DOROTA DELĄG Chude lata mam za sobą

Udostępnij

Wreszcie wychodzi na prostą. Po kilku latach zmagań z chorobą oraz permanentnym smutkiem odzyskała spokój i wróciła do zawodu aktora. To nie koniec zmian w jej życiu – bierze także ślub! W „Tańcu z gwiazdami” Dorota Deląg przeżyła skrajne emocje... Czy żałuje?

DOROTA DELĄG Chude lata mam za sobą

GALA: Pięknie pani wygląda. Powrót do aktorstwa najwyraźniej pani służy.

DOROTA DELĄG: Dziękuję. Zacytuję moją serdeczną przyjaciółkę, która odpowiadając na komplementy, mówi zwykle: „A cóż winien kwiat, że pachnie...”. Powrót do zawodu na pewno mi służy. Kiedy mogę robić to, co kocham – rozkwitam...

GALA: Jest pani niezwykle energiczną kobietą. Skąd w pani tyle witalności?

DOROTA DELĄG: Czerpię ją z natury i przyrody. Dbam o świat wokół mnie i szanuję go, a w zamian dostaję dawkę ożywczej energii. Odżywiam się zdrowo, bo szanuję swoje ciało i nie chcę mu sprawiać przykrości fast foodami. W takim duchu chciałabym w przyszłości wychować swoje dzieci.

GALA: Zawsze była pani taką świadomą osobą?

DOROTA DELĄG: Nie. Kiedyś w ogóle nie dbałam o to, co jem i jak żyję. Ale trzy lata temu podupadłam na zdrowiu. Nagle dopadła mnie jakaś uciążliwa alergia, która spowodowała potworne swędzenie skóry. Nie mogłam nic jeść, nie mogłam normalnie funkcjonować. A lekarze nie potrafili powiedzieć, co mi jest. Przez siedem miesięcy chodziłam od szpitala do szpitala. Tam tylko faszerowano mnie sterydami, które zresztą zniszczyły mi trzustkę, wątrobę, serce i tarczycę. W pewnym momencie chciano mnie nawet hospitalizować, ale uciekłam. Mogę powiedzieć, że przez swoją nieudolność lekarze zrujnowali mi zdrowie, bo naprawdę przeżyłam koszmar. Na szczęście trafiłam w końcu do wspaniałej pani doktor Grażyny Frouze, która zajmuje się medycyną holistyczną. Poszłam do niej w takim stanie, że nie chciało mi się żyć. Wyprowadziła mnie z choroby i całkowicie zmieniła moją dietę. Rzuciłam papierosy, przestałam pić kawę, odstawiłam mięso.

GALA: Mówi się, że jesteśmy tym, co jemy, ale także tym, o czym myślimy.

DOROTA DELĄG: Oczywiście. Myśl jest potęgą, ona kreuje naszą rzeczywistość. I jeśli nastawiamy się negatywnie, wiele złych rzeczy dzieje się w naszym życiu. I odwrotnie – jeśli powtarzamy sobie, że jesteśmy szczęśliwi, dostajemy tego szczęścia jeszcze więcej. Tak jakby jakiś dżin wysłuchiwał naszych próśb. Kiedyś byłam totalną pesymistką, specjalistką od zamartwiania się. Na pewno się nie uda, życie nie ma sensu, a ludzie są okrutni... W efekcie byłam bardzo zdołowana. Przez siedem miesięcy siedziałam w domu, gapiłam się w telewizor i ryczałam. A wychodziłam tylko z psem na spacer. Mieszkałam wtedy w obskurnym mieszkaniu, którego nienawidziłam, ale na inne nie było mnie stać, a w dodatku byłam nieszczęśliwie zakochana. To była totalna katastrofa, znalazłam się na emocjonalnym dnie.

GALA: Co pani pomogło? Psychoterapia?

DOROTA DELĄG: Moją psychoterapią był buddyzm i roczna medytacja zen. Dzięki temu zapanowałam nad swoim ego i nauczyłam się pokory. Wprawdzie wciąż potrafię złapać doła, ale znam już techniki, które pomagają mi uspokoić umysł.

GALA: Skąd te emocjonalne doły?

DOROTA DELĄG: Nie wiem, ale wydaje mi się, że wszystko ma swoje źródło w dzieciństwie. Pochodzę z rodziny, w której każdy miał poplątany życiorys i był mniej lub bardziej nieszczęśliwy. Pewnie taką mamy karmę, ale ja pracuję nad tym, żeby ją zmienić. Mama mówi, że zawsze byłam cichym dzieckiem, a ja myślę, że byłam po prostu smutna.

GALA: Dlaczego?

DOROTA DELĄG: Z powodu braku ojca. Odszedł z domu, gdy miałam 12 lat. Choć mamy ze sobą kontakt i wiem, że zawsze mogę się do niego zwrócić o pomoc, nigdy nie byłam dla niego księżniczką. Kobiety, które miały na co dzień w domu uwielbiających je ojców, są w dorosłym życiu niezniszczalne, mają pewność siebie i radość życia. Niedawno pomyślałam sobie: „Boże, jak ja bym chciała, żeby moja córka miała takiego wspaniałego tatę...”. Bardzo mi zależy na tym, żeby stworzyć fajny dom.

GALA: Znalazła już pani kandydata na męża i ojca?

DOROTA DELĄG: Tak. Na szczęście mój narzeczony Tomek jest spoza branży. Gdyby był aktorem, chyba bym zwariowała. Bo aktorzy mają potrzebę ciągłego skupiania się na sobie. „Tu byłem, to zrobiłem, a teraz ty musisz się do mnie dostosować, bo gram ważną rolę. Nie odzywaj się więc do mnie, zapomnij o seksie, weź dzieci i wyjedź do mamy”.

GALA: Wkrótce ślub?

DOROTA DELĄG: Tak, ale szczegóły wolę zostawić dla siebie. Mogę powiedzieć tylko tyle, że na pewno będzie to mała uroczystość w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół. Ślub to dla mnie bardzo intymna i ważna rzecz.

GALA: Jesteś nie tylko aktorką, ale też bizneswoman.

DOROTA DELĄG: Rzeczywiście przez kilka ostatnich lat współprowadziłam agencję reklamową. Ale to był skutek, a nie przyczyna. Długo byłam bezrobotną aktorką. Po pewnym czasie powiedziałam więc sobie: „dość”. Ale przed założeniem agencji imałam się różnych zajęć. Robiłam m.in. reportaże w dziale publicystyki TVP i miałam podobno zadatki na świetnego reportera kryminalnego. Harowałam jak wół, ale i tak przez wielu kolegów byłam postrzegana jak aktorka, która zajęła się reportażem, bo ma taką fanaberię.

GALA: A w biznesie jak sobie pani radziła?

 

DOROTA DELĄG: Na początku było ciężko, bo szybko musiałam się nauczyć zarządzania firmą, finansami itd. Obracałam dużymi pieniędzmi, ciążyła na mnie ogromna odpowiedzialność. Chwilami mnie to wykańczało, ale cieszyłam się, że nie jestem już uzależniona od tego, czy telefon zadzwoni z propozycją, czy nie. Chociaż przyznaję, że powoli zżerała mnie nuda. I pewnego dnia zadzwoniła do mnie znajoma producentka, sugerując, że powinnam iść na casting do serialu „39 i pół”, bo chyba jest tam rola dla mnie. Zawiesiłam więc firmę i skupiłam się na aktorstwie. A potem pojawił się „Taniec z gwiazdami”.

GALA: Spodziewała się pani, że występ w tym programie spowoduje duże zmiany w pani życiu?

DOROTA DELĄG: Nie wzięłam udziału w „Tańcu...”, żeby odkryć w sobie na nowo kobietę ani przewrócić swoje życie do góry nogami. Traktowałam to po prostu jak kolejne wyzwanie zawodowe. Zresztą długo biłam się z myślami, czy przyjąć tę propozycję. Krótko przed rozpoczęciem zdjęć miałam wypadek na nartach i uszkodziłam sobie dość dotkliwie łękotkę. Ostatecznie jednak podjęłam ryzyko. Każdą przetańczoną minutę uważam za swój mały prywatny sukces.

GALA: Nie żałuje pani, że odpadła tak szybko?

DOROTA DELĄG: Wszyscy wiemy, że co tydzień odpada jedna para... Ale przyznam, że nie spodziewałam się tego akurat w tym odcinku i oczywiście było mi przykro. Mimo wszystko świetnie się bawiłam. Schudłam, nabrałam dystansu do siebie i innych, no i przeżyłam skrajne emocje, od łez do śmiechu. Teraz będę miała więcej czasu na to, żeby zająć się przygotowaniami do spektaklu, w którym wystąpię m.in. z moim bratem Pawłem.

GALA: Czyli będzie dobrze?

DOROTA DELĄG: Ostatnio miałam fajny sen. Przyśniła mi się ukochana osoba, która powiedziała, że chude lata już mijają, bo wszystko, co złe, miało się u mnie wydarzyć do 35. roku życia. A potem już z górki. I ja bardzo w to wierzę.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł