Conversy można bez przesady nazwać trampkami stulecia. Nie tylko dlatego, że w tym roku rzeczywiście świętują setne urodziny. Są wyjątkowe, bo wszyscy je rozpoznajemy, a wielu z nas nosiło je lub nosi. Recepta na kultowe trampki jest prosta: gumowa podeszwa, czarne płótno, okrągłe gumowe logo z pięcioramienną gwiazdą. W takiej lub nieco zmodyfi kowanej wersji istnieją od 1908 roku. Z ich powstaniem związana jest legenda. Kiedy Marquis Mills Converse, przemysłowiec z Massachusetts, przewrócił się na śliskich schodach, był tak wściekły, że postanowił wynaleźć buty, które się nie ślizgają. Wpadł na pomysł gumowej podeszwy.

BUTY SPORTOWCÓW
Trampki były odpowiedzią na potrzebę tamtych czasów, bo coraz więcej ludzi chciało uprawiać sporty, ale nie było dla nich specjalnego obuwia. Koszykarze, zmuszeni grać w zwykłych skórzanych butach, narzekali na kontuzje i obtarcia. Tenisówki Converse reklamował, sprzedawał i udoskonalał Chuck Taylor. Ten młody koszykarz sam zgłosił się do pracy w firmie w 1917 roku. Szybko został jej przedstawicielem i kimś, kogo dziś nazwalibyśmy twarzą. Do dziś jego podpis widnieje na logo butów obok słynnej gwiazdki. Od tamtych czasów kultowe trampki wykonano w setkach kolorów, wzorów i materiałów, ale ich kształt nie zmienił się zasadniczo. I choć żaden zawodowy koszykarz nie włożyłby dziś conversów, legendarne buty nie przestają być modne. Tyle że robią karierę w zupełnie innych środowiskach.

BUTY BUNTOWNIKÓW
Ulubione buty koszykarzy z czasem stały się sztandarowym obuwiem wszelkiego rodzaju buntowników. Trudno zgadnąć, czy z powodu niskiej (w tamtych czasach) ceny, czy dostępności, czy też nieco plebejskiego charakteru. Dość powiedzieć, że nosili je przedstawiciele wszystkich młodzieżowych subkultur. Conversy są symbolem bycia cool bez względu na płeć, manifestację luzu i kontestacji. Długo jednak nie kojarzono ich z czymś seksownym, ale i to się zmieniło, kiedy zaczęli w nich paradować James Dean czy Elvis Presley. Nosili je zarówno hipisi, jak i zwolennicy punka i grunge’u, aż po hiphopowców. To w nich spędzał swe ostatnie chwile Kurt Cobain. Dziś nadal są ulubionym obuwiem nastolatków (patrz bohaterka filmu „Juno”) lub tych, którzy stylizują się na młodzież (patrz Kuba Wojewódzki w reklamie). Podobno aż 60 proc. Amerykanów ma przynajmniej jedną parę conversów, a w ciągu stu lat sprzedano ich prawie miliard. Repetto także niedawno świętowały okrągły jubileusz 60-lecia. Pierwsze baletki tej firmy wymyśliła jej założycielka Rose Repetto na prośbę syna, tancerza i choreografa Rolanda Petit. Był rok 1947. Buty szybko zyskały renomę wśród tancerzy. Tańczyli w nich Rudolf Nuriejew, Carolyn Carlson, Michaił Barysznikow. Do dzisiaj fi rma jest ofi cjalnym dostawcą butów dla baletów Paryża, Lyonu, Marsylii i Bordeaux. Jednak prawdziwa rewolucja Repetto nie wiąże się z baletem.

BALETKI DLA BARDOTKI
Pewnego razu do salonu fi rmy przyszła 22-letnia wtedy Brigitte Bardot. Zamówiła buty szyte na miarę – lekkie jak do tańca, ale dużo bardziej sexy. Specjalnie dla niej stworzono baleriny pokryte czerwonym lakierem. Bardot wystąpiła w nich w filmie „I Bóg stworzył kobietę” Rogera Vadima w 1956 roku. Z dnia na dzień wdzięczne balerinki stały się sensacją, tak jak sensacją była sama aktorka. Wszystkie dziewczęta we Francji chciały wyglądać jak ona. Wkrótce okazało się, że nie tylko dziewczęta. Firma oferowała także sznurowaną wersję butów dla mężczyzn. Jej najsłynniejszym wielbicielem został Serge Gainsbourg. Jak głosi legenda, do butiku Repetto przyprowadziła go Jane Birkin. Gdy piosenkarz zmierzył buty, nie chciał już nosić nic innego, rocznie zużywał podobno 30 par. Repetto upodobał sobie także dandys tamtych czasów Mick Jagger. Natomiast używane do dzisiaj logo firmy stworzyła słynna malarka surrealistka Leonor Fini.

PRZEDMIOT POŻĄDANIA
Repetto od początku były przeznaczone dla bardziej elitarnego grona, także z powodu ceny – od 100 euro. Firma zawsze cieszyła się opinią twórcy doskonałych butów do tańca, choć nie zawsze była obecna w modzie. W latach 80. kojarzono ją głównie z obuwiem dla starszych, konserwatywnych dam. Trzeba było współpracy z wybitnymi projektantami: Isseyem Miyake, Yohji Yamamoto czy Comme des Garçons, żeby przywrócić jej splendor. Teraz, gdy od kilku sezonów przeżywamy wielki renesans balerinek, marka Repetto znów jest przedmiotem pożądania. Kochają je ikony mody: Cameron Diaz, Karen Mulder, Kate Moss. Céline Dion zamówiła od razu 36 par, Sarah Jessica Parker nosiła je oczywiście w filmie „Seks w wielkim mieście”. „Dziękuję Repetto, że mogłyśmy poczuć się jak tancerki” – napisała Brigitte Bardot z okazji 60- lecia firmy. Współczesne gwiazdy najwyraźniej znów chcą się tak czuć.

A więc firma Repetto czy Converse? Odpowiedź jest prosta: jedna i druga. W modzie nie trzeba już wybierać. Dzięki butom i ich legendzie możemy poczuć się jak tancerki albo buntowniczki i nikt już nie wymaga opowiadania się po którejkolwiek ze stron.