DANUTA STENKA Flirt pięknie odmładza

Udostępnij

Kiedyś byłam pozamykana, usztywniona. Wszystkim się przejmowałam, dużo było we mnie lęku, strachu. Dostawałam pochwały, nagrody, a wciąż byłam z siebie niezadowolona. Tamtej Danki już nie ma...

DANUTA STENKA Flirt pięknie odmładza

Skończyła 47 lat i bez żadnych oporów przyznaje się do wieku. Na co dzień chodzi bez makijażu, w dżinsach i płaskich butach. Tylko na premierach jest kobietą glamour. Teraz możemy ją oglądać w podwójnej roli sióstr bliźniaczek w komedii „Idealny facet dla mojej dziewczyny”. A jesienią zobaczymy ją w filmie o Irenie Sendlerowej „Dzieci pani Ireny”. Wcześniej, bo już 19 kwietnia – w rocznicę wybuchu powstania w warszawskim getcie – film wyemituje telewizja CBS. Koprodukcję polsko-amerykańską reżyserował John Kent Harrison, autor filmu „Jan Paweł II” z Jonem Voightem. Danuta Stenka zagrała tam postać Haliny Rosenfeld, żony rabina, która mieszka z rodziną „za murami”. Z mężem i córką muszą podjąć dramatyczną decyzję o powierzeniu dziecka Sendlerowej. Ta rola może być początkiem międzynarodowej kariery Stenki. Beata Pisula, polska producentka, twierdzi, że reżyser filmu był zachwycony jej grą, porównał ją nawet do Meryl Streep.

GALA: Obchodziła pani niedawno dwudziestą rocznicę ślubu...

DANUTA STENKA: Zaraz policzę... W sierpniu ’88 braliśmy ślub cywilny, a w październiku ’89 kościelny. Czyli jedna dwudziestka już była. Oboje z mężem zapomnieliśmy o rocznicy cywilnego. Przypomnieliśmy sobie po trzech, czterech dniach. Spędziliśmy miły wieczór, napiliśmy się wina, pogadaliśmy.

GALA: Powiedzieliście sobie, że to były dobre lata?

DANUTA STENKA: Lata były i lepsze, i gorsze, ale nasze wspólne. To, że chcemy iść nadal razem, mówi samo za siebie. Rzadko używamy wielkich słów. Na ogół o uczuciach mówimy w lekkiej, nawet żartobliwej formie. A jeśli serio, to krótko. Zdarzają się tarcia, spory, wydeptujemy sobie własne terytoria, ale w gruncie rzeczy pielęgnujemy nasz związek. Mam tylko nadzieję, że żaden kamyk w te tryby nie wpadnie i maszyna się nie zatrzyma ani nie popsuje. Wierzę, że zostaliśmy wymyśleni dla siebie. Dwie połówki jabłka, które miały się spotkać.

GALA: Przypadek sprawił, że się poznaliście. Była pani aktorką teatru w Szczecinie i przyjechała na festiwal do Torunia. Weszła pani do pubu, pan Janusz już tam siedział.

DANUTA STENKA: Kolega, z którym przyszłam, przedstawił nas sobie. Janusz po 15 minutach zaproponował mi wspólny wyjazd na wakacje. Wyglądał jak chłopię z 10 lat ode mnie młodsze. Pomyślałam: „I cóż ty, synku, sobie wyobrażasz, że tak zarządzasz moim życiem ?!”. Drażniła mnie ta jego natarczywość. Krępowała. Wpadł mi w oko, dlatego mnie wkurzał, że tak sobie swobodnie poczyna. A do tego byłam piekielnie zdenerwowana spektaklem, który mnie czekał następnego dnia.

GALA: Spotkaliście się jeszcze raz w Toruniu?

DANUTA STENKA: Następnego dnia rano wpadł do teatru na naszą próbę, żeby zaprosić nas po spektaklu do siebie. Urwaliśmy się z jego własnej imprezy i przywitaliśmy świt nad Wisłą. Później przyjechał do mnie w wakacje i pojawiła się, po raz pierwszy w życiu, dziwna pewność, że będzie moim mężem.

GALA: Strach pomyśleć, przecież mogła pani w ogóle nie przyjść do tego pubu.

DANUTA STENKA: Głęboko wierzę, że wszystko, co dzieje się w moim życiu, dzieje się po coś, i to, co mnie spotyka, musiało się wydarzyć, bo zostało dla mnie wymyślone.

GALA: Czyli nie przypadek, ale przeznaczenie?

DANUTA STENKA: Tak, zdecydowanie przeznaczenie. Kiedy patrzę na swoje życie z lotu ptaka, widzę, że wszystko, co się w nim wydarzyło, było konieczne. Również złe, trudne momenty. Życie układa się w przedziwną całość.

GALA: Po maturze przez rok uczyła pani rosyjskiego w rodzinnym Gowidlinie. Jak mogłoby wyglądać teraz pani życie na Kaszubach?

DANUTA STENKA: Wiele razy o tym myślałam. Lubię zastanawiać się nad różnymi wariantami życia, snuć alternatywne historie. Jak w filmie Kieślowskiego „Przypadek”, gdzie wszystko zależy od pięciu sekund na peronie. Czy główny bohater zdąży wsiąść do pociągu, czy nie? Gdybym została w Gowidlinie, dziś byłabym nauczycielką, tak jak moja mama. Tylko nie tak dobrą. Chciałam iść w jej ślady. Nie marzyłam, by zostać aktorką.

GALA: To byłoby gorsze życie?

DANUTA STENKA: Pewnie nie, choć nie miałabym takich możliwości wewnętrznego dojrzewania i odnalezienia siebie. W tym pomógł mi mój zawód. Lubię tę robotę, to dłubanie w człowieku.

GALA: Ma pani piękne życie: kochający mąż, dwie wspaniałe córki, ważne role, kariera, pieniądze. Szczęściara z pani.

DANUTA STENKA: Szczęściara, ale już odpukuję. Los niewątpliwie mi sprzyja. Lubię swoje życie, ze wszystkim, co mi przyniosło, z jego jasnymi i ciemnymi stronami. Mówię o tym głośno, od lat, drukowanymi literami i z wykrzyknikiem na końcu. Czasem nawet się zastanawiam, czy aby nie zaciągam jakiegoś długu, który kiedyś będę musiała spłacić. Nie wiem...

GALA: Pani ukochane chwile?

DANUTA STENKA: Najprostsze, żadne tam wyjazdy do egzotycznych krajów, narty na lodowcu czy zdobywanie Mount Everestów. Kocham po prostu wolny wieczór z całą moją rodziną. A najlepiej, gdy są co najmniej ze trzy wolne dni. Lubimy być ze sobą. Siedzimy, gadamy z córkami do nocy, oglądamy filmy, wygłupiamy się, kłócimy. Cieszę się, że z moimi dziewczynami można już tak dojrzale rozmawiać.

GALA: Co pani szczególnie lubi w swoich córkach?

 

DANUTA STENKA: To, że są wrażliwe, dobre i mądre. Uważnie je obserwuję, słucham tego, co mówią. We wrześniu zmarł mój teść i myślę, że ten czas odchodzenia dziadka w naszym domu był dla nich nieprawdopodobną lekcją pięknego życia. Widziały, jak wiele można dać starszemu człowiekowi, jak ojciec staje się w pewnym momencie dzieckiem, a syn jego opiekunem, ile w tej udręce może być głębokiej miłości. Dziadek siedział już półprzytomny na tarasie, patrzył na roślinki, a Paulina i Wiktoria tak bardzo chciały go przywrócić do życia, grały z nim w karty, układały jego zdjęcia w albumie. Oboje z mężem pielęgnujemy w nich tę wrażliwość. Przez chwilę bałam się, że może za mały nacisk kładziemy na to, żeby miały mocne łokcie. Wejdą w brutalny świat i nie będą umiały walczyć.

GALA: Połączyć wrażliwość z siłą to wielka sztuka.

DANUTA STENKA: To możliwe. Najważniejsze to pomóc im ukształtować w sobie mocne poczucie własnej wartości. Żeby każdej było przede wszystkim dobrze z samą sobą, żeby były szczęśliwe wewnętrznym szczęściem, niezależnym od okoliczności. To punkt wyjścia. Jeżeli będą lubiły siebie, dobrze czuły się ze swoim człowiekiem w środku, to da im siłę. Siłę, która nie atakuje, nie niszczy innych, ale która pozwala iść bez lęku własną drogą. Pomimo przeciwności. Chciałabym, żeby z takim poczuciem wyfrunęły z domu. A co się później stanie? To już splot przypadków czy, jak wolę myśleć, przeznaczenie.

GALA: Zawsze przyznawała się pani do wieku. Kilka miesięcy temu skończyła pani 47 lat. To dobry wiek dla kobiety?

DANUTA STENKA: Dziś myślę, że każdy wiek jest dobry. Ale powiem pani, że ukończenie trzydziestki nieźle mnie przeraziło. Myślałam, że to już koniec, emerytura, siwe włosy, zęby do kosza (śmiech). Czterdziestka mnie rozśmieszyła. Pamiętam, miałam wtedy próby z Gabrysią Kownacką i Izabellą Cywińską. Powiedziałam im, że to trochę dziwne, ale w ogóle nie czuję się zagrożona przez tę czterdziestkę, nie myślę, że coś się kończy, przeciwnie, dobrze mi z tym. Na co Gabrysia, trochę starsza ode mnie, mówi: „A wiesz, jak mnie jest dobrze w moim wieku?”. Na to Iza Cywińska: „Dziewczynki, ale nie macie pojęcia, jak w moim wieku jest dobrze”. Coś w tym chyba jest.

GALA: Wiele kobiet po czterdziestce nie przyznaje się do wieku.

DANUTA STENKA: Na pewno nie jest dobrze, kiedy nie ma wewnętrznej zgody na swój wiek. Niedawno rozmawiałam na ten temat z moimi dwiema przyjaciółkami. Pytam jedną z nich: „Ile ty właściwie masz lat?”. Coś tam zaczęła kręcić. Mówię: „Człowieku, ty się składasz z twojego ciała, duszy, umysłu, imienia, nazwiska, przyjaciół, dzieci, pracy i twojego wieku też. Jeżeli będziesz chciała mieć o kilka lat mniej, to będzie tylko pozór, a ty, pozornie o tych kilka lat młodsza, nie będziesz sobą, będziesz falsyfikatem”. Ja, Danuta Stenka, to ta, która między innymi w październiku skończyła 47 lat. Nie mogę mieć 43, bo to nie jestem ja.

GALA: Są chwile, kiedy jeszcze czuje się pani dziewczyną?

DANUTA STENKA: Nawet dziewczynką! Ja tę Dankę Stenkę z warkoczykami pielęgnuję w sobie na potęgę. Nie chcę jej zgubić, nie tylko w życiu, ale i w zawodzie. To naprawdę ważne: pielęgnować w sobie dziecko. Pięknie zostało powiedziane w Ewangelii: „Jeśli nie będziecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego”. Coś w tym jest. Jakie są dzieci? Szczere, ufne, patrzą szeroko otwartymi oczami, ciekawe wszystkiego, autentyczne i żarliwe. Są czystą energią i prawdą.

GALA: Oglądałam pani zdjęcia sprzed 10 lat, po urodzeniu Wiktorii. Teraz wygląda pani dużo młodziej.

DANUTA STENKA: Niedawno Paulina oglądała z przyjaciółką moje jeszcze starsze zdjęcia. Asia podobno powiedziała: „Twoja mama wygląda teraz o wiele lepiej niż kiedyś”. Bo kiedyś byłam pozamykana, usztywniona. Czułam w sobie jakiś przykurcz. Wszystkim się przejmowałam, dużo było we mnie lęku, strachu. Dostawałam pochwały, nagrody, a wciąż byłam z siebie niezadowolona. Umiałam usprawiedliwić cały świat, a wobec siebie byłam bezlitosna. Tamtej Danki już prawie nie ma. Ta dzisiejsza po prostu lubi siebie, akceptuje taką, jaka jest, i pewnie to jest w jej twarzy, oczach...

GALA: Zwolniła pani trochę tempo?

DANUTA STENKA: Kiedy zaglądam do swojego kalendarza, wygląda na to, że nie. Niemal każdego dnia wyjeżdżam z domu rano i wracam około 22–23. Ale nie pozwalam już sobie na trzy miesiące pracy bez jednego dnia przerwy. A zaczęło się od bezsenności. Przez ponad pięć lat sypiałam w nocy najwyżej trzy godziny, zdarzało się, że tylko godzinę. I wtedy moja agentka wysłała mnie do kosmetyczki.

GALA: Zasnęła pani?

DANUTA STENKA: Położono mnie na łóżku, w gabinecie unosił się zapach kadzidełek, w tle łagodna muzyka i zaczął się zabieg. Odpłynęłam. Spałam jak niemowlę przez całe dwie godziny. Wiedziałam, że będę tam wracać. Od niedawna rezerwuję sobie też czas na masaże. Uwielbiam to. Zamykam za sobą drzwi gabinetu i zapominam o całym świecie. Cudowny czas tylko dla mnie.

GALA: Mężczyźni panią kochają, a kobiety chcą wyglądać jak Danuta Stenka. Zdradzi pani więcej sekretów świetnego wyglądu?

DANUTA STENKA: Ale ja nie uważam, żebym jakoś szczególnie wyglądała. Myślę, że jestem przeciętna. Nigdy nie lubiłam malować się prywatnie, to mi się kojarzy z pracą. Zaczęłam po przyjeździe do Warszawy, prawdopodobnie z jakiegoś lęku. To był rodzaj maski, za którą się chowałam. Pewnie próbowałam ładniej wyglądać, żeby mnie ludzie zaakceptowali. Tymczasem teraz, po latach, kiedy już powinnam dodawać sobie urody, nie jestem w stanie się do tego zmusić.

GALA: Cztery lata temu powiedziała pani: „Chętnie sprawiłabym sobie różne części zamienne”. Co by pani wymieniła?

DANUTA STENKA: Dużo! Mam się tak rozebrać na elementy pierwsze?

GALA: Bardzo proszę.

 

DANUTA STENKA: No, dobrze... Na przykład na nogi chętnie wymieniłabym się z Kayah, Violą Śpiechowicz albo moją mamą. No właśnie, czemu nie odziedziczyłam nóg po mamie?! Talię poproszę mojej starszej córeczki albo mojej mamy. Włosy długie, bujne, grube, upinałabym w hiszpański kok na karku. W dzieciństwie złamałam nos. Mama mówi, że odkąd zaczęłam chodzić, ciągle hamowałam na nosie. A w trzeciej klasie poślizgnęłam się w biegu, zderzyłam nosem z ławką i coś w środku pękło. Moja rodzina od czasu do czasu dowcipkuje sobie z „maminego kulfona”. Ostatnio spojrzałam na mój nos w lustrze teatralnym, z profilu, i zaczęłam się głośno zastanawiać, jak bym wyglądała z wyprostowanym. Doszłam do wniosku, że chyba nie byłabym do siebie podobna. Przyjaciółka charakteryzatorka stwierdziła: „Daj spokój, straciłabyś charakter!”.

GALA: Ale nie wyklucza pani, że za ileś lat skorzysta z chirurgii plastycznej?

DANUTA STENKA: Nie odrzucam tego. Drobne poprawki, czemu nie? I charakteryzatorkom będzie łatwiej malować. Ale nie lubię takich wypolerowanych, unieruchomionych, napompowanych twarzy, które nie są w stanie nawet się uśmiechnąć. Bolą mnie skóra i serce, kiedy na nie patrzę.

GALA: W wielu wywiadach mówiła pani, że jest flirciarą. Ma pani nadzieję być nią za 20 lat?

DANUTA STENKA: Wszystko w moich rękach. Żaden wiek nie będzie mnie ograniczał. Uwielbiam flirt. Genialna zabawa, wyłapywanie między słowami, subtelny ping-pong między kobietą a mężczyzną, który sprawia, że krew zaczyna szybciej krążyć. Umawiamy się, że jesteśmy sobą zainteresowani, i teraz odbywa się między nami mecz. Co by było, gdyby... Nic z tego nie wynika, oczywiście, poza samą przyjemnością gry. To piekielnie odmładza. Umysł przede wszystkim. Choć pewnie i układ krążenia. Proszę przypomnieć sobie jakieś filmowe role starszych pań, które mają diabła w oku, poczucie humoru. Przyjemnie się patrzy na Diane Keaton, kiedy flirtuje z Jackiem Nicholsonem w „Lepiej późno niż później”.

GALA: Z kim pani ostatnio flirtowała?

DANUTA STENKA: Nie pamiętam, a nawet gdybym pamiętała, to nie powiem, bo jaka żona czy partnerka uwierzy mi, że traktuję tę grę jak skrzyżowanie scrabble z ping-pongiem?

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł