GALA: Widziałem, że kiedy była pani w łazience, to wszedł tam również mężczyzna.

EWA KASPRZYK: Byłam przekonana, że znowu pomyliłam damską toaletę z męską i nie wiedziałam w rezultacie, do jakiej weszłam. Kółko i trójkącik... wciąż nie mogę się tego nauczyć.

GALA: O czym pani teraz pomyślała?

EWA KASPRZYK: Czy toaleta jest męska, czy damska, to coraz bardziej umowna kwestia. W warszawskim klubie La Madame, gdzie występowałam, była jedna toaleta, żadnego rozróżnienia. Znaczenie płci słabnie. To, co mogą kobiety, mogą również mężczyźni – i na odwrót.

GALA: W związku z tym zmieniłaby pani płeć?

EWA KASPRZYK: Ale w jakim celu?

GALA: Żeby wejść w środek tej umowności. Mogę usiąść bliżej?

EWA KASPRZYK: Może pan. Żebym się nie darła?

GALA: Lepiej mi się teraz z panią rozmawia. Wracając do płci...

EWA KASPRZYK: Właśnie... Uważam, że to, jacy jesteśmy, wcale nie zależy od płci.

GALA: Rewolucyjne. Czyli nie determinuje ona jaźni.

EWA KASPRZYK: Determinuje. Mówię tylko o pewnych stereotypach myślenia, pewnych zachowaniach, które analizujemy w kategoriach: mężczyzna i kobieta, że coś jest niemęskie, a coś niekobiece. „Mężczyzna nigdy nie płacze” – przecież to jest od czapy, to stereotyp. Jeśli jest sprzyjająca ku temu sytuacja, to niech sobie płacze.

GALA: Pani mąż płacze?

EWA KASPRZYK: Mój? Nie widziałam go nigdy płaczącego, tak jak nie widziałam go chorego. Mówię o nim, że jest jednym z ostatnich bastionów, który nie padł, bastionów tego, co przyjęło się określać jako męskie. Powściągliwy, nie wpada w stany skrajne, załamania nerwowe. Co nie jest charakterystyczne dla facetów, których teraz spotykam, z zupełnie innego pokolenia.

GALA: A które pokolenie pani woli?

EWA KASPRZYK: Mówi pan o seksie?

GALA: O tym również.

EWA KASPRZYK: Chciałabym to połączyć. Tego, nazwijmy to, stereotypowego mężczyznę, tego starszego, ten archetyp, z fizycznością, z tymi atrybutami faceta młodszego, niedojrzałego. W tym drugim wypadku jest ten kaloryfer, są wspaniałe mięśnie, ale nie ma tego, co w tym pierwszym typie faceta. No bo skąd? Można się zachwycić tą naiwnością, pięknem, ale to szybko się nudzi.

GALA: Pani się kiedyś znudziło?

EWA KASPRZYK: Tylko teoretyzuję!

GALA: Oglądają się za panią młodsi mężczyźni?

EWA KASPRZYK: Ha! To już jest ich broszka, że się interesują ,,starszymi” kobietami.

GALA: Albo dojrzałymi.

EWA KASPRZYK: W Sopocie widziałam niedawno taką parę. Wieczni rockandrollowcy. Ona była w moim wieku, on miał jakieś dwadzieścia parę lat. Tworzyli malowniczą parę. On nosił taki dół ubrania, jak ona górę. Sama spotykam młodszych facetów, którzy dają mi odczuć, że im się podobam.

GALA: I co wtedy?

EWA KASPRZYK: No, bardzo dobrze się czuję.

GALA: Lepiej?

EWA KASPRZYK: Niż normalnie? Nie, bo normalnie też się dobrze czuję. Ale to jest podejrzane.

GALA: Co jest podejrzane?

EWA KASPRZYK: Że taki chłopak zainteresowany jest kobietą, która mogłaby być jego matką.

GALA: Chce się ogrzać w jej blasku?

EWA KASPRZYK: Często tak bywa wśród aktorów – chce się podźwignąć na czyimś nazwisku. Poza tym niektórzy mają taki styl bycia, że chcą być w związku i nie ponosić żadnej odpowiedzialności. Zachowują się jak rozkapryszone dzieci. Nie mam w stosunku do takich mężczyzn uczuć macierzyńskich.

GALA: Żeby się takimi opiekować, gotować im.

EWA KASPRZYK: Gotować?! A po co? Prasować? Absolutnie nie. Są takie, które robią to lepiej ode mnie.

GALA: To co by pani robiła z takim mężczyzną?

EWA KASPRZYK: Uczyła go życia. Kręcił się kiedyś wokół mnie taki młody fotograf...

GALA: Wreszcie doszliśmy do sedna sprawy.

EWA KASPRZYK: To było dawno temu. W gruncie rzeczy to nie wiedziałam, o co mu chodzi. Komplementował mnie, chodziliśmy razem do restauracji, było coraz przyjemniej. Ale bardzo szybko wyczuwam ludzi, którzy mają nieczyste intencje.

GALA: Powiedziała mi pani, że nie ma znajomych wśród równolatków. Dlaczego?

EWA KASPRZYK: Przyciągam młodych ludzi. Podobno daję im, jak sami mówią, energię, dobrą aurę. Zdumiewa mnie, kiedy słyszę, że po czterdziestce zaczyna się druga połowa życia. Nie zostawiajmy życia na starość. Kompletnie nie rozumiem, jak ktoś do mnie mówi: „Starzej się z godnością”. Co to znaczy?

GALA: Może mówią tak po reklamie kosmetyków. Pokazała pani w niej pokaźny fragment ciała.

EWA KASPRZYK: Niektórzy mieli nam, aktorkom, które wystąpiły w tej reklamie, za złe, że pokazałyśmy gołe ramiona i nagie uda. ,,Jesteśmy za stare, żeby to robić” – przeczytałam kiedyś na blogu. Bo teraz ,,stara” to jest taka, co skończy trzydzieści lat. A co ja takiego niegodnego robię? Tańczę na rurze w nocnym klubie?

GALA: Byłoby ciekawie.

EWA KASPRZYK: Pamiętam, jak rozmawiałam w obecności jednej mojej koleżanki o wibratorach. Już zapomniałam, z jakiego powodu. Usłyszałam od niej: ,,Kasprzyk, nie przystoi”. No tak, a co w moim wieku przystoi?

GALA: Dlaczego w naszym kraju tak trudno być innym, zachować swoją inność – uczuciową, seksualną czy religijną?

 

EWA KASPRZYK: Z akceptacją tej inności, która mnie otacza, nie miałam problemu. Moja córka Małgosia jest jeszcze bardziej radykalna. I zauważyłam, że osoby z różnych mniejszości jakoś do mnie lgną. Niedawno podeszła do mnie młoda kobieta, jak się później okazało, lesbijka. I rozmawia ze mną, rozmawia, zbliżamy się do puenty, a ona wypowiada zdanie: ,,Widzi pani, bo ja też jestem inna”. Podkreślam to: ,,bo ja też jestem inna”. Czyli ona patrzyła na mnie jak na inną.

GALA: A ci, co tę inność demonstrują, są potępieni.

EWA KASPRZYK: Tego nie wiem. Jedynym, który zrobił coming out wśród aktorów, jest Jacek Poniedziałek. Inni aktorzy, którzy są również homoseksualistami, wolą tego nie ujawniać.

GALA: Dlaczego?

EWA KASPRZYK: Bo z komercyjnego punktu widzenia to nie jest dobre posunięcie. Kiedy szalenie przystojny aktor zagra geja, a do tej pory był bożyszczem kobiet, to potem ciężko mu wrócić do tamtego wizerunku.

GALA: ,,Szarpnięte bohaterki” – powiedział mi ktoś o pani rolach. To się zaczęło od filmu „Kogel-mogel” i szalonej żony docenta, Barbary Wolańskiej. Później była m.in. ,,Bellissima”, a teraz Anna w ,,Berku” w warszawskim Teatrze Kwadrat.

EWA KASPRZYK: Przyjęło się mówić, że to sztuka wyłącznie o homoseksualistach. Nie zgadzam się z tym. Porusza o wiele więcej tematów.

GALA: Jakich, poza wątkiem gejowskim?

EWA KASPRZYK: „Berek” jest również o samotności. Moja bohaterka, moherówka, doświadcza jej najdobitniej. Chociaż, jak tylko zaczęłam próby, to usłyszałam: „No tak, ta Kasprzyk znowu o gejach”.

GALA: Może czas zmienić repertuar.

EWA KASPRZYK: Co będę zatem grała? Zakonnice. W ,,Berku” przeszłam na drugą stronę barykady. Gram w nim kobietę, która nawet nie wie dokładnie i nie rozumie, o czym mówi. Boi się np., że przez dotyk zarazi się wirusem HIV.

GALA: Kiedy byłem w teatrze, to na widowni siedziały pierwowzory pani bohaterki. Śmiały się.

EWA KASPRZYK: I to jest najpiękniejsze.

GALA: Myśli pani, że się dobrze bawią, kiedy widzą, jakie są naprawdę?

EWA KASPRZYK: „Berek” to gorzka komedia. Może ten śmiech w czasie spektaklu to rodzaj mechanizmu obronnego. Ale najważniejsze, co może dotykać te kobiety, to właśnie ta samotność. Moherówka Anna nie potrafi sobie z tym poradzić. Dostałam kiedyś e-mailem zdanie: ,,Najbardziej szczęścia i miłości potrzebują prostytutki i dewotki”.

GALA: Tak bardzo weszła pani w tę moherówkę, że widzowie, którzy siedzieli obok mnie, nie poznali pani.

EWA KASPRZYK: A po jednym z przedstawień do naszej teatralnej bileterki podeszła kobieta i zapytała: ,,Przepraszam panią bardzo, a kto dzisiaj tę Kasprzyk zastępował?”.

GALA: ,,Nazywam się Patty Diphusa i należę do tego typu kobiet, które nie przechodzą niezauważone w epoce, w której żyją”. Z panią jest podobnie.

EWA KASPRZYK: O, hmm... tak? Dziękuję. Dla mnie to dobrze. W tej sztuce jest więcej takich złotych zdań.

GALA: W końcu napisał to Pedro Almodóvar. Dalej uczy się pani hiszpańskiego, żeby zagrać u niego?

EWA KASPRZYK: Staram się. Byłam niedawno w Madrycie, gdzie m.in. sprawdzałam w praktyce, czego się nauczyłam. I nie mogę sobie darować, że nie poszłam do kina. Wyświetlali już jego nowy film „Przerwane objęcia”. W Polsce ma być dopiero jesienią.

GALA: Dlaczego fascynuje panią Violetta Villas?

EWA KASPRZYK: Bo jest... fascynująca. W czasach PRL-u wybijała się wysoko ponad tę całą szarość. Ale zatraciła się w sukcesie oraz sławie. Nie potrafiła odróżnić tego, co jest realne, od tego, co nie. Została wykorzystana. Sama dla siebie stała się mitem. Na zewnątrz silna, dla wielu nawet posągowa. Ale w środku, co się teraz okazuje, krucha, bezbronna i powoli zapominana.

GALA: A pani jaka jest?

EWA KASPRZYK: Własnym mitem czy legendą jeszcze się nie czuję (śmiech). Moje wszystkie posunięcia i decyzje wynikają z tego, że mam nerwy na wierzchu. Jestem totalnie emocjonalna i to determinuje moje zachowanie. Żebym tylko nie wyszła na jakąś niezrównoważoną...

GALA: Chciałem panią o coś prosić?

EWA KASPRZYK: Słucham.

GALA: Proszę się zaśmiać.

EWA KASPRZYK: (aktorka się śmieje) Tylko jak pan to opisze?

GALA:  Nie muszę. Ten śmiech wszyscy znają.

EWA KASPRZYK: Jak go słyszą, to mówią: „Na pewno Ewa się śmieje, bo brzmi jak seria z karabinu maszynowego”.