To po prostu bezczelne! Królowa nie ma za grosz wyczucia sytuacji” – skarżył się pewien starszy mieszkaniec Londynu dziennikarzom z „The Sun”. Nie mógł zrozumieć, jak Elżbieta II mogła poprosić państwo o podwyżkę. I to zwłaszcza teraz, kiedy świat z miesiąca na miesiąc pogrąża się w coraz większym kryzysie.

W Wielkiej Brytanii od kilku tygodni trwają gorące dyskusje na temat kontrowersyjnego zachowania monarchini. Wszyscy zastanawiają się, po co tak naprawdę potrzebne są Elżbiecie II pieniądze, skoro co roku dostaje od rządu 8 milionów funtów. Dodatkowo skarb państwa opłaca jej wszystkie podróże zagraniczne. A ministerstwo kultury łoży na utrzymanie zabytków i ich ewentualną renowację. Prywatne śledztwo rozpoczęli więc dziennikarze z kolorowych magazynów. Za wszelką cenę chcieli się dowiedzieć, dlaczego akurat teraz, pierwszy raz od dwudziestu lat, królowa wystąpiła z taką prośbą.

PROSTE ŻYCIE
Podwyżkowych teorii jest kilka. Jednak według najbardziej prawdopodobnej z nich to nie sama Elżbieta II generuje na dworze największe koszty. Monarchini od początku swojego panowania uchodziła za skromną i niezwykle oszczędną. Choć lubi od czasu do czasu urządzić huczne przyjęcie dla polityków i ludzi ze świata kultury, nigdy nie zleca swoim kucharzom, by przygotowywali kosztowne, egzotyczne rarytasy. Jest zwolenniczką prostej, brytyjskiej kuchni. Na obiady uwielbia jadać takie potrawy jak kurczak w curry czy mięso w sosie chilli Brytyjczyk: gotowane jajko i dwa przyrumienione tosty.

Królowa nie wyjeżdża także na wakacje w dalekie miejsca. Najswobodniej czuje się na ukochanych Wyspach. Lubi proste życie i zwyczajne rozrywki. Zawsze, gdy ma luźniejszy tydzień, razem z mężem, księciem Filipem, udaje się do swojego szkockiego pałacu Balmoral. To tam nabiera energii do pracy na cały rok. Wolny czas spędza głównie na polowaniach. Szczególnie na sarny i jelenie, z których nadworny kucharz przyrządza później potrawy.

Dziennikarze z „Daily Mirror” ustalili również, że Elżbieta II oszczędza na ubraniach. W przeciwieństwie do żon premierów czy prezydentów, które weekendy spędzają na szukaniu butów w drogich butikach, ona nie wymienia garderoby co kilka tygodni. Od wielu lat szyje swoje ubrania na zamówienie u brytyjskich krawców, którzy zawsze dają jej duże rabaty. Złośliwi śmiali się nawet, że może przez to zbankrutował w zeszłym roku jeden z jej ulubionych zakładów krawieckich Hardy Amies.

ROZRZUTNA RODZINKA
„Ktoś musiał spowodować to dziwne zachowanie królowej” – mówią Brytyjczycy. Ale kto? Na pierwszym miejscu listy największych utracjuszy rodziny królowej znalazł się jej najstarszy syn. Książę Karol marnuje podobno mnóstwo pożywienia. W jednej z jego wiejskich posiadłości służący codziennie wylewają do zlewu litry tłustej śmietany. Powód? Karol nie lubi, gdy jedzenie stoi w lodówce dłużej niż jeden dzień. Jego synowie również nie należą do oszczędnych.

Pod koniec zeszłego roku pod ostrzałem mediów znalazł się następca tronu książę William. Przeanalizowano jego bieżące wydatki i wnioski były dość zaskakujące. Okazało się, że syn Diany wydawał krocie na utrzymanie swojej dziewczyny Kate Middleton. Choć córka właścicieli firmy organizującej przyjęcia skończyła prestiżowe studia na uczelni St. Andrews, nie śpieszyła się z podjęciem jakiejkolwiek pracy. Nic dziwnego. Miała w końcu u boku szczodrego Williama, który nie żałował Kate niczego. Książę opłacał jej karnety na siłownię, kupował drogie ubrania, zabierał na wystawne kolacje i fundował wizyty u znanego w Anglii stylisty fryzur Richarda Warda. Wyszło także na jaw, że zapewnił dziewczynie prywatną ochronę. Za pieniądze podatników naszpikowano ich apartament Clarence House kamerami i superczułymi alarmami najnowszej generacji. Książę bał się podobno o bezpieczeństwo Kate. Nie darowałby sobie, gdyby Middleton coś się stało.

Młodszy brat Williama nie gorzej od niego szastał pieniędzmi. Gdy jeszcze spotykał się z pochodzącą z RPA Chelsy Davy, często podróżował z nią po świecie: do USA, Brazylii, Chile. Kilka razy w roku odwiedzał ją także w rodzinnym domu w Kapsztadzie. Do tego dochodzły drogie prezenty na urodziny, imieniny i różne rocznice. Najwięcej pieniędzy z budżetu Harry’ego szło jednak na huczne imprezy. Rozrywkowy Windsor kilka razy w tygodniu szalał w nocnych lokalach. Oczywiście tych najmodniejszych i najdroższych. „Nigdy nie żałował pieniędzy. Na nic! Gdy wchodziliśmy do klubu Bungalow 8, od razu biegł do baru. Czasami, gdy miał wyjątkowo dobry humor, stawiał drinki wszystkim osobom, które akurat stały przy barze” – powiedział redaktorom z „The Sun” jeden z kolegów Harry’ego.

„PRZEKRĘTY" KRÓLOWEJ
Sympatycy brytyjskiej rodziny królewskiej bronią jednak królowej. Wciąż podkreślają, że przecież pieniądze, które dostaje od rządu, nie idą tylko i wyłącznie na jej przyjemności. Wspomniane wcześniej 8 milionów przeznaczane jest przede wszystkim na pensje dla personelu we wszystkich pałacach. W samej siedzibie królowej zatrudnionych jest ponad 300 pracowników. Kosztują także ich stroje. Kilkanaście tysięcy funtów idzie na same futra do czapek dla gwardzistów. Co roku ginie 50 niedźwiedzi, z których skór robi się widowiskowe nakrycia głowy.

 

Elżbieta II podobno już kilka lat temu zauważyła braki w budżecie dworu. Złośliwi śmiali się, że to dlatego zaczęła zatrudniać w pałacu ludzi na czarno. W zeszłym roku wyszło na jaw, że jednym z osobistych lokajów głowy państwa był imigrant z Rosji, 32-letni Igor Gołowanow, który nie miał pozwolenia na pracę. Ale to nie wszystko. Królowa zaczęła także oszczędzać na... warzywach. Pierwszy raz od czasów II wojny światowej pozwoliła ogrodnikom, by na tyłach pałacu Buckingham posadzili cebulę i pomidory. „Są to rzadkie odmiany warzyw, które uprawiali jeszcze przodkowie Elżbiety II. Jej decyzja nie ma nic wspólnego z kryzysem” – powiedział rzecznik Jej Wysokości. Ale kto wie, jak jest naprawdę. W końcu ambitna królowa nigdy nie przyznałaby się publicznie do złego gospodarowania budżetem dworu. Czy Brytyjczycy okażą się hojni dla swojej królowej? Czas pokaże.