Zofia Ragankiewicz: Dlaczego ja? Jest przecież wiele kobiet, które działają charytatywnie.

Doda: Bo pomagasz ofiarom przemocy domowej, to bardzo ważny problem, o którym moim zdaniem wciąż jeszcze za mało się mówi. Wiem, że sama masz za sobą takie doświadczenia, tym bardziej szanuję twoją odwagę, że w takiej sytuacji zdecydowałaś się na walkę z przemocą. Nie ukrywam, że byłam również pod dużym wrażeniem historii Kasi Figury. Często jest tak, że osoby znane, popularne, na zewnątrz robią dobrą minę, udają, że wszystko jest w porządku, a za zamkniętymi drzwiami ich domów rozgrywa się dramat. Paradoksalnie, popularne osoby nie mają żadnego wsparcia. Kiedy zdecydują się mówić głośno o swoich problemach, od razu zakłada się, że to chwyt marketingowy. Dziewczyna przeżywa tragedię, a w mediach piszą, że robi sobie PR.

Niestety masz rację. Często kobieta w takiej sytuacji jest sama i bezradna, nie ma wsparcia i nie wie, gdzie go szukać. Dlatego wiele z nich długo ukrywa, co się dzieje w ich domach. Część z nich nigdy nie zdecyduje się na ujawnienie swojego dramatu.

Ty też to znasz?

Zastanawiałam się, jaką cenę za to zapłacę. Za to, że głośno mówię, że temat przemocy w rodzinie w Polsce istnieje i wcale nie dotyczy jedynie rodzin patologicznych, bo tak zwykło się uważać. Przemoc występuje też w tak zwanych dobrych domach, gdzie ludzie są wykształceni, mają pozycję zawodową i wysoki status społeczny. A jeśli kobieta decyduje się mówić o tym głośno, słyszy, że jest bez klasy. Próbuje się w niej zbudować poczucie wstydu. Zdumiewające jest to, że to ona jest szykanowana, a nie osoba, która tej przemocy się dopuszcza.

Jak wygląda taka przemoc domowa? Jak ją rozpoznać? To jest jednorazowa sytuacja? Mąż się zdenerwuje i uderzy żonę albo dziecko?

Generalnie, opisując zjawisko, mówi się o tak zwanym cyklu przemocowym, który może trwać tydzień, miesiąc albo nawet rok. Muszę zaznaczyć, że nie dotyczy to jednak bardzo drastycznych przypadków, gdzie przemoc zdarza się codziennie. Schemat polega na tym, że następuje wzrost napięcia, wyładowanie agresji, a potem przeprosiny, czyli okres nazywany przez znawców tematu miesiącem miodowym. Sprawca robi wszystko, żeby zatrzeć złe wrażenie, żeby wynagrodzić pobicie. Dlatego kobiety tak długo trwają w tego typu związkach. Chcą wierzyć, że to był „ostatni raz”, że to się już nie powtórzy.

Ale się powtarza.

To jest pewnego rodzaju choroba. Osoba, która dopuszcza się przemocy, nie potrafi sobie poradzić z emocjami, które nią szarpią. Często też wypiera z pamięci takie zachowania. Naprawdę wierzy, że nie bije, co oczywiście takiej osoby nie tłumaczy.

A kiedy kobieta staje się ofiarą przemocy, to nie budzi się w niej chęć zemsty? Oddania ciosu?

Zazwyczaj nie, a jest to spowodowane między innymi paraliżującym strachem, który powoduje, że nie jesteś w stanie nic zrobić.

Czego się boją kobiety?

Konsekwencji. Trzeba pamiętać, że najczęściej ofiarami przemocy domowej są kobiety, które mają ze swoim oprawcą dzieci. Strach przed ich utratą jest ogromny. Często stosowane groźby o możliwości ich odebrania niestety odnoszą skutek w postaci zaniechania jakichkolwiek działań, by się uwolnić z koszmarnego układu. Po pewnym czasie ofiara zaczyna nawet tłumaczyć te agresywne zachowania: że może miał zły dzień, trudną sytuację w pracy. I w konsekwencji szuka winy w sobie: „Pewnie to ja go czymś tak zdenerwowałam...”.

Przecież można takiego faceta nagrać, jak grozi, jak bije i zanieść to na policję.

Oczywiście i kobiety tak robią, ale nierzadko prokuratura umarza sprawy.

Nawet jeśli zrobi się obdukcję? Potwierdzi pobicie u lekarza?

Niestety. Muszę zaznaczyć, że w Polsce mamy całkiem niezłe rozwiązania prawne. Właśnie została podpisana przez nasz rząd europejska konwencja dotycząca przemocy wobec kobiet, jednak najtrudniej jest zmienić mentalność ludzi. Wyobraź sobie, że w Polsce umarzanych jest około 80 procent spraw zgłoszonych do prokuratury, a ile takich sytuacji w ogóle nie wychodzi na jaw? Jest to zatrważająco duża liczba. Będę szczęśliwa, jeśli poprzez różne kampanie społeczne chociaż trochę uda się zmienić podejście ludzi do tego tematu, również tych związanych z wymiarem sprawiedliwości.

A co, jeśli kobieta ma ślady na ciele po pobiciu i idzie z mężem na przyjęcie?

Niestety, najczęściej unikamy bezpośredniego pytania. Zapytałaś kiedykolwiek taką kobietę, co się stało?

Jakbym zauważyła coś takiego, na pewno bym zapytała.

Jesteś jedną z niewielu takich osób. Najczęściej ludzie nie pytają, nie chcą się wtrącać w czyjeś życie.

Powinni pytać, szczególnie przy tych oprawcach, żeby poczuli się głupio.

Masz rację. Na to trzeba reagować.

Długo się zastanawiałaś, czy w ogóle zająć się tym tematem? Walczyć o ofiary przemocy?

Niestety długo, bo dwa lata. Również dlatego, że sama musiałam dojrzeć emocjonalnie, by zająć się tym trudnym problemem.

Co jeszcze oprócz strachu powstrzymuje kobiety, żeby mówić głośno o tym, że są ofiarami przemocy?

 

Jest kilka powodów. Jednym z nich jest wstyd, o którym wspominałam wcześniej. Bo kto chce się przyznać, że jest czy był ofiarą? A moim zdaniem to najwyższa forma odwagi. To nie ofiara powinna się wstydzić, lecz oprawca. Inny powód to uzależnienie emocjonalne. Należy pamiętać, że często mężczyzna wmawia kobiecie, że ona bez niego nie istnieje, że nie jest w stanie bez niego funkcjonować w społeczeństwie. Niestety, kobieta będąca pod wpływem takiej manipulacji zaczyna w to wierzyć.

Ale przecież są jeszcze przyjaciele, rodzina. Punkt odniesienia.

Takie uzależnienie to jest proces. Nie dzieje się z dnia na dzień. W tym czasie mężczyzna powoli odcina od najbliższych. Mówi: „Tak bardzo cię kocham. Po co nam inni ludzie, kiedy razem jest nam tak dobrze?”. A kiedy już nie masz nikogo poza nim, przychodzi pierwszy cios, i już nie masz do kogo się zwrócić.

Czyli przygotowuje sobie ofiarę...

Wiesz, nie można powiedzieć, że taki mężczyzna działa według jakiegoś określonego planu. Przez pierwszych kilka lat często w takich związkach jest prawdziwe uczucie. Problem pojawia się, gdy w ramach „miłości” zaczyna się ograniczać swoją aktywność, kontakt ze znajomymi i z najbliższym środowiskiem. Dziewczyny również rezygnują z pracy, rezygnują z ambicji, a w końcu pojawiają się dzieci. W efekcie kobieta jest totalnie uzależniona. Wierzy w to, że on tak bardzo ją kocha, że nigdy nie zrobi krzywdy.

I kiedy próbujesz innej opcji, następuje atak.

Niestety.

A może gdy widzi, że ofiara jest bezbronna, to wywołuje w nim agresję?

Ale tym nie można tłumaczyć takiego zachowania! Wszyscy czasami jesteśmy bezbronni, dzieci również.

Czyli przemoc domowa dotyczy także dzieci?

Niestety, także się zdarza.

I to nie powoduje, że te kobiety zaczynają dostrzegać problem i może to być dla nich bodźcem do tego, żeby przerwać tę sytuację?

Trzeba pamiętać, że uzależnienie emocjonalne, o którym cały czas mówimy, jest tak silne, że kobiety długo nie są w stanie realistycznie ocenić sytuacji. Wmówiono im, że nie umieją żyć bez tego mężczyzny, że jest on jedynym punktem odniesienia, centrum ich świata.

A jak w takiej relacji funkcjonują dzieci?

Dzieci często identyfikują się z silniejszym. W relacji kat – ofiara silniejszy jest niestety kat i dzieci stają po jego stronie. Może to doprowadzić do takiej sytuacji, że nie szanują matki i zaczynają traktować ją tak samo, jak traktuje ją ojciec.

Czy można to jeszcze zatrzymać, kiedy zauważysz, że to się już dzieje?

Właściwie jedynym wyjściem jest odejście. To bardzo trudna decyzja. Często rozmawiam z dorosłymi osobami, które wychowywały się w rodzinach przemocowych. One doskonale pamiętają, że ojciec bił matkę, mimo że były wtedy dziećmi. Dzieci zawsze pamiętają...

I potem powielają te schematy w swoich związkach?

Mam nadzieję, że nie.

A jak się rozmawia z takimi dziećmi?

Są to na pewno dzieci dojrzalsze niż ich rówieśnicy, dużo więcej rozumieją.

Czy one się zamykają, udają, że ta chora sytuacja nie ma miejsca? Czy próbują zrozumieć, pytają: „Mamo, dlaczego tata cię bije?”.

Trudno tu generalizować. Każda rodzina to oddzielna historia. Również różnie reagują dzieci. Jedne chcą o tym rozmawiać, inne zamykają się w sobie i udają, że nie ma tego problemu w domu. Niektóre reagują zajadaniem stresu, inne wcale nie chcą jeść. Jeszcze inne mają problemy z koncentracją, stany lękowe, depresje. To są bardzo poważne zaburzenia. Bardzo trudno im zapomnieć.

Ale jak już kobieta znajdzie w sobie tyle siły, żeby odejść, czy dzieci powinny mieć kontakt z ojcem, czy trzeba je odciąć od takiej osoby?

Są kobiety, które nie pozwalają na kontakt, bo boją się, że ojciec będzie później manipulował dziećmi. Ja jestem zdania, że należy dać dzieciom możliwość budowania relacji, oczywiście pod warunkiem, że nie ma w stosunku do nich najmniejszej agresji.

Co jest najtrudniejsze dla kobiety, która tkwi w takiej relacji?

Uświadomienie sobie, że to, co się dzieje między nią a partnerem, jest przemocą i że to jest złe. Ale w Polsce przyzwolenie na przemoc jest bardzo powszechne. Nawet polskie przysłowie mówi: „Jak mąż żony nie bije, to jej wątroba gnije”. Tak samo przez długi czas było przyzwolenie na klapsa w stosunku do dzieci. Mówiło się, że to jest forma wychowania. Należy tutaj wpomnieć, że istnieje również bardzo niebezpieczna forma przemocy psychicznej. Wbrew pozorom, trudniej jest zapomnieć upokarzające słowa, które się pod swoim adresem usłyszało.

Czy kobieta jest w stanie sama wyjść z takiego toksycznego, przemocowego związku?

Najtrudniej jest „wyjść” psychicznie, uwolnić się od uzależnienia emocjonalnego. Tutaj potrzebna jest pomoc terapeuty.

Co mogę zrobić dla takiej osoby, żeby jej pomóc?

Dać jej poczucie, że jesteś i kiedy dojrzeje do decyzji, by coś z tym zrobić, może liczyć na twoje wsparcie. Powiedzieć: „Wiem, że jest źle, wiem, co się u ciebie dzieje. Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebowała pomocy, jestem obok”.

Czy w Polsce są terapeuci, profesjonalna pomoc dla takich kobiet i dla takich dzieci?

Tak, są specjalizujące się w tym zakresie organizacje rządowe i pozarządowe, które naprawdę pomagają: Feminoteka, Niebieska Linia, Centrum Praw Kobiet i wiele innych. Są to miejsca, do których można się zgłosić i otrzymać pomoc. Moim marzeniem było zebrać te wszystkie organizacje, żebyśmy mówili jednym głosem. To się udaje dzięki ruchowi „Mamy dość!”. Teraz, dzięki nagrodzie Róża Gali, chcę stworzyć stronę internetową, gdzie zgromadzimy wszystkie adresy organizacji i osób, do których można zwrócić się o pomoc: miejskie ośrodki pomocy społecznej, terapeutów, dzielnicowych i inne informacje. Wybierasz miasto, ulicę i otrzymujesz kontakt do odpowiedniej osoby, do której możesz zadzwonić z prośbą o pomoc.

Dużo ryzykowałaś, decydując się mówić publicznie o problemie przemocy. Miałaś takie momenty, kiedy żałowałaś?

 

Konsekwencje swojej działalności ponoszę cały czas, ale nigdy nie żałowałam. Gdybym miała podjąć tę decyzję jeszcze raz, zrobiłabym to samo.