Smukły, tak naprawdę pasowałoby do niego określenie – drobny, choć ma prawie 1,80 m wzrostu. Nieświadomie – i naiwnie – spodziewałam się kogoś potężnego, pewnie dlatego, że Ebi jest gigantem i bohaterem naszej wyobraźni. Każdy polski kibic pamięta mecz z 11 października 2006 r., kiedy to dwa gole Ebiego na Stadionie Śląskim w Chorzowie zapewniły naszej reprezentacji zwycięstwo nad Portugalią (2:1), a spotkanie okrzyknięto najlepszym od 20 lat występem Polaków. Nieco ponad rok później kolejne dwie bramki Smolarka w meczu z Belgią dały nam awans na tegoroczne Euro. 50 tysięcy osób na widowni na stojąco oddało mu hołd, skandując na całe gardło: Ebi, Ebi! On sam gole dedykował... babciom. Jak mówił potem: „Chciałem je pozdrowić, bo pomyślałem, że po takim meczu mogą być dumne z wnuka. Nawet nie wiedziałem, że trenerowi popłynęły wtedy łzy. Ale ja nie płakałem, bo chłopaki nie płaczą, przynajmniej przed dziennikarzami i do kamery”.

W czasie rozmowy jest niezwykle grzeczny, w taki ujmujący, staroświecki sposób i chyba lekko nieśmiały, ale może to akurat jest kolejnym złudzeniem. Skromny. Nie jest typem gawędziarza. Dowcipny, z dużym poczuciem humoru. Mówi krótko, konkretnie, bez ozdobników. Czasami jakaś niesforna końcówka wyrazu płata mu figla i wychodzą zabawne językowe kwiatki, np. „koledzy mówieli mi”, „inne ludzi”, „spuchnięta kolana”... W tym, co mówi, czuć szczerość, prawdę i wiarę w słuszność tego, co robi.

GALA: Dobrze pan dzisiaj spał?

EBI SMOLAREK: Krótko. Po meczu dobrze się nie śpi.

GALA: Z powodu stresu?

EBI SMOLAREK: Stresu nigdy nie czuję. Po prostu mecz siedzi w ciele człowieka, w jego myślach. Leżę w łóżku i analizuję, co się stało: dobre sytuacje, złe. Myślę o tym, co można było zrobić lepiej, gdzie popełniłem błąd, a gdzie było dobrze. To jest tak, jakbym drugi raz wyszedł na boisko zagrać ten mecz. Czasami też, jak gra jest ostra i ktoś mnie kopnie, to zwyczajnie boli mnie ciało. Dlatego po meczu trudno zasnąć, zmęczenie narasta...

GALA: Zawsze można się pocieszyć, że wyśpi się pan nazajutrz.

EBI SMOLAREK: Nie ma na to czasu. Są kolejne mecze, treningi, ćwiczenia, trzeba być ciągle w dobrej formie.

GALA: Mecz wygrany i przegrany to różne emocje czy za każdym razem po prostu pana praca?

EBI SMOLAREK: To nie jest moja praca, to moje hobby. Jak wygrywam, to się cieszę, jak przegrywam, próbuję zrozumieć dlaczego. Zawsze pamiętam, że to jest piłka, raz jesteś zwycięzcą, raz przegranym. Kiedy miałem 18 lat, stresowałem się przed każdym meczem, bo wszystko było dla mnie nowe. Teraz czuję tylko zdrowy stres, mobilizujący do walki.

GALA: Bije się pan?

EBI SMOLAREK: Jak byłem mały. W szkole, na podwórku, jak wszyscy chłopcy, nie było w tym nic szczególnego. Teraz unikam takich sytuacji, jak widzę, że zaczyna się bójka, odchodzę.

GALA: Czy pan się czegoś boi?

EBI SMOLAREK: Kiedy miałem 5–7 lat, bałem się zasnąć, więc sprawdzałem, czy pod łóżkiem nie ma jakiegoś potwora. Teraz nie mam lęków.

GALA: Ma pan silny charakter.

EBI SMOLAREK: Nie wiem. Robię swoje i wierzę w siebie, a to jest chyba w życiu najważniejsze. Wtedy wszystko lepiej wychodzi. Miałem jasno wytyczony cel od małego i wciąż do niego dążę. Dzieciństwo kojarzy mi się z pracą i dyscypliną. Miałem talent, ale najpierw musiałem ciężko pracować, żeby ktoś to zauważył.

GALA: Sam pan ten cel wymyślił czy ktoś panu podpowiedział?

EBI SMOLAREK: Sam. Już w szkole podstawowej, jak nauczyciel pytał, gdzie chcemy pracować mówiłem, że na boisku, bo będę tam kopał piłkę i zostanę piłkarzem. On wtedy mówił, że to jest gra, rozrywka, miłe spędzanie wolnego czasu, ale ja się upierałem, że nie, że to będzie moja praca. I tak się stało. To moja praca i moje hobby. Ale wolę mówić hobby.

GALA: Dlaczego?

EBI SMOLAREK: Kopię w piłkę mniej więcej dwie godziny dziennie. I wiem, że większość ludzi spędza w pracy 8–10 godzin każdego dnia i to oni tak naprawdę pracują. Przy ich dniu pracy moje dwie godziny kopania wyglądają jak czysta przyjemność.

GALA: Czegoś się pan dorobił na hobby?

EBI SMOLAREK: No tak, samochodu (sportowe porsche carrera GT – red.), mieszkania...

GALA: Kupił je pan w Polsce?

EBI SMOLAREK: W Niemczech, ale jak przyjeżdżam do Polski odwiedzić babcię i dziadka, czuję, że to jest mój kraj. Tutaj się urodziłem, tu jest moje miejsce i tu chciałbym być. Nie jestem zbyt często, bo tak mi się życie ułożyło, że pracuję za granicą i tam dużo mieszkam. Ale czuję się Polakiem.

GALA: Co to dla pana znaczy?

EBI SMOLAREK: Że mam polską krew. I serce. No i paszport.

GALA: Ile miał pan lat, kiedy rodzice postanowili wyjechać za granicę?

 

EBI SMOLAREK: Pięć. Tata dostał pracę w Niemczech. Dwa lata później przenieśliśmy się do Holandii, rodzice mieszkają tam do dzisiaj. Mama zajmowała się domem, mną i moim bratem Mariuszem. Jest ciepła, zawsze można się było do niej przytulić i ja się przytulałem. Bardzo dużo dla mnie zrobiła. W Rotterdamie mieszkaliśmy 30 minut jazdy samochodem od stadionu Feyenoordu i mama codziennie po szkole odwoziła nas tam na godzinę 16.00, jechała do domu, przygotowywała kolację, sprzątała i wracała po nas na 18.00. Myślę, że miała ciężkie życie z nami.

GALA: Dzieciństwo spędził pan...

EBI SMOLAREK: ...głównie z bratem. Mariusz jest dwa lata starszy, był wodzem, bo był lepszy, długo ze mną wygrywał. Jak teraz patrzę na te czasy, myślę, że było fajnie. Często się kłóciliśmy, dwóch energicznych chłopaków w domu, rodzice nie mieli z nami łatwo. Naszą ulubioną zabawą była gra w piłkę. Graliśmy wszędzie, w pokoju, na korytarzu, na podwórku. Mama na pewno gdzieś schowała jakąś poszarpaną piłkę z naszego dzieciństwa.

GALA: Najważniejsza lekcja, której panu udzielili rodzice?

EBI SMOLAREK: Powtarzali mi, że muszę skończyć szkołę. Że to jest najważniejsze. Nie lekceważyłem szkoły, ale był taki czas, że wolałem chodzić na treningi niż na lekcje. Rodzice mi tłumaczyli: „Będziesz chciał zostać piłkarzem, to nim zostaniesz, ale jak masz 14 lat, nie wiesz, jak potoczy się twoje życie. Czy uda ci się zrobić karierę w piłce, czy nie złapiesz jakiejś kontuzji i nie będziesz zmuszony odejść. Bez wykształcenia nie znajdziesz porządnej pracy”. I ja ich posłuchałem.

GALA: Kiedy pan dzwonił ostatnio do rodziców?

EBI SMOLAREK: Wczoraj. Pytałem, co u nich słychać, jak się czują. Odkąd mieszkam w Hiszpanii, nie mogę już tak często do nich jeździć. Dlatego dużo z nimi rozmawiam przez telefon. To jest mi potrzebne, sprawia dużą przyjemność.

GALA: Nie czuje się pan samotny?

EBI SMOLAREK: Nie. Trenuję, gram mecze, codziennie robię sobie sjestę, bo taki tu mają zwyczaj. Mam w tygodniu jeden dzień wolny, wtedy robię zakupy, chodzę na plażę, do restauracji – lubię tam wpadać na krewetki na oliwie i makarony. Mam 27 lat i chciałbym tak żyć jak najdłużej, ale zobaczymy, czy moje ciało będzie chciało. Jeśli utrzymam formę, to myślę, że jeszcze mogę 10 lat pograć.

GALA: A samotność mężczyzny? Jest obok jakaś dziewczyna?

EBI SMOLAREK: (śmiech) Nie chcę o tym rozmawiać, to bardzo prywatne sprawy.

GALA: A jakiej dziewczyny pan szuka?

EBI SMOLAREK: Uczciwej. Mało jest dziś takich ludzi w ogóle, ale dla mnie uczciwość jest bardzo ważna. Poza tym ciepłej, z poczuciem humoru, żebyśmy mogli razem żartować, bo ja się lubię dużo śmiać. Narodowość nie ma żadnego znaczenia.