Kilka dni wcześniej do mediów trafiło oświadczenie podpisane przez piosenkarza. „Jest mi strasznie przykro, że doszło to takiego wydarzenia" - kajał się. W rozmowach ze znajomymi próbował jednak wybielić swoje zachowanie. Przyznał, że całe zdarzenie to wina... Rihanny. „Ma ponoć strasznie wybuchowy charakter, a przed Grammy kłócili się regularnie. Dochodziło nawet do rękoczynów. Feralnego wieczoru wyrzuciła kluczyki od jego wypożyczonego Lamborghini. To przelało czarę goryczy" - szeptali przyjaciele. Teraz „krewcy" kochankowie spotkają się, po raz pierwszy od tamtej nocy, w sądzie. „Rihanna będzie zeznawać, ale wszystko wskazuje na to, że nie będzie chciała go pogrążyć. Chris nie pójdzie do więzienia" - opowiadał znajomy piosenkarki. On jednak i tak ma powody do obaw. Dostał już kilka pogróżek, z których najłagodniejsze obiecują mu taki sam los, jaki zgotował ukochanej. „Jest też jedna, z której wynika, że powinien zacząć obawiać się o własne życie" - przyznał adwokat Chrisa.