Trudno się z nimi umówić. Gosia kończyła sesję na anglistyce. Ewa była na planie „Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” w reżyserii Xawerego Żuławskiego. Gra tam matkę Silnego, czyli Borysa Szyca („Synek mi się udał, nie powiem!”). Ewa to specjalistka od filmowych matek; była już matką dobrą, matką złą, matką z pierogami, matką despotką. Teraz jest matką dresiarza i nie ma czasu się nim zająć, bo jako akwizytorka jeździ po kraju z garnkami. Dla Ewy najważniejsza jest jednak życiowa rola matki. Przeżywała okres bardzo trudnych relacji z córką. Razem z tego wyszły...

GALA: Pomagałaś mamie przeniknąć subkulturę dresiarską, o której opowiada „Wojna polsko-ruska…”?

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Nie, nie miałam czasu. Kiedy mama przygotowywała się do roli, ja uczyłam się do sesji.

EWA KASPRZYK: Myśli pani, że jestem za stara, żeby zrozumieć tę nowomowę? Kontaktuję się z młodymi ludźmi, znam ich język. Słownictwo w filmie jest dosadne, ale jak inaczej pokazać świat dresiarzy? Książka jest rzeczywiście adresowana do młodych, ale starszym daje ogląd tego świata z perspektywy młodych. To zderzenie bywa zabawne. Podczas spotkania z prasą promującego film w wesołym miasteczku na warszawskim Gocławiu, w dzielnicy blokowisk, pozowałam tłumowi fotoreporterów. Nagle pojawił się dresiarz, jakby wyjęty z powieści, i woła w moim kierunku: „A kim ona, k…, jest, że jej tak zdjęcia robią?!”. Więc się odwróciłam i powiedziałam: „Marilyn Monroe. Co ty, k..., nie znasz?!”. Był tak zbity z tropu, że podszedł i grzecznie zapytał: „Czy ja też bym mógł sobie zrobić z tobą zdjęcie?”.

GALA: Małgosiu, czy po takich przygodach mamy na pewno chcesz zostać aktorką?

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: To może być TO! Jestem zafascynowana filmem. Myślę, że w przyszłym roku, po licencjacie, pójdę do którejś ze szkół filmowych.

GALA: Jak reagowałaś na to, że mama nieustannie się zmienia?

EWA KASPRZYK: A trzeba dodać, że reżyserzy nie angażują mnie do ról świętych ani zakonnic. Jesienią znów zagram w tzw. odważnym melodramacie „Płynące wieżowce” o wyborach hetero- i homoseksualnych.

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: W dzieciństwie, jak mamy nie było w domu, na okrągło oglądałam jej filmy. „Kogel-mogel” znam na pamięć.

EWA KASPRZYK: Mieszkaliśmy wtedy w Warnie i choć postanowiłam rzucić aktorstwo i zająć się rodziną, czasami coś grałam. Któregoś dnia wróciłam z Polski i usłyszałam swój głos w domu. To Gosia z braku mamy oglądała ją w telewizorze.

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Kiedyś wróciłam ze szkoły, a mama rozmawiała z łyżką (śmiech).

EWA KASPRZYK: Czasem mówię sama do siebie, bo akurat coś ćwiczę.

GALA: Gosia to pierwsza recenzentka?

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Zawsze mówię, kiedy coś mi się nie podoba. Jak się podoba – też.

EWA KASPRZYK: Nie jesteś znów taka skora do zachwytów!

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Jak to nie?! A Patty? Przepraszam bardzo, ale tą rolą się zachwycałam!

GALA:. Patty Diphusa to gwiazda porno. Małgosiu, miałaś 16 lat, gdy wyszukałaś w księgarni felietony Almodóvara, na podstawie których powstał ten monodram.

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Czułam, że mamie się spodoba. Obie jesteśmy zafascynowane Pedro Almodóvarem.

EWA KASPRZYK: A potem Gosia cytowała te teksty na maturze. Pierwszy pokaz monodramu odbył się o 10 rano w Teatrze Ateneum przed Gustawem Holoubkiem. To był egzamin reżyserski Magdy Ogrodzińskiej. Wyszłam na scenę w wyuzdanym kostiumie, różowej peruce i butach na kilkunastocentymetrowych obcasach. Holoubek mnie nie poznał. Siedział na widowni i palił papierosa za papierosem. „Skąd wzięłaś taką dziewczynę?!” – zapytał reżyserkę (śmiech). Chciałam to jak najszybciej mieć za sobą, bo bałam się, że monodram przekracza jego smak. A on ze swoją wspaniałą otwartością przełknął pikanterię, której jest tam dużo, i powiedział tylko jedno zdanie: „Powinnaś robić większe pauzy między zdaniami, zaufaj słowu”, co było zgodne z jego filozofią aktorstwa. Uwaga ogromnie mi pomogła, to był mój pierwszy monodram w życiu. Mam nadzieję, że film Wasilewskiego dojdzie do skutku, bo przez trzy lata nie było na niego pieniędzy. Tematy gejowskie, związane z transseksualizmem, drag queen, ciągle są u nas traktowane jak sensacja. To kwestia mentalności, wychowania.

GALA: Jak byłaś wychowywana, Gosiu?

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Mama cały czas mówi, że powinna była mnie wychować inaczej.

GALA: To znaczy jak?

EWA KASPRZYK: Więcej dyscypliny! (śmiech) Pozwalałam jej na wszystko.

GALA: Na przykład na powroty w nocy?

EWA KASPRZYK: Musiała tylko powiedzieć, gdzie idzie i z kim. Dostawała na taksówkę i o czwartej rano ściągała do domu. Ale nie nadużyła mojego zaufania. Trochę żartuję, że ją źle wychowałam.

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Cieszę się, że miałam tyle luzu. Mama pozwalała mi na wyjazdy po całej Polsce. Poznałam fajnych ludzi. Teraz nie miałabym na to czasu.

EWA KASPRZYK: Puszczałam ją w świat. I tak jest nadal. Ostatnio była pół roku w Szwecji, trzy miesiące na Florydzie. Tam akurat pracowała. Była też na kursie hiszpańskiego w Madrycie.

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Jak miałam 10 lat, sama pojechałam na kurs językowy do Londynu. Dzięki wyjazdom wiem, że zawsze sobie poradzę, wszędzie się zaaklimatyzuję. Teraz nie myślę o wyjazdach. Muszę szukać pracy, żeby zarobić na utrzymanie.

GALA: Mama cofnęła kieszonkowe?

 

EWA KASPRZYK: Dostała mieszkanie, musi zarobić na czynsz. Na razie dzieli je z koleżanką. Przez rok mieszkała też z kolegą.

GALA: Trzyosobowa rodzina i trzy adresy. Panie w Warszawie, mąż i tata w Gdyni? Nie czuje się tam samotny?

EWA KASPRZYK: Nie chciał się tu przenieść. Ale często się widujemy. Łatwość przemieszczania się jest tak wielka, że mogę cztery dni pracować w Warszawie, piąty spędzić nad morzem, a szóstego pojechać z rodziną na Wyspy Zielonego Przylądka na kolejne cudowne dziesięć dni, co zdarzyło się nam niedawno. Mnie wciąż gdzieś nosi. Właśnie jadę do Chorwacji. Mąż mówi, że najlepiej jest mi tam, dokąd dopiero jadę.

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Tacie ciężko byłoby w Warszawie, jest inżynierem budowy okrętów. Nie jest sam, na osłodę ma psa Dżekusia.

EWA KASPRZYK: Niebawem wyjedzie do stoczni w Indiach. Może i my się tam gościnnie przeniesiemy? Traktujemy życie jak podróż. Myślę, że w końcu wszyscy spotkamy się w jednym miejscu. Może we wspólnym domu? Chyba że Gosia wybierze jakieś inne miejsce do życia. Ona w ciągu tygodnia cztery razy zmienia plany. Czasem nie mogę tego wytrzymać. Jednego dnia jedzie do Madrytu, drugiego zdaje do szkoły teatralnej, trzeciego idzie studiować zaocznie, a czwartego ma całkiem nowy pomysł.

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Często słyszę: „Z tobą nic nie można zaplanować!”. Mówię: „Taaak? A z tobą można?”.

GALA: Małgosia wcześnie wyprowadziła się z domu.

EWA KASPRZYK: Bez przerwy wprowadza się i wyprowadza. Trochę mieszkała ze mną w Warszawie, potem z ojcem w Gdyni, ale znów wróciła, bo uznałam, że lepiej ją mieć na oku. W Gdyni chodziła do szkoły tenisowej, a w Warszawie do prywatnej szkoły Fundacji Varsovia. W mojej branży trudno jest wychowywać dzieci. Gosia może mieć pretensje, że kiedy potrzebowała mnie najbardziej, to mnie nie było. Może przez to się tak zamykała. Ale przecież moi rodzice też pracowali i nie mieli dla nas czasu! Co prawda mieliśmy babcię, której można było powiedzieć wszystko.

GALA: Ma pani wyrzuty sumienia, że zostawiała Gosię?

EWA KASPRZYK: Nie, nie mam poczucia, że ją zaniedbywałam. Część czasu spędzała z ojcem. Uczył ją grać w tenisa, jeździć na nartach. Kiedy teraz nie mogę się z nią dogadać, dzwonię do męża, referuję mu problem, a on: „Nic mi nie meldowała”. Bo ojca oszczędza.

GALA: Gosiu, miałaś żal do mamy?

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Przeciwnie, cieszyłam się, gdy jej nie było (śmiech). Jak rodzice wyjeżdżali i zostawałam sama, mogłam robić, co chciałam. Gdy mama wracała, wszystko nadrabiała.

GALA: Buntowałaś się? Skoro miałaś tyle luzu, to przeciwko czemu?

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Lepiej nie mówmy o tym. Buntowałam się, teraz widzę, że bez sensu. Taki wiek. Hormony.

EWA KASPRZYK: Próbowała zejść na złą drogę. Miała dziwne towarzystwo, znacznie starszych od niej chłopców. Oni wystawali wieczorami na podwórku, palili papierosy i pili piwo albo wino. Protestowaliśmy, kiedy chciała z nimi stać. Jak miała 14 lat, jeden nawet poprosił ją o rękę (śmiech)! Na Wielkanoc mieliśmy jechać do Włoch na narty. A Gosia, że za nic w świecie! Że woli zostać z tym towarzystwem. Nie mogliśmy na to pozwolić. Kiedy obaliliśmy wszystkie jej argumenty, z pomocą wkroczył jeden z kolegów: „Bardzo panią przepraszam, ale Gosia nie może jechać, bo wychodzi za mnie za mąż”. Najmniejszy chłopaczyna z całego towarzystwa (śmiech). Musiałam skapitulować. Obiecała, że jeżeli zostanie w domu, nie poślubi nikogo.

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: (śmiech) W ogóle tego wydarzenia nie pamiętam.

EWA KASPRZYK: Albo twoje rzucanie się, agresja! To było straszne, cały ten czas buntu.

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Chyba normalne, że się denerwowałam, jak mi przeszukiwałaś pokój.

EWA KASPRZYK: Miałam wtedy powody, czyż nie?! Mówiono mi, że dzieci przeżywają trudny okres w wieku 14 lat. Więc myślałam: „OK, za chwilę wszystko wróci do normy”. A u niej co dwa lata historia się powtarza. Gosia ciągle ma trudny okres! Ale z drugiej strony może to dobrze, że nie da sobie narzucić mojego widzenia świata. Mogłaby tylko być łatwiejsza we współżyciu.

GALA: Mogłabyś, Małgosiu?

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Czasami. Mama też nie jest łatwa.

EWA KASPRZYK: Mamy swój kod. Często zaczynam jakieś zdanie, nie kończę, przerzucam się na inny temat, a ona doskonale łapie, w czym rzecz. Czasami specjalnie mówię bzdury, żeby ją rozśmieszyć, bo ona ma tendencje do czarnowidztwa Wystarczy, że się czymś zmartwię, a ona od razu: „Dołujesz mnie”. Nie jest tak?

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Bo ty sama siebie dołujesz!

EWA KASPRZYK: Czasem rzeczywiście człowiek się sam nakręca. Jak wyczuwam u Gosi chandrę, staram się wrzucić coś pozytywnego. Nawet jak przygrzeję w coś nowym samochodem, mówię: „To tylko samochód!”.

GALA: Daje pani córce poprowadzić?

EWA KASPRZYK: Ona robi już szesnasty rok prawo jazdy. No, może trochę krócej (śmiech). Za każdym razem uczy się do egzaminu. Jadę z nią, czekam, czy zda. A ona: „Dwóch punktów mi zabrakło”. Wreszcie zdała teorię, została praktyka.

GALA: Jak często się panie widują?

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Mieszkamy w tym samym bloku.

EWA KASPRZYK: Wyprowadziłam się do sąsiedniej klatki. Możemy sobie pomachać z okna. Bez zapowiedzi weszłam tylko raz. Mieli przyjść goście, Gosia powiedziała, żebym lepiej nie wchodziła. Miała bałagan, śmieci niewyniesione, trochę się krępowała. Na ogół dzwonię.

GALA: Pani Ewo, zwierza się pani Gosi?

 

EWA KASPRZYK: Zwierzam, bo komu mam się zwierzać? W moim świecie trudno o przyjaciół.

GALA: Opowiadasz mamie o swoich chłopakach?

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Nieraz tak.

EWA KASPRZYK: I nawet pokazuje, mówi: „Rzuć okiem” (śmiech).

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Jak ostatnio przeżywałam rozstanie, mama przyszła do mnie z lodami.

EWA KASPRZYK: Była w depresji. Po prostu przeceniła faceta. Dopisała mu więcej dobrych cech, niż miał. Można o nim powiedzieć jedno: był przystojny (śmiech).

GALA: Deborah Tannen, amerykańska psycholożka, pisze, że w związku matki z córką najgłębsza miłość łączy się z nienawiścią, a podstawą relacji jest walka o władzę. I że obie przeglądają się w sobie jak w tafli lustra, przy czym każda widzi tylko siebie.

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Ma rację. Szczera prawda. Mama stwarza problemy z niczego, mam to samo. Ona przesadza, nadinterpretuje, nakręca się. Podobnie ja. Na zdjęciach, gdy mama była w moim wieku, jesteśmy podobne. Mam nadzieję, że w jej wieku też będę tak wyglądała.

EWA KASPRZYK: To miłe, co mówisz. Też widzę w Gosi siebie sprzed lat. Kiedy wczoraj rozjaśniłaś włosy na rudawe, przypomniałam sobie debiut w „Dziewczętach z Nowolipek”. Miałam czarne kręcone włosy, podobną burzę na głowie jak ty. Cieszę się, że nie stetryczałam mentalnie. Czasami chcę córkę przed czymś ustrzec, żeby nie popełniła moich błędów. Wiem, że to bezcelowe, że sama musi przez wszystko przejść. Gosia była dzieckiem wyczekiwanym. Lekarze nie dawali mi wielkich szans na macierzyństwo. Więc wyszłam za mąż (śmiech).

GALA: Wiem, wiem... Z obawy przed staropanieństwem w wieku 29 lat.

EWA KASPRZYK: Zapragnęłam dziecka. Teraz w tym wieku nikt nie szykuje się nawet do rozglądania za facetem! Może dlatego Gosia była wychowywana pod kloszem. Jak się urodziła, zrezygnowałam z grania. Ale nie da się żyć tylko domem. Sama się o tym przekona, jak zostanie matką. Tylko czy widzi mnie w roli babci?

GALA: Jest na to szansa??

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Mama próbowała mnie już nawet swatać (śmiech). Pojechałyśmy do Portugalii na festiwal teatralny z przyjaciółką mamy. I nagle one zaczęły: „Mamy dla ciebie chłopaka! Och, jaki piękny! Brazylijczyk!”.

EWA KASPRZYK: Gosia się nudziła, więc uznałyśmy, że potrzebne jej towarzystwo młodych. Znalazłyśmy Mauricia. Ale nie przypadł jej do gustu.

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Umówiłam się z nim na randkę do muzeum (śmiech). Dziwnie mówił, myślałam, że ma ślinotok. Okazało się, że nosi aparat na zębach. Potem go przy mnie wyjmował. Brrr…

EWA KASPRZYK: (śmiech) Kiedy mieli przyjść do nas goście, mówiłam: „Gosia, przyjdą znajomi z dzieckiem w twoim wieku”. A potem się okazywało, że dziecko ma lat 30 albo jeszcze leży w wózku. Gosia to typowa jedynaczka. Mnie też w domu rozpieszczano, byłam najmłodsza z rodzeństwa, ale nigdy nie miałam takich egoistycznych zagrywek jak ona.

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Nie widzisz, że się zmieniłam? Kiedy byłam mała, nie było szans, żebym komuś dała zabawkę. Zmieniłam się.

EWA KASPRZYK: Całe szczęście! W naszym domu zawsze było dużo młodzieży. W osiemnaste urodziny Gosi spaliśmy z mężem w hotelu, bo nie było gdzie zmieścić gości.

GALA: Mówiłyśmy już o splocie miłości i nienawiści. Teraz powiedzcie o miłości.

EWA KASPRZYK: Gosia bardzo mnie wzruszyła w Portugalii, kiedy wezwały z ciotką policję, bo myślały, że się topię. A ja postanowiłam się przejść. Więc chodzę po plaży, powtarzam rolę. Po godzinie wracam, a tu zamieszanie – obok ambulans, nade mną helikopter. Nie miałam pojęcia, że to po mnie. A one zobaczyły na morzu boję i wzięły ją za mnie.

GALA: Przecież mama świetnie pływa, była mistrzynią!

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Ale to ocean, wielkie fale, nigdy nic nie wiadomo. Byłyśmy przerażone i nagle widzimy mamę, która idzie sobie spokojnie plażą i coś powtarza. Jaka ulga!

EWA KASPRZYK: Koleżanka powiedziała, że wtedy zobaczyła, jak córka mnie kocha.

GALA: Sprzeczacie się?

EWA KASPRZYK: No pewnie!

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Głównie (śmiech).

EWA KASPRZYK: Czasami udaje nam się wyjść z potyczki bez szwanku. Ale najczęściej Gosia wychodzi z pokoju, w pół zdania. A czasem ja.

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Sprzeczamy się o głupoty, a nie o poważne rzeczy.

GALA: A co robicie, jak się nie kłócicie?

EWA KASPRZYK: Idziemy do kina.

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Albo do knajpki. Albo coś sobie gotujemy w domu, tzn. ja gotuję, bo kuchnia nie jest mocną stroną mamy.

GALA: A co jest?

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: To, że jest otwarta na wszystko i pełna akceptacji dla moich poszukiwań, zmian planów. I jeszcze stara się mnie w nich wspomagać.

EWA KASPRZYK: Wreszcie to zauważyłaś! Gosia łamie każdy mój zakaz. Więc kiedy będę chciała, żeby coś osiągnęła w jakimś kierunku, muszę jej tego zakazać (śmiech).

GALA: Może warto zakazać aktorstwa?

EWA KASPRZYK: Właśnie. Bo czy aktorstwo jest dla niej? Gosia jest leniwa. 12.00, a ona dopiero wstaje. Aktorstwo wymaga dyscypliny, nie wiem, czy umiałaby się podporządkować. Bo żyje po hippisowsku.

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Mam dopiero 22 lata! Zmieniam się, więc może to wszystko jeszcze przyjdzie. Muszę mieć motywację. Film mnie ciekawi. Nie tylko w sensie aktorskim, może pójdę w inną filmową stronę? Niektórzy długo dojrzewają.

GALA: Czy Małgosia jest przy mamie w trudnych momentach?

 

EWA KASPRZYK: O, tak! Kiedyś ma imprezie pośliznęłam się i spadłam ze schodów. Złamałam nogę. Gosia wzięła taksówkę, przyjechała po mnie, zawiozła do szpitala. Można na nią liczyć.

MAŁGORZATA BERNATOWSKA: Mama robi mnóstwo szalonych rzeczy. Jedno jest pewne: z nią nigdy nie jest smutno!