Córka mistrza jazzu – saksofonisty Henryka Miśkiewicza, od początku miała wysoko postawioną poprzeczkę. Wychowana w domu pełnym muzyki, teraz szuka swojego brzmienia

GALA: Jesteś uniżona tylko jako żona?

DOROTA MIŚKIEWICZ: To fragment tekstu Karoliny Kozak, który napisała dla mnie. Wydawał mi się zabawny, bo zarówno bycie uniżoną, jak i zamążpójście są mi odległe.

GALA: Co to znaczy „Caminho”?

DOROTA MIŚKIEWICZ: „Caminho” to po portugalsku „droga”.

GALA: Dokąd?

D.M.: Na szczęście nie wiem, dzięki temu wciąż nią podążam. Piosenki opowiadają o tęsknocie, niespełnieniu. Cała płyta kończy się utworem tytułowym, w którym zawarta jest prośba, ale nie wiadomo, czy zostanie ona spełniona.

GALA: Czy płyta opowiada o prawdziwych sytuacjach z pani życia?

DOROTA MIŚKIEWICZ: Poszukiwanie i potrzeba miłości to tematy uniwersalne. Każdy może w nich odnaleźć siebie.

GALA: Grzegorz Turnau trafnie zinterpretował „Caminho”.

DOROTA MIŚKIEWICZ: Napisał również piosenkę „Suwalskie bolero” o tęsknocie za południowym panem, takim caballero, który zjawi się na Dworcu Warszawa Wschodnia i zabierze mnie do Suwałk, gdzie zatańczymy bolero na zamarzniętym jeziorze. Ta piosenka w genialny sposób usprawiedliwia obecność południowych rytmów na płycie polskiej wokalistki.

GALA: Do współpracy nad płytą zaprosiła pani brazylijskiego perkusistę Guellę. Co panią w nim urzekło?

DOROTA MIŚKIEWICZ: Jego poczucie rytmu. Brazylijczycy uczą się grać sambę przez całe życie. Każdy jej takt ma swoje nierówności i to one sprawiają, że samba się kołysze.

GALA: Guello przywiózł ze sobą całą masę dziwnych instrumentów.

DOROTA MIŚKIEWICZ: Tak. Wszystkie można usłyszeć na płycie. Jest wiele typowych brazylijskich instrumentów, ale i sporo hinduskich. W jego zbiorach każda grzechotka miała swoją nazwę. Był nawet taki instrument, który imitował odgłosy dżungli.

GALA: Czym różni się ta płyta od poprzedniej „Pod rzęsami”?

DOROTA MIŚKIEWICZ: Na „Caminho” chciałam być bliżej jazzu niż na płycie „Pod rzęsami”, nie tracąc na komunikatywności piosenek. Zależało mi na uzyskaniu spójnej całości. Kontynuuję poszukiwania idealnego brzmienia i czuję, że jestem bliżej ideału niż dwa lata temu, kiedy nagrywałam poprzednią płytę. Kontynuuję też wątek Perfectu. Najpierw była piosenka „Wyspa,drzewo, zamek”, a na nowej płycie jest sam Grzegorz Markowski, dla mnie wielki, charyzmatyczny wokalista.

GALA: Czym jest jazz według Doroty Miśkiewicz?

DOROTA MIŚKIEWICZ: To balansowanie. Spacer po linie. Nawet więcej niż spacer, to piruety na linie.

GALA: I co dalej?

DOROTA MIŚKIEWICZ: Teraz czekają mnie długie tygodnie promocji koncertów. A potem odpoczynek, w czasie którego zamierzam dokończyć czytać „Quo vadis”. Sienkiewicza. Zachwycam się fragmentem, w którym Petroniusz cieszy się, że czyta dzieła Nerona, bo gdy je potem przed nim chwali, to robi to nie tyle z czystym sumieniem, ile z czystym żołądkiem. To mnie rozbawiło, ale jednak życzyłabym sobie nie znaleźć się nigdy na miejscu żadnego z tych panów.