GALA: W jednym z odcinków „Tańca z gwiazdami” jurorzy tańczyli. Pani zaśpiewałaby w „Jak oni śpiewają”?

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Na pewno nie. Drażni mnie mój głos. Nie uważam, że jest tak interesujący, żeby się z nim publicznie obnosić.

GALA: W szkole śpiewała pani podczas eliminacji do Festiwalu Piosenki Radzieckiej.

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Festiwal miał 700 etapów. Mnie wypchnęli na pierwszy. Pamiętam, że nie nauczyłam się dobrze tekstu, potraktowałam swój występ jak szczery wygłup. Strasznie mnie śmieszyło, że koleżanki tak bardzo się starały i przejmowały. Dostałam wtedy ikebanę, która służyła mi długie lata, wreszcie się zbiła, a z nią moje wspomnienie o festiwalu. To była moja jedyna przygoda ze śpiewaniem.

GALA: A uroczystości rodzinne?

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Czasem śpiewamy grupowo, ale tak naprawdę nie lubię wspólnych zabaw, wręcz nie umiem się bawić, kiwać się, podśpiewywać. To nie dla mnie. Zawsze bałam się tłumu, staram się uciekać w jakieś ciche miejsca. Teraz rozglądam się za małym domkiem na wsi, tak do stu kilometrów od Warszawy. Marzę o kompletnym odludziu, bez żadnych sąsiadów w promieniu dziesięciu kilometrów.

GALA: Ze wszystkich edycji „JOŚ” ktoś naprawdę panią zachwycił?

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Tak, żebym oniemiała z wrażenia? To chyba nie. Zdarzyło się kilka dobrych występów, których nie powstydziłaby się zawodowa estrada: Piotra Polka, Asi Liszowskiej, Nataszy Urbańskiej, Agnieszki Włodarczyk. Śpiewali piosenki bardzo dobrze dobrane do swojej osobowości. Lubiłam Ankę Muchę, coś prowokowała, burzyła, dawała show. Wolę to od poprawnego, nudnego wyśpiewywania dźwięków, których się nie rozumie. W tym programie najtrudniejsze jest zmierzenie się z repertuarem przypadkowym, często zupełnie nie swoim. Gdyby wziąć dobrego piosenkarza i kazać mu zaistnieć w repertuarze rockandrollowym, dance czy balladach, to wiadomo, że Agnieszka Chylińska nie sprawdziłaby się w balladzie poetyckiej, a Staszek Sojka w dance.

GALA: Bardzo podoba mi się pani powiedzenie: „Śpiewać to ty może śpiewasz, tylko nie wiadomo po co”.

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Często tak mówię, nie tylko zresztą do gwiazd w programie. Przesłuchuję ogromną ilość ludzi. Trynd do śpiewania stał się teraz obowiązujący w środowiskach młodzieżowych. Zwłaszcza dziewczyny marzą, żeby zostać piosenkarkami. Kojarzy im się to z wywiadami okładkami kolorowych gazet. Myślą, że wystarczy mieć od Bozi ładny głos i za pół roku będą zarabiać masę pieniędzy, jeździć dobrym samochodem, rozdawać autografy. Starają się śpiewać jak Whitney Houston i w dodatku myślą, że są od niej lepsze. Czasem przychodzi piętnastolatka, mówi cieniutkim, słabiutkim głosikiem, jak pani Gienia ze sklepu, i chce śpiewać rock and rolla. A do tego wygląda jak Barbie, tylko jest sto razy brzydsza i głupsza.

GALA: I pani sprowadza ją na ziemię.

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Bo znam realia i nie chcę jej zrobić krzywdy. Po paru dźwiękach potrafię powiedzieć, czy ktoś umie śpiewać. Zawsze patrzę ludziom w oczy, ponieważ w nich odbija się prawda. Oczy nie oszukują. Puste oko zawsze jest pustym dźwiękiem, bez treści, emocji, dreszczu. Piszę wtedy w swoich notatkach: „Nawet zdolna, ale bezmyślna”. Często widzę, że wychodzi człowiek i zastanawia się, jak ma ustawić krtań, całe jego myślenie skupione jest na technice: czy wezmę ten dźwięk, czy nie. W ogóle nie myśli, o czym śpiewa, ale ma ambicję, żeby szybko zostać gwiazdą.

GALA: Kto dla pani jest gwiazdą?

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Na pewno Maryla Rodowicz, Edyta Górniak. Edyta Bartosiewicz to prawdziwa artystka, geniusz muzyczny, do tego pisze świetne teksty. Nie do końca umie sobie dać radę w tym naszym show- -biznesie, prawie nie ma jej w radiu. Grażyna Łobaszewska, Staszek Sojka zawsze robią na mnie kolosalne wrażenie. Staszek daje z siebie wszystko, pisze piękną muzykę, teksty. Nawet jak czasem jest zapluty, spocony, czy zdarza mu się być pijanym albo naćpanym, bo i taki koncert widziałam, to zawsze jest genialny. Gwiazda może robić błędy, może być zmanierowana, bo ma to coś nie do określenia.

GALA: Widzi pani następczynie Maryli?

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Na razie nie. Dziewczyny się teraz szufladkują. Ania Dąbrowska, która bardzo mi się podoba, jest mroczna i tajemnicza. Nie zaśpiewałaby „Przybyli ułani pod okienko”. A Maryla jest uniwersalna. Zaśpiewa balladę z bardzo dramatycznym tekstem, ale też piosenkę do tańca czy coś soulowego. Kilka dni temu opowiadała mi o koncercie Tiny Turner w Pradze. Żałuję, że tego nie widziałam. Sześćdziesięciokilkuletnia kobieta potrafiła porwać, wręcz zaczarować wielotysięczną publiczność.

GALA: Co by pani poradziła młodym ludziom, którzy marzą o karierze?

 

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Często bardzo utalentowane, piękne, zgrabne, wyraziste dziewczyny nie umieją utrzymać się na rynku, trafiają na zły repertuar albo z jakichś względów ktoś ich nie dopuszcza. Strasznie trudno jest coś doradzić. Myślę, że najważniejsze to być twórczym, wiedzieć, o czym się chce śpiewać. Jeżeli ktoś nie umie komponować, to musi wyszarpać od ludzi utwory w swojej stylistyce, klimatach. Na pewno nie można mieć osobowości myszy siedzącej w kącie. Ale wie pani, sama się kłócę z własnymi myślami. Wiem, że wartości, które mam zakodowane przez lata pracy, nie są adekwatne do dzisiejszych czasów. Teraz tak naprawdę wcale nie trzeba mieć mądrości w oku, być interesującym, a nawet umieć śpiewać. Smutne, ale polski rynek muzyczny to dno. Strasznie się wszystko skundliło. Wytwórnie szukają repertuaru bardzo płytkiego. Większość piosenek jest tak do siebie podobna, że dla mnie to jedna niekończąca się piosenka.

GALA: Kiedy ostatnio rozmawiałyśmy, zastanawiała się pani, czy Marek Grechuta i Czesław Niemen mieliby dzisiaj szansę się przebić.

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Są podobne osoby na rynku, właśnie Edyta Bartosiewicz, Ania Jopek, Kasia Nosowska. Przy tym ogólnie ładnym śpiewaniu poszły pod prąd, trochę zbulwersowały i to było ich siłą. Trafiły też na dobry czas. Teraz wytwórnie już chcą gładkich artystów. Żyją z zachodniej muzyki, a na polskim rynku potrzebują jakiejś tam Zosi Banach, która wyjdzie, zakręci tyłkiem, pomacha cyckami, zaśpiewa jeden tak zwany przebój. Za rok wypadnie, przyjdzie na jej miejsce jakaś Kasia Pędzich, i tak to się kręci. Niech pani popatrzy na listę przebojów sprzed czterech lat, tych ludzi już nie ma. Jestem pewna, że żadna wielka wytwórnia nie wydałaby teraz „Dziwny jest ten świat” Niemena, a to genialny utwór, wywracający tekstem zastaną rzeczywistość. Powiedzieliby, że ludzie tego nie kupią, nie będą wsadzać pieniędzy, żeby potem nie zarobić. Teraz mam do czynienia z płytą, która dopiero powstaje. Lora Szafran nagrywa z Witkiem Cisłą, kompozytorem Krzyśka Kiljańskiego. Rozmawiałam z kilkoma osobami z wytwórni. Mówią: „To piękny materiał, ale nie do sprzedania, za trudny”. Przekonuję: „Spróbujcie, uderzcie z reklamą w target Trójki, TVN 24, Radia PiN. Nie wiem, co z tym będzie. Jak wygram w totolotka, to najpierw wydam płytę Lory. Materiału Krzyśka Kiljańskiego też nikt nie chciał, sama byłam z nim w trzech wytwórniach. Jedynie Kayah zachwyciła się i wydała.

GALA: Marysi Peszek udało się zaistnieć z ambitnym repertuarem. Już druga płyta odniosła sukces, także komercyjny.

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Pamiętam, kiedy przyszła do mnie z repertuarem na pierwszą płytę „Miasto mania”. Materiał wyraźnie niszowy, z muzyką Wojtka Waglewskiego. Powiedziałam: „Marysiu, w życiu ci tego nikt nie wyda, a jeżeli nawet, to będzie funkcjonowało gdzieś na poziomie garaży”. A ona się uparła. Usłyszałam: „Zobaczysz, uda się”. Miała odwagę pójść własną drogą, zburzyła pewne konwencje. Marysia nie ma wybitnych walorów głosowych, ale wspaniale potrafi wydobyć różne kolory dźwięków.

GALA: Ludzie do dziś pamiętają „Jesteś lekiem na całe zło” Krystyny Prońko czy „Kocham cię, życie” Edyty Geppert. A teraz większość piosenek jest o niczym.

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: To prawdziwy dramat. Króluje komercja, wrzucanie ludziom do głowy papki. U nas w ogóle myślenie jest marną sprawą.

GALA: A co pani sądzi o festiwalu w Opolu? Kiedyś to było święto piosenki, a teraz, mam wrażenie, z każdym rokiem jest coraz gorzej.

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Przeprowadziłam się do Warszawy siedemnaście lat temu po bardzo niemiłych sytuacjach w Opolu. Nie wiadomo dlaczego, przestali mnie wpuszczać do amfiteatru. Teraz chcą mi dać nagrodę. Niech spadają! Pamiętam, jak przez pierwsze lata w Warszawie tęskniłam do festiwalu, siedziałam przed telewizorem i było mi strasznie smutno. Ale z roku na rok coraz bardziej cieszyłam się, że mnie tam nie ma. Tak nudzą mnie te koncerty, potwornie zniesmaczają premiery, coś okropnego. Tani blichtr. Pamiętam czasy, kiedy wychodził Marek Grechuta, za chwilę Jerzy Połomski, po nim Granda Banda, taka wariacka kapela, Kazik Grześkowiak z kabaretem, Ewa Demarczyk, Magda Umer. Cała paleta szlachetnych barw. Piosenki pozostawały w sercu, były małymi dziełami v Zawsze patrzę ludziom w oczy, bo w nich odbija się prawda. Oczy nie oszukują. Puste oko zawsze jest pustym dźwiękiem sztuki. A teraz tylko pop, pop i pop. Popłuczyny, bylejakość, nie ma tam ziarna prawdy. Przeraża mnie to.

GALA: Dlaczego nikt z polskich wykonawców nie zrobił światowej kariery?

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Najbliżej była Edyta Górniak, ale to był niekorzystny czas, tuż po transformacji ustrojowej. Myślę, że gdyby Edyta urodziła się na Zachodzie, dziś byłaby światową gwiazdą. Na pewno dzieli nas bariera językowa. To, niestety, słychać. Nie znam dobrze angielskiego, a zawsze słyszę, jeżeli ktoś śpiewa ze złym akcentem. Wytwórnie nie mają przetartych szlaków, nie umieją odpowiednio promować. Trzecia sprawa, my ciągle chcemy kopiować, być lepsi od Britney Spears albo od Murzynów. Nie da rady, jesteśmy Słowianami. Tłumaczę muzykom od lat, że jeżeli chcemy się przebić, musimy być oryginalni, zaproponować coś swojego. Zespół Kapela ze Wsi Warszawa znany jest na całym świecie, a w Polsce mało kto o nich słyszał.

GALA: Denerwuje panią, że nasi wokaliści tak często śpiewają po angielsku?

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Doprowadza mnie to do szału. Ostatnio byłam na warsztatach w Toruniu. Pięćdziesiąt wyselekcjonowanych osób, niektóre bardzo utalentowane, wszyscy śpiewali po angielsku. Pytałam: „Czy znasz jednego obcokrajowca w Polsce, obojętne, czy jest to Niemiec, Bułgar, Rosjanin, który mówi tak po polsku i tak śpiewa po polsku, żebyś nie odróżnił?”. Wiele osób, śpiewając po angielsku, ma nadzieję, że się przebije. A to zawsze jest karykaturalne.

GALA: Udziela pani jeszcze lekcji śpiewu?

 

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Indywidualnych już prawie wcale. Myślałam nawet ostatnio, żeby przejrzeć moje kasety. Zawsze na początku nagrywałam ucznia na taśmach wideo, mijały lata i patrzyłam, co z niego wychodzi. Prowadziłam od dziecka Edytę Górniak i Dodę. Miały po czternaście lat, kiedy do mnie trafiły. Edyta jeszcze w Opolu, a Dorota przyjeżdżała do Warszawy raz na dwa tygodnie z rodzicami. Zawsze była w kontrze. Jako czternastolatka już tupała nóżką. A ja uwielbiam ludzi, którzy mi się sprzeciwiają. Pracowałam z nią na piosenkach Agnieszki Osieckiej. Mam nawet nagranie „Polskiej Madonny”. Co ja się z nią nawalczyłam, o Boże!

GALA: A jaka była Edyta?

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Też bardzo niepokorna, egzaltowana, zawsze przejęta. Łatwo ją było zranić. Czasem to wykorzystywałam w bezczelny sposób. Zakładając, że bardzo rzadko pochwała pcha człowieka do przodu. Edyta i Dorota mają kompletnie inne osobowości i wrażliwości. Edyta skłócona ze wszystkimi wokół, Dorota w dużej symbiozie z rodziną. Edyta koloruje delikatnością. Dorota ryczy mocnym głosem, ma potworne kopyto, jak ja mówię.

GALA: Jak pani ocenia dziś Dodę?

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Opiera karierę na skandalu. Jest to jakieś wyjście, nie jestem zgorszoną ciocią. Natomiast jej teksty to dramat. Źle napisane, banalne, głupie, mimo że w jakiś sposób szczere. I w tym jest cała siła jej śpiewania. Na pewno nie zaistnieje w historii muzyki rozrywkowej. Utożsamiają się z nią jedynie 15-latki.

GALA: Może to zapowiedź zbliżającego się końca kariery? Wszystko, co miała do powiedzenia, już powiedziała.

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Tego nigdy nie wiemy do końca. Niedawno rozmawiałam z jej rodzicami. Dorota trochę się wyprztykała. Niedługo zacznie się problem. Skończy się piękne ciało i co? Trzeba umieć godnie się starzeć nawet w tym wieku. Nie można śpiewać infantylnych piosenek dla nastolatek, mając lat dwadzieścia parę. Wtedy to jest żałosne.

GALA: To prawda, że najlepiej pani odpoczywa nie przy muzyce, ale oglądając programy polityczne?

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: I przy kartach, grając z internautami. TVN 24 oglądam na okrągło. Czuję się, jakbym oglądała kabareton. Mam swoich ulubieńców: Cymański, Kurski, Gosiewski, cudny Giertych, ten biały wypławek, jak go nazywam, Wierzejski, który teraz jest w Libertasie. I Fotyga, wręcz zjawisko. Nigdy nie umie odpowiedzieć nawet na proste pytanie. Strasznie mnie śmieszy ich głupota, zacietrzewienie. Nienawidzą świata, życia, ludzi. Mogę ich oglądać godzinami.

GALA: Co pani widzi w ich oczach?

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Ani ziarna prawdy. Grają jakieś życiowe role. Strasznie dużo mają do stracenia, bo co oni robiliby, gdyby nie byli politykami?

GALA: A „JOŚ” z politykami?

ELŻBIETA ZAPENDOWSKA: Świetnie by było, a jaka oglądalność! Wtedy mogę pracować nawet za darmo.