GALA: Plotkujesz o facetach?

EVA MENDES: Za często. Ale z wiekiem koncentruję się na innych sprawach. Kiedyś zachwycałam się pośladkami chłopaków ze szkolnej drużyny futbolowej. Teraz z przyjaciółkami rozmawiamy o nich jak o ojcach naszych dzieci, o głowach rodzin. Wciąż jest śmiesznie, jednak brak tej beztroski.

GALA: Zdradzasz im szczegóły związku?

EVA MENDES: To są dziewczyny, które znam od 12. roku życia. Z jedną przez kilka lat siedziałam w szkolnej ławce. Nie mamy przed sobą żadnych tajemnic.

GALA: Jesteście tak blisko jak bohaterki filmu „Kobiety” – jedna za wszystkie, wszystkie za jedną?

EVA MENDES: Może nie dosłownie. Nie węszymy w poszukiwaniu kochanek naszych facetów. Lecz kiedy działoby się coś złego, myślę, że potrafiłybyśmy pokazać pazurki. Film świetnie ukazuje różne typy współczesnych kobiet. Reżyserka Diane English zwróciła uwagę na piękną cechę, która nas, kobiety, jednoczy. Lojalność, siostrzeństwo czy jak kto woli, potoczna „solidarność jajników”.

GALA: Brzmi to jak pean na cześć kobiet. A przecież to twoja bohaterka, Crystal, rozbija małżeństwo Mary, granej przez Meg Ryan. To kobieta kobiecie gotuje ten los.

EVA MENDES: Moja mama mawiała, że w każdym stadzie znajdzie się czarna owca. Ważny jest morał tej historii. Crystal zostaje z niczym, a Mary odnosi sukces. Nakręciliśmy nawet scenę konfrontacji Crystal i Mary. Idealną na koniec filmu. Niestety, Diane zdecydowała się ją wyciąć. Ja w kompletnym nieładzie, w poszarpanych ubraniach, rozmazanym makijażu stałam przed kobietą, której ukradłam męża, i prosiłam ją o radę. Tłumaczyłam, że przecież nic nie zrobiłam, a Mary mi wybaczyła. Tylko kobieta jest zdolna do takiego poświęcenia.

GALA: Wybaczyłabyś?

EVA MENDES: Mówiąc, że tylko kobieta jest zdolna do takiego poświęcenia, nie miałam na myśli wszystkich... A tak na poważnie, chciałabym umieć to zrobić. I pewnie zależałoby to od sytuacji. Każda zdrada ma inne podłoże, co innego może kierować ludźmi, że decydują się na taki krok.Kiedy dowiadujesz się, że twój mąż, z którym jesteś 30 lat, 15 lat temu zdradził cię z sekretarką, wywołuje to mniejsze emocje, niż gdybyś przyłapała ich na gorącym uczynku. Drugi biegun to kategoryczne „odchodzę” osoby zdradzonej. Wydaje mi się, że jest to pewien rodzaj hipokryzji. Przecież chcemy być w życiu drugiej osoby nawet wtedy, gdy ma gorsze chwile. A zdrada często jest właśnie takim gorszym momentem.

GALA: Mogłabyś być tą trzecią?

EVA MENDES: Nigdy. Kompletnie nie interesują mnie takie związki.

GALA: Filmowa Meg, kiedy dowiaduje się o romansie męża, ucieka z matką za miasto. Ale są też inne sposoby...

EVA MENDES: Lody. Mnóstwo lodów. O smaku waniliowym lub cappuccino. Dobra jest też pizza. Oczywiście zawsze pomaga też czekolada. W każdej postaci.

GALA: Kaloryczna terapia. Masz idealną figurę, czy to oznacza brak zmartwień?

EVA MENDES: Ale to też jest mój dzienny jadłospis. Nawet jak nie mam zmartwień. Nie należę do osób, które opowiadają, że pochłaniają olbrzymie ilości jedzenia, a tak naprawdę żyją wodą i tabletkami spalającymi tłuszcz. Ja za swoje chwile słabości w kuchni muszę później odpokutować. W siłowni, której nie cierpię, lub na zajęciach fitnessu, na których nudzę się jak mops. Niedawno byłam w Australii i przez różnicę czasu nie spałam pół nocy. Bilans: dwa olbrzymie worki prażonej kukurydzy. Żeby było ciekawiej, nie była to zwykła przekąska. Każde ziarno pokryte było grubą warstwą czekolady. Już o siódmej rano zameldowałam się u mojego hotelowego trenera. I oczywiście jak głupia przyznałam się do łakomstwa. Potem przez dwie godziny dał mi taki wycisk, że na długo odeszła mi ochota na słodycze.

GALA: Ciężkie jest życie symbolu seksu.

EVA MENDES: A kto jest tym symbolem seksu?

GALA: Od lat jesteś tak postrzegana. A teraz, po reklamówkach dla Calvina Kleina, nikt już nie ma wątpliwości.

EVA MENDES: Zawsze peszy mnie, gdy ktoś tak o mnie mówi. Niedawno jeden dziennikarz zapytał, jak to jest być dziewczyną od perfum. Myślałam, że chodziło mu o film. Crystal pracuje przecież na stoisku z perfumami. Zaczynam opowiadać, że wcale nie było łatwo opanować psikanie wodą toaletową z takim zacięciem i złością. Miałam traktować ten spray jak broń. Im dłużej mówiłam, tym większe zaskoczenie malowało się na jego twarzy. W końcu przerwał mi i wydusił, że chodziło o reklamę Secret Obsession Calvina Kleina...

GALA: Która aż ocieka seksem.

EVA MENDES: Chodzi ci o nagą pierś? Tego nawet nie było w scenariuszu. Kręciliśmy kolejne ujęcia i nagle zorientowałam się, że nie jestem przykryta materiałem. Wyszło to bardzo naturalnie. Reżyser chciał dla mojego komfortu powtórzyć ujęcie. Ale zdecydowałam, że to zostawimy.

GALA: Było niemałe zamieszanie...

EVA MENDES: Kompletnie tego nie rozumiem. Zdjęcia są piękne, ale takie miały być. To nie jest film erotyczny, tylko reklama, która pokazuje kobiecość. Nie bądźmy tacy pruderyjni.

GALA: Lubisz swoje ciało. Wystąpiłaś już topless na okładce włoskiego „Vogue’a” i nago w reklamie PETA.

EVA MENDES: Jeżeli mogę uczestniczyć w tworzeniu zdjęć, filmu, rozumiem koncepcję reżysera i co najważniejsze, zgadzam się z nią, nie mam problemu z nagością. Po prostu lubię mieć kontrolę nad moją seksualnością.

GALA: Lubisz to, co robisz?

 

EVA MENDES: Uwielbiam. I doceniam. W wieku 16 lat zaczęłam pracować w centrum handlowym. Najpierw w barze z hot dogami. Zwolnili mnie, bo źle nakładałam dodatki. Potem była pizzeria, lokal obok. Pracowałam miesiąc. Szef zorientował się, że przekupuję chłopaków, żebym nie musiała stać przy gorącym piecu, tylko przy kasie. Zaliczyłam też wszystkie sklepy w tej galerii. Krótko to trwało.

GALA: A komu zapłaciłaś, żeby zostać aktorką?

EVA MENDES: Na szczęście szybko z tego wyrosłam. Teraz przekupuję tylko dzieciaki swoich sióstr i koleżanek, żeby dawały ciotce buziaki.