Carla Bruni lubi pokazywać się u boku znanych i pożądanych mężczyzn. Lista jej kochanków i partnerów jest imponująca. Rockmani: Mick Jagger, Eric Clapton, milioner Donald Trump, aktorzy Kevin Costner i Vincent Pérez, książę Albert z Monako. "Mężczyźni są moimi muzami, inspirują mnie do twórczej pracy, do pisania i komponowania? ? tłumaczy eksmodelka. Czy Nicolas Sarkozy jest także twórczą inspiracją? ?To prawdziwe uczucie" - przekonuje Marisa Borini, matka piosenkarki. Włoskim dziennikarzom zdradziła, że Sarkozy oświadczył się Carli. To tłumaczyłoby pierścionek Diora z brylantem, który pojawił się na palcu gwiazdy podczas niedawnej podróży do Luksoru. Prezydent miał dostać od narzeczonej zegarek Patek Philippe. O ślubie planowanym na 8 lub 9 lutego doniósł tygodnik "Le Journal du Dimanche", którego właścicielem jest Arnaud Lagard're, bliski przyjaciel Sarkozy'ego. Marisa Borini widzi już córkę w Pałacu Elizejskim. "Jeśli Carla ma zostać pierwszą damą, musi mieć zapewnioną swobodę. Ona nie porzuci muzyki i poezji. Na szczęście Nicolas widzi w niej nie tylko piękną kobietę, ale też artystkę" - mówiła magazynowi "People".

Bruni i Sarkozy poznali się pod koniec 2007 rokuna przyjęciu u Jacques'a Séguéli, znajomego biznesmena, legendy europejskiego marketingu politycznego. I właśnie te okoliczności budzą podejrzenia. Séguéla dwukrotnie pomógł zwyciężyć w wyborach prezydenckich François Mitterrandowi. Francuskiego specjalistę uważa się też za współautora sukcesu Aleksandra Kwaśniewskiego w 1995 roku. Séguéla w drugiej turze głosował na Sarkozy'ego i nie szczędził pochwał pod jego adresem. Czy został sekretnym doradcą polityka? Jeśli tak, gorący romans mógłby być elementem strategii poprawiającej wizerunek pierwszego rozwiedzionego prezydenta Francji. A piosenkarce pomógłby w promocji nowej płyty zapowiadanej na sierpień tego roku.

Na pierwszą randkę Sarkozy zaprosił Carlę do La Lanterne, rezydencji położonej nieopodal Wersalu. Zabawiała gości, śpiewając liryczne piosenki ze swojej ostatniej płyty "No Promises". "Tak, jesteśmy parą", potwierdzała tydzień później nagabywana przez dziennikarzy Bruni. A konserwatywny dziennik "Le Figaro", który ma opinię najlepiej poinformowanego o tym, co się dzieje w Pałacu Elizejskim, zamieścił artykuł pod tytułem "Carla Bruni - dziewczyna prezydenta". Tuż przed świętami para pojawiła się w podparyskim Disneylandzie. Roześmiana Carla trzymała za rękę swojego 6-letniego syna Auréliena. Towarzyszyła im także jej mama Marisa. Następnego dnia zdjęcia z "rodzinnej" wyprawy znalazły się we wszystkich francuskich gazetach. Wywołały żarty i złośliwe komentarze. Bo niechęć do prezydenta wybuchła już po 15 października i orzeczeniu rozwodu z Cécilią Ciganer-Albéniz, która pomogła mu wygrać wybory. Wkrótce piękne przyjaciółki 53-letniego Sarkozy?ego mijały się w drzwiach Pałacu Elizejskiego. Wydawało się, że polityk zwiąże się z Laurence Ferrari ? popularną dziennikarką telewizji Canal Plus, z którą w listopadzie 2007 roku spędził urlop w Maroku. Kiedy kilka tygodni później bawił z Bruni w Euro Disneylandzie, prasa nazwała go Don Juanem XXI wieku. Nawet tolerancyjnych Francuzów zaszokowało tempo, w jakim Nicolas podbija serca kolejnych kobiet. Carla Bruni lubi o sobie mówić, że jest "drapieżnym zwierzęciem". Wkrótce okaże się, czy zdoła poskromić temperament prezydenta Francji, w którego żyłach płynie gorąca węgierska krew.

Pikanterii dodaje fakt, że piosenkarka swojego ostatniego partnera Raphaëla Enthovena, profesora filozofii, odbiła Justine Lévy, córce Bernarda-Henri Lévy, słynnego francuskiego intelektualisty. Porzucona żona opisała Bruni w bestsellerowej powieści "Rien de grave". Mówił o tym cały Paryż, bulwersując się nie tyle zdradą, ile faktem, że Bruni związana była wcześniej z ojcem Raphaëla, Jeanem-Paulem Enthovenem... Wydawało się, że u boku przystojnego filozofa Carla znalazła spokój i szczęście. "Komuś takiemu jak on wybaczyłabym nawet zdradę, choć wolałabym o niczym nie wiedzieć" - śpiewała o Raphaëlu na swojej pierwszej płycie. Chwaliła go za to, że nie jest zaborczy i potrafi zająć się ich synkiem. Teraz Francuzi zastanawiają się, czy na nowej płycie artystki znajdzie się utwór dedykowany Sarkozy'emu. "Od czasu do czasu jestem monogamiczna" - lubi powtarzać Bruni. A jednocześnie nie ukrywa, że namiętność gaśnie u niej równie szybko, jak się pojawia.

Uczucie najgorętszej pary Francji rozkwitło pod piramidami. Podczas świątecznych ferii Bruni i Sarkozy wraz z matką polityka i jego synem zwiedzali Dolinę Królów w Luksorze, piramidy w Gizie, a w kurorcie Sharm el-Sheikh spacerowali za rękę nad brzegiem morza. Potem spędzili weekend na romantycznej wyprawie do jordańskiej Petry. Za każdym razem sprawiali wrażenie zadowolonych z obecności fotoreporterów. Chętnie przystawali i pozowali do zdjęć. Politykowi wysoka (178 cm wzrostu) eksmodelka dodawała seksapilu. 23 grudnia Carla obchodziła 39. urodziny. Prawdopodobnie właśnie ta okazja skłoniła Sarkozy?ego do oświadczyn. "Panie prezydencie, nie widzę powodu, aby panu odmówić" - miała odpowiedzieć Bruni.

 

Nie zamierzam wychodzić za mąż - deklarowała w latach 90. Była wtedy gwiazdą wybiegów. Podczas jednego z pokazów przykuła uwagę Micka Jaggera. Ona miała 26 lat, gwiazdor rocka 51. Ich romans poruszył świat show-biznesu. "Nie rozumiem, o co ten hałas. Przecież po świecie chodzi osiem tysięcy innych 'przyjaciółek' Micka" - żaliła się Carla. Jednak to ona uchodziła za kobietę, która zamierza ukraść męża Jerry Hall. Naraziła się na niechęć ze strony swojego środowiska, ale się tym nie przejęła. "Małżeństwo to absurd, wcale nie wiąże ludzi, raczej odwrotnie - przypomina więzienie" - mówiła Bruni. Jej poglądy na życie niejednokrotnie bulwersowały otoczenie: "Nie mam nic przeciwko skokom w bok - głosiła. Dodają pieprzu stałym związkom. Jeśli masz ochotę się z kimś przespać, to lepiej zrób to od razu". Afera z Jaggerem nie miała wpływu na karierę Carli top modelki. W ciągu 12 lat aż 17 razy pojawiła się na okładkach prestiżowych magazynów mody. Była twarzą Chanel, Diora i Versace. Pracowała też dla Valentino, Paco Rabanne'a, Givenchy, Yves Saint Laurenta, Johna Galliano. "W karierze modelki najbardziej lubiłam podróże", wspomina. Nigdy nie stosowała żadnej diety, paliła papierosy i piła alkohol. Uchodziła za intelektualistkę. Imponowała oczytaniem i biegłą znajomością angielskiego, włoskiego, francuskiego i hiszpańskiego. Zwykła mawiać, że jej ojczyzną jest piękno, a nie kraj. Fotografowie nazywali ją złodziejką światła, bo gdziekolwiek się pojawiła, skupiała na sobie uwagę ludzi i kamer. Na wybiegach światowych stolic mody zarobiła fortunę, choć pieniądze nigdy nie były dla niej problemem. Jako córka multimilionera Alberta Bruni Tedeschiego, współwłaściciela włoskiego koncernu Pirelli, nie musiała pracować. "Czułam się uzależniona od sławy i zachwytu, jaki wzbudzałam - tłumaczy. - Ale w tej branży kobieta koło trzydziestki traktowana jest jak starsza pani. Wycofałam się, bo przestano mi oferować zadowalające kontrakty". Od 2003 roku jej nową pasją jest muzyka.

Śpiewające modelki nie budzą zaufania do ich talentu. Wystarczy wspomnieć próby Naomi Campbell czy nieudaną piosenkę "I Am What I Am" Karen Mulder. Ale nie Carla Bruni. Skomponowane przez nią ballady uwodzą melancholijnym nastrojem. Atutem jest też głos artystki: lekko chropawy, niski, bardzo erotyczny. Album "Quelqu'un m'a dit" sprzedał się w Europie w 1,5 mln egzemplarzy. W zeszłym roku Bruni wydała drugą płytę "No Promises", która również okazała się sukcesem. "Muzyka otaczała mnie, jeszcze zanim przyszłam na świat" - mówi piosenkarka, wspominając rodzinny dom. Jej mama Marisa jest pianistką, siostra Valerie utalentowaną aktorką, a brat Virginio grafikiem. Ojciec w wolnych chwilach z pasją komponował. Dziś Carla, po latach spędzonych w podróżach, lubi zaszyć się w domu z gitarą. W Paryżu ma apartament nieopodal Pałacu Elizejskiego. Przypadek? Może przeznaczenie? Tym razem kolekcjonerka męskich serc mierzy bardzo wysoko.