Komórka pani prezydentowej Francji dzwoniła bez przerwy. Dzień po światowej premierze jej trzeciego albumu „Comme si de rien n’était” („Jak gdyby nic się nie stało”) rodzina, a także najbliżsi przyjaciele już od rana gratulowali Carli odwagi. Byli z niej dumni, że jako żona prezydenta nie zrezygnowała ze swoich ambicji zawodowych. Uważali, że i tym razem odniesie podobny sukces jak dwa lata temu, gdy wydała płytę „No Promises”. „Bardzo nastrojowa, eteryczna i godna uwagi” – pisano wtedy o skomponowanych przez nią gitarowych balladach. Z życzeniami dla pani Sarkozy zadzwonił również jej ekspartner Raphaël Enthoven, profesor filozofii i ojciec ich syna Auréliena, oraz żona Tony’ego Blaira. Z tego ostatniego telefonu Carla cieszyła się najbardziej. „Cherie powiedziała mi, że powinnam robić dokładnie to, co kocham. Gdy jej mąż został premierem, też zastanawiała się, czy powinna dalej pracować, czy zrezygnować z własnych ambicji. W końcu wybrała karierę prawniczą. Cherie bardzo mnie tym zainspirowała” – zdradziła piosenkarka. „Dodała jeszcze, że mam się nie przejmować złośliwymi komentarzami na swój temat, bo takie na pewno też się pojawią.” I miała rację. Kilka dni po tym, jak najnowsza płyta trafiła do sklepów, w gazetach na całym świecie ukazały się miażdżące recenzje. „Nudna, wyblakła i nagrana z pobudek czysto komercyjnych” – pisali dziennikarze z francuskiego „Libération”. „Poprzednie albumy, w przeciwieństwie do „Comme si de rien n’était”, miały swój niepowtarzalny klimat i styl. Może to znak, że żona Sarkozy’ego, zamiast śpiewać, powinna, tak jak inne pierwsze damy, zrezygnować z pracy i zająć się działalnością charytatywną?” – radzili złośliwie. A co na to Carla? Czy 40-letnia gwiazda usunie się w cień prezydenta i zamknie w czterech ścianach Pałacu Elizejskiego?

WIEDZIAŁA, CZEGO CHCE

„Ależ skąd! – zapewnia jej matka, słynna pianistka Marisa Bruni Tedeschi. – Moja córka nie pozwoli, by ktokolwiek decydował za nią i mówił, co ma robić.” Podobnego zdania są Francuzi, którzy śledzą poczynania pięknej i zabójczo inteligentnej Carli od dawna. W końcu osobą publiczną nie stała się z dnia na dzień. Już będąc kilkulatką, wzbudzała zainteresowanie prasy. Najpierw jako mała, słodka dziewczynka, siedząca w pierwszym rzędzie na koncertach swojej matki, a potem jako popularna modelka pracująca dla Versace i Diora. W ciągu trwającej dwanaście lat kariery na wybiegu była nie tylko jedną z najlepiej zarabiających muz projektantów (rocznie na jej konto wpływało ok. 7,5 mln dolarów), ale także jedną z najbardziej przykuwających uwagę kobiet. I to nie tylko ze względu na oryginalną urodę. „Różniła się od innych długonogich piękności. Gdy one zaczytywały się w babskich pismach i tanich romansidłach, Carla pochłaniała dzieła Dostojewskiego” – wspominał Michel Comte, autor słynnego zdjęcia nagiej Bruni, które zostało niedawno sprzedane za 91 tys. dolarów w domu aukcyjnym Christie’s. – Poza tym ta dziewczyna zawsze wiedziała, czego chce. Gdy ktoś ją zdenerwował, potrafiła napyskować. Ale robiła to z dużym wdziękiem” – dodał.

NIE GŁOSOWAŁAM NA SARKO!

Odwaga w wypowiadaniu kontrowersyjnych opinii i cięte riposty jeszcze do niedawna były jej specjalnością. Francuzi doskonale pamiętają, jak na krótko przed poznaniem prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego Carla głośno krytykowała jego politykę i centroprawicową partię Union pour un Mouvement Populaire, której przewodniczył do maja 2007 roku. Nigdy nie ukrywała, że została wychowana w lewicowym duchu. „Moi rodzice byli w szoku, gdy dowie-dzieli się, kto jest wybrankiem ich córki. Nie mogli uwierzyć, że wyszłam za mąż za konserwatystę” – opowiada z rozbawieniem. Przyznała także, że w zeszłym roku w wyborach prezydenckich głosowała na największą rywalkę swojego męża, socjalistkę Ségolène Royal. Nie podobały się jej również niektóre flagowe projekty prawicowego rządu. Jak choćby ten wprowadzający testy DNA dla wszystkich imigrantów pragnących osiedlić się we Francji. „To upokarzające” – mówiła publicznie.

WZOROWA PIERWSZA DAMA

 

A jaka jest dzisiaj żona głowy państwa? No cóż, jej przyjaciele i najbliżsi są zdania, że przeszła wielką metamorfozę. Z femme fatale, kochającej przelotne romanse (nie jest w końcu tajemnicą, że wybrańcami jej serca byli m.in. Mick Jagger, Donald Trump i Eric Clapton), zamieniła się w opanowaną i stonowaną pierwszą damę. „Już nie mogę sobie pozwolić na impulsywne wypowiedzi. Nawet jeśli się nie zgadzam z przekonaniami Nicolasa, muszę zachować powściągliwość. Kocham go i nie chcę w żaden sposób mu zaszkodzić” – powiedziała niedawno w wywiadzie dla jednego z włoskich magazynów kobiecych. Na łamach francuskiego dziennika „Libération” opowiadała natomiast o kolacjach z artystami, jakie organizuje dla swojego męża i jego współpracowników. Chce zbliżyć w ten sposób do siebie te dwa światy: konserwatywnej polityki i liberalnej bohemy. Jako gwiazda estrady nie ma także zamiaru sięgać po szokujące metody autopromocji. Nie zgodziła się na przykład na propozycję swojego menedżera, który chciał, by na okładce najnowszego albumu pojawił się napis: „Możecie kochać Carlę Bruni, lecz niekoniecznie prezydenta Sarkozy’ego”. „To byłoby zbyt prowokacyjne”– uznała. Na każdym kroku podkreśla także, że piosenki z „Comme si de rien n’était” nie mają drugiego dna i absolutnie nie opisują jej obecnego małżeństwa. Zrezygnowała również z trasy koncertowej, bo według niej tego typu promocja byłaby niena miejscu. Wszystko więc wskazuje na to, że nie pojawi się na scenie aż do 2012 roku, czyli do końca kadencji prezydenckiej swojego męża.

KOLEJNA PŁYTA? A MOŻE...

„Co dalej w takim razie z karierą Carli?” – pytają Francuzi, którzy emocjonują się prywatnym życiem Sarkozych. Zastanawiają się, czy fatalne recenzje spowodują, że pierwsza dama schowa gitarę do szafy i zapomni o śpiewaniu? Przyjaciele piosenkarki są jednak zdania, że nic takiego nie nastąpi. Po pierwsze dlatego, że Carla ma przy sobie kochającego mężczyznę, który wspiera ją na każdym kroku i nigdy nie pozwoliłby na to, by zrezygnowała ze swoich planów. Po drugie, krytyka dziennikarzy w ogóle jej nie obchodzi. „Co z tego, że nikt nie powiedział nic dobrego o jej najnowszej płycie, skoro i tak uplasowała się na trzecim miejscu na liście najlepiej sprzedających się albumów we Francji” – twierdzą producenci krążka z wytwórni Naive. A po trzecie? No właśnie, nawet jeśli Carla zrobi sobie przerwę w karierze, to tylko dlatego, że być może zajmie się... wychowaniem potomka. Powiedziała niedawno, że chciałaby zajść w ciążę. „Mój 7-letni syn Aurélien marzy o tym, by mieć brata lub siostrę” – zdradziła. Choć skończyła 40 lat i wie, że nie będzie to już takie proste jak kilka lat temu, to jest gotowa zrobić wiele, by urodzić Nicolasowi dziecko. Może dzięki temu zamknęłaby usta złośliwcom, którzy uważają, że związek Carli Bruni i Sarkozy’ego to bańka mydlana. Bańka, która może pęknąć w każdej chwili.