Każdy, kto chce dobrze urządzić swoje mieszkanie, powinien najpierw kupić odpowiedni dywan. Najlepiej perski. Dopiero później może wybrać się na poszukiwanie mebli, obrazów i elementów dekoracyjnych. Tak przynajmniej uważają niektórzy bogaci mieszkańcy Manhattanu i ich wysoko opłacani dekoratorzy wnętrz. Ale nie wszyscy, a już na pewno nie uzależniona od artystycznego klimatu Nowego Jorku Candace Bushnell. Autorka bestsellera „Seks w wielkim mieście” lubi łamać wszelkie schematy. W jej wartym miliony dolarów apartamencie w Greenwich Village jako pierwszy pojawił się... złoty świecznik w stylu art déco. W jednym ze sklepów z antykami znalazła go Susan Forristal, eksmodelka, a obecnie stylistka wnętrz. „Gdy go zobaczyłam, od razu wiedziałam, że będzie idealnie współgrać z mieszkaniem mojej klientki. Doskonale znam jej gust” – powiedziała. Miała rację. Candace nie mogła oderwać oczu od tego małego dzieła sztuki. Postanowiła, że to do świecznika dopasuje resztę przedmiotów, mebli, a na końcu dopiero dywan. I to niekoniecznie perski.

ZANIEDBANE 1200 METRÓW

Luksusowy apartament jest dla Candace przystanią życiową. Mieszka w nim z mężem, znanym tancerzem baletowym Charlesem Askegaardem i ukochanym biszkoptowym labradorem. „O takim mieszkaniu marzyłam od dawna. A szczególnie wtedy, gdy jako 19-latka przyjechałam do Nowego Jorku po raz pierwszy. Mieszkałam z trzema koleżankami w dwupokojowej klitce na rogu Broadwayu i 11 Alei. Płaciłam czynsz w wysokości 150 dolarów miesięcznie i jadłam hot dogi za kilka centów. Z zazdrością patrzyłam na modnie ubrane właścicielki penthouse’ów. Modliłam się, by kiedyś wyglądać i żyć tak jak one” – zdradziła Candace. Choć dzisiaj o jej apartamencie można przeczytać w prestiżowych magazynach wnętrzarskich, jeszcze kilka lat temu nikt nie chciał tam nawet zajrzeć. Jak śmiała się sama Bushnell, było to chyba najbardziej zaniedbane 1200 metrów kwadratowych w całym Nowym Jorku. „Gdy moja agentka nieruchomości pierwszy raz mnie tam zabrała, oniemiałam. Nastawiałam się, że zobaczę pięknie wykończony apartament w kamienicy z lat 20. Słyszałam, że w tym budynku mieszkali zamożni finansiści z Wall Street. A co zastałam? Zniszczone podłogi, obdrapane ściany, łazienkę z zardzewiałym prysznicem i obskurne szafki. A wszystko przez poprzednią właścicielkę. Urządziła tu sobie biuro, o które w ogóle nie dbała” – wspominała Candace. Mimo to od razu poczuła w tym miejscu dobrą energię. „Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Zupełnie tak samo jak w moim mężu” – zażartowała. Wiedziała jednak, że zanim się wprowadzi, czeka ją generalny remont.

CISZA NOCNA O... 20

Ekipa, którą wynajęła, najpierw odrestaurowała zabytkowe wnętrza. Powiększono także łazienkę, sypialnię i jadalnię. „Z dumą patrzyłam, jak moje mieszkanie zamienia się z zaniedbanej kanciapy w prawdziwy pałac” – powiedziała Candace. Największą frajdę sprawiły jej jednak prace wykończeniowe. Jak opętana szukała mebli i dodatków w designerskich pracowniach artystycznych i desach. Udało jej się upolować m.in. lustrzany stolik z lat 20. w sklepie z antykami Lauren Copen, a także wyprodukowaną w 1800 roku lampę w kształcie palmy. Najbardziej dumna jest jednak z XIX-wiecznego weneckiego szezlonga. Położyła na nim poduszkę, którą kupiła w słynnym sklepie ze starymi materiałami Geminola. Co wieczór siada na nim i przegląda ukochanego „Vogue’a”. „Na szczęście nie kłócimy się z mężem, kto go będzie zajmować. Ja mam swój szezlong, a on swoją sofę w stylu Ludwika XVI” – powiedziała Bushnell. Charles kupił ją od Jaya McInerneya, amerykańskiego pisarza, który jest u nich częstym gościem. Candace ma nadzieję, że będzie mieszkać w swoim apartamencie w Greenwich Village do końca życia. Przyznała, że dopiero tutaj czuje się swobodnie i bezpiecznie. Żałuje tylko, że po godzinie 20 nie może puszczać głośno muzyki. To zasada obowiązująca od dawna. A wszystko przez mieszkających tu 80 lat temu młodych finansistów, którzy urządzali w budynku głośne imprezy.