Zwykle bardzo otwarcie opowiadała o związku z Romanem Polańskim. Zwierzyła się nawet, że „sypia ze starym Żydem”. Dzisiaj na wzmiankę o mężu Emmanuelle Seigner uśmiecha się wymijająco. Pytana, czy ich miłość nadal jest pełna namiętności, zaczyna od powątpiewającego: „Czy ja wiem...” i zmienia temat. Mówi, że nie mają już czasu tylko dla siebie, bo każdą wolną chwilę spędzają z dziećmi. Nie towarzyszyła też Romanowi Polańskiemu w Cannes, kiedy wręczał Grand Prix Jury. Czy – jak głoszą plotki – pan i pani „Polanski” rzeczywiście myślą o rozstaniu?

GALA: Rola stewardesy, która z prywatnym detektywem poszukuje siostry porwanej przez seryjnego mordercę – w filmie „Giallo”, to pani debiut w kinie grozy.

EMMANUELLE SEIGNER: Gdyby ktoś powiedział mi kilka miesięcy temu, że zagram w horrorze, nie uwierzyłabym. Po takich filmach od dzieciństwa śnią mi się koszmary. Jednak propozycja pracy z mistrzem Dario Argento była dla mnie nowym wyzwaniem. Wielkie wrażenie zrobiły na mnie jego „Odgłosy” i „Głęboka czerwień”. „Giallo” jest też filmem psychologicznym, tak jak „Milczenie owiec”, a takie właśnie lubię.

GALA: Nic dziwnego. Grywała pani głównie skomplikowane postacie: silne, buntujące się kobiety. Jedynie Celine Desmoulins, żona sparaliżowanego mężczyzny z „Motyla i skafandra”, sprawia wrażenie pogodzonej z życiem. Nie lubi pani wcielać się w delikatne kobiety?

EMMANUELLE SEIGNER: Takie role uważam za zbyt mieszczańskie. Zresztą postacie z problemami są po prostu ciekawsze, bo trudniej się w nie wcielić. Prywatnie jestem zupełnie inna niż one. Otwarta, zrównoważona i wesoła.

GALA: Od takich postaci trudno chyba odciąć się po zejściu z planu?

EMMANUELLE SEIGNER: Ja to potrafię. Nie jestem podatna na stres i mało czym się przejmuję. Zresztą nie grywam wyłącznie w dramatach. Właśnie skończyłam zdjęcia do komedii w reżyserii Danielle Thompson (scenarzystka „Królowej Margot” – przyp. red.) „Le code a change”, w której wystąpiłam u boku Danny’ego Boona, francuskiego komika i aktora, oraz Mariny Hands, laureatki Cezara 2006.

GALA: Próbuje pani sił na wielu frontach. W zeszłym roku nagrała pani płytę z zespołem rockowym Ultra Orange.

EMMANUELLE SEIGNER: Ta płyta wyraża mnie lepiej niż zagrane role. Śpiewając, także wcielam się w jakąś postać. Mam nad tym nawet większą kontrolę. Aktor na planie filmu musi, niestety, poddać się woli jego twórców. Pogodzić się z tym, że np. wycinają jego ulubione sceny i dodają do tego muzykę, która mu się wcale nie podoba. Potem, kiedy ogląda film ze swoim udziałem, jest rozczarowany. Nagrywając płytę, mogę zagrać dokładnie taką rolę, jaką chcę. I to właśnie daje mi wolność. Ale nie rzucę aktorstwa dla śpiewania. Nadal najbardziej kocham kino.

GALA: Pochodzi pani z rodziny o artystycznych tradycjach. Pani dziadek i ciotka byli aktorami Comédie Française.

EMMANUELLE SEIGNER: Mieszkaliśmy wszyscy w tej samej paryskiej kamienicy przy Ogrodzie Luksemburskim. Moi rodzice, dwie siostry i ja na pierwszym piętrze, a ciotka i dziadkowie na piątym. Po szkole jadłam u nich podwieczorek. Dziadek zasiadał wtedy właśnie do śniadania. Pamiętam, że często wpadali do niego znajomi aktorzy. Chodziliśmy całą rodziną do teatru, a na Wigilię urządzaną w Comédie Française dostawałam sztuki Moliera. W każdą środę dziadek zabierał mnie i moją młodszą siotrę Mathilde na próby. Jego wielka luksusowa garderoba fascynowała mnie. Uparcie jednak twierdziłam, że zostanę lekarzem. Kiedy miałam 16 lat, zaczęłam pozować do zdjęć spotkanemu w Luksemburgu fotografowi i tak się wszystko zaczęło.

GALA: Jako nastolatka uwiodła pani ówczesnego prezydenta Francji...

EMMANUELLE SEIGNER: To było podczas kolacji u znanego adwokata Georges’a Kiejmana. Posadzono mnie wtedy obok François Mitterranda. Byłam wówczas nieśmiałą, niewykształconą licealistką. Nagle Kiejman zapytał: „Emmanuelle, jakie było pierwsze wydarzenie polityczne, które wpłynęło na twoje życie?”. Poczułam, że robię się czerwona. Mitterrand pospieszył mi wtedy z pomocą: „Oczywiście jej pierwsza skórzana kurtka!”. Rzeczywiście, miałam taką na sobie. Spojrzał na mnie i najwidoczniej od razu poczuł rocka!

GALA: Nigdy nie bała się pani, że młodsza siostra Mathilde, która także została aktorką, może panią przyćmić?

EMMANUELLE SEIGNER: Gdybym była zazdrosna albo jej źle życzyła, nie mogłabym spojrzeć na siebie w lustrze! Od małego byłyśmy ze sobą bardzo zżyte. I rozrabiałyśmy tak strasznie, że nikt nie chciał nas pilnować. Niszczyłyśmy misie, lalki, meble. W wakacje dołączali do nas kuzyni i zaczynało się szaleństwo.

GALA: Pani najmłodsza siostra Marie- Amélie też została artystką. Śpiewa.

EMMANUELLE SEIGNER: Ma niesamowity talent. Mój ojciec pisał teksty piosenek. Napisał też kilka dla Johnny’ego Holidaya.

GALA: Niezła rodzina.

EMMANUELLE SEIGNER: Roman, który nie ma rodziny, uwielbia moją. W weekendy zapraszam siostry i rodziców i gotuję. Rodzina jest jak tarcza, która mnie chroni.

GALA: Jaką pani jest mamą?

EMMANUELLE SEIGNER: Staram się odtworzyć więź, którą obserwowałam w domu. Uwielbiam zajmować się Morgane i Elvisem. Widzę, że są szczęśliwi.

GALA: Historia zatoczyła koło: pani córka też chce zostać aktorką. Co pani na to?

 

EMMANUELLE SEIGNER: Co mam jej powiedzieć? Ojciec jest reżyserem, matka aktorką. Morgane ma talent. Na pewno będę ją wspierać, ale na razie chciałabym, aby zdała maturę. Jest najlepszą uczennicą w klasie i jestem z niej dumna. Staram się chronić ją i Elvisa. Nie widzieli „Gorzkich godów”, nie byli na żadnym z moich koncertów. Na scenie zachowuję się jak 15-latka, a jednocześnie jestem bardzo zmysłowa. Nie chcę, aby moje dzieci to widziały. Moja córka nie lubi mnie w wydaniu sexy. Nie znosi przechodzić obok reklam, gdzie półnaga reklamuję Gapa i Yves Saint-Laurent. Elvis kocha jazz i rocka i tak jak ja jest fanem Lou Reeda. Bawi mnie, kiedy z całych sił śpiewa: „I can’t stand it any more”. Skomponował już kilka kawałków. Są niezłe.

GALA: Skoro już jesteśmy przy rodzinie. Czy po 20 latach małżeństwa nadal jest pani zakochana w Romanie Polańskim?

EMMANUELLE SEIGNER: Teraz priorytetem są dla nas dzieci. Staramy się spędzać z nimi jak najwięcej czasu.Zależy nam, by nie cierpiały z tego powodu, że mają sławnych rodziców, i by czuły się bezpiecznie. Kiedy wyjeżdżamy i nie możemy dzieci zabrać ze sobą, moi rodzice przeprowadzają się do nas, aby się nimi zająć.

GALA: Ma pani 42 lata, a wygląda jak młoda dziewczyna. Pani sekret?

EMMANUELLE SEIGNER: Nie stosuję specjalnych diet. Po prostu nie palę, nie pijam alkoholu i co tydzień przez dwie godziny trenuję boks.

GALA: Pani urodę doceniła Irena Eris. Jest pani twarzą jej marki.

EMMANUELLE SEIGNER: Kosmetyków tej firmy używam już od dwóch lat i jestem bardzo zadowolona. Gdy padła propozycja, bym została twarzą Dr Ireny Eris, od razu się zgodziłam.

GALA: Lubi pani przyjeżdżać do Polski?

EMMANUELLE SEIGNER: Odwiedzam ją teraz częściej niż mąż. W ubiegłym roku z powodu trasy koncertowej byłam tu aż pięć razy. Bardzo doceniam gościnność i uprzejmość Polaków, przepadam za barszczem i makowcem.

GALA: Brakuje pani czegoś do szczęścia? Sprawia pani wrażenie spełnionej.

EMMANUELLE SEIGNER: Czekam na rolę życia i cieszę się, że nie otrzymałam takiej propozycji za wcześnie.

GALA: A jeśli się pani taka nie trafi ?

EMMANUELLE SEIGNER: Staram się brać życie takim, jakie jest. Powtarzam sobie, że mogło być gorzej.