne sukcesy nie cementowały jednak rodziny. Rodzice mieli różne wizje rozwoju kariery córki. Zgadzali się tylko w jednej kwestii. Była ich kurą znoszącą złote jaja. W 1992 roku Britney przeszła pierwszą rundę show „Star Search”, odpowiednika naszego „Od przedszkola do Opola”. Mimo starań nie zdołała jednak wygrać programu. Jak wspominali później jej przyjaciele, dziewczynka była tym załamana. Już wtedy jej rodzice żyli w separacji, widywali się tylko podczas konkursów, w których brała udział córka. Britney myślała, że gdy zacznie je wygrywać, zejdą się. Miała poczucie, że ich konfl ikt to tylko jej wina. W tym samym roku ponownie wystartowała w castingu do „Klubu Myszki Miki”. Po brawurowym przesłuchaniu nic już nie stało na przeszkodzie, aby dziewczynka wystąpiła w telewizji. W programie Britney towarzyszyli m.in. Justin Timberlake i Christina Aguilera. Rozśpiewane i roztańczone towarzystwo co tydzień przyciągało przed telewizory miliony amerykańskich dzieciaków. Szefom kanału Disney to jednak nie wystarczało. Ze względu na zbyt małe przychody z reklam zdecydowali się zlikwidować show.

 

POKUSY SHOW-BIZNESU
Britney długo nie mogła dojść do siebie. Była przecież gwiazdą, o którą troszczy się sztab ludzi. Kiedy ich zabrakło, piętnastolatka wpadła w depresję. Szczególnie że musiała wrócić do liceum do rodzinnego Kentwood. Wytrzymała tam tylko rok. Znowu dzięki determinacji rodziców otworzyły się przed nią drzwi do kariery. Wróciła do Nowego Jorku i zaczęła nagrywać kasety demo. Prawie codziennie brała też udział w przesłuchaniach do kolejnych zespołów. Przez chwilę występowała w girlsbandzie Innosense. To jednak nie było to. Britney nie chciała dzielić się sławą. W końcu jej talentem zainteresowali się producenci ze znanej wytwórni Jive. Pierwsza płyta „… Baby One More Time” odniosła oszałamiający sukces. Na początku 1999 roku, niecały tydzień po premierze, kupiło ją milion fanów. „O Britney było głośno. Najpierw świetny singiel, potem cały album. Do tego atmosferę wokół niej podsycał romans z Justinem Timberlakiem z N’Sync. Wszystkie nastolatki w kraju i na świecie chciały być na jej miejscu” – wspominał dziennikarz z magazynu muzycznego „Rolling Stone”. Mimo że sztab agentów PR dbał, by w mediach Britney figurowała jako niewinna nastolatka, naprawdę miała z nią mało wspólnego. Po latach wyszło na jaw, że regularnie współżyła z Justinem – oboje zarzekali się, że dziewictwo chcą stracić dopiero po ślubie – piła alkohol i zażywała narkotyki, choć przy każdej okazji powtarzała, że używki jej nie interesują. Z czasem było jeszcze gorzej. W 2002 roku jej rodzice rozwiedli się, a kilka tygodni później Britney rozstała się z Justinem. „Puściły jej wszystkie hamulce. Nie miała już dla kogo zachowywać pozorów. Problemy pchały ją do kolejnych beznadziejnych romansów” – opowiadali byli współpracownicy gwiazdy.

ŚLEPA MIŁOŚĆ
Na początku 2004 roku Britney wzięła ślub z byłym chłopakiem z liceum Jasonem Alexandrem. Zrobili to po pijanemu w jednej z kapliczek w Las Vegas. Kiedy wytrzeźwieli, prawnicy gwiazdy unieważnili ten związek. Małżeństwo trwało 48 godzin, a Jason za milczenie dostał 500 tysięcy dolarów. Dziesięć miesięcy później powiedziała „tak” tancerzowi ze swojego zespołu Kevinowi Federline’owi. Mimo że wytrzymali ze sobą prawie trzy lata, Britney nie była szczęśliwa. Szybko zrozumiała, że mąż jest z nią tylko dla pieniędzy. Ich relacji nie poprawiły nawet narodziny synów. Sean Preston przyszedł na świat we wrześniu 2005 roku. 12 miesięcy później urodził się Jayden James. Już wtedy Kevin rzadko bywał w domu. Wolał imprezować i trwonić pieniądze żony, a Britney mimo kolejnych muzycznych sukcesów była na skraju bankructwa.

NOWE ŻYCIE
Dwa miesiące po drugim porodzie złożyła pozew o rozwód. K-Fed, jak nazwały jej męża amerykańskie media, tylko na to czekał. Walczyli prawie rok. O wszystko – podział majątku, ustalenie opieki nad dziećmi. Britney zapłaciła byłemu mężowi 20 milionów dolarów „odszkodowania”, ale w końcu 30 lipca 2007 roku była wolna. Dzieci też miały zostać przy niej. Jednak nie na długo. Już w trakcie kolejnych rozpraw świadkowie zauważyli, że z gwiazdą jest coraz gorzej. Stres i negatywne emocje sprawiły, że w końcu nie wytrzymała. Po kolejnych alkoholowo-narkotykowych ekscesach (Britney brała silne leki psychotropowe) straciła prawo do opieki nad synami. Sąd zdecydował się także ją ubezwłasnowolnić. Pieczę nad majątkiem przejął jej ojciec. Britney długo dochodziła do siebie. Dzięki najbliższym stanęła w końcu na nogi. Efektem jest nie tylko nowa płyta „Circus”, ale przede wszystkim nowe uczucie gwiazdy. W końcu zaczęła cieszyć się życiem. Pogodziła się z ojcem i zamknęła wszystkie sprawy z przeszłości. Do pełni szczęścia, jak sama twierdzi, brakuje jej jeszcze prawa do opieki nad synkami.