David Bowie zmarł po półtorarocznej walce z rakiem wątroby, dwa dni po swoich 69. urodzinach i wydaniu pożegnalnej płyty „Blackstar”. Jego fani wierzą, że znajdzie się dla niego miejsce wśród gwiazd, skąd jak śpiewał, pochodzi. 

David Bowie był jednym z najbardziej inspirujących artystów wszech czasów, napisał na Twitterze Kanye West. Zmienił moje życie, dodała Madonna. Słowami: Odpoczywaj w spokoju, Starman, człowieku z gwiazd pożegnał się z Bowiem jego imiennik David Beckham. Jego życie i jego śmierć są dziełem sztuki, podsumował wieloletni przyjaciel i producent Tony Visconti. Wzruszające były wpisy ukochanej żony zmarłego Bowiego, supermodelki Iman, która najpierw zamieściła na Twitterze zdanie: Czasami wartość chwili docenia się dopiero wtedy, gdy staje się wspomnieniem, a potem: Cierpienie jest prawdziwe, tak jak Bóg

Bowie zmarł dwa dni po swoich 69. urodzinach i premierze pożegnalnej płyty „Blackstar”. Na jej okładce zamiast portretu, który zdobił każdą z pozostałych dwudziestu kilku, umieścił czarną gwiazdę. „Nie jestem gwiazdą kina, nie jestem gwiazdą muzyki, jestem czarną gwiazdą”, śpiewa w tytułowym utworze albumu, który nagrywał, wiedząc, że umiera. Choć odszedł, jego fani wierzą, że i on, i jego artystyczne inkarnacje będą żyć wiecznie.

Kim był David Bowie?

A może raczej: jaką rolę grał? Bywał mężczyzną z makijażem na długo przed rozkwitem kultury queerowej, bywał kosmitą, który zszedł na Ziemię, żeby ją zbawić, bywał zblazowanym brytyjskim dżentelmenem w garniturze z Savile Row. Na scenie charyzmatyczny kameleon, bezkompromisowy w swojej metamorfozie, w życiu „dosyć nieskomplikowany”, jak sam o sobie mówił, mąż, ojciec i miłośnik literatury, który zgromadził w swojej bibliotece 70 tysięcy książek. Jego ikoniczne persony, Ziggy Stardust, Aladdin Sane czy The Thin White Duke, jedna barwniejsza od drugiej, skrywały jednego z najbardziej enigmatycznych, nieuchwytnych i nieprzeniknionych artystów naszych czasów. Odpornych na plotki, przyjęcia i paparazzich. Strzegł swojej prywatności, choć nie bał się w swoich piosenkach opowiadać o miłości, sławie, a w końcu o chorobie i śmierci. W ostatnim teledysku, „Lazarus”, leży na łożu śmierci. Czy powstanie z martwych jak Łazarz? 

Kariera Davida Bowie

Bowie urodził się 8 stycznia 1947 roku, dokładnie 12 lat po legendzie rock and rolla Elvisie Presleyu. Choć lubił zgrywać wychowanego na ulicy sierotę w stylu Olivera Twista, w rzeczywistości wychował się w bliźniaku na londyńskim Brixton. Wywodził się z niższej klasy średniej, jego mama była kelnerką, ojciec pracował w ośrodku pomocy dzieciom. Chudy, dziwny, z ADHD, od dziecka najlepiej czuł się na scenie. W szkole chodził na zajęcia z tańca, gdzie „wykazywał niezwykły talent” i „ekspresyjnie wyrażał siebie”, jak wspominają jego nauczyciele.

Od 16. roku życia wiedział, że chce być sławny, więc żadnej pracy się nie bał. Występował w reklamach i filmach klasy C, śpiewał folkowe piosenki w pubach, miał zamiar napisać książkę, a nawet pokazywał swoje wdzięki starszym mężczyznom, którzy mogli mu pomóc w karierze. W nosie miał konwenanse, nosił długie włosy, wdawał się w bójki. Po tej z najlepszym przyjacielem, George’em Underwoodem, o dziewczynę, miał trwale rozszerzoną źrenicę w lewym oku, co sprawiało, że przeszywająco chłodne błękitne oczy wydawały się czasem piwne. Na przełomie lat 60. i 70. mówił w wywiadach, że jest gejem, ale sypiał z kobietami i mężczyznami, bez dogmatu i na zmianę. Zmieniał partnerów, style muzyczne i kostiumy. Był trochę dziwny, jak nastolatek, który nie przestał nigdy dojrzewać. Androginiczny, introwertyczny, neurotyczny. Oddzielał siebie prawdziwego od swojego artystycznego alter ego, traktował każdy występ jak performance, chciał być kimś pomiędzy przedwojenną diwą, bogiem rocka a kosmitą. Na początku kariery mógł uchodzić za piątego Beatlesa, później nosił białe koszule i czarne skórzane spodnie jak ze zdjęć Helmuta Newtona, by zaraz potem przebrać się za rudowłosego boga rocka z okładki płyty „Aladdin Sane” albo Ziggy’ego Stardusta w asymetrycznym kombinezonie. Jego kostiumy można było podziwiać w ubiegłym roku na wystawie „David Bowie is” w londyńskim Victoria & Albert Museum, którą odwiedziła rekordowa liczba miliona osób. 

David Bowie albumy

Pierwszym przebojem Davida Jonesa, który w międzyczasie zmienił nazwisko na bardziej sceniczne – Bowie, było „Space Oddity”, które nagrał w 1969 roku, w samą porę na lądowanie Apollo 11 na Księżycu. Kolejne albumy: „Hunky Dory” z 1971 roku i o rok późniejszy „The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders From Mars”, okryły się platyną i sprawiły, że kapryśny glam rock przebił się do głównego nurtu. David, który na scenie był wtedy Ziggym, kosmitą, mającym zbawić Ziemię, której grozi rychła zagłada, nie był w najlepszej formie. Naćpany koksem Bowie mówił w wywiadzie dla magazynu „Rolling Stone”, że „byłby świetnym Hitlerem”. Od 1970 do 1980 roku żył w otwartym małżeństwie z aktorką Angelą Barnett, która urodziła mu syna Duncana Jonesa – reżysera filmów „Moon” i „Kod nieśmiertelności”, który pożegnał ojca na Twitterze zdjęciem z dzieciństwa i podpisem „Straciłem bohatera”. Małżeństwo się rozpadło, a Bowie wkroczył w „klasyczną” fazę swojej muzycznej twórczości, wydając albumy „Let’s Dance” z 1983 roku, który okazał się gigantycznym sukcesem komercyjnym. 

David Bowie i Iman

Życie Bowiego odmieniło się w jeden wieczór 1990 roku, gdy poznał pochodzącą z Somalii supermodelkę Iman Abdulmajid. Poznana przez wspólnego przyjaciela, stylistę fryzur Teddy’ego Antolina, zaimponowała mu znajomością pięciu języków i smykałką do biznesu. Dzięki firmie Iman Cosmetics oferującej produkty dla ciemnoskórych kobiet zarobiła 30 milionów dolarów.  „Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia i zacząłem wymyślać imiona naszych dzieci”, mówił Bowie w wywiadach. Dla niej to była miłość od drugiego wejrzenia. Po dwóch nieudanych małżeństwach, jednym zawartym jeszcze podczas studiów w Kenii, a drugim z koszykarzem Spencerem Haywoodem, któremu urodziła córkę Zulekhę, Iman nie chciała wiązać się z gwiazdą rocka. Bowie uwiódł ją konsekwencją.

Dwa tygodnie po randce kazał przystroić jej paryski pokój hotelowy ukochanymi przez nią gardeniami, a gdy wróciła do Los Angeles, przywitał ją na lotnisku z kwiatami, nie bacząc na reporterów. Iman chwilę wcześniej porzuciła karierę modelki po kilkunastu latach w branży, bo uznała ją za zbyt powierzchowną. Od tego czasu działa charytatywnie, m.in. w Hawa Abdi Foundation, walczącej o prawa człowieka w Somalii. Rok po pierwszej randce David i Iman byli zaręczeni. On uklęknął na jedno kolano, śpiewając piosenkę Doris Day „April in Paris” pod mostem Pont Neuf podczas rejsu po Sekwanie. Po kolejnym roku zostali małżeństwem. Najpierw powiedzieli sobie „tak” w obecności świadków w Lozannie, potem w obecności sławnych gości, m.in. Bono i Yoko Ono, we Florencji. Wesele, na które pan młody ubrał się w dandysowski garnitur od Thierry’ego Muglera, a kształty panny młodej podkreślała obcisła kreacja Hervé Legéra, odbyło się w hotelu Villa la Massa, mieszczącym się w XVI-wiecznej posiadłości Medyceuszy. Przez 24 lata, aż do śmierci Bowiego, małżeństwo uchodziło za wzorcowe. „Jesteśmy domatorami”, śmiała się Iman, tłumacząc, dlaczego zamiast wystawnych przyjęć wybierają spędzanie czasu w domu z 15-letnią dziś córką Alexandrią Zahrą Jones.

David Bowie Lazarus

Mówiło się o nim przy okazji nowych albumów, kolejnych artystów, którzy garściami czerpali z jego twórczości, ale nigdy w kontekście skandali. No, może raz wywołał poruszenie, gdy królowa Elżbieta II miała zamiar nadać mu tytuł „sir”, a on odmówił. Nie chciał zamykać się w żadnej szufladce. Bowie do swoich ostatnich dni pozostawał tytanem pracy, mimo że od 2004 roku, gdy dostał zawału podczas koncertu w Niemczech, jego serce zatrzymało się jeszcze kilka razy. Walkę z rakiem skrzętnie ukrywał, nie chcąc, żeby śmiertelna choroba wpłynęła na ocenę jego ostatnich płyt. Zarówno „The Next Day” z 2013 roku, jak i ostatnią „Blackstar” krytycy uznali za jedne z najlepszych w jego karierze. Jak na płyty wydane przez 60-letniego dziadka rocka, który nie chciał zejść ze sceny od czterech dekad, był to nie lada wyczyn. „Im jesteś starszy, tym częściej zadajesz sobie pytanie, ile zostało ci czasu i co z nim zrobisz”, mówił Bowie. On żył pełną piersią aż do końca, a Iman nie opuszczała jego boku. „Nie wiem, dokąd zmierzam, ale obiecuję, że nie będzie tam nudno”, powiedział kiedyś Bowie, a w piosence „Lazarus” śpiewał Spójrz do góry, jestem w niebie. „Ground control to Major Tom”. Jesteś tam, Bowie?