W przeddzień uroczystości oboje są zbyt zabiegani, by pozwolić sobie na nerwy. Witają gości z Hamburga, Warszawy, Krakowa. Odbierają telefony z życzeniami, w tym od wicenaczelnej niemieckiej „Gali”. Potem kolacja: gołąbki, smalec, golonka, ostatnia próba walca angielskiego, który rozpocznie wesele. Buziaki przed snem. „O dziwo, jestem spokojna” – mówi Basia. Darek też się trzyma. „Nawet z kawalerskiego wrócił przede mną” – śmieje się Basia. Wieczór panieński spędziła w sopockim Spatifie (żadnych striptizerów!). Z dwudziestoma koleżankami, które przyjechały po nią limuzyną. Każda w czerwonym boa na szyi, z szampanem w ręku. Przywiozły różowe różki dla panny młodej.

NIE MA ZMIŁUJ

Darek przyjeżdża do oliwskiej katedry pierwszy. Punkt 15.00. W garniturze projektu Tomasza Ossolińskiego wędruje w kierunku ołtarza. Wśród ławek i białych storczyków już czekają goście. Rodzice Basi, mama Darka z mężem, starsze rodzeństwo pana młodego – bliźnięta Dagmara i Tomasz, świadek Tomasz „Volwo” Wolsztyniak, przyjaciele, m.in. malarz Bruno Bruni i Jan Borysewicz. Mija 15.30. Panny młodej ciągle nie ma! Przyjaciel Darka Jarek Pieczonka „Miami” wyprasza paparazzich: „Panowie, nie ma zdjęć! Nie ma zmiłuj!”. Z Darkiem przyjaźnią się od paru lat. „W życiu jest tak, że swój swojego wyłapie i przyciągnie. Darek poprosił mnie o ochronę. Doceniam to, że mi zaufał” – mówi „Miami”.

JEST, JEST, JEST!

Basia wchodzi do kościoła prowadzona przez ojca w rytm marsza weselnego Wagnera. Uff. Uśmiech! Młodzi podają sobie dłonie i powtarzają za proboszczem słowa małżeńskiej przysięgi. Nakładają obrączki i pieczętują decyzję namiętnym pocałunkiem. To już?

TAŃCE, HULANKI, SWAWOLE

Wszystko im dziś sprzyja, nawet pogoda (+14 st. C!). W Dworze Oliwskim, oddalonym od katedry o dziesięć minut jazdy dorożką, na młodych spada deszcz płatków róż i ziaren ryżu. W przerwach między przeganianiem paparazzich „Miami” mówi, że tajemnicą Darka jest to, iż zawsze jest sobą. Tymczasem „Volwo”, wieloletni przyjaciel pana młodego, wspomina, jak na ostatnim męskim wyjeździe na Bali zapłacili lokalnej orkiestrze 100 dolarów, by... przestała grać. A po paru głębszych dali tej samej orkiestrze 300 dolarów, by grała dla całego hotelu. Chłopaki z fantazją... „Miami” i „Volwo” mówią, że szanują Darka. Nie tylko oni. Każdy z gości weselnych uważa, by panu młodemu nie stała się krzywda. Również Jan Borysewicz jak lew broni jego prywatności. Nie wiedząc o tym, że na przyjęcie zaproszono „Galę”, nagle wyrywa mi z ręki dyktafon i chowa go w bagażniku swojego samochodu. W tym czasie w dworku pojawia się tort i rozpoczyna się konkurs karaoke. Każdy chce wygrać, ponieważ nagrodą są złote rękawice bokserskie ze zdjęciem młodych. O północy Basia przygotowuje się do oczepin. Rzuca welon i ze zdziwieniem spostrzega, że został złapany przez... jej męża. Dwa dni później, w czasie autoryzacji tekstu o 20.45, młodzi są już w łóżku. Idą spać. Jak to młodzi.