GALA: Znamy się od siedmiu lat, po raz pierwszy od dawna widzę, że masz szczęśliwe oczy...

EWA BŁASZCZYK: Cieszę się, że to widzisz. Wierzę, że zaczął się dobry czas. Jestem spokojniejsza. Czuję to w sobie. Przyzwyczaiłam się do sytuacji, dużo pracuję i mam jeszcze nadzieję na coś w tym życiu... Nie chcę tego nazywać.

GALA: Maniu, mama jest radośniejsza?

MANIA JANCZARSKA: Ostatnio to... rzadko się widujemy (śmiech).

GALA: Brakuje ci mamy na co dzień?

MANIA JANCZARSKA: Nie chcę, żeby to zabrzmiało niemiło. Ale czasem... Idę rano do szkoły, potem wracam do domu, jem obiad, mam jakieś zajęcia, angielski, tenis. Nie jest tak, że siedzę sama i się nudzę. Na co dzień nie myślę tak intensywnie, że mamy nie ma ze mną w domu. Wiem, że robi w tym czasie tysiące rzeczy i nie może być inaczej.

EWA BŁASZCZYK: Przez całą jesień poświęcałam Mani totalnie za mało czasu. Fundacja, budowa „Budzika”, a jeszcze pracowałam nad nową sztuką „Rok magicznego myślenia”. Nie miałyśmy swojego czasu, tylko dla nas. We wrześniu byłyśmy tydzień na Majorce i mówiłyśmy, że jesień będzie bardzo ciężka.

GALA: Ewo, masz czasem wyrzuty wobec Mani?

EWA BŁASZCZYK: Mam, zdecydowanie.

MANIA JANCZARSKA: To niepotrzebnie.

GALA: Mania często przychodzi z tobą do teatru.

EWA BŁASZCZYK: Kiedy grałam w „Więzi”, Mania nie chciała sama zostawać w domu, brała zeszyty i odrabiała lekcje w garderobie.

MANIA JANCZARSKA: Spodobała mi się „Więź” i zaprzyjaźniłam się z Agnieszką Grochowską. Przyjemnie było.

EWA BŁASZCZYK: Kiedy występowałam gościnnie w spektaklu Jacka Kleyffa, Mania poznała córeczkę inspicjentki. Olga nie miała co zrobić z małą, więc przychodziły razem. Mania zadomowiła się na zapleczu teatru i w którymś momencie wpadłam na pomysł, że pracę i dom da się połączyć.

GALA: Występujecie razem w recitalu „Nawet gdy wichura”. Mania śpiewa i gra na gitarze.

EWA BŁASZCZYK: Pomyślałam, że fajnie byłoby, gdyby do piosenki „A ile” wszedł jeszcze młodziutki głos. Wtedy piosenka jest głębsza, rozszerza się na wszystkie pokolenia.

MANIA JANCZARSKA: Pamiętam, że byłam kiedyś z mamą na próbie. Powiedziała: „Chodź, zaśpiewasz z nami”. No to zaśpiewałam i tak już zostało.

EWA BŁASZCZYK: Z recitalem byłyśmy w Londynie, Los Angeles i San Diego. Przekroczyłyśmy na piechotę granicę z Meksykiem, w drodze do Tijuany. Wiele godzin razem. Rozmowy w samolotach, hotelach. Oglądamy nowe miasta, poznajemy nowych ludzi, możemy coś razem przeżyć. Kradniemy czas. To dla nas obu bardzo ważne.

GALA: Maniu, odkryłaś w sobie pasję? Wiesz już, że chcesz być piosenkarką albo aktorką?

MANIA JANCZARSKA: Piosenkarką na pewno nie, nie śpiewam aż tak dobrze. A aktorką, kto wie... Boję się o tym mówić... Szczerze, do końca jeszcze nie wiem, kim chcę być.

EWA BŁASZCZYK: Mania gra na gitarze, pianinie. Ma zdecydowanie uzdolnienia humanistyczne. Chcę, żeby zetknęła się ze sceną, zobaczyła, czym jest teatr, plan filmowy, śpiewanie. Poczuła stres, ośmieliła się.

GALA: Ale to nie jest tak, że ty ją pchasz na scenę?

EWA BŁASZCZYK: Absolutnie nie. Chodzi mi o to, żeby zobaczyła, czym to wszystko pachnie i mogła kiedyś świadomie wybrać, co chce w życiu robić.

GALA: Kiedyś w soboty chodziłyście razem na basen. Nadal wam się udaje?

EWA BŁASZCZYK: Teraz to jest bardzo trudne. Mam nadzieję, że wkrótce wrócimy do naszych sobót.

MANIA JANCZARSKA: A ja nie lubię takiej regularności. Ustaleń, że właśnie w sobotę o 11 ma być basen. To nudne.

EWA BŁASZCZYK: Obie przyzwyczaiłyśmy się już, że od ponad ośmiu lat żyjemy w wielkiej niepewności. Nigdy do końca nie wiemy, czy uda nam się razem pójść na zaplanowany rower czy wspólne zakupy.

GALA: Pamiętam, kiedy w lutym wyjechałyście na kilka dni do Bukowiny, a Ola nagle znalazła się na OIOM-ie. Dramatyczny wybór: zostać z Manią czy wracać do Oli...

EWA BŁASZCZYK: To były wspólne narty, dawno obiecane Mani... Tylko pierwszy dzień był spokojny. A potem byłam koszmarnie rozdarta. Obłędny niepokój o Olę, a jednocześnie pamiętałam, że te sześć dni miało być tylko dla Mani. Przy żadnej z nich nikt mnie nie mógł zastąpić.

MANIA JANCZARSKA: Byłyśmy z mamą na basenie i zobaczyłam, że jest taka marna... Czułam, że jest jej źle, smutno.

EWA BŁASZCZYK: Wtedy Mania bardzo dużo mi dała...

MANIA JANCZARSKA: Co?

EWA BŁASZCZYK: Powiedziałaś, że rano pójdziemy na narty i że wszystko będzie dobrze. A ja byłam na krawędzi obłędu, nie potrafiłam przywrócić wewnętrznej harmonii. Zaczęły mi się szklić oczy. I po raz pierwszy poczułam, że Mania bierze to na siebie, akceptuje sytuację i się mną opiekuje. Dała mi ogromną siłę. Była ze mną, spała obok na łóżku... Nie było w tym słów.

MANIA JANCZARSKA: Ja tylko starałam się podnieść cię na duchu...

EWA BŁASZCZYK: Wtedy zobaczyłam, że Mania stała się dorosłą osobą. Zostałam z nią w Bukowinie. Przypomniałam sobie słowa austriackiego profesora Franza Gerstenbrandta: „Proszę się skupić na zdrowym dziecku”. Mój przyjazd do Warszawy nie pomógłby Oli, a zaszkodził Mani.

GALA: Powiedziałaś kiedyś, że jesteście z Manią jak naczynia połączone...

 

EWA BŁASZCZYK: Cały czas tak jest. Widzę, jak moje nastroje udzielają się Mani. Staje się pogodniejsza, weselsza, kiedy ja taka jestem. I dlatego tak zawsze dbałam, żeby nie dać się owładnąć cierpieniu.

GALA: Maniu, czujesz, że jesteś bardziej dojrzała od rówieśników, więcej wiesz o życiu?

MANIA JANCZARSKA: Nie wywyższam się. Nigdy nie myślę, że wiem więcej, że jestem bardziej doświadczona.

GALA: Ale w twoim życiu tyle się wydarzyło. Miałaś sześć lat, kiedy spotkałaś się ze śmiercią taty, ciężką chorobą siostry.

MANIA JANCZARSKA: Są ludzie, którzy przeżyli znacznie więcej niż ja. Nie postrzegam mojej sytuacji jako wyjątkowej. Patrzyłam, jak bliscy płaczą. Mama została sama z nami dwiema... Czasem mi przykro, ale muszę to wszystko zaakceptować. Może dlatego, że śmierć taty i choroba Oli zdarzyły się, gdy byłam mała, było mi łatwiej je przeżyć. Wtedy do końca nie rozumiałam, co się stało. Dziś byłoby znacznie trudniej...

EWA BŁASZCZYK: Mania w naturalny sposób przyjęła, że życie może być różne.

GALA: Brakuje ci taty, Maniu?

MANIA JANCZARSKA: Nie zdążyłam za bardzo go poznać... To dla mnie przykre, bo jestem jego częścią. Czasem mama coś mi opowiada.

GALA: Rozmawiacie o Jacku?

EWA BŁASZCZYK: Mało. Nie stawiam sobie zadań, nie prowokuję takich rozmów. Mania zresztą też nie. Czekamy na moment, kiedy potrzeba rozmowy narodzi się w nas sama. Też niewiele rozmawiałyśmy o chorobie Oli. To jest za ważne, za delikatne i dlatego dzieje się między nami bez słów. Myślę, że nasza sytuacja bardzo Manię uwrażliwiła, pozwoliła więcej zobaczyć. Pokazała jej, co jest w życiu ważne. I że są ludzie, którzy chcą coś robić dla innych.

MANIA JANCZARSKA: Moja mama jest wyjątkowa, to jakieś zjawisko nadprzyrodzone.

GALA: Ładne określenie.

MANIA JANCZARSKA: Jestem z niej dumna... Naprawdę, chociaż głupio tak siedzieć obok i prawić komplementy. Ale na co dzień jest zwyczajnie, czasem kłócimy się o różne rzeczy. Troszeczkę mnie wkurza. Ale ja pewnie też ją wkurzam i to bardzo (śmiech). Wiem, że powinnam być wyrozumiała, ale kiedy mama przychodzi zdenerwowana, to się jakby na mnie przenosi. Wtedy bardzo łatwo niepotrzebnie się pokłócić. Każda z nas myśli, że ma rację, i nic z tego nie wynika.

EWA BŁASZCZYK: Ostatnio kłócimy się o to, że Mania chodzi w cienkim płaszczu. A pora roku temu nie sprzyja.

MANIA JANCZARSKA: Ale mam pod spodem dwie bluzy.

EWA BŁASZCZYK: I miałaś trzy infekcje. A to się może przenieść na mnie, na Olę. Masz dwa ciepłe płaszcze.

MANIA JANCZARSKA: Mamo, a ty byś chodziła w czymś, co ci się nie podoba? Nie chodziłabyś. Przepraszam, że to powiem, ale znowu jest tak, że to ty masz rację.

EWA BŁASZCZYK: Ja nie chcę mieć racji. Chodzi mi o to, żebyś nie marzła.

MANIA JANCZARSKA: Ale ja nie czuję się dobrze w ubraniu, które mi się nie podoba. Gust mi się zmienił.

EWA BŁASZCZYK: To jest fantastyczne, że Mania ma taką dozę egoizmu, nie traci tego, co jest charakterystyczne dla jej wieku. Potrafi żądać. To mnie bardzo cieszy. Jest normalną piętnastolatką.

GALA: Jak wygląda twoje życie nastolatki?

MANIA JANCZARSKA: Mam paczkę przyjaciół, od trzech lat fantastyczną przyjaciółkę Agatę. Jest jedyna i niepowtarzalna. Większość czasu spędzamy razem, stale do siebie dzwonimy. Zabieram ją na różne imprezy fundacyjne.

EWA BŁASZCZYK: Świetna dziewczyna. Jej mama bardzo nam pomogła w krytycznej sytuacji. Jest anestezjologiem i w święta wielkanocne poleciała ze mną i Olą do Moskwy na kolejne podanie komórek macierzystych.

GALA: Maniu, od wielu lat patrzysz na pracę mamy w fundacji. Wiele razy widziałam, jak stałaś z puszką i zbierałaś pieniądze na klinikę „Budzik”. To dla ciebie ważne?

MANIA JANCZARSKA: Jak mogę, to pomagam. To dla mnie naturalne, ale nie lubię o tym mówić. Myślę, że gdyby Ola nie była w śpiączce, pewnie tak bym się nie angażowała.

GALA: Wiele razy musiałaś już zastępować mamę. Tak było na ubiegłorocznych Różach Gali i kilka dni temu, kiedy mama otrzymała tytuł „Kobiety o kolorowym wnętrzu”. Musisz wejść na scenę, coś mądrego powiedzieć. Denerwujesz się?

MANIA JANCZARSKA: Na tej ostatniej imprezie spokojnie sobie siedziałam i nagle usłyszałam, że nie ma Ewy Błaszczyk, ale jest jej wysłanniczka – córka Mania. Wiedziałam, że mama gdzieś jest na sali, tylko się spóźniła, bo jechała prosto z teatru. Wyszłam na scenę i powiedziałam coś bez sensu. Na szczęście mama za moment stała przy mnie. Ale wiesz, mamo, jeżeli już tak sobie szczerze rozmawiamy, to uważam, że czasem powinnaś pomyśleć o sobie.

GALA: Też tak myślę. Co powinna dla siebie zrobić?

MANIA JANCZARSKA: Właściwie to wszystko (śmiech). Zadbać o siebie, mieć czas na godzinną kąpiel, spać tak długo, jak jej się podoba. Robić to, co ona chce, a nie to, czego ktoś od niej wymaga.

GALA: Ewo, też masz poczucie, że powinnaś coś dla siebie zrobić?

EWA BŁASZCZYK: Wiesz, nie bardzo już sobie umiem wyobrazić taką sytuację, że robię coś tylko dla siebie. Ale na pewno chciałabym zwolnić tempo życia, zmienić jego jakość. W innym rytmie rozmawiać, spotykać się, jeść śniadanie. W ogóle jeść śniadanie, obiad. Przestać ciągle wymagać od siebie. Nie mogę dalej żyć w poczuciu, że jest tylko totalny obowiązek.

GALA: Święta nie są dobrym momentem, żeby się na chwilę zatrzymać?

 

EWA BŁASZCZYK: Nie lubię świąt. Dla mnie refleksja z nimi związana jest bardzo przykra. Wtedy uprzytamniam sobie wszystko, czego mi brak, a o czym nie myślę, kiedy świat jest rozpędzony.

MANIA JANCZARSKA: A ja lubię święta. Te wszystkie przygotowania, zupełnie inny nastrój niż w ciągu całego roku.

EWA BŁASZCZYK: Przygotowania też lubię. Idziemy z Manią kupić choinkę, wspólnie ją ubieramy. Ale potem jest taki martwy moment i coś stuka w głowę... To nie jest fajne, bardzo szybko chciałabym wtedy wrócić do normalnego trybu życia.

GALA: Jak wyglądały święta, kiedy jeszcze żył Jacek, Ola była zdrowa?

EWA BŁASZCZYK: Zawsze były bardzo szczęśliwe, pełne ludzi i życia. Takie święta pamiętam też ze swojego dzieciństwa. Dom rodziców był bardzo ciepły. Na wigilię przychodziła masa ludzi, babć, dziadków, cioć, wujków, dzieci. Tamte wspomnienia do dziś dają mi siłę. Gwar, światło lampek na choince... Beztroskie, radosne życie.

MANIA JANCZARSKA: Ja tylko pamiętam, że z Olą rozdawałyśmy prezenty.

GALA: Jutro kolejny raz lecisz z Olą do Moskwy.

EWA BŁASZCZYK: Miałyśmy aż pół roku przerwy, po masakrycznej operacji kręgosłupa, która była konieczna. Teraz będziemy jeździły co trzy miesiące. Robię wszystko, co tylko jest dostępne na świecie, by pomóc Oli.

MANIA JANCZARSKA: Ale też się lepiej nie nakręcać...

EWA BŁASZCZYK: Ważne zdanie...

GALA: Zostawić wszystko czasowi, losowi... Tak?

MANIA JANCZARSKA: Jak w życiu wydarzy się coś przykrego, nie ma innego wyboru, niż iść dalej. Nie wracać do tego, co było.

GALA: Niezwykłe, że to mówisz i że udało ci się nie zgubić radości życia.

MANIA JANCZARSKA: Mam dopiero piętnaście lat i...

EWA BŁASZCZYK: Wszystko się zaczyna.

MANIA JANCZARSKA: No właśnie, a nie kończy...

EWA BŁASZCZYK: Ktoś cię kocha...

GALA: Życie jest piękne, mimo wszystko?

MANIA JANCZARSKA: A dlaczego nie? Ktoś umiera, ale też ktoś się rodzi, ktoś ma wypadek, a ktoś się budzi. Tak już jest. Nie chcę być nieszczęśliwa. Mam jedno życie i muszę je wykorzystać.

GALA: Czasem jeszcze wierzysz, że Ola się obudzi?

MANIA JANCZARSKA: Dlaczego: czasem?

GALA: Zawsze wierzysz?

MANIA JANCZARSKA: Myślę, że to nie jest kwestia wiary... Tylko takiego podejścia. Zawsze wszystko się może wydarzyć. No i tyle. Dlaczego Ola ma się nie obudzić? Ma taką szansę, wszystko się jeszcze dzieje.

EWA BŁASZCZYK: Gdybyś tak nie myślała, to życie byłoby okropne?

MANIA JANCZARSKA: Wtedy bym coś sobie zrobiła...

EWA BŁASZCZYK: Dopóki trwa życie, wszystko się zdarzyć może. Takie myślenie pomaga nam żyć.

MANIA JANCZARSKA: Nie tylko nam.

GALA: Oli też?

MANIA JANCZARSKA: Ola czuje, z jakim nastawieniem ktoś do niej wchodzi. Kiedy przychodzą panie od komunikacji pozawerbalnej, zawsze jest głośno i radośnie. Widzę, że Ola je lubi. A gdyby mówiły: „Olu, jaka ty jesteś biedna, leżysz w śpiączce i nic nie możesz powiedzieć”, to dla niej przecież byłby cios.

EWA BŁASZCZYK: Bardzo ważne rzeczy mówisz. Masz rady na wszystkie trudne sytuacje, dla każdego. Na nowy rok...

GALA: Jak sądzicie, jaki będzie nowy rok?

MANIA JANCZARSKA: Ja się nad tym nie zastanawiam.

EWA BŁASZCZYK: Zapełniamy dom nowym życiem. W sztuce „Rok magicznego myślenia” jest taki fragment, który od początku mnie zaintrygował: „Życie zmienia się szybko. Życie zmienia się w jednej chwili. Siadasz do kolacji i życie, jakie znasz, się kończy. Kwestia żalu nad sobą”. I jak przerobić później ten żal na wszystko, co robimy? No więc, wpuszczamy życie...

MANIA JANCZARSKA: Od jutra zamieszka z nami jamnik, siedmiomiesięczna Tosia, a za kilka dni dwumiesięczny golden retriever.

GALA: Ewo, kiedy nadchodził 2007 rok, czułaś, że coś ważnego się wydarzy. Kilka miesięcy później zaczęłaś jeździć z Olą do Moskwy.

EWA BŁASZCZYK: Od tamtej pory cały czas czuję to samo. Zobacz, nie ma już naszych dwóch psów, Berka i Koniaka. Odeszły, ale będą nowe. Ciągle jest światło. A ja jestem w drodze.

GALA: Czego będziecie sobie życzyć w Wigilię?

MANIA JANCZARSKA: Ja nie umiem składać życzeń (śmiech).

EWA BŁASZCZYK: My sobie nie życzymy, tylko się przytulamy. Słowa są takie miałkie, kompletnie nie mają sensu.