GALA: Ludzie dużo o tobie plotkują.

DAWID WOLIŃSKI: Trudno. Nic na to nie poradzę.

GALA: Mówią, że masz bogatego tatusia, który sponsoruje ci pokazy mody.

DAWID WOLIŃSKI: Fakt, ojciec pomagał mi finansowo na początku mojej kariery, ale nie widzę w tym nic złego. Uważam, że rodzina powinna się wspierać.

GALA: Kolejne rewelacje. Podobno ukrywałeś córkę. Dopiero dwa lata temu oficjalnie przedstawiłeś Oliwię na jednym ze swoich pokazów.

DAWID WOLIŃSKI: Nigdy jej nie ukrywałem. O tym, że mam córkę, wiedzieli wszyscy moi znajomi. Po prostu starałem się chronić jej prywatność.

GALA: Zostałeś ojcem w bardzo młodym wieku.

DAWID WOLIŃSKI: Tak, miałem wtedy 19 lat. Pamiętam moment, gdy moja dziewczyna Basia powiedziała mi, że jest w ciąży. Byłem przerażony. Moi rodzice zresztą też. Zrobiliśmy rodzinną naradę i doszliśmy do wniosku, że w gruncie rzeczy ciąża to przecież nic strasznego.

GALA: Rodzice nie prawili wam morałów? Nie mówili, że jesteście za młodzi na dziecko?

DAWID WOLIŃSKI: Absolutnie nie. Zachowali się wspaniale. Nie wtrącali się w nasze sprawy. Pozwolili, żebyśmy sami zadecydowali o naszej przyszłości.

GALA: Nie namawiali was do ślubu?

DAWID WOLIŃSKI: Nie. Powiedzieli, że zrobimy, co będziemy chcieli.

GALA: Pewnie szaleją za wnuczką.

DAWID WOLIŃSKI: I to jak! Zimą zabierają ją na narty, a latem na nurkowanie do Egiptu. Relacje między nimi układają się znakomicie. Oliwia ma też bardzo bliski kontakt z moją siostrą Karoliną, która jest dla niej ogromnym autorytetem.

GALA: Między tobą a mamą Oliwki nie jest jednak różowo. Rozstaliście się po czterech latach związku.

DAWID WOLIŃSKI: Na początku nie układało się najlepiej. Jednak z czasem zrozumieliśmy, że dobry kontakt między rodzicami ma ogromny wpływ na wychowanie dziecka. Teraz mamy ze sobą świetne relacje. Uważam nawet, że na poziomie mentalnym dużo więcej łączy nas dzisiaj niż w przeszłości.

GALA: Kontaktujecie się?

DAWID WOLIŃSKI: Tak. Bywa, że godzinami rozmawiamy ze sobą przez telefon. Nie tylko o Oliwii, ale też o naszym życiu prywatnym, wakacjach i problemach.

GALA: Często widujesz się z córką?

DAWID WOLIŃSKI: Chciałbym częściej, ale zarówno ja, jak i ona mamy dużo swoich obowiązków. Oliwka ma 12 lat i mieszka z mamą w innej części Polski. Przyjeżdża do mnie, jak tylko może, i jestem przekonany, że bardzo to lubi. Ma już w Warszawie swoich przyjaciół.

GALA: Co robicie w wolnym czasie?

DAWID WOLIŃSKI: Uwielbiamy zakupy. Często spędzamy całe dni w centrach handlowych, sprawiając sobie masę przyjemności. Poza tym zawsze wyjeżdżamy razem na wakacje. W tym roku chcemy zwiedzić południe Francji.

GALA: Co Oliwka myśli o projektach taty? Od dwóch lat jest na każdym twoim pokazie

DAWID WOLIŃSKI: Podobają się jej moje ubrania. I z tego, co wiem, także dziewczynkom z jej klasy. Czasami, gdy do mnie przyjeżdża, ma ze sobą plik karteczek od koleżanek, na których muszę się podpisywać. Wiem, że jest ze mnie dumna.

GALA: Jest do ciebie podobna?

DAWID WOLIŃSKI: Skóra zdjęta z tatusia. Jest odważna, samodzielna, dobrze się uczy. Do tego gdera i marudzi zupełnie jak ja.

GALA: I ma po tatusiu jasne, niebieskie oczy.

DAWID WOLIŃSKI: Tak. Ma niebieskie oczy, blond włosy i już dziś umie kokietować. Czuję, że będę musiał na nią uważać, jak będzie starsza.

GALA: Uchodzisz za jednego z najlepiej ubranych Polaków. Zdarzyła ci się kiedyś modowa wpadka?

DAWID WOLIŃSKI: Nie rozśmieszaj mnie...

GALA: Masz choć jeden garnitur od Tomasza Ossolińskiego?

DAWID WOLIŃSKI: Nie. Jego estetyka nie jest mi bliska. Wolę bardziej współczesne rzeczy.

GALA: Spotykamy się kilka dni przed twoim wyjazdem do Paryża. Jak wysiądziesz z samolotu, od razu popędzisz na zakupy?

DAWID WOLIŃSKI: Nie jestem fashion victim. Nie mam ogromnej garderoby. Stawiam raczej na jakość, a nie na ilość. Lubię proste kroje i dobre materiały. Od lat jestem wierny Yves Saint Laurentowi. Rzadko robię zakupy w innych butikach. A jeśli już mi się to zdarza, wybieram Pradę, Balmain, Ricka Owensa. Natomiast jeżeli chodzi o Paryż, to tym razem nie jadę tam na zakupy, ale na występ Dity Von Teese w Crazy Horse. Będzie to premiera jej najnowszego spektaklu stworzonego specjalnie na potrzeby tego znanego kabaretu. Lista gości została specjalnie wyselekcjonowana. Przyjdzie tam współczesna bohema.

GALA: Zaprosiła cię osobiście?

DAWID WOLIŃSKI: Tak. Właśnie SMS-ujemy od rana. Dita chciała się upewnić, na jaki adres ma wysłać zaproszenie.

GALA: To prawda, że chodzi w sukienkach twojego projektu?

DAWID WOLIŃSKI: Tak. Ma ich kilkanaście. Dostałem od niej wiele bilecików z podziękowaniami. Komplementuje w nich jakość i krój moich sukienek.

GALA: Jak się poznaliście?

DAWID WOLIŃSKI: To był szczęśliwy przypadek. Od wielu lat mówiłem znajomym, że marzę o zaprojektowaniu sukienki specjalnie dla Dity. Nie sądziłem jednak, że kiedykolwiek uda mi się zrealizować moje marzenia. Pewnego dnia zadzwonił do mnie Marcin Meller (redaktor naczelny miesięcznika „Playboy” – przyp. red.) i powiedział, że zaprosił ją do Warszawy. Dita miała wystąpić na imprezie z okazji 15-lecia polskiej edycji „Playboya”. Poprosił, bym się nią zaopiekował.

GALA: Marzenie zaczęło się spełniać...

 

DAWID WOLIŃSKI: Tak. Na początku bałem się, że będzie zachowywać się jak rozkapryszona gwiazda. Okazała się jednak cudowną osobą. Razem z Marcinem zabraliśmy ją do knajpy U Kucharzy. Choć tego dnia nie było ani jednej butelki jej ulubionego szampana, Dita bawiła się znakomicie. Spróbowała pierogów, kopytek, a nawet tatara. Następnego dnia zaprosiłem ją z kolei do cukierni Magdy Gessler. Byłem w szoku, gdy zobaczyłem, ile ciastek wylądowało na jej talerzu. Zabrała ze sobą do Los Angeles pudło ciast, ciasteczek i tortów. Była zachwycona.

GALA: Czy jej skóra faktycznie jest taka jasna?

DAWID WOLIŃSKI: Jak śnieg. Dita nie ma ani jednej zmarszczki. Dokładnie się jej przyjrzałem, gdy przyszła do mojej pracowni i przymierzała sukienki. Kilka ze sobą zabrała. Wiem, że nosi je podczas wielu oficjalnych przyjęć.

GALA: Ubrania twojego projektu ma również Paris Hilton i córka Roda Stewarta, Kimberly. Czy nie kusiło cię nigdy, by wyjechać za granicę i tam spróbować swoich sił?

DAWID WOLIŃSKI: Jestem na dobrej drodze...

GALA: Na co głównie wydajesz zarobione pieniądze?

DAWID WOLIŃSKI: Ostatnio na moją suczkę Franię. Jest rasowym yorkiem. Kupiłem jej smyczkę, obrożę i komplet miseczek, a moja krawcowa, pani Zosia, uszyła dla niej kaszmirowe sweterki. Teraz w kolejce czeka pies sąsiadów. To niesamowite, jak zwierzątko potrafi zmienić atmosferę w domu.

GALA: Masz piękne, duże mieszkanie. Nie czujesz się tu trochę samotnie?

DAWID WOLIŃSKI: Nie. Jestem raczej typem samotnika i cenię sobie swobodę. Czasami wpadają do mnie znajomi na kolację przy lampce czerwonego wina i wtedy dom się ożywia. Na co dzień jest jednak ostoją spokoju i ciszy.

GALA: Utrzymujesz kontakty z ludźmi z branży?

DAWID WOLIŃSKI: Tak, choć jest to bardzo wąskie grono przyjaciół. Nie jestem typem imprezowicza; zamiast szaleć w weekendy, wolę zostać w domu lub wybrać się do spa na odprężający masaż.

GALA: Nie żałujesz, że zostałeś projektantem mody?

DAWID WOLIŃSKI: Nie. Choć wiem, że początkowo moi rodzice nie byli z tego zadowoleni. Tata myślał, że będę z nim pracował w jego firmie. Mama chciała, bym studiował medycynę. Dla mnie to jednak kompletna abstrakcja. Dzisiaj na szczęście rodzice są dumni z tego, co robię. Wiedzą, że na projektowaniu znam się jak na niczym innym.